AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Mam problem

Reżyser teatralny, historyk i teoretyk teatru. Profesor na Uniwersytecie Wrocławskim i w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie, absolwent Politechniki Wrocławskiej (1979) oraz Wydziału Reżyserii Dramatu krakowskiej PWST (1986). Publikuje m.in. w „Teatrze” i „Dialogu”.
A A A
 

Mam problem z wrocławskim teatrem Arka. Na swej oficjalnej stronie twórcy tej instytucji deklarują szlachetną misję integracji osób niepełnosprawnych we wspólnych projektach artystycznych z absolwentami „europejskich szkół teatralnych”. W praktyce owa „integracja” wygląda doprawdy kuriozalnie.

Widziałem ostatnią premierę tego teatru, Grzechy i rozpamiętania. Miało to być „inne odczytanie” Ślubów panieńskich hrabiego Fredry. Przeżyłem szok. Osoby niepełnosprawne, zwane w Arce adeptami, nosiły krzesełka za absolwentami europejskich szkół teatralnych i myły tym absolwentom nogi. Absolwenci natomiast zupełnie ignorowali obecność na scenie adeptów. Tak byli zajęci wypowiadaniem trudnych wersów Aleksandra Fredry. Podobno we wcześniejszych projektach adepci i absolwenci bardziej się integrowali. Tego nie wiem. Nie widziałem. W przypadku Fredry o żadnej integracji mowy nie było. Absolwenci szkół teatralnych pyknęli sobie po prostu Śluby panieńskie, a mniej sprawnych adeptów przesunęli do zadań niższych, żeby nie przeszkadzali. To nadużycie, nie integracja.

Grzechy i rozpamiętania kompromitują szlachetną misję teatru Arka. Teatr integracyjny to wielkie wyzwanie. Mam też problem ze zrozumieniem sensu dziwacznej inscenizacji. Głównym elementem scenografii był wychodek. Mieszkał tam Albin. Po prawej stronie sceny. O co chodziło? Nie pojąłem. Klara i Aniela opętane były z kolei obsesjami seksualnymi. Klara wulgarnie sama siebie obmacywała, a Aniela tarzała się po podłodze i rozstawiała nogi. Kilka tygodni temu widziałem podobne ekscesy w Patongu na wyspie Phuket, ale tam było jasne, czemu to wszystko służyło. Patong, „stolica grzechu”, to centrum światowej turystyki seksualnej. Absolwentki w Arce bywały nawet bardziej wulgarne niż panie w Patongu, ale nie sposób było odgadnąć, dlaczego to wszystko robiły. Pogubiłem się dość szybko w tym Fredrze. Absolwentkom dzielnie sekundowali absolwenci. Urządzili na przykład konkurs na długość penisa podczas wędkowania. Poza tym robili co mogli, żeby nie dało się wiele zrozumieć z rymowanych wersów hrabiego. To im akurat dobrze wychodziło. Pośród wszystkich absolwentów europejskich szkół teatralnych, uczestniczących w tym projekcie, tylko jedna osoba objawiała talent aktorski.

Osobnym problemem były etiudy pantomimiczne i tańce wykonywane przez absolwentów pomiędzy scenami ze Ślubów panieńskich. Tego nawet nie próbowałem zrozumieć. Nie miałem szans. Później przeczytałem na stronie internetowej teatru, że reżyser umiejscowił akcję swej inscenizacji „w okresie międzywojennym, sytuując ją bliżej wydarzeń wrześniowych”. To mnie wprawiło w stupor. Dowiedziałem się też, że „na poły orgiastyczny bal” w finale przedstawienia był „tragicznym symbolem polskich losów”. I o tych wielkich sprawach rozmyślał reżyser, proponując absolwentom tarzanie się po podłodze i podskakiwanie.

Podczas wspomnianego już „na poły orgiastycznego balu” absolwentów, wieńczącego przedstawienie, na przód sceny wyszła para adeptów i zatańczyła. Zapewne, żeby usprawiedliwić kolejne wsparcie finansowe dla programu integracyjnego. Grzechy i rozpamiętania kompromitują szlachetną misję teatru Arka. Teatr integracyjny to wielkie wyzwanie. Zdarzyło mi się w życiu reżyserować przedstawienie z udziałem członków teatru ludzi niepełnosprawnych z Lublina. Było to jedno z piękniejszych doświadczeń w moim życiu, ale też doświadczenie bardzo wyczerpujące. Po premierze spałem prawie dwie doby.

Szlachetne hasła nie powinny służyć szantażowaniu publiczności i krytyków. Projekt integracyjny nie może być kamuflażem dla uprawiania marnej sztuki. Kilka lat temu sławny Pippo Delbono pokazał we Wrocławiu wybitny spektakl, w którym główną rolę kreował chłopak z ciężkim zespołem Downa. Wciąż pamiętam jego uśmiech. Dziś najwięksi twórcy teatru angażują do swoich projektów ludzi wykluczonych ze społeczeństwa chorobą, statusem ekonomicznym, pochodzeniem czy seksualnością. Artyści w rodzaju Delbono z powodzeniem łączą otwartość i wrażliwość na drugiego człowieka z najwyższym poziomem artystycznym. Szlachetne hasła nie powinny służyć szantażowaniu publiczności i krytyków.

Gorąco zachęcam liderów teatru Arka do rachunku sumienia i gruntownej zmiany profilu artystycznego. Wrocławska szkoła teatralna od kilku lat kształci reżyserów teatru lalek. Każdego roku zdarzają się wybitni studenci. Warto zaprosić takiego młodego artystę do wyreżyserowania spektaklu. To zwykle ludzie bardzo wrażliwi i pełni oryginalnych pomysłów. Może ruszą Arkę z mielizny…  

Osobny problem to sytuacja osób niepełnosprawnych we Wrocławiu. Kolejne miliony złotych wydawane są na piłkarzyki, pomniki i muzea, a nie stać miasta, aspirującego do miana stolicy kultury, na zatroszczenie się o niewielką grupę ludzi, często bardzo wrażliwych i twórczych. Może czas najwyższy powstrzymać pomnikomanię i przeznaczyć fundusze na przykład na teatr integracyjny z prawdziwego zdarzenia. Inwestowanie w żywych ludzi powinno być ważniejsze niż powielanie symboli w martwym kamieniu czy betonie.

14-04-2014

 

Teatr Arka we Wrocławiu
Grzechy i rozpamiętania
wg Ślubów panieńskich Aleksandra Fredry
adaptacja i reżyseria: Dariusz Taraszkiewicz
współpraca przy scenariuszu: Jarosława Makus
muzyka: Jacek Zamecki
scenografia: Sylwia Wierzbowska
kostiumy: Małgorzata Bekalarska
choreografia: Bożena Klimczak
obsada: Agata Obłąkowska-Woubishet, Joanna Gierdal, Beata Lech-Kubańska, Sylwester Różycki, Maciej Sibilski, Michał Przybysz, Anna Rzempołuch, Jan Kot, Andrzej Kusiak, Dariusz Bajorczyk, Marek Trociński
premiera: 04.04.2014

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę:
komentarze (31)
  • Użytkownik niezalogowany Recenzent
    Recenzent 2015-02-12   13:08:47
    Cytuj

    Ten teatr arka to jakaś porażka - mówią o sobie, że są profesjonalni, a spektakle jak z gimnazjum. Z tego co widzę, to nie teatr tylko forma wyciągania pieniędzy na niepełnosprawnych od instytucji. Jakiś czas temu trąbili, że w 2014 zrobią spektakl na podstawie Krajewskiego i Inana - spektakl sumeryjski. Jak do tej pory nic nie ma. A dotacje pewnie wzięli na działalność. Żal tylko tych niepełnosprawnych, że na ich garbach cwaniaki biorą kasę.

  • Użytkownik niezalogowany Maciej Janowicz
    Maciej Janowicz 2014-05-01   23:59:19
    Cytuj

    Contra Kocurum Lektura recenzji autorstwa pana profesora Mirosława Kocura wystawionej przez teatr Arka we Wrocławiu sztuki pt. "Grzechy i rozpamiętania" oraz komentarza jej reżysera, pana Dariusza Taraszkiewicza nasunęła mi na myśl następujące uwagi. Jest prawdziwie zdumiewające, jak łatwo można rozprawić się dziś z przedstawieniem teatralnym, które się krytykowi po prostu nie spodobało. Wystarczy, zaraz na starcie, wytłuszczoną czcionką zestawić jeden z celów działania całego teatru z bezpardonową i jeszcze nieuzasadnioną recenzją. Wystarczy kilkakrotnie przytoczyć, zaopatrzone w cudzysłów, standardowe sformułowanie reklamowe z internetowej strony teatru. Dodać do tego należy, rzecz jasna, że recenzent tego i owego ze sztuki nie zrozumiał. Dolać nieco sosu z pustej (bo żadnym weryfikowalnym merytorycznym szczegółem niepopartej) ironii. I już. Recenzja pana profesora Kocura odnosi się nie tylko do jednej sztuki, lecz krytykuje całą działalność teatru "Arka". Ale, jak stwierdza sam autor recenzji, widział on na scenie tylko tę jedną właśnie premierę, i żadnej innej. Jakim cudem ktokolwiek może wysnuwać jakiekolwiek ogólne wnioski na podstawie *jednego* przedstawienia, jest dla mnie zupełnie nie do pojęcia. Pisze pan profesor: "Osoby niepełnosprawne, zwane w Arce adeptami, nosiły krzesełka za absolwentami europejskich szkół teatralnych i myły tym absolwentom nogi. Absolwenci natomiast zupełnie ignorowali obecność na scenie adeptów." A może warto byłoby się zastanowić czy ten właśnie szczegół czasem jakiejś roli w spektaklu nie pełnił? Czy nie był pozbawiony scenicznego znaczenia? Zwłaszcza w świetle ostatniej sceny? Niestety, żeby móc w ogóle na takie pytania odpowiedzieć, trzeba podczas spektaklu *myśleć*. Szkoda, że najwyraźniej tym razem nie przydarzyło się to czcigodnemu recenzentowi. Nieco niżej znajdujemy u pana profesora taki oto komentarz: "Absolwentkom dzielnie sekundowali absolwenci. Urządzili na przykład konkurs na długość penisa podczas wędkowania." Żadnego konkursu na długość penisa jako żywo w sztuce nie było. To, że akurat *tak* pan profesor zinterpretował wyjmowane przez aktorów żyłki i wędziska, jest wyłącznie jego sprawą. A narzucanie czytelnikom, którzy jeszcze spektaklu być może nie widzieli, takiej, szczególnej, prywatnej interpretacji, sugerującej, że penis, by tak rzec, "in the full monty" rzeczywiście pojawił się na scenie, jest po prostu zwykłym nadużyciem. Zechciał pan profesor Kocur również dodać, że o tym, iż czas akcji przeniesiony został w lata międzywojenne "Ślubów...", dowiedział się ze strony teatru. Bardzo to doprawdy przykre, ponieważ oznacza, że recenzent nie tylko nie myślał oglądając, lecz na dodatek nie patrzył, i nie słuchał. Gdyby bowiem patrzył, w szczególności na aktorów, musiałby dostrzec elementy mody z lat trzydziestych, a także stwierdzić, że bohaterowie oglądają w kinie przedwojenny film. Gdyby słuchał, musiałby rozpoznać popularną muzykę z tychże lat. Powyżej pokazałem tu tylko najważniejsze uchybienia tekstu pana profesora Kocura. Oczywiście pisanie recenzji recenzji, zbijając jej tezy krok po kroku, nie ma żadnego sensu. Poruszę tu za to jeszcze sprawę nieco ogólniejszą. Za co właściwie płacimy krytykom sztuki, krytykom teatralnym, muzycznym, etc.? Przecież nie za to, że napiszą, czy im się dzieło sztuki podobało czy nie. Chodzi przede wszystkim o to, by każda recenzja była również miniesejem, zawierającym ciekawe myśli, inspirowane spektaklem, dobrym lub złym. Zaniedbanie tego właśnie elementu jest ostatnim grzechem, jaki może recenzent popełnić. I w tym przypadku rzeczywiście popełnił.

  • Użytkownik niezalogowany do niejakiego WIDZA
    do niejakiego WIDZA 2014-04-30   00:23:43
    Cytuj

    niech Widz raz jeszcze na spokojnie przeczyta sama recenzje. przeciez chodzi o to wlasnie zeby teatrowi Arka POMOC. ZEBY mial godna siedzibe, i srodki, zeby nie trzeba bylo ogladac przez pryzmat niepelnosprawnosci. zeby moglo byc w koncu tak jak na przywolanym przez Widza "zachodzie". i recenzent ma pretensje tylko do rezysera, ze po prostu zrobil kiczowata sztuke. recenzent nie ma obowiazku znac calej historii danego teatru. zreszta przyznaje to - ze byl po raz pierwszy i pechowo trafil akurat na cos takiego. w kazdym zawodowym teatrze bywaja rozne premiery. i nikt nie ma obowiazku odnosic sie do calego dorobku danej sceny!!! jezeli oczywiscie chcemy traktowac Arke po europejsku i "jak Na zachodzie".

  • Użytkownik niezalogowany Widz..
    Widz.. 2014-04-29   16:33:20
    Cytuj

    Od dłuższego czasu śledzę niesmaczną dyskusję na temat przedstawienia w Teatrze Arka-Grzechy i rozpamiętania - w reżyserii Pana Taraszkiewicza i na temat Teatru Arka.Każdy krytyk ma prawo do krytyki, aczkolwiek Pan Kocur jak widać niewiele posiada informacji na temat tego teatru. Niestety widział tylko jedno przedstawienie. Też miałem okazję je oglądać. Proste, nieskomplikowane, zwykłe , przeznaczone dla szerszej, komercyjnej widowni.(Pan Taraszkiewicz realizuje takie mało odkrywcze przedstawienia ale to nie jest żle. Czasam trzeba troszkę wypocząć.) Widziałem prawie wszystkie przedstawienia. Widziałem Bal u Hawkinga,Moralność Pani Dulskiej( też Taraszkiewicza), Edytę,Nieodwracalne, Sen Nocy Letniej,Przygody Mikołajka, Makbeta,Statek Szaleńców. I nie mogę zgodzić się ze złośliwymi opiniami na temat Pani Jasińskiej ,że realizuje ciemne przedstawienia. Ktoś kto tak twierdzi, nie widział wiele przedstawień w Teatrze Arka.Jest to repertuar bardzo bogaty i przeznaczony zarówno dla szerokiej widowni jak i dla wysublimowanej.A Statek Szaleńców jest najlepszy. Byłem na spotkaniu artystów teatru z widzami z okazji Dnia Teatru. Była na nim też teatrolog Pani Małgorzata Różewicz i ona właśnie znalazła w tym przedstawieniu inspiracje Grotowskim i Kantorem . Ona oceniła je bardzo wysoko. A ponieważ jest to jedyny zawodowy teatr integracyjny to wiem ,że nie jest im łatwo...Wstydźcie się , takiego " ględzenia",a Pan Panie Kocur jadu...Powinniście im pomóc , bo borykają się z wieloma problemami.Ale to już tak jest w naszej kochanej Polsce :politycy obrzucają się błotem,ludzie jak by mogli to by utopili jeden drugiego w łyżce wody...Chaos , nienawiść i brak współpracy. Prowincjonalizm i ciemnota... Cóż daleko nam jeszcze do Europy Zachodniej. Ale to już inna bajka.

  • Użytkownik niezalogowany Stangret Teddy
    Stangret Teddy 2014-04-27   14:58:56
    Cytuj

    ....no i jeszcze Kantor! Sami wielcy: Grotowski, Molik... Pani reżyser lubi się wozić na cudzych plecach i buduje sobie fałszywą tożsamość. To zwyczajny kicz.

  • Użytkownik niezalogowany Gosia
    Gosia 2014-04-26   14:34:57
    Cytuj

    Chętnie zobaczyłabym ten spektakl, który spowodował, że dyrektorka przestraszyła się i usunęła go z repertuaru! Ale co to za dyrektorka, która przestraszyła się opinii recenzenta :D Żeby tworzyć sztukę trzeba mieć odwagę!

  • Użytkownik niezalogowany Widz nieco zaniepokojony
    Widz nieco zaniepokojony 2014-04-26   13:33:18
    Cytuj

    Tak naprawdę "Arka" jest teatrem jednego reżysera- Renaty Jasińskiej, która nie do końca wie, co chce swoimi spektaklami pokazać. Pan Taraszkiewicz, o którym tyle się tutaj pisze, to reżyser z wizją, współpracujący z wieloma uznanymi polskimi aktorami. Chciał nieco to ponure miejsce "pokolorować". To jednak bardzo trudne zadanie, bo dyrektorka Jasińska uznaje tylko czerń, za którą kryją się traumy i przeżycia nie do zaakceptowania. A tych ludzie mają na co dzień zbyt wiele, aby płacić za nie dodatkowo "Arce". Martwi brak wizji i pustosłowie. Zastanawiam się, gdzie w Arce Grotowski, gdzie Molik... Brak pomysłu prowadzi tę instytucję do ruiny. Widzę, że spektakl Taraszkiewicza znowu został wycofany z majowego repertuaru. Nasuwają mi się pytania. Kto decyduje o repertuarze? Kto boi się odpowiedzialności? Kto nie umie wytłumaczyć celu i sensu funkcjonowania tego teatru (wykluczam terapię, myślę o artyzmie)? Gdzie szacunek dla widza, dla jego planów, dla pracy reżysera i aktorów? Dziwię się, że młodzi utalentowani ludzie tkwią w mroku, który wkrótce przyćmi ich zupełnie. Na co komu Teatr Arka?

  • Użytkownik niezalogowany taki XY
    taki XY 2014-04-22   15:09:46
    Cytuj

    Matko ile tu wpisów!!! A gdzie ten teatr się wogóle mieści? We Wrocku?..

  • Użytkownik niezalogowany Pesymista
    Pesymista 2014-04-21   09:40:56
    Cytuj

    Nie bądźmy optymistami! Obrońcy Arki niezmordowanie już cały Wielki Tydzień budują oblężoną twierdzę. Ambasadorzy inkluzji ZAWSZE dobrze się czują w takich martyrologicznych klimatach. Marny ten spektakl zejdzie z afisza w aurze spisku i prześladowania niepełnosprawnych artystów.

  • Użytkownik niezalogowany Poncjusz Piłat
    Poncjusz Piłat 2014-04-21   09:31:28
    Cytuj

    Będzie ad rem. Droga Ofelio! 1. „rzetelnie” nadal nie piszemy przez zet z kropką. Nie „czytaj sercem” tylko zajrzyj, Ofelio do słownika. 2. Piszesz, Droga Ofelio, że „aktorzy pełnosprawni” są w recenzji „ironicznie nazywani absolwentami europejskich szkół teatralnych”. Otóż takimi to słowy OFICJALNIE, na stronie internetowej przedstawia ich sam teatr. Dokładnie tak pisze: ABSOLWENCI EUROPEJSKICH SZKÓŁ. I piszesz, Ofelio, że to „mocno krzywdzące”. To sam teatr, Ofelio, tak krzywdzi swych aktorów, nie recenzent. Zajrzyj, Ofelio, na oficjalną stronę Teatru Arka. 3. Apelujesz, Ofelio, do recenzenta, by nad spektaklem „pochylić się i spróbować napisać rzetelną recenzję”. Ale już takie „rzetelne recenzje” spektaklu Taraszkiewicza powstały, są na stronie internetowej teatru. Zajrzyj tam, Droga Ofelio. Takie dwie „rzetelne recenzje” to naprawdę dosyć. Bo to marny merytorycznie wzór. O ADEPTACH TAM ANI SŁOWA, bo recenzent „czytający sercem” nie widzi już na oczy. A zostali oni zepchnięci do roli niewidzialnego rekwizytu. Teatr Arka zwyczajnie nie zasługuje na takie recenzje. 4. Zarzucasz recenzentowi, Ofelio, że „nie każdy umie czytać sercem”. To doprawdy dar szczególny i zarezerwowany dla wybrańców Boga, do których się, Ofelio, zaliczasz. Ale jeżeli ta umiejętność jest recenzentowi niezbędna do odbioru przedstawienia to najlepsze recenzje najlepszych spektakli Arki nigdy nie były „czytane sercem”. Zapewniam Cię, Droga Ofelio. Od 415 już lat z obłędem w oczach „czytasz sercem” i widzisz sercem, i jesteś prawdziwą ekspertką. Ale jednak zajrzyj, proszę na stronę teatru, zatop się w lekturze, a podzielisz mój pogląd, Ofelio. Tak czuję i "czytam sercem". Drogi Pankracy! 1. Bardzo się cieszę zawsze, kiedy czytam podobne deklaracje, jakie Ty składasz, zapewniając żarliwie, że nie jesteś „związany z nikim stamtąd” - czyli z Teatru Arka. Mamy zatem gwarancję obiektywizmu i czystych jak łza intencji. 2. I to jest prawda. Na pewno nie jesteś związany. Piszesz bowiem, Pankracy, tak: adepci „wspierani przez zawodowców i właścicielkę teatru, R. Jasińską...” Hm...WŁAŚCICIELKĘ... Gdybyś, Pankracy, był związany z teatrem w jakikolwiek sposób, choćby jako prosty widz, który ma naturalną potrzebę zaglądania od czasu do czasu na stronę swojego ulubionego teatru to byś się dowiedział, że R. Jasińska nie jest właścicielką Teatru Arka. Jest prezeską Stowarzyszenia Przyjaciół Teatru oraz dyrektorką Teatru Arka. No i reżyserką. Last but not least: osiemnastego kwietnia o godzinie piętnastej zero dziewięć i sekund pięćdziesiąt sześć, w Wielki Piątek, Towarzysz Bezimienny, zamiast zdobić mazurki - chwycił za klawiaturę i podzielił się wrażeniami: „spektakl jest zajefajny, nowoczesny i śmieszny.” Żali się, że spektakl zdjęto z afisza, bo on by chętnie jeszcze raz... Cierpliwości, Towarzyszu Beimienny. Przecież na stronie internetowej zapowiadają, że już 8 maja będzie sobie można zdjęte przedstawienie pooglądać. I to jest dobra wiadomość. A nawet bardzo dobra. Nie należy widzom odbierać prawa do własnej oceny. A Teatrowi Arka trzeba pogratulować mądrej decyzji. W teatrze ostatnią instancją jest zawsze widz.

  • Użytkownik niezalogowany Irka
    Irka 2014-04-21   02:43:03
    Cytuj

    Spektakl NAPRAWDĘ świetny i wart polecenia! Cóż, jak się chce psa uderzyć, to kij się zawsze znajdzie - atakowanie reżysera za to, że pokazał dzięki występowi osób niepełnosprawnych stosunek do takich osób, jest śmieszne (a nawet żałosne). Klasyka żyje wtedy, gdy jest ciągle młoda - i reżyser (D. Taraszkiewicz) umiejętnie odmłodził sztukę hr. Fredry. Zresztą sam hrabia nie unikał tematyki erotycznej, wielokrotnie bardziej brutalnie podejmowanej, niż w tym spektaklu. Nie da się zrobić jajecznicy, nie rozbijając jajka, a więc nie da się odmłodzić (ożywić) klasyki, jak tylko ja uwspółcześniając. Jeszcze raz - wielkie brawa dla teatru, aktorów i wspaniałego reżysera, dzięki Któremu ludzie znów śmieją się na Fredrze!!!

  • Użytkownik niezalogowany Gość
    Gość 2014-04-20   14:32:14
    Cytuj

    Koniec świata to będzie dopiero wtedy, kiedy reżyser zrecenzuje spektakle teatru, z którym współpracuje jako reżyser. A to nie jest przypadek profesora Kocura. Łatwo to sprawdzić. Natomiast koniec świata jest wtedy, kiedy recenzenci poszukują zarobku w teatrach i są opłacani przez dyrekcję za publikowane recenzje, w mniej lub bardziej zakamuflowanej formie. Z takimi korupcyjnymi zdarzeniami mamy, niestety, do czynienia w teatrze.

  • Użytkownik niezalogowany Altea
    Altea 2014-04-20   13:53:40
    Cytuj

    A recenzent na garnuszku teatru i biorący kasę za recenzje to pozytywne zjawisko?

  • 2014-04-19   20:12:05
    Cytuj

    Reżyser-Recenzentem?! Świat oszalał. Pisarze do piór, reżyserzy do reżyserowania. Miast płytkich recenzji weź się Pan za niespełnione marzenia.

  • Użytkownik niezalogowany ortograficznie
    ortograficznie 2014-04-19   01:22:35
    Cytuj

    do elokwentnego absolutnie Goscia 3: "naprawde" naprawde pisze sie razem :) Pucio, pucio.

  • Użytkownik niezalogowany Gość 3
    Gość 3 2014-04-18   22:00:55
    Cytuj

    Problemem w tej całej debacie mam wrażenie jest to, że każdy ma swoje wyobrażenie jak powinien działać teatr integracyjny i jeśli to, co zobaczy odbiega od jego wyobrażeń czuję się zawiedziony. Ja przychodząc do jakiegolwiek teatru oczekję po prostu dobrej sztuki, która mnie poruszy bądź rozbawi, po której nie wyjdę obojętny. I w Arce już kilkakrotnie tego doświadczyłem. Jeśli chodzi o Adeptów, to ich funkcję w spektaklach są bardzo różne i prawie zawsze stanowią dla mnie silne przeżycie. Czy kiedy sami stają się w spektaklach bojownikami o swoje prawa, czy wtedy gdy poprzez zabiegi reżyserskie uwypukla się tę kwestię, to działa. Wydaję mi się, że trzeba się przed przyjściem do tego miejsca pozbyć własnych wyobrażeń i otworzyć na to co tym razem zaproponują. Nie rozumiem natomiast jak można odczytać zabieg pomiatania na scenie aktorami z niepełnosprawnością jako pomiatanie nimi na co dzień w prawdziwym życiu. Uważam, że to stanowczo zbyt daleki i mocno krzywdzący wniosek. Oglądając spektakl Pana Taraszkiewicz też mną miotało, jak można kazać osobie niepełnosprawnej myć sobie stopy, jeździć na niej jak na koniu itp. I myslę, że o to właśnie reżyserowi chodziło, o naszą niezgodę, o to żebyśmy zobaczyli jak my sami pomiatamy pięknem, jak gonimy za głupimi żądzami, a omijamy to co ważne i wartościowe. Wydaję mi się, że odczytanie tego zabiegu dosłownie, znaczy tak na prawdę, że nietraktujemy aktorów nie pełnosprawnych tak samo jak absolwentów szkół europejskich, bo gdyby to oni byli na scenie pomiatani nikt by się nie oburzył, bo to przecież kreacja...

  • Użytkownik niezalogowany Ofelia
    Ofelia 2014-04-18   21:26:57
    Cytuj

    Zastanawiam się czy Cichy wielbiciel widział spektakl, o którym mówi takie przykre rzeczy, i czy w ogóle miał styczność z teatrem integracyjnym czy też pracą z osobami z niepełnosparwnością. Nie rozumiem z jakiego powodu wylewany jest jad na instytucję,teatr,który przez niektórych z aktorów z niepełnosprawnością traktowany jest jako drugi dom. Jako chyba jedyny teatr daje im możliwość rozwoju, możliwość przbywania na scenie na stałe a nie w chwilowych projektach teatralnych, pozwala im być artystami w pełnym tego słowa znaczeniu. Wydaje mi się również, że ironiczne nazywanie w recenzji aktórw pełnosprawnych "absolwentami europejskich szkół teatralnych" jest mocno krzywdzące. Myślę, że swoją pracę wykonują bardzo żetelnie, poświętając nie tylko swój czas ale również część życia i całą paletę emocji. Poza wszystkim zastanawia mnie jeszcze jednen fakt. Jeżeli ten teatr istnieje już od tylu lat a Pan Profesor zawitał do niego dopiero pierwszy raz to o czym to świadczy? O braku czasu, potrzeby czy też ignorancji teatru integracyjnego? I po tych wszystkich latach przychodzi na sztukę i zamiast pochylić się i spróbować napisać rzetelną recenzję nie robi nic oprócz wylewania jadu. Zastanawiam się kto tu powienien zrobić rachunek sumienia. Zdaję sobie sprawę jak wiele trudu kosztuje twórców Teatru Arka codzinna walka o byt, a jakże łatwo jest niszczyć. Wydaje mi się, że mówienie o pięknej misjii lub zrobienie jednego przedstawienia (po którym spało się dwa dni) to naprawdę mało, a chwalenie się tym to już naprawdę zabawne. Cóż więc powinna powiedzieć Renata Jasińska która poświęciła temu Teatrowi i jego misji całe swoje życie? Daltego byłabym bardzo ostrożna w wypowiadaniu jakichkolwiek opinii na temat teatrów integracyjnych jeżeli się ich nie zna. Spektakl o którym mowa, widziałam, jak również wiele innych przedstawiem Teatru Arka i uważam za udany. Jest czysty w intencjach, dobrze zagrany i bardzo żałowałabym gdyby nie był więcej grany z powodu takich recenzji jak ta. Tak może i jest podobny do przedstawień w "normalnych" teatrach ale czy to źle, czy chcemy powiedzieć, że w tym teatrze nie wolno robić zwykłych przestawień, że jest on inny i naznaczony? Nie wystarczy już, że każdego dnia ludzie naznaczają osoby z niepełnosprawnością albo obelgami albo ignorancją, zróbmy też tak z ich miejscem pracy. Też zresztą o tym traktuje spektakl Pana Taraszkiewicza, ale widać nie każdy umie czytać sercem. Bardzo to przykre...Naprawde najpierw się zastanówmy a później wypowiadajmy.

  • Użytkownik niezalogowany Rafał
    Rafał 2014-04-18   16:41:01
    Cytuj

    Po pierwsze Pan recenzenta chyba boli, że sam nie wyreżyserował tej sztuki w Teatrze Arka, skoro niczym kandydat na rozmowie kwalifikacyjnej wspomina, jak to sam świetnie reżyseruje i współpracuje z osobami neipełnosprawnymi. Żałosne. Czepianie się tutaj nie ma sensu, oczywiście ma Pan prawo do oceny, ale grubo przesadził Pan z ta krytyką. Spektakl jako integralna całość wypada dobrze - obdada, podział ról... Czepianie się, że postaci służących( odgrywane przez osoby niepełnosprawne ) są lekceważone bez powodu na scenie przez "zdrowych" aktorów wskazuje na Pańską złośliwość. NAwet mało doświadczony widz jest wstanie wywnioskować i dostrzec zamierzenie oraz właściwie zinterpretować takie a nie inne przesłąnie. Prosze jeszcze raz obejrzeć spektakl, może coś Pan zrozumei i się czegoś nauczy. Ja chętnie obejrzę go jeszcze raz. A swoją drogą - oskarżenia pod adresem Arki są grubo przesadzone - czyżby to zemsta za brak możliwości współpracy za tak krzywdzącą recenzję...? Bo przedstawienie broni się samo, swoją świeżością, inscenizacją, współpracą i szeregiem pozytywnych ludzi, ktorzy stworzyli tę insceizację. Pani dyrektor, jak i Pan Taraszkiewicz mam nadzieje, że wznowią spektakl, bo jest wart oglądania i tyle. A recenzję prosze pisac nie pod wpływen chwili lecz rzetelnie i obiektywnie wykonywać swą pracę.

  • 2014-04-18   15:09:56
    Cytuj

    Spektakl jest zajefajny, nowoczesny i śmieszny.Chętnie się wybiorę jeszcze raz, ale coś mi się wydaje,że pan Taraszkiewicz przestraszył się krytyki jakiś zramolałych teatromanów i zdejmuje przedstawienia, bo w kwietniu wszystkie odwołali. Nie dawać się , młodzi ludzie na pewno będą do was przychodzić. Ja przyjdę na pewno.

  • Użytkownik niezalogowany Pies Pankracy
    Pies Pankracy 2014-04-17   23:44:28
    Cytuj

    Zestawianie niepełnosprawnych twórców /odtwórców?/ z aktorami w pełni sprawnymi intelektualnie ZAWSZE będzie budzącą namiętności próbą mieszania ciepłej wody z zimną. Ale życie /w tym teatr, jako usta przemawiające w imieniu tegoż życia/ to nie kran, którym można sobie regulować wypływający strumień, podług woli. Nazywani tutaj adeptami niepełnosprawni ZAWSZE będą budzić większe emocje i zainteresowanie od "zwykłych" absolwentów europejskich uczelni teatralnych, z tej prostej przyczyny, że są najprawdziwsi w świecie. W życiu i na scenie. Oczywiście mniej doskonali technicznie czy warsztatowo, ale z większym "ognikiem Boga" w swoich "niepełnosprawnych" sercach. I tego właśnie reżyser nie docenił. Osobiście uważam, że pewne rozwiązania inscenizacyjne były przeholowane i niepotrzebne. Nie potępiałbym jednak tak do końca intencji reżysera, który jakiś już dorobek ma, więc swój fach zna. Dla informacji pana Kocura: widziałem kilka przedstawień Arki /zaznaczam, iż nie jestem związany z nikim stamtąd i nijakiego celu kadzenia temu teatrowi i ludziom tam pracującym nie mam/, w których adepci wysuwani są wręcz na plan pierwszy - i wówczas pokazują, co potrafią /a potrafią naprawdę wiele/, wspierani przez zawodowców i właścicielkę teatru, R. Jasińską. Zgodzę się natomiast, że "Grzechy i rozpamiętania" (skąd ten tytuł?)to spektakl, jakich wiele w teatrach publicznych, aż do bólu i jako taki można traktować, jako wypadek przy pracy tegoż teatru. Miał pan pecha, że trafił na to właśnie przedstawienie, a nie, na przykład na "Sen nocy letniej", który by pana poraził... A co do pomników, piłkarzyków i reszty płytkiej afirmacji przeciętności, zgadzam się z autorem artykułu i uważam, że taki teatr winien nie tylko istnieć na mapie naszego miasta, ale też otrzymywać stałe dotacje /bo nie wiem nawet czy je ma/.

  • Użytkownik niezalogowany BEHEMOT
    BEHEMOT 2014-04-17   13:20:48
    Cytuj

    Okazuje się, że recenzent, który wiele widział (fakt bezsporny) niczego nie jest w stanie pojąć z dzieła reżysera, który jeszcze niewiele widział i ma skromny dorobek (też fakt bezsporny) - bez jego pomocy i objaśnień. Co reżyser chciał powiedzieć przez dzieło - wie tylko on sam. Daj spokój, Hans, nie ma kogo bronić, przecież sam wiesz.... Dzieło się nie obroniło, jest - zdaniem recenzenta Teatralnego, porażką, a zdaniem recenzenta Dziennika Teatralnego - dziełem "wybitnym". No i już, mamy dwa teatry w jednym spektaklu. W pierwszym grają aktorzy niepełnosprawni, a w drugim po prostu udajemy, że ich nie ma. I przymusowo się cieszymy, jaki to fajny spektakl powstał w teatrze integracyjnym. Można sobie wybrać opcję, żyjemy w wolnym kraju.

  • Użytkownik niezalogowany CICHY_WIELBICIEL
    CICHY_WIELBICIEL 2014-04-17   02:29:53
    Cytuj

    Herr Hans - powtórz jeszcze raz, bo nie dosłyszałem...;)To musiał być rzeczywiście kawał reżyserskiego mozołu, jeśli tylko owi służący (cyt)"jako jedyni odnaleźli prawdziwą miłość." I to gdzie - "Ślubach panieńskich", choć przez Reżysera twórczo odczytanych.

  • Użytkownik niezalogowany hans
    hans 2014-04-17   00:05:00
    Cytuj

    Widziałem spektakl, który Pan recenzuje. Przez cały spektakl niepełnosprawni grali służących, którzy w ostatniej scenie jako jedyni odnaleźli prawdziwą miłość. Serio nie wiem jak można było nie zauważyć tak prostego przekazu. No a teraz z tą wiedzą proszę przeczytać swoją recenzję jeszcze raz. Głupio, co?

  • Użytkownik niezalogowany hans
    hans 2014-04-17   00:01:44
    Cytuj

    Widziałem spektakl, który Pan recenzuje. Przez cały spektakl niepełnosprawni grali służących, którzy w ostatniej scenie jako jedyni odnaleźli prawdziwą miłość. Serio nie wiem jak można było nie zauważyć tak prostego przekazu. No a teraz, z tą wiedzą, niech Pan jeszcze raz przeczyta swoją recenzję. Głupio, co?

  • Użytkownik niezalogowany GOŚĆ_2
    GOŚĆ_2 2014-04-16   22:34:38
    Cytuj

    Szanowny Panie Reżyserze! Drogi Gościu! We wszystkich (lub prawie, ale na pewno w tych renomowanych) europejskich szkołach teatralnych uczą, że przedmiotem oceny recenzenta jest dzieło teatralne, recenzent nie ma obowiązku chodzić na wszystkie spektakle. Dzieło ma się obronić samo, bez kontekstu i całokształtu. Dlaczego wymagasz, Gościu, od recenzenta znajomości procesu twórczego - poświęcenia absolwentów europejskich szkół dla pracy artystycznej z niepełnosprawnymi. Co to ma do rzeczy, skoro rezultatem jest marny spektakl. Pan reżyser jest żałosny w swych wywodach, odbierając recenzję TEATRALNEGO jako atak na ideę teatru integracyjnego. Trzeba mieć bardzo dużo złej woli, aby to tak odebrać. To jest, Panie Reżyserze, recenzja nieudanego spektaklu i tyle. Bo ma Arka na koncie także spektakle znakomite, z wybitnymi rolami całego zespołu, spektakle znoszące podział na absolwentów europejskich szkół i nieabsolwentów. Widzowie wiedzą dobrze, do jakiego teatru przychodzą, ale obcują z dziełem, w którym sprawność_niepełnosprawność aktorów przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Nie dotyczy to recenzowanego spektaklu. Coś na pocieszenie: obejrzałem strony teatru, więc zainteresowanych odsyłam do zamieszczonych tam recenzji spektaklu Taraszkiewicza. Nie ma większej od niego gwiazdy reżyserskiej. Są jeszcze na szczęście na tym świecie recenzenci, którym podoba się wszystko, bez wyjątku i cienia zastrzeżeń. IDŹCIE TAM I CZYTAJCIE!

  • Użytkownik niezalogowany gość
    gość 2014-04-16   16:57:47
    Cytuj

    napisał(a): [cytat Nie zgadzam sie jednak na wystawianie oceny Teatrowi Arka po obejrzeniu tylko fragmentu ich dokonań. Nie widział Pan tego w jaki przyjazny sposób "tworzą" ci europejscy z tymi "słabszymi", jakie prowadzą dla nich warsztaty. Z jakim dystansem i radoscia z zycia potrafią adepci niepelnosprawni po prostu - być. I otóż to! Ktoś tu też wspomniał jakoby pół Wrocławia miało problemy z Arką... A ja czasem mam wrażenie że zawsze "problemem" są osoby które wychodzą poza utarte kulturowe schematy - choć niekoniecznie dobre dla wszystkich

  • Użytkownik niezalogowany CICHY_WIELBICIEL
    CICHY_WIELBICIEL 2014-04-16   12:48:27
    Cytuj

    Polemiczny komentarz dodany przez p.Taraszkiewicza rozbawił mnie fragmentami do łez...Szczególnie zaś fragment ,który brzmi niczym wyjęty żywcem z "Podręcznika Organizatora Partyjnego" czy bryku z historii II RP napisanego na potrzeby WUML-u : (cyt ) "Trafnie odczytał Pan zabieg ignorowania przez glowne postaci dramatu aktorów z niepelnosprawnosciami, grajacymi służących, jednak konsekwentnie czynią tak po to, żeby w ostatniej scenie, czystość i niewinność pomiatanych wcześniej zwyciężyła z rozpasaniem arystokracji. Bo wyższe klasy tuż przed wydarzeniami wrzesniowymi bawiły sie beztrosko." Koniec cytatu...Runąłem . BTW - ta nieporadna retoryka i argumentacja przypomniała mi niejakiego Mate Bukarę z "Przedstawienia Hamleta we wsi Głucha Dolna ".

  • Użytkownik niezalogowany z Wrocławia
    z Wrocławia 2014-04-15   23:53:09
    Cytuj

    Otóż to. Pół Wrocławia ma problem z Arką, ale nikt do tej pory o tym nie pisał, bo działa wspomniany przez recenzenta szantaż emocjonalny.

  • Użytkownik niezalogowany xyz
    xyz 2014-04-15   22:17:18
    Cytuj

    Nie idea została podważona, a jej realizacja.

  • Użytkownik niezalogowany widz xx
    widz xx 2014-04-15   19:24:07
    Cytuj

    Pan Rezyser wyzywajac recenzetna od robienia swinstw, nie chcial przeczytac ze zrozumieniem glownej tezy recenzji: PROJEKT INTEGRACYJNY NIE MOZE BYC USPRAWIEDLIWIENIEM DLA UPRAWIANIA MARNEJ SZTUKI!!!! I jak rozumiem, o to wlasnie glownie zostal PaN rezyser oskarzony. O to, jak marnie i bez sensu prowadzi pelnosprawnych aktorow. Ale pan rezyser oczywiscie jak zwykle w takich przypadkach, krzyczy wielkim glosem, jaka to szlachetna jest jego praca integracyjna, i jak to jej zalozenia zostaly niezrozumiane. j

  • Użytkownik niezalogowany
    2014-04-14   18:55:06
    Cytuj

    Szanowny Panie Miroslawie! Daleki jestem od polemiki z recenzentami , zwłaszcza od polemiki publicznej. Ponieważ Pański artykuł dotyczacy przedstawienia w mojej rezyserii podważa idee Teatru, który dla mnie jest jednym ze szlachetniejszych miejsc na mapie teatralnej Polski, postanowiłem zareagować. Trafnie odczytał Pan zabieg ignorowania przez glowne postaci dramatu aktorów z niepelnosprawnosciami, grajacymi służących, jednak konsekwentnie czynią tak po to, żeby w ostatniej scenie, czystość i niewinność pomiatanych wcześniej zwyciężyła z rozpasaniem arystokracji. Bo wyższe klasy tuż przed wydarzeniami wrzesniowymi bawiły sie beztrosko. Jakże mi przykro, ze Pan tego nie zrozumiał. Ubolewam rownież, nad zbyt małą ilością kontuszy i sukien z krynoliną i myślę , ze na całe szczęście, zajmuje sie Pan głownie historia Teatru. Oczywiście ma Pan prawo do takiej oceny i tego absolutnie nie podważam. Nie zgadzam sie jednak na wystawianie oceny Teatrowi Arka po obejrzeniu tylko fragmentu ich dokonań. Nie widział Pan tego w jaki przyjazny sposób "tworzą" ci europejscy z tymi "słabszymi", jakie prowadzą dla nich warsztaty, jak dzięki Renacie Jasińskiej zaciera sie granica miedzy pracą a byciem rodzinnym. Z jakim dystansem i radoscia z zycia potrafią adepci niepelnosprawni po prostu - być. Bez rozdrapywania traumatycznych ran , w kontrze do kuriozalnego w mojej estetyce Teatru Delbono. Pańskie słowa nie nazwę nieuczciwymi przekłamaniami ale zwykłym swinstwem. Odsylam- pańskim wzorem- do sumienia, Panie Miroslawie. Prosze, Jesli bedzie miał Pan okazje, porozmawiać z tymi biednymi adeptami i zweryfikować emocje ( sterowane zresztą zabiegiem rezyserskim) z rzeczywistością . Z poważaniem Dariusz Taraszkiewicz