AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Między piekłem a niebem

VIII Międzynarodowy Festiwal Teatralny Boska Komedia w Krakowie
Apokalipsa, reż. Michał Borczuch,
Nowy Teatr w Warszawie, fot. Magda Hueckel  

Dziewięć dni teatralnego święta jak dziewięć kręgów z XIV-wiecznego poematu Dantego. Trzydzieści dziewięć przedstawień razem z powtórkami, w tym czternaście najszerzej dyskutowanych spektakli ostatniego sezonu, debiuty młodych twórców, prapremiery, gorące nazwiska, niebiańskie uniesienia i piekielne męczarnie. Festiwalowa wędrówka dobiegła końca – czas na podsumowanie.

Międzynarodowy Festiwal Teatralny Boska Komedia jest organizowany nieprzerwanie od 2008 roku przez Krakowskie Biuro Festiwalowe. Od pierwszej edycji kieruje nim Bartosz Szydłowski – założyciel istniejącej już dziesięć lat teatralnej sceny w Nowej Hucie. Szydłowski jako szef festiwalu zaplanował wycieczkę tak, by śmiałkom-uczestnikom nie zabrakło różnorodnych wrażeń. Przewodnikiem po artystycznych zaświatach uczynił postać Super Polish Hero – temat, który stał się motywem wiodącym VIII odsłony Boskiej Komedii. Motywem bardzo aktualnym, choć trochę naciąganym, jeżeli mam być szczera. Jego interpretację można było odnaleźć jedynie w kilku realizacjach (m.in. Kalkstein/Czarne słońce; Wielcy inni: depresje. Szymborska, Rymkiewicz, Bielicka; Karskiego historia nieprawdziwa; Niech żyje wojna!!!). Oprócz tego w trzecim dniu festiwalu odbyła się dyskusja (lub raczej prezentacja wzbogacona komentarzem) na temat alternatywnych wersji historii, dotycząca zapomnianych bohaterów, z udziałem przedstawicieli różnych dziedzin (Tadeusz Lubelski, Jacek Wakar, Przemysław Czapliński, Bogusław Deptuła, Roman Kurkiewicz). Problem w tym, że jej związek z prezentowanymi spektaklami z perspektywy czasu wydaje się dość wątpliwy. Co oczywiście nie oznacza, że samo spotkanie nie było interesujące.

W kwestii formalnej niewiele się zmieniło – jak co roku festiwal podzielono na trzy sekcje: Inferno (spektakle konkursowe), Purgatorio (wydarzenia specjalne i towarzyszące), Paradiso (młodzi twórcy). Nie zabrakło też Scen dantejskich, czyli spotkań z twórcami spektakli, a frekwencyjny rekord pobiło to z udziałem zespołu warszawskiego Teatru Nowego (mimo nieobecności Krzysztofa Warlikowskiego). Ponadto w programie znalazło się słuchowisko Radia Kraków na podstawie wyróżnionego przez zagranicznych jurorów tekstu Pawła Demirskiego nie-boska komedia. WSZYSTKO POWIEM BOGU!, dwa koncerty (Lord Bemol, Wirpsza/Spójność Świata) i wystawa Duchy Teatru, wieńcząca obchody 250-lecia teatru publicznego w Polsce. Interaktywną ekspozycję poświęconą ludziom rzemiosła teatralnego trudno nazwać przedsięwzięciem na wielką skalę (zwiedzanie trwało pięć, w porywach osiem minut), ale pomysłowy katalog wystawy w formie zadrukowanych pasków zbieranych do metalowego pudełka podwyższył ostateczne noty za całokształt.

Purgatorio, czyli w czyśćcu męki piekielne
Na inaugurację Boskiej Komedii – premierowy pokaz spektaklu o poetyckim tytule Nieznośnie długie objęcia w reżyserii Iwana Wyrypajewa (koprodukcja Teatru Powszechnego im. Zygmunta Hübnera w Warszawie i Teatru Łaźnia Nowa). Statyczna opowieść (malowanie obrazów scenicznych głównie za pomocą słowa) o poszukiwaniu wewnętrznej harmonii i łączności z życiem wewnętrznym nie nuży tylko dlatego, że aktorzy (Karolina Gruszka, Julia Wyszyńska, Maciej Buchwald, Dobromir Dymecki), obdarzeni świetną dykcją, odpowiednio intonując słowa i modulując głos, ciekawie opowiadają. Po spektaklu – publiczność podzielona. Śmiałkowie poszli dalej. Na Kalkstein/Czarne słońce (koprodukcja Teatru Łaźnia Nowa i Teatru im. Ludwika Solskiego w Tarnowie, reż. Joanna Grabowiecka). 120 minut trwają piekielne męczarnie. W smole beznadziei nie topi się właściwie tylko scenografia Mirka Kaczmarka. Twórcy całkiem polegli na niesamowicie interesującej historii Ludwika Kalksteina-Stolińskiego – Polaka o niemieckich korzeniach, który będąc żołnierzem Armii Krajowej, został agentem Gestapo, a po wojnie współpracował z Urzędem Bezpieczeństwa. Słabiutki tekst Julii Holewińskiej nie oddał dramatyzmu sytuacji antybohatera, Andrzej Plata w tytułowej roli był zupełnie bez wyrazu, przyśpiewki obdarzonej fantastycznym głosem Polski (Małgorzata Wojciechowska) – przaśne i w złym guście. Zbawiennym antidotum okazała się druga odsłona stand-upu Jacka Kozłowskiego Wielcy inni: depresje. Szymborska, Rymkiewicz, Bielicka. Trzy wielkie postaci, trzy stylistycznie różne monologi, prowokacyjna gra ze zbiorowymi wyobrażeniami w wykonaniu wałbrzyskich aktorów (Mirosława Żak, Rafał Kosowski, Włodzimierz Dyła). Prześmiewcze, zabawne i przy okazji skłaniające do refleksji.

Windą do Nieba
Zanim na dobre wstąpiliśmy na niebiańską ścieżkę, klucza do bram Raju szukał Łukasz Drewniak podczas spotkania Młodzi reżyserzy. Razem czy osobno?. Pytania w stylu „Co was wkurza w teatrze?” trafiały na niezbyt podatny grunt i tak z pierwszego rozpoznania zrobiło się pierwsze rozczarowanie. Tylko odpowiedzi Michała Buszewicza (Kwestia techniki) sprawiały wrażenie przemyślanych i dojrzałych, Julia Mark (Karskiego historia nieprawdziwa) bardzo się starała, Małgorzata Warsicka (Król) postanowiła milczeć niepytana, a Magda Szpecht (Delfin, który mnie kochał) niestety wolała mówić. Nie popełnię tego samego błędu i jej postulatu konieczności odejścia od teatru antropocentrycznego nie skomentuję. Na spotkanie nie dotarła Anna Karasińska – reżyserka spektaklu Ewelina płacze (TR Warszawa) – najlepszego przedstawienia ze wszystkich prezentowanych w tym roku w ramach Paradiso. Na pustej scenie Karasińska ustawiła czworo aktorów: Adama Woronowicza, Rafała Maćkowiaka, Marię Maj i Ewelinę Pankowską. Ta ostatnia pozostaje sobą, pozostali wchodzą w role przypadkowych wolontariuszy, których zadaniem jest zagranie znanych artystów. Tak się składa, że każdy z nich musi zagrać samego siebie. Aktorzy z autoironicznym dystansem bawią się swoim wizerunkiem, żonglują zastanymi stereotypami. W efekcie na widowni raz po raz słychać szczere wybuchy śmiechu. Kto jeszcze nie widział – gorąco polecam!

Pisząc o Paradiso, grzechów należy się wystrzegać, a grzechem byłoby pominięcie Kwestii techniki. W bezpretensjonalnym spektaklu Michała Buszewicza (który od kwietnia tego roku jest obecny w repertuarze Narodowego Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej) maszyniści tegoż teatru (Jarosław Majzel, Janusz Rojek, Mirosław Wiśniewski), stając się aktorami, opowiadają o swojej pracy. Dużo w tym niedługim występie humoru, pozornej improwizacji, świeżości.

Komu skrzydła, komu rogi
Ciepło, cieplej, gorąco… Jak to w piekle. Nic dziwnego – spektakle w sekcji Inferno to kocioł z emocjami, które opadły dopiero po ogłoszeniu oficjalnych wyników konkursu. Największym zwycięzcą tegorocznej edycji Boskiej Komedii okazał się Teatr Nowy w Warszawie. Nagrodę Boskiego Komedianta, która zasiliła budżet ośrodka będącego producentem zwycięskiego spektaklu, otrzymał Michał Borczuch za świetną Apokalipsę. Najlepszym reżyserem wybrano Krzysztofa Warlikowskiego, Małgorzata Szczęśniak została nagrodzona za scenografię do spektaklu Francuzi. Poza tym nagroda dla najlepszego aktora trafiła do Krzysztofa Zarzeckiego (Pier Paolo Pasolini w Apokalipsie), a Mariusz Bonaszewski (Charles Swann w Francuzach) zgarnął nagrodę za najlepszą męską rolę drugoplanową. Drugi krąg nagrodzonych skupił się wokół wrocławskiego Teatru Polskiego. Halina Rasiakówna (Elfriede I, Oriana Fallaci), łącząca Apokalipsę z Podróżą zimową, była bezkonkurencyjna w swojej kategorii i to ona została najlepszą aktorką festiwalu. Do Wrocławia powędrowała również nagroda w kategorii „Muzyka oryginalna” (Maja Kleszcz) i nagroda za najlepszą żeńską rolę drugoplanową (Małgorzata Gorol). Trzeba przyznać, że werdykt to sprawiedliwy. Skrzydła rozdali jurorzy, pytanie: kto zasłużył na rogi? Męczennicy Grzegorza Jarzyny na pewno nie zmęczyli. Fantastyczna była Justyna Wasilewska w roli Lidki, choć sama inscenizacja ma kilka słabszych punktów. Prawdziwą, iście piekielną męczarnię zgotowali swojej widowni twórcy Skowytu (reż. Maciej Podstawny, Teatr Łaźnia Nowa) i Hrabiny Batory (reż. Wiktor Rubin, Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach). W jednym i drugim przypadku sceną rządził wszechobecny chaos, a gadanina aktorów, którzy mieli ogromne problemy z utrzymaniem uwagi widza, niewiele wnosiła.

Jak wygląda piekło krytyka-teatromana? Wieczność wyświetlona białymi literami ułożonymi w zdanie „Mamy czas” na zakończenie kiepskiej Hrabiny Batory? Niekończący się elaborat czytany w ostatnich scenach jeszcze gorszego Skowytu? Zubożenie tekstu Hamleta? Myślę sobie: „za jakie grzechy, dobry Boże?” – i oglądam do końca. W ostatnim kręgu nie ma Lucyfera i nie ma ani jednego teatru. I to jest prawdziwe piekło teatromana. Gdzie zatem zakończyła się tegoroczna wędrówka, skoro do czeluści piekieł nie doszliśmy? Winda utknęła gdzieś pomiędzy piekłem a niebem. Ale skoro tak trudno wrócić na ziemię po tegorocznej wizycie w krakowskim teatralnym Raju, to znak, że mimo wszystko było cudownie.

23-12-2015

VIII Międzynarodowy Festiwal Teatralny Boska Komedia. Kraków, 4-13.12.2015

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2015-12-27   10:33:57
    Cytuj

    "Apokalipsa" Borczucha jest piramidalną bzdurą i pokazem nieumiejętności warsztatowych, więc taki werdykt staje się niewiarygodny!