AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

O czym szumią…

Cztery pory roku, reż. Tomasz Maśląkowski, Teatr Miniatura w Gdańsku
Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego, doktor nauk humanistycznych. Referentka krajowych i międzynarodowych konferencji naukowych poświęconych literaturze i kulturze. Publikowała m.in. w internetowym „Dzienniku Teatralnym” oraz w miesięczniku „Teatr”. Współpracowała z Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia” i Nadbałtyckim Centrum Kultury w Gdańsku. Mieszka w Gdyni.
A A A
fot. Piotr Pędziszewski  

…morza? Co usłyszeć można w świstaniu wiatru? Dlaczego słońce wędruje po niebie? Zanim dziecko zacznie stawiać te pytania sobie i innym, zanim zacznie poszukiwać na nie odpowiedzi, arcyinteresujący jest dla niego szum, świst i ruch sam w sobie. Do tych właśnie najmłodszych obserwatorów rzeczywistości skierowany jest spektakl, który otworzył tegoroczny sezon w gdańskim Teatrze Miniatura.

O teatrze dla najnajów (dzieci od kilku miesięcy do lat trzech) mówi się od kilku lat naprawdę intensywnie i dyskusje te, co najistotniejsze, coraz częściej przekładają się na konkretne realizacje teatralne. Przy okazji tego rodzaju przedstawień zwraca się nierzadko uwagę na „szczególną wrażliwość”, którą to winni posiadać twórcy teatru dla najnajmłodszych. Można się z tych uwag podśmiechiwać (u twórców teatru skierowanego do innych grup wiekowych „szczególna wrażliwość” też wydaje się przecież wskazana…), co nie zmienia faktu, że tak to po prostu jest – teatr dla najnajów wymaga wiedzy i umiejętności spojrzenia na świat oraz sztukę z dość trudnej perspektywy. Tomasz Maśląkowski, reżyser, ale także scenograf oraz autor scenariusza do najnowszego przedstawienia Miniatury, tę wiedzę i umiejętności posiada, co udowodnił chociażby pracą we Wrocławskim Teatrze Lalek. Cztery pory roku w Teatrze Miniatura są kolejnym przedstawieniem w dorobku reżysera skierowanym do najnajów i kolejnym spektaklem, który potwierdza – Maśląkowski tę „szczególną wrażliwość” ma z całą pewnością. I potrafi ją umiejętnie wykorzystać.

Cztery pory roku? Vivaldi?... Bingo! Fundamentem gdańskiego przedstawienia jest kanoniczny cykl koncertów skrzypcowych, z których reżyser wybrał fragmenty, te zaś posłużyły nie tylko jako muzyczna warstwa spektaklu, ale przede wszystkim jako inspiracja dla zbudowania całej teatralnej konstrukcji – z jej ruchem, scenografią, światłem. Cztery pory roku oglądamy na Scenie Kameralnej Teatru Miniatura, tu usadowieni na poduchach najnajmłodsi szczelnie otaczają sceniczną rzeczywistość. Opowieść o wodzie, wietrze, słońcu i cykliczności ruchów natury prowadzi u Maśląkowskiego aktorskie trio: Edyta Janusz-Ehrlich, Piotr Srebrowski oraz Piotr Kłudka. Cała trójka występuje w identycznych kostiumach: prostych, sportowych, ciemnych spodniach i białych koszulkach. Wychodząc do widzów na początku spektaklu – przedstawiają się im. Po czym, niczym w sportowej rozgrzewce, biegają wokół kwadratu teatralnych desek. To oswajanie dzieci z obcą przestrzenią, jej rytmem i specyfiką, kończy się nagraniem dźwięków do przedstawienia. Aktorzy ustawiają się w głębi sceny i wydają do mikrofonu dźwięki naśladujące różnorakie odgłosy świata, które równolegle są przez nich nagrywane.

Tomasz Maśląkowski zrezygnował w swoim spektaklu ze słowa mówionego. Zamiast werbalnej narracji otrzymujemy historie opowiedziane muzyką, światłem, ale nade wszystko ruchem, za koncepcję którego odpowiada Ula Zerek. Aktorka teatru tańca, performerka i choreografka ułożyła tu kompozycję, której tempo i intensywność idealnie współgra z dźwiękami Vivaldiego, nie jest zbyt szybka, ale też i nie nazbyt monotonna, odbiega od ilustracyjnej dosłowności, ale zarazem jest zrozumiała dla starszych najnajów, które w opowiadanych historiach rozpoznają znajome zjawiska – deszcz czy falowanie wody.

Przedstawienie składa się z kilku etiud, a bohaterem każdej z nich jest inne zjawisko przyrody. Widzowie oglądają w gdańskim spektaklu historie wędrującego po niebie słońca, wiosennego deszczu czy wzburzonej wody. Przy ustanawianiu każdej z tych opowieści aktorzy posługują się nieskomplikowanymi rekwizytami: papierem, wielką płachtą cienkiej folii czy ogromną żółtą piłką. Pomysłowo wykorzystany materiał interesująco oddaje charakter naturalnych zjawisk przyrody, dźwięki, które emitują rekwizyty, przyciągają uwagę dzieci, wyraźnie je intrygują. Dorosłych opiekunów najnajów z pewnością ujmie subtelny dowcip poszczególnych historii, chociaż, jak zauważyłam, starsze dzieci również były w stanie go odczytać – fragment, w którym humorystycznie wykorzystano wzrost Piotra Kłudki, najwyższego spośród całej trójki, rozbawił zarówno najstarszych widzów, jak i tych trzy-, czteroletnich.

Natura, to „oczywista oczywistość”, przyciąga swoją malowniczością i subtelnością, lecz bywa również groźna, a często przerażająca. Na duży plus zasługuje fakt, że Tomasz Maśląkowski nie ocenzurował swojego spektaklu i przedstawił najnajom historie, które emanują pięknem i łagodnością, ale i mogą wzbudzać niepokój – jak na przykład fragment mówiący o burzy. Reżyser wpisał jednak tę część przedstawienia w całą opowieść bardzo umiejętnie, poprzedzając burzę i finalizując ją partiami rozładowującymi niejako powstałe tu napięcie.

Nie ukrywam, bardzo cenię taki teatr dla najmłodszych, który sprzeciwia się pokutującemu wciąż przekonaniu, że uwagę malucha można przyciągnąć wyłącznie feerią barw i scenograficznym przepychem. To trochę tak, jak z zabawkami. Ta przypominająca miniaturowe Las Vegas bawi przez chwilę, ale płachta papieru do pakowania, folii bąbelkowej czy miska z wodą nie znudzą się nigdy. Podobnie jak wspaniała książka Hervé Tulleta, której bohaterką jest zwykła kropka (o tej książce pomyślałam niemal natychmiast, oglądając ten fragment spektaklu, w którym mowa jest o słońcu). Druga sprawa, na którą również mocno zwracam uwagę przy okazji przedstawień dla najnajów, to, nazywając sytuację bardzo umownie, „moc inspirowania”. Dużym szacunkiem darzę te realizacje, które pokazują rodzicom, jak przy pomocy dostępnych każdemu środków i narzędzi można opowiadać najmłodszym. I wreszcie – poczucie bezpieczeństwa. Z własnego doświadczenia dobrze wiem (o ironio!), że wizyta w teatrze w pierwszych latach życia może się okazać doświadczeniem bardzo drastycznym i przechowywanym w pamięci przez długie lata. Właśnie z tego powodu, że sceniczny świat, zamiast intrygować i zachęcać do eksploracji, wytrąca z poczucia bezpieczeństwa, jawiąc się jako z gruntu obcy i niezrozumiały. W Czterech porach roku Tomasz Maśląkowski stworzył czasoprzestrzeń przyjazną, zapraszającą i intrygującą. Taką, która z szacunkiem i dużą znajomością potrzeb podchodzi do swojego najnajmłodszego widza. I która może stanowić naprawdę wartościowy początek teatralnej ścieżki widza początkującego.  

02-12-2019

galeria zdjęć Cztery pory roku, reż. Tomasz Maśląkowski, Teatr Miniatura w Gdańsku <i>Cztery pory roku</i>, reż. Tomasz Maśląkowski, Teatr Miniatura w Gdańsku <i>Cztery pory roku</i>, reż. Tomasz Maśląkowski, Teatr Miniatura w Gdańsku <i>Cztery pory roku</i>, reż. Tomasz Maśląkowski, Teatr Miniatura w Gdańsku ZOBACZ WIĘCEJ
 

Teatr Miniatura w Gdańsku
Cztery pory roku
reżyseria, scenariusz i scenografia: Tomasz Maśląkowski
choreografia: Ula Zerek
muzyka: Antonio Vivaldi
obsada: Edyta Janusz-Ehrlich, Piotr Srebrowski, Piotr Kłudka
premiera: 27.10.2019

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę: