AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Kim jest Grażyna?

 

Mickiewiczowską Grażyną w Teatrze im. L. Solskiego w Tarnowie Radosław Rychcik postanowił zamknąć swą romantyczną trylogię, którą zainicjowały poznańskie Dziady, a rozwinęła rzeszowska Balladyna. Tym samym niesceniczny i nieco zapomniany poemat historyczny doczekał się pierwszego w Polsce wystawienia.

Choć akcja powieści litewskiej Mickiewicza rozgrywa się pod koniec XIV wieku, to przestrzeń, którą widzimy na scenie, wygląda znajomo i współcześnie – tak jak we wcześniejszych Dziadach, stanowi ją boisko do gry w koszykówkę (zaprojektowane zresztą ponownie przez Annę Marię Karczmarską). Tym razem transfer ten zdaje się wyznaczać główną linię interpretacyjną spektaklu. Grażyna występuje tu jako współczesna bojowniczka, emancypantka – podobnie jak Balladyna, poruszająca się w sferze zagarniętej przez mężczyzn. Boisko, zajmujące niemal całą przestrzeń sceny, staje się zatem nie tylko miejscem bitwy/meczu Litwinów z zakonem krzyżackim, ale także areną dla emancypacyjnego gestu bohaterki.

Ten rodzaj dyskursu wzmocniony zostaje wykorzystanym w prologu przedstawienia fragmentem rozprawy Kobiety i duch inności Marii Janion. W książce tej, wyraźnie inspirowanej krytyką feministyczną, autorka prezentuje niestereotypowe sylwetki kobiecych bohaterek, zarówno tych historycznych, jak i literackich. Mickiewiczowska Grażyna zajmuje w owym zbiorze ważne miejsce – staje się symbolem Kobiety-Rycerza, poświęcającej się w imię wyższej sprawy. Rozważania Janion odczytuje w spektaklu Narrator (w tej roli Aleksander Fiałek) – na scenę wychodzi z książką, jego monolog przybiera formę wykładu. Tekst polskiej badaczki literatury romantyzmu jest z pewnością przydatny, pomaga odczytać inscenizację zgodnie z intencją twórców, jednakże równie dobrze można było umieścić go w programie spektaklu – tuż obok znakomitego tekstu Tomasza Szerszenia o melancholii Zidane’a, fragmentu książki Polska – Niemcy 1:0, czyli 1000 lat sąsiedzkich potyczek Andrzeja Klima czy wreszcie kalendarium spotkań reprezentacji Polski i Niemiec począwszy od 1933 roku.

Wydaje się, że Radosław Rychcik celowo miesza porządki: z jednej strony na scenie oglądamy mecz koszykówki, z drugiej zaś obudowany zostaje on szeroko zakreślonym kontekstem futbolowym, ujawniającym się nie tylko w tekstach dołączonych do programu, ale również w samej inscenizacji. Przede wszystkim wybrani krzyżaccy zawodnicy noszą koszulki z nazwiskami znanych niemieckich piłkarzy: Gerda Müllera oraz Franza Beckenbauera (dla kontrastu po przeciwnej stronie gra patron tarnowskiego teatru Ludwik Solski).

Odniesienia do piłki nożnej i rozgrywek polsko-niemieckich pojawiają się także w kluczowej dla rozwoju akcji rozmowie Litawora (Tomasz Wiśniewski) z doradcą Rymwidem (Karol Śmiałek) – ten pierwszy zachowuje się trochę jak menadżer dużego klubu piłkarskiego, opracowujący strategię działania swego zespołu. Polityka Litawora nie jest jednak zbyt rozważna – prowokowany gniewem, postanawia wyruszyć zbrojnie przeciwko wielkiemu księciu litewskiemu, w dodatku z pomocą wrogiego Litwie zakonu krzyżackiego. Zgodnie z fabułą powieści zarówno Rymwid, jak i Grażyna, żona Litawora (w tej roli Dominika Markuszewska), próbują odwieść władcę Nowogródka od zgubnego planu. Kiedy się to nie udaje, zdeterminowana kobieta podszywa się pod męża i każe odprawić przybyłych posłów krzyżackich. Znieważeni Krzyżacy (ciekawe kreacje Martina Bogdana i Radomira Rospondka) zapowiadają zemstę – brzmi ona dosyć groźnie, tym bardziej że obaj aktorzy grają w języku niemieckim. Reakcja Grażyny jest natychmiastowa – nie budząc śpiącego męża, sama zaczyna przygotowania do bitwy/meczu z Krzyżakami.

W tarnowskim spektaklu Radosław Rychcik po raz kolejny projektuje rzeczywistość sceniczną utkaną z popkulturowych cytatów – tym razem tych związanych ze sportem. Począwszy od treningu drużyny krzyżackiej przez taniec Giermka-cheerleaderki aż po finałowy mecz z udziałem statystów-koszykarzy. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze drugi plan, a zatem piłkarskie rozgrywki polsko-niemieckie.

Dużą rolę w kreacji tego świata odgrywa oczywiście warstwa wizualna – scenografia oraz kostiumy Anny Marii Karczmarskiej. Ciekawy jest sposób, w jaki testuje się tu i przetwarza pewne elementy i rozwiązania scenograficzne zapożyczone z poznańskich Dziadów. Poza samym boiskiem (tym razem ukazanym w pełnym, domkniętym kształcie) oraz koszykarzami powraca w tarnowskiej inscenizacji postać cheerleaderki. W Dziadach była to nieznająca ziemskich trosk Zosia, w Grażynie cheerleaderką jest Giermek, pełniący podwójną rolę: posłannika i naocznego świadka wszystkich zdarzeń. Postać tę rozpisał reżyser na dwie aktorki – młodszego Giermka gra Karolina Gibki (jedna z najciekawszych kreacji spektaklu), w starszego wciela się Bogusława Podstolska-Kras. Wzorem poznańskiego spektaklu na scenie pozostawia scenografka także praktykable – w Dziadach stanowiły one przestrzeń, do której powracały wywoływane duchy, w Grażynie na podwyższeniach tych umiejscowiony zostaje chór. Jego rola w spektaklu wydaje się szczególnie istotna – zaproszony do współpracy tarnowski zespół Gos.pl staje się nie tylko narratorem, ale i głównym komentatorem akcji. Swoje relacje przekazuje poprzez songi – dzięki oryginalnej warstwie dźwiękowej autorstwa Michała i Piotra Lisów narracja chóru brzmi dość przejrzyście dla widza. Szczególnie godna uwagi jest scena meczu, którego przebieg chór przez cały czas precyzyjnie komentuje w swych pieśniach.

Eklektyczność i dynamiczność spektaklu Rychcika z jednej strony wydaje się dość skuteczną metodą na przybliżenie widzowi trudnej formy oraz treści stylizowanego na staropolszczyznę poematu. Z drugiej jednak strony mnogość środków, cytatów, a także mocno eksponowana ekspresja ruchowa i cielesna przysłaniają psychologię postaci. Przede wszystkim mało wyrazista jest sama Grażyna Dominiki Markuszewskiej. Choć konstrukcja powieści Mickiewicza nie pozostawia zbyt dużego pola do popisu bohaterce – to raczej z ust innych postaci słyszymy o jej urodzie, odwadze i męstwie – to jednak w inscenizacji Rychcika jeszcze bardziej zepchnięta zostaje ona na margines, funkcjonując jako postać widmo. Trochę kłóci się to z wprowadzonym do spektaklu wstępem, łączącym Grażynę z polskim nurtem emancypacyjnym – zamiast manifestować swą obecność i odrębność w męskim świecie Grażyna Markuszewskiej staje się niewidoczna, ginie w cieniu swych przeciwników. Zaproponowany kształt sceniczny postaci nie do końca współgra też z projektowanym przez chór wizerunkiem Grażyny jako walecznej „niewiasty z wdzięków, a bohatera z ducha”.

Dużym walorem inscenizacji Rychcika jest natomiast fakt, że reżyser nie dodaje swoich tekstów, nie przetwarza oryginału – poemat epicki Mickiewicza umieszcza jedynie w nowym, bliższym nam kontekście. Co ciekawe, w tej hybrydycznej, na wskroś współczesnej formie dość wyraziście wybrzmiewa anachroniczny, stylizowany język poematu, którym Mickiewicz opowiada o losie swej mitycznej bohaterki.

17-06-2015

 

Teatr im. Ludwika Solskiego w Tarnowie
Adam Mickiewicz
Grażyna
adaptacja i reżyseria: Radosław Rychcik
scenografia i kostiumy: Anna Maria Karczmarska
muzyka, fotografia i wideo: Michał Lis, Piotr Lis
przygotowanie wokalne: Anna Podkościelny-Cyz
obsada: Aleksander Fiałek, Dominika Markuszewska, Tomasz Wiśniewski, Karol Śmiałek, Karolina Gibki, Bogusława Podstolska-Kras, Jerzy Pal, Tomasz Piasecki, Martin Bogdan, Radomir Rospondek
statyści/koszykarze: Jakub Piotrowski, Filip Świerz, Jan Szatko, Szymon Gromadzki
chór: Łukasz Cyganek, Małgorzata Oleksy, Katarzyna Walczak-Czerwonka, Gabriela Sodowy, Sławomir Ramian, Anna Piotrowska, Agnieszka Bardo, Katarzyna Kalita, Katarzyna Olszewska, Łukasz Przetak, Marcin Gdowski, Katarzyna Jabłońska
premiera: 23.05.2015

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany Mariusz Pilawski
    Mariusz Pilawski 2015-06-18   21:03:11
    Cytuj

    cyt. "Dużym walorem inscenizacji Rychcika jest natomiast fakt, że reżyser nie dodaje swoich tekstów, nie przetwarza oryginału – poemat epicki Mickiewicza umieszcza jedynie w nowym, bliższym nam kontekście. Co ciekawe, w tej hybrydycznej, na wskroś współczesnej formie dość wyraziście wybrzmiewa anachroniczny, stylizowany język poematu, którym Mickiewicz opowiada o losie swej mitycznej bohaterki." co za wspaniałe podejście do tematu - dziękujemy Panie Rychcik, że wspaniałomyslnie nie dodał Pan tekstu od siebi i gratuluję,że doceniła to recenzentka... Wiekopomne dzieła Pan konstruuje, Panie Rychcik.. ( cudowne ogranie i wykorzystanie kostiumów w ligii NBA... Jest jedna dobra wiadomość,że zamyka Pan swoją romantyczną przygodę -- zatem teraz dokąd? Do Pozytywizmu czy powrót do Oświecenia i rozliczenie z nim... ? średniowiecze to kopalnia wiedzy o człowieku i jego rozwoju... Tak poduwam pare inspiracjiii i dodatkowo dołączę link z Youtuba z rzeszowksiej , pańskiej Balladyny... Jak by powiedzieli francuzi - "żenial" https://www.youtube.com/watch?v=xDLHi41ziwg inspiruje zwłaszcza ten popowy początek ...