AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Kiepski spektakl w słusznej sprawie

Bez_tytułu, Magdalena Mellin i Kajetan Hajkowicz
Profesor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, doktor habilitowany. Teatrolog, kulturoznawca, performatyk, kierownik Zakładu Performatyki Instytutu Kulturoznawstwa UAM. Autor, redaktor, współredaktor książek z zakresu historii teatru i teatru współczesnego, twórca wielu artykułów opublikowanych w Polsce (m.in. w „Teatrze” i „Dialogu”), a także za granicą.
A A A
fot. Tadeusz Boniecki  

Z tekstu zamieszczonego w programie dowiadujemy się, że Bez_tytułu Magdaleny Mellin i Kajetana Hajkowicza to „performatywny spektakl (!) skomponowany z historii wielu kobiet połączonych doświadczeniem codziennej opresji, bezsilności i niemocą wyrażenia wściekłości. Ważne są w nim te kobiece działania, które zazwyczaj niewidoczne, mogą zawierać w sobie akt wielkiej odwagi”.

Obszerny fragment podłogi w sali Teatru Ósmego Dnia jest pokryty wysypaną tu czarną ziemią, a wśród jej pokładów majaczą białe prostokąty starannie złożonych w kostkę prześcieradeł. Biel i czerń, czystość i brud, matka-ziemia i dom, ziemski proch i ludzka codzienność – to się bardzo ładnie komponuje w dający do myślenia początek spektaklu. Intryguje także milcząca na razie obecność kilku starej daty magnetofonów kasetowych, które leżą na podłodze, wzbudzając moją ciekawość w kwestii, jak też będą użyte. Aktor i aktorka, ubrani w takie same dresy, rozsypują ziemię. Widzowie, którzy wybrali drogę do siedzeń po przeciwnej stronie od wejścia, przeskakują nad gęstniejącą miejscami warstwą czarnoziemu.

Posypany ziemią teren jest otoczony przez osiem segmentów siedzeń, które przedzielone są wąskimi dość przejściami. Właśnie u dołu tych przejść aktorka odkłada złożone prześcieradła, podczas gdy jej partner ustawia magnetofony tuż przed pierwszymi rzędami siedzeń w każdym segmencie. Potem oboje rozgarniają ziemię i ją ubijają. Tło dźwiękowe tych działań to dochodzące z głośników niewyraźne szmery, uzupełnione po dłuższej chwili przez rytm werbla.

Zapada ciemność, oboje stają na środku i zdejmują góry od dresów. Teraz ubrani są w takie same szare koszulki. Szmery i odgłosy werbla zastąpione zostają rytmiczną muzyką, w takt której aktor i aktorka zaczynają się gimnastykować, a potem tańczyć. W trakcie tańca zarysowują koło na czarnej warstwie ziemi. On pociąga nosem, ona dyszy, potem on zdejmuje koszulkę. Zdejmowaniu towarzyszą dobiegające z różnych stron odgłosy otwierania i zamykania drzwi. Teraz ona tupie na środku placu gry, a on zakłada białą koszulę, podchodzi do partnerki, stając do niej tyłem. Stoją tak przez dłuższą chwilę. Skrzypienie drzwi zastąpione zostaje przez powolne, rytmiczne dźwięki. Ona poprawia mu kołnierzyk od koszuli, po czym oboje padają na ziemię, tworząc po chwili obraz, który przypomina rozliczne malowidła i rzeźby przedstawiające Matkę Boską i Jezusa po zdjęciu z krzyża (z włoskiego: pietà). Po dłuższej chwili ona go odrzuca na bok i bierze do ręki magnetofon, podczas gdy on się czołga po zabrudzonej czarnoziemem podłodze.

Zanudziłem? Trudno, przekazuję tylko bardzo dokładnie i skrupulatnie to, czego sam doświadczyłem podczas pierwszej sekwencji „performatywnego spektaklu” pod tytułem Bez_tytułu.
 
Wypowiedziany zostaje pierwszy tekst. Dotyczy on pacyfikacji jakiejś wsi przez polskich policjantów. Najprawdopodobniej chodzi o wieś ukraińską sprzed II wojny światowej, ale dopiero na końcu doznajemy upewnienia, gdy jest to wprost powiedziane. Jedna z Ukrainek, nie mogąc już wytrzymać upokorzenia i opresji, rzuca w policjanta butami.

Tekst jest mocny i trafia dobitnie do wrażliwości widzów, tyle że w moim odbiorze ma się nijak do czarnej ziemi, prześcieradeł, magnetofonów, dresów, koszulek i koszuli, gimnastyki oraz tańca. Nie mówiąc już o licznych, dobrze nagranych i precyzyjnie wyemitowanych odgłosach.

Potem jest już bardziej czytelnie, bo z góry spada huśtawka, której towarzyszy też opadające spod sufitu karnawałowe złote konfetti. Aktorka zajmuje miejsce na huśtawce, wyposażona w okrągłą niebieską torebkę. Opowieść, tym razem pochodząca z roku 1984, dotyczy traumatycznych przeżyć dziewczynki. Jej dziadek-myśliwy przyniósł właśnie do domu upolowaną sarnę, którą patroszy babcia. Przeciągłemu gwizdowi z głośników towarzyszy opowieść o raciczkach, trzewiach, smrodzie, zielonych plamkach wnętrzności na koszuli... Aktorka kręci się w kółko na huśtawce. Kilkakrotnie powtórzony jest tekst: „Mianuję ciebie tytułem księżniczki”, któremu towarzyszą odgłosy krakania wron. Aktor przejmuje niebieską torebkę, aktorka schodzi z huśtawki, po czym zdejmuje koszulkę, pod którą jest halka. Nakłada na nią biały sweter-golf, a na nogi wciąga kalosze. On tymczasem podwiązuje z powrotem huśtawkę, a potem rozgarnia ziemię i kładzie na tym miejscu górę od dresu i magnetofon. Trzyma w ręce zabawkę – pistolet na wodę, którego lufę przykłada sobie do głowy. W tym czasie ona wędruje wolno wokół sali, zasłaniając kurtynkami wszystkie przejścia oddzielające od siebie osiem segmentów widowni. Teraz widzimy już tylko widzów, siedzących w dwóch segmentach naprzeciwko naszego. Izolacja.

Pora na kolejną opowieść, tym razem z roku 1921. Opowiada aktor, lecz narratorka tej historii jest dziewczynką. Dokładana data, podana przez któreś z aktorów, to 10 listopada 1921 roku, czyli z górą pół roku po traktacie ryskim, kończącym wojnę polsko-bolszewicką. Wiemy zatem, skąd biorą się „oficery”, którzy aresztują „tatusia w samej piżamce”, natomiast nie do końca wiemy o pochodzeniu, narodowości i orientacji politycznej „wilków z lasu”, którzy wymuszają na matce i pięciu córkach gościnę. Powojenny chaos na pewno sprzyjał oficerskiej samowoli oraz bandytyzmowi, ale skąd my to mamy wiedzieć? A może „oficery” aresztowali tatusia za jakieś rzeczywiste wrogie wobec nich działania na rzecz drugiej strony konfliktu? (Nawiasem mówiąc, w programie jest napisane, że jedną z historii, opowiadanych na scenie, są wspomnienia „seksualnej niewolnicy, wykorzystywanej podczas II wojny światowej”, i to by się nawet zgadzało, ale wobec tego skąd owa zdecydowanie wcześniejsza data?)

W sumie to nieważne, bo „codzienna opresja”, wyrażona na poły dziecinnym językiem dziewczynki, jest tu faktem niezależnym od daty i narodowości, a jednak mimo wszystko warto by było poznać jakiś choćby zarys historycznego tła owej opresji. Z wypowiedzianego pod sam koniec fragmentu wynika, że „wilcy z lasu” reprezentowali różne nacje, bo mowa jest o toastach „za Polaków i za Sowietów”. Cóż, bandytyzm niejedno ma imię, ale nadal do końca nie wiemy, bo nie jest nam to wprost powiedziane, czy domostwo matki oraz pięciu córek nawiedzane było wciąż przez tych samych bandytów, czy owych band było wiele.

Nic to, najbardziej wstrząsające fakty przytoczone w tym monologu (przypominam – wypowiedzianym przez mężczyznę) nie mają politycznej ani narodowej tożsamości: dziewczynka ma się rozbierać i „być urocza”, bo wtedy „wilcy” nie zabiorą im świni, która jest gwarancją przetrwania.

Oczy oficera są nad nią, a wszyscy dobrzy ludzie są „zabici albo martwi”.

I tak dalej, i tak dalej. Oszczędzę już PT Czytelniczkom i Czytelnikom dalszych opisów. Dodać muszę jednak, że kończy się to wszystko wręczeniem siedzącym z przodu widzom magnetofonów, na których nagrane są rozmaite relacje kobiet o ich traumatycznych przeżyciach związanych z przemocą, bezsilnością, wściekłością itp.

Mam nadzieję, że jasne już jest, iż obojgu twórcom tego spektaklu nie chodzi o ukonkretnienie historycznej lokalizacji opowieści, bo ważne są tu „historie wielu kobiet połączonych doświadczeniem codziennej opresji, bezsilności i niemocą wyrażenia wściekłości”. To można zrozumieć i zaakceptować, bo przesłanie wypowiadanych na scenie tekstów jest jasne i dokładnie pokrywa się z wyrażoną w programowej wypowiedzi deklaracją. Niestety, najgorsze jest to, że owym tekstom najczęściej nie towarzyszą gesty, które by je wzmacniały, a często nawet ich w żaden sposób nie uzasadniają. „Kobiece działania” są tu niewątpliwie obecne, ale czy aby na pewno należą do kategorii „zazwyczaj niewidocznych” i czy „mogą zawierać w sobie akt wielkiej odwagi”?

Zresztą nie czepiajmy się deklaracji programowych, które zawsze mogą być obiektem łatwego ataku. Po prostu na scenie w wielu momentach panuje kompletny brak koordynacji działań z tekstem. Działania owe są poza tym strasznie rozciągnięte w czasie, jak gdyby ludzi tworzących ten spektakl nie stać było na rezygnację z „fajnych pomysłów”.

Naprawdę udane pomysły można tu odnaleźć w ukształtowaniu przestrzeni scenicznej, doborze rekwizytów, no i w sferze kompozycji dźwięków, które dobiegają do nas w hiperkwadrofonicznej wersji z wielu głośników. Jak na początek, ujdzie.

13-02-2019

galeria zdjęć Bez_tytułu, Magdalena Mellin i Kajetan Hajkowicz <i>Bez_tytułu</i>, Magdalena Mellin i Kajetan Hajkowicz <i>Bez_tytułu</i>, Magdalena Mellin i Kajetan Hajkowicz <i>Bez_tytułu</i>, Magdalena Mellin i Kajetan Hajkowicz ZOBACZ WIĘCEJ
 

Magdalena Mellin, Kajetan Hajkowicz
Bez_tytułu
koncepcja i realizacja: Magdalena Mellin, Kajetan Hajkowicz
muzyka, dźwięki: Hubert Wińczyk
opieka reżyserska: Małgorzata Walas-Antoniello
premiera: 11.01.2019
Spektakl zrealizowany w ramach konkursu Teatru Ósmego Dnia Off Premiery/Prezentacje 2018.

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę: