AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Kapturek – samograjek i śpiewajek

Czerwony Kapturek, reż. Waldemar Wolański, Teatr Lalek Pleciuga
Doktor habilitowana kulturoznawstwa, adiunkt w Zakładzie Performatyki Instytutu Kulturoznawstwa UAM. Autorka i współautorka książek i artykułów wydanych w Polsce i za granicą.
A A A
fot. Poza Okiem - Piotr Nykowski  

Dyrektorzy teatrów dla dzieci często tłumaczą niepojawianie się nowych tekstów dramatycznych na ich scenach tym, iż panie przedszkolanki czy też nauczycielki mniej chętnie wybierają nieznane im tytuły, a stare bajki zawsze (niestety także bez względu na ich jakość) cieszą się powodzeniem. Mogłoby się wydawać, że dyrekcja Pleciugi postanowiła swój Teatralny Ty-dzień Dziecka rozpocząć właśnie takim frekwencyjnym pewniakiem, czyli Czerwonym Kapturkiem według Bajek Samograjek Jana Brzechwy.

Spektakl Waldemara Wolańskiego ma jednak tę cechę, że może przyciągnąć do teatru zarówno zachowawczych konserwatystów oraz tych lubiących odmienne podejście do tego, jak współcześnie robić bajki dla dzieci. Równocześnie jego przedstawienie pokazuje, jak nieostrą kategorią jest zarówno tradycjonalizm, jak i nowatorstwo w sztuce dla dzieci. Mija już jedenasty rok odkąd Wolański z tą samą ekipą współtwórców (muzyka, scenografia) wystawia w różnych polskich miastach własną adaptację Czerwonego Kapturka. Przyjęło się od artystów oczekiwać, że każda z ich wypowiedzi musi być oryginalna i różnić się od poprzednich, a jeśli nawet do czegoś się wraca, to trzeba przynajmniej opracować własne dzieło w odmienny sposób. O ile pewnie sprawdza się to w literaturze i malarstwie, o tyle w teatrze powroty i powtórzenia dzieł inscenizacyjnych mogą się sprawdzać nawet po kilku latach. Inscenizacja Wolańskiego jest właśnie przykładem takiego evergreena.

Kiedy wchodzimy na widownię kurtyna jest podniesiona, a na scenie stoi postawiona na sztorc wielka księga z napisem „Koniec”. W momencie, kiedy spektakl się powinien zacząć, kurtyna opada, a zza kulis słychać jakieś pojedyncze głosy. Kurtyna podnosi się i na scenie widać jakichś dwóch debatujących mężczyzn, którzy – kiedy orientują się, że kurtyna jest w górze – wydają z siebie pełen paniki pisk i uciekają z widoku. Kurtyna ponownie opada, a konfuzja na widowni staje się wyraźnie wyczuwalna. Dzieci zaczynają wstawać, kręcić się zdezorientowane. Wtedy kurtyna podnosi się po raz kolejny i – ku wyraźnej uldze zgromadzonych – wreszcie rozpoczyna się spektakl. Ten początek bardzo wyraźnie wprowadza w prezentowanie historii teatralną ramę, a równocześnie klimat jakiegoś nieogarnięcia, nieprzygotowania i pójścia na żywioł. Występujący na scenie aktorzy jeden przez drugiego, przepychając się, wzajemnie się zasłaniając, rozpoczynają mówić tekstem Brzechwy. Jednakże ich bardzo energiczne działania powodują, iż bajeczka nie tyle „snuje się”, jak to jest w oryginalnym tekście, ale raczej skacze jak pchła z ADHD po psim grzbiecie. Kiedy przychodzi moment autoprezentacji Kapturka przy pomocy znanej piosenki „Nie Kruczek, nie Burek,/ nie jeż, nie ptak/ Czerwony Kapturek/ to ja zwę się tak”, Wolański ustami postaci postanawia wyjaśnić, dlaczego czapeczka dziewczynki jest właśnie w takim kolorze. Okazuje się, że to przez braki w zaopatrzeniu i niemożliwość zakupu materiału w innego niż czerwony. Czerwonymi kapturkami przypominającymi czapeczki niemowlęce popularne kilkadziesiąt lat temu zostają obdarzeni wszyscy wykonawcy – zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Niektórzy wyglądają w nich celowo groteskowo, na przykład jak Shrek przebrany za dzidziusia. Stąd też sprawiają wrażenie nie do końca zadowolonych z tego, co dalej mają grać. Wyglądają, jakby nie niekoniecznie mieli ochotę grać, niektóre gesty tylko markują, szczególnie mężczyźni, jak na przykład Kamiński przebrany za biedronkę czy Maciej Sikorski w kostiumie pszczółki. Miny mają nieszczególnie szczęśliwe, jak aktorzy przepełnieni poczuciem frustracji, że zamiast robić „prawdziwą sztukę”, muszą w idiotycznych czapeczkach wygłupiać się w teatrze dla dzieci. O tym, iż jest to celowe budowanie planu teatralnego opowieści, świadczy to, że kiedy przychodzi do tańczenia i śpiewania, we wszystkich wykonawców wstępuje niesamowita energia i werwa, tu już nie ma miejsca na znudzony dystans.

Inscenizacja Wolańskiego cały czas skacze między dwoma planami: graniem „teatru w teatrze” oraz owym snuciem bajeczki. Ten drugi grany jest w lalkach żyworękich, których estetyka przypomina nieco dziecięce szmacianki. W tym planie poszczególni aktorzy, kiedy przestają być narratorami z utworu Brzechwy bądź też komentatorami stworzonymi przez Wolańskiego, przypisani są do konkretnych bohaterów. Kiedy ich postacie nie grają w jakiejś scenie z planu opowieści, wracają jako aktorzy-narratorzy czy aktorzy-techniczni. Przydaje to kolejnym fragmentom fabuły niebywałej żywotności. Na scenie cały czas dzieje się kilka rzeczy naraz. Aktorzy-nie postacie z bajki obsługują na przykład książkę, której kolejne karty stają się scenograficznym tłem dla poszczególnych momentów akcji. Przełożenie wielkiej strony to wyraźny znak, że historia dzieje się w jakimś nowym miejscu.

Takie elementy rzeczywistości scenicznej w połączeniu z dopisanymi przez Wolańskiego fragmentami tekstu, a szczególnie piosenkami, powodują, iż jego przedstawienie dość mało przypomina tradycyjną teatralną bajeczkę dla dzieci. To bardziej zabawa przy użyciu teatru, na szczęście taka, która ze sceny przenosi się na widownię. Równocześnie piosenki dołożone przez Wolańskiego w subtelny sposób przełamują staroświecką konwencję baśniową i delikatnie uwspółcześniają historię. Nie ma tu jednak żadnych nachalnych znaków dla dzieci, że oto coś dzieje się współcześnie, raczej pojawiają się subtelne tropy. W bajce Perraulta, a w konsekwencji i u Brzechwy, rodzina Kapturka to same kobiety. W jednej z początkowych piosenek chór mężczyzn próbuje się dowiedzieć, co stało się z ojcem dziewczynki. W śpiewanym dialogu dopominają się o prawo ojca do istnienia w tej opowieści, odrzucając równocześnie uproszczone rozwiązania, które proponuje chór kobiet. Między takimi rozważaniami (także dotyczącymi tego, jak zachowywać się powinna/nie powinna babcia czy mama) cały czas do przodu posuwa się bajkowa historia Kapturka, okraszona czasem drobnymi gagami, dzięki którym na spektaklu nie nudzą się i starsi, i młodsi. Przedstawienie w Pleciudze to przykład spektaklu, który nie dekonstruując znanej bajki, nie przenosząc jej w kontekst inny niż baśniowy, nie tworząc wokół jej tematu parodystycznej wariacji i tak powołał na scenie do życia współczesny rodzaj teatru, w którym sprawiedliwość oddano także dawnemu autorowi, ponieważ teksty Brzechwy i Wolańskiego współbrzmią znakomicie. A także – co chyba jeszcze ważniejsze – tworzą równie inteligentny i zabawny tekst dla teatru. W tym spektaklu wszyscy znajdą coś dla siebie: tradycjonaliści – znany, bezpieczny tytuł przedstawiony bez żadnych niepotrzebnych udziwnień, natomiast zwolennicy nowego teatru dla dzieci – dobrze przygotowaną improwizację eksponującą teatralność snutej opowieści.

20-06-2018

galeria zdjęć Czerwony Kapturek, reż. Waldemar Wolański, Teatr Lalek Pleciuga <i>Czerwony Kapturek</i>, reż. Waldemar Wolański, Teatr Lalek Pleciuga <i>Czerwony Kapturek</i>, reż. Waldemar Wolański, Teatr Lalek Pleciuga <i>Czerwony Kapturek</i>, reż. Waldemar Wolański, Teatr Lalek Pleciuga ZOBACZ WIĘCEJ
 

Teatr Lalek Pleciuga
Jan Brzechwa
Czerwony Kapturek (według tekstu Bajek Samograjek)
reżyseria: Waldemar Wolański
teksty piosenek: Waldemar Wolański
scenografia: Joanna Hrk
muzyka: Bogdan Dowlasz
choreografia: Kazimierz Knol
obsada: Maja Bartlewska, Marta Łągiewka, Danuta Kamińska, Grażyna Nieciecka-Puchalik, Przemysław Żychowski, Dariusz Kamiński, Krzysztof Tarasiuk, Maciej Sikorski
premiera: 19.05.2018

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: