AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Ni(e)jaki Książę

Książę i król, reż. Artur Dwulit, Wydział Lalkarski AST Filia we Wrocławiu.
Doktorant Wydziału Nauk Społecznych na Uniwersytecie Wrocławskim. Absolwent Filozofii oraz Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim. Współpracuje z czasopismem naukowym "Znaczenia".
A A A
fot. Krzysztof Zatycki  

Obejrzałem Księcia i króla we wrocławskiej Akademii Sztuk Teatralnych i zaczynam nabierać podejrzeń, że najprawdopodobniej czegoś nie rozumiem. Nie wyczuwam lub nie uwzględniam. Jak to się stało, że już trzeci raz z rzędu – bez najmniejszej przyjemności, ale wierny sumieniu recenzenckiemu – czuję się zobowiązany, mówiąc wprost, „zjechać” spektakl Wydziału Lalkarskiego? Wydziału, któremu od lat z całego serca kibicuję! Czy powinienem przekalibrować poziom oczekiwań, opuścić poprzeczkę czy też ponownie przemyśleć wytyczne stawiane spektaklom dyplomowym? Czyżby ten Czeski dyplom Piotra Ratajczaka, który zgarnął później Teatr Kochanowskiego w Opolu, mi się jedynie przyśnił?

Podobnie jak w przypadku Golema (zrealizowanego z inną grupą studentów IV roku) największą odpowiedzialność za to jestem skłonny złożyć na barki reżysera. Wtedy, jak przekonywałem, Konrad Dworakowski bezpodstawnie założył, „że szóstka jego podopiecznych, osób młodych, niezbyt doświadczonych i szerszej widowni właściwie nieznanych, czyli […] z nikłym zapleczem retorycznego etosu, będzie w stanie udźwignąć scenariusz, który skroiła Martyna Lechman”. Ten ostatni okazał się montażem fragmentów dzieł takich proroków i heretyków, jak Nietzsche, Lem, Wyspiański, Meyrink i Schulz. Przedsięwzięciu zaszkodziło więc konceptualnie przekombinowanie oraz ambicje reżysera, które nie pokrywały się, nie mogły się pokryć, z możliwościami jego podopiecznych.

Artur Dwulit natomiast przegiął jakby w drugą stronę. Stworzył spektakl niemalże idealnie „nijaki”. Ostentacyjnie nieoryginalny, zlepiony z rozwiązań i chwytów dobrze znanych i sprawdzonych, żeby nie powiedzieć wprost, oklepanych. Przypomina on lalkoformę głównego bohatera, czyli tytułowego Księcia. Prosta, naga, drewniana i bez żadnych znaków szczególnych. Taki manekin czy też jeden z tych zestawów artystycznych z działu „zrób to sam” w Empiku. Szkopuł w tym, że świat przedstawiony wcale nie zachęca do kolorowania go za pomocą własnej wyobraźni. Nie jest to miejsce, do którego chciałoby się powrócić czy dowiedzieć się o dalszych losach zasiedlających je postaci.

Wiem, że są to dość mocne, wręcz druzgocące oskarżenia, lecz nic na to nie poradzę – takie miałem myśli i takie emocje przeżywałem w trakcie oglądania. Za wiele się nie zmieniły po późniejsze próbie analizy przedstawienia „na chłodno” i punkt po punkcie. No, bo weźmy chociażby sam tytuł. Książę i król. O czym nam mówi? O niczym. Jest najzupełniej neutralny. Treść bajki o takiej nazwie może być właściwie dowolna. Żeby dłużej się nie rozwodzić, proszę porównać z oryginałem autorstwa Pierre’a Gripariego. Francuski pisarz własne dzieło mianował Bajką o księciu Pipo, o koniu Pipo i o księżniczce Popi. Różnica ewidentna.

Następna rzecz, żeby podążyć za chronologią obcowania ze spektaklem, to scenografia Martyny Štěpán-Dworakowskiej. Zdążymy dokładnie jej się przyjrzeć już w trakcie zajmowania miejsc na widowni. Minimalistyczna, dość funkcjonalna w ramach zaproponowanych rozwiązań inscenizacyjnych, ale znowuż, jakby żadna. Trzy niewielkie mansjony-parawany na kółkach. Trzy umowne niby-pokoje. Najzupełniej białe. Każdy z pojedynczym drobnym szczegółem w postaci lusterka, krzesła czy żyrandola. Ani to nie cieszy oka, ani nie komunikuje żadnych dodatkowych sensów. Po prostu jest i tyle. Dokładnie to samo da się powiedzieć i o kostiumach. Czarne stroje bez rękawów w komplecie z białymi adidasami. Przy bliższym spojrzeniu każdy jest nieco inny, tylko że ta inność nie ma żadnego ciężaru semantycznego. Nie charakteryzuje noszącą je postać. Dlatego właśnie, żeby jakoś wyróżnić parę królewską, dość umowne przedstawiciele dworu doczepiają dość umownym królu i królewnie białe kryzy. Dzieje się to w trakcie otwierającej przedstawienie grupowej choreografii. Czy mam dodawać, że jedną z tych, które przecięty widz teatru lalkowego widział co najmniej z tuzin razy?

Gdyby to wszystko była jeszcze w stanie zrównoważyć doprawdy frapująca historia! Gdyby. Lecz opowieść o Księciu Filipie, który na podarowanym mu przez króla „czerwonym koniku” (w postaci pomalowanego na czerwono roweru), przemierza różne zakątki bajecznego królestwa, zwyczajnie nie wciąga. Nie emocjonuje i nie wzbudza tej podstawowej, dziecinnej ciekawości spod znaku „ale co było dalej!?”. Dlatego też po piętnastu minutach zaczyna nudzić swą bezbarwnością, szczególnie dotkliwą w mieście, w którym można obejrzeć Piekło/niebo Teatru Lalek czy W stronę słońca Teatru Układ Formalny. Kolejny kwadrans, niestety, wzbudza dodatkowo pierwsze wątpliwości co do motywacji bohaterów i umiejętności twórców w budowaniu intrygi i splataniu ze sobą poszczególnych wątków.

Wyprawa gorąco lubianego następcy tronu, którego Król z takim trudem „nabył” w Wielkim Sklepie z Dziećmi, rozpada się na szereg poszczególnych, niezbyt powiązanych ze sobą scen i etiud. Logika wydarzeń kuleje, a numery muzyczne wyglądają jak obowiązkowe do odhaczenia punkty programu. Filip trafia do Schroniska z Zabłąkanymi Dziećmi, wszczyna rewolucję polityczno-obyczajową w Krainie, Do Której Wszyscy Chodzą, a w Krainie, Do Której Nikt nie Chodzi odwiedza Wielką Bibliotekę, gdzie dostaje do rąk Księgę Własnego Życia. I tak to jakoś leci, bez umiejętnego rozstawiania akcentów logicznych i stylistycznej konsekwencji, aż do finałowej piosenki z morałem, który streszcza się w jednej z jej zwrotek: „Mamy sami decydować / jak budować świat!”. Zgoda. No, bo przecież nie będziemy wszczynać tu dysputy o wolności woli, losie, przeznaczeniu, multiwersach czy innych tam determinizmach. Uwiera w nim jedynie to, że jakoś nie wynika z przebiegu wydarzeń i struktury dramaturgicznej. Niby jak i kiedy widzowie od siódmego roku i wyżej miały się co do tego przekonać? Adaptacja Magdaleny Mrozińskiej w moim przekonaniu w ogóle nie czuje ducha swego świetnego pierwowzoru. Rażąco spłaszcza filozoficzno-egzystencjalną głębię przesłania Gripariego, proponując w zamian szereg mało odkrywczych i stylistycznie kłócących się z całością „uwspółcześnień”.

Jak w Szczęśliwej siódemce Przemysława Jaszczaka, spektaklu, który w zeszłych roku rozpoczął wspomnianą na początku „passę” niezbyt udanych dyplomów lalkarskich, szkoda w tej całej sytuacji młodych aktorów. W tym wypadku: Katarzyny Górskiej, Anny Karbowiak, Marceliny Kieres, Dominika Skwarka, Piotra Starczaka, Patrycji Szindler i Jakuba Szlachetki. W sumie dają sobie radę, chociaż nie obchodzi się bez zbędnego wrzasku, bieganiny i kabaretowej nadekspresji, niemniej jednak ich szczere starania nie wykraczają ponad poziom sprawdzianu podstaw warsztatowych. Być może o to właśnie chodziło? Nie wiem. Wiem natomiast, że nikogo z nich nie mógłbym wyróżnić i nikt nie zapadł mi w pamięć. Cóż, jak śpiewają wszyscy razem w jednej z piosenek: „Życie to nie bajka!”.

02-09-2020

Wydział Lalkarski AST Filia we Wrocławiu
spektakl dyplomowy studentów IV roku
Książę i król
spektakl inspirowany Bajką o księciu Pipo, o koniu Pipo i o księżniczce Popi Pierre’a Gripariego
reżyseria: Artur Dwulit
tekst: Magdalena Mrozińska
muzyka: Marcin Nagnajewicz
scenografia: Martyna Štěpán-Dworakowska
choreografia: Tomasz Graczyk
asystent reżysera: Dominik Skwarek
obsada: Katarzyna Górska, Anna Karbowiak, Marcelina Kieres, Dominik Skwarek, Piotr Starczak, Patrycja Szindler, Jakub Szlachetka
premiera: 31.07.2020

galeria zdjęć Książę i król, reż. Artur Dwulit, Wydział Lalkarski AST Filia we Wrocławiu Książę i król, reż. Artur Dwulit, Wydział Lalkarski AST Filia we Wrocławiu Książę i król, reż. Artur Dwulit, Wydział Lalkarski AST Filia we Wrocławiu Książę i król, reż. Artur Dwulit, Wydział Lalkarski AST Filia we Wrocławiu ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: