AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Operowe Drzewko wolności

Awantura w Recco, czyli Drzewko wolności, reż. Maciej Wojtyszko, Magdalena Małecka-Wippich, Opera Nova w Bydgoszczy
Muzyk i polonistka, w latach 50. XX w. aktorka Teatru na Tarczyńskiej i Teatru Poezji UW, później wieloletnia nauczycielka muzyki w Szkole Podstawowej nr 15 w Warszawie, profesor Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina i publicystka „Ruchu Muzycznego”. Doktor habilitowana nauk humanistycznych, autorka książek o teatrze muzycznym i polskich artystach. Publikowała też w „Teatrze”, „Dialogu”, nowojorskim „Przeglądzie Polskim”,„Pamiętniku Teatralnym”. Współpracuje z ISPAN i z Teatrem Wielkim – Operą Narodową.
A A A
fot. Marek Chełminiak  

Prapremiera opery Awantura w Recco Macieja Małeckiego do libretta Wojciecha Młynarskiego w warszawskim Teatrze Wielkim miała miejsce ponad czterdzieści lat temu. Ówczesny dyrektor stołecznej Opery, dyrygent Antoni Wicherek, gorący zwolennik polskiego repertuaru, zdecydował się ją wystawić, mimo iż Młynarskiego władze, eufemistycznie rzecz określając, tolerowały z trudem.

Był rok 1979, nabrzmiewały już solidarnościowe przemiany, co drugie słowo libretta parowało aluzjami, a publiczność wprawnie je wychwytywała. Jej reakcje, wybuchy frenetycznych oklasków i bisy utrwaliła dźwiękowa rejestracja stołecznego spektaklu. W Bydgoszczy premierowa widownia (27.10.2018) początkowo pozostawała drętwa, niepewna, o cóż może chodzić w tej Awanturze, i jaki ona ma związek z ogólnopolskim projektem „Niepodległa”. Lecz stopniowo rodziły się brawa, wywoływane przez sytuacje, tekst (wyświetlany nad sceną), śpiew. W końcu żarliwość wykonawców, dyscyplina zespołowego ruchu scenicznego, wreszcie czysto komediowa konwencja tego przedstawienia (tak obecnie rzadka w teatrze) podbiły widzów. W pięknie wydanym programie mogli wyczytać, iż mieli możność obcować z operowym pomysłem samego Adama Mickiewicza. 

Mianowicie w roku 1830 Mickiewicz podróżował po Włoszech razem z kolegą, poetą Antonim Edwardem Odyńcem. W Genui spotkali Polaka, Franciszka Mireckiego, dyrektora miejscowej opery, który począł nakłaniać Mickiewicza do stworzenia operowego libretta. Wedle relacji Odyńca, zamieszczonej w wydanych później Listach z podróży, zachęcony Mickiewicz (człowiek muzykalny) libretto mu podczas spacerów opowiadał, a Odyniec ze szczegółami je zapisał. Na ów opis we współczesnej edycji Listów (PIW, Warszawa 1961) zwrócił uwagę wybitny teatrolog Zbigniew Raszewski, zainteresował tym Wojciecha Młynarskiego – który miał już w dorobku libretto Henryka VI na łowach, opery z ducha Wojciecha Bogusławskiego wziętej z dobraną muzyką Karola Kurpińskiego – a ów Macieja Małeckiego; razem dali już na polskie sceny z ogromnym powodzeniem doskonały musical Cień. Małecki pierwszą i jedyną w jego różnorodnej twórczości operę pisał cztery lata, Młynarski rymowany tekst subtelnie stylizowany na przełom XVIII i XIX wieku – również długo. Akcja dzieje się bowiem w czasach Legionów Polskich we Włoszech, a legionista Tadeusz leczy rany w miasteczku Recco, pielęgnowany przez córkę burmistrza, Sylwię.

Kształt sceniczny Awantury też odnosił się do dawnego teatru. Po bokach stały parawany z malarskimi prześwitami na pejzaż albo na morze. Dekoracje (projektu Wojciecha Stefaniaka) zmieniały się kilka razy. Była quasi-włoska uliczka z domami, pokój rekonwalescenta, romantyczny krajobraz z zielenią i posągami, rynek miasteczka, wreszcie poszarpane skały z pieczarami. Te zmiany wymagały dłuższych przerw, które reżyserzy pomysłowo wypełnili aktorskimi intermediami rozgrywanymi na widowni. W pierwszej słudzy miejscy taszczyli spore pomarańczowe drzewka dla upiększenia uroczystości urodzin burmistrza. Dodajmy, iż tytułowe „drzewko wolności”, wciąż przesuwane i przestawiane, znajdowało się na scenie jako wątła roślinka w skromnej doniczce (i słusznie, że wątła: o wolność, choć czasem wybucha jak przed wiekiem nasza niepodległość, trzeba dbać – łatwo marnieje, dojrzewa powoli, czyhają na nią wrogowie...). W drugiej przerwie szalały wśród widzów groźne Barbareski, zbliżał się bowiem ich najazd na Recco. W słowach chóru Młynarski trawestował opis zbójców z mickiewiczowskiej ballady Powrót taty: „brody ich długie, kręcone wąsiska, wzrok dziki, suknia plugawa”. Jedyny akcent współczesny pojawił się na tle Uwertury. Był to taneczny ruch (choreografia: Jarosław Staniek) postaci w dzisiejszych ubiorach, nawet robotników w walonkach i żółtych kaskach; czyżby na znak, że wieczór premiery (i kilku kolejnych spektakli) to jednak nasze czasy, choć czasem warto zerknąć w przeszłość, zwłaszcza taką jak w Awanturze, podaną z komediowym dystansem? 

Bawić mogły chwyty muzyczne i polityczne. Zaraz w pierwszej odsłonie „ukradł show” Szymon Rona w roli Don Domenica, mistrza sztuki wokalnej. Drobny, obdarzony vis comica i pięknym tenorem, wywijał fiorytury belcanta próbując odwieść od śpiewania Tadeusza, którego sarmacki głos ranić miał uszy Włochów (głos Sławomira Kowalewskiego, baryton, brzmiał bardzo dobrze). Ci Włosi pląsali w taranteli, a polska para kołysała się w sentymentalnym mazurku. Często z orkiestry wyłaniał się dziarski puls poloneza. Czterem tchórzliwym rajcom Małecki powierzył kwartety buffo à la Rossini. Gdy zbliżały się Barbaresków pirackie statki (jeden przeturlał się górą sceny), mieszkańcy skupili się w kapitalnej fudze Oj, co z nami będzie. Kiedy mężczyzn obleciał strach, dzielne kobiety wypadły zza kulis w rytmie znanego krakowiaka Dalej bracia, dalej żywo. Wyciągnęły broń, a były to – czarne parasolki, jedna z bardziej czytelnych aluzji politycznych tego przedstawienia. Inna to fetujący burmistrza kolorowy tłum z opozycyjnymi transparentami jak: „W mieście Recco nie ma lekko”, „Prawda+”, „Czy tata jest demokrata” – i pięciu czarnych strażników (w cylindrach!) odgradzających ten tłum od władzy. Owa władza (jako burmistrz-fajtłapa Don Alberto – zabawny Jacek Greszta) plątała się w dziękczynnej cavatinie, wyśpiewując po podpowiedziach „a tu trzeba miastem rządzić i w rządzeniu nie pobłądzić”. Przekonujący w wokalnym przerażeniu Rybaka, który z bliska widział nadpływających Barbaresków, był Bartłomiej Kłos. Ich zawadiacki wódz, długonogi i jasnowłosy, odzywał się dźwięcznym mezzosopranem Dariny Gapicz. 

Reżyserzy w ślad za autorami zadbali, by widz nie tylko się uśmiechał, lecz przejął obywatelską postawą bohaterów, a także wzruszył. Zakochana Sylwia (Julia Pruszak), ubrana w romantyczną biel, snuła arię o miłości z efektowną wokalizą. Powiernik Tadeusza, Włoch Don Marcello (postawny Adam Zaremba) śpiewał mocnym barytonem o sensie patriotyzmu z towarzyszącą mu solową wiolonczelą. Padały słowa: „konstytucja” i „demokracja”. Kluczem Awantury powinna być chopinowska w charakterze pieśń Tadeusza: „Bitym traktem, krzywą steczką przez zielony las ty piosneczko-panieneczko – prowadziłaś nas tam, gdzie tworzył się mozolnie legionowy zaciąg z hasłem – bracią ludzie wolni, ludzie wolni bracią”. Ale nie była. Aktor usadzony z tyłu ledwie ją nucił, orkiestra pomrukiwała. Podobnie się stało z pięknym, chóralnym finałem, gdy światło padało na zieloną roślinkę i brzmiał śpiew: „Rośnij nam, rośnij, drzewko wolności, drzewino krucha, dozwól się ludziom wyzbyć małości serca i ducha”. Zamiast potężnieć i ogarnąć cały teatr, muzyka cichła, szarzała, gasła, kurtyna bezszelestnie się zsuwała. Czyżby miał to być zły prognostyk dla naszej obecnej wolności? Albo ostrzeżenie?

Wiersz Wojciecha Młynarskiego w Awanturze zachował zadziwiającą aktualność. Autor nie doczekał tej premiery. Ale żył tego wieczoru w bydgoskiej Operze Novej, o czym przypomniał podczas wspólnego koktajlu kompozytor Maciej Małecki. W wokalnej obsadzie było kilkoro debiutantów. Debiutowała też w operze dyrygentka, Anna Duczmal-Mróz, tak jak druga, obok Macieja Wojtyszki, reżyserka – Magdalena Małecka-Wippich, altowiolistka i pisarka, obecnie studentka Wydziału Reżyserii warszawskiej Akademii Teatralnej. Może młodość realizatorów dała przedstawieniu tyle energii i wiary, że choć temat i forma opery stare, sprawa żyje i warto nią dzielić się z rodakami.

16-11-2018

galeria zdjęć Awantura w Recco, czyli Drzewko wolności, reż. Maciej Wojtyszko, Magdalena Małecka-Wippich, Opera Nova w Bydgoszczy <i>Awantura w Recco, czyli Drzewko wolności</i>, reż. Maciej Wojtyszko, Magdalena Małecka-Wippich, Opera Nova w Bydgoszczy <i>Awantura w Recco, czyli Drzewko wolności</i>, reż. Maciej Wojtyszko, Magdalena Małecka-Wippich, Opera Nova w Bydgoszczy <i>Awantura w Recco, czyli Drzewko wolności</i>, reż. Maciej Wojtyszko, Magdalena Małecka-Wippich, Opera Nova w Bydgoszczy ZOBACZ WIĘCEJ
 

Opera Nova w Bydgoszczy
Maciej Małecki
Awantura w Recco, czyli Drzewko wolności
opera komiczna w dwóch aktach
libretto: Wojciech Młynarski
kierownictwo muzyczne: Anna Duczmal-Mróz
reżyseria: Maciej Wojtyszko, Magdalena Małecka-Wippich
scenografia: Wojciech Stefaniak
kostiumy: Wanda Kowalska
choreografia i ruch sceniczny: Jarosław Staniek
reżyseria świateł: Maciej Igielski
przygotowanie chóru: Henryk Wierzchoń
obsada: Sławomir Kowalewski / Arkadiusz Anyszka, Jacek Greszta / Łukasz Jakubczak / Damian Konieczek, Julia Pruszak / Magdalena Polkowska / Marta Ustyniak-Babińska, Adam Zaremba / Leszek Skrla, Łukasz Gaj / Janusz Ratajczak / Łukasz Załęski, Szymon Rona / Adam Zdunikowski, Krzysztof Zimny / Zarazi Kachala, Jakub Zarębski / Dominik Sierzputowski, Kamil Olpiński / Bartłomiej Kłos, Jonasz Dunajski / Janusz Żak, Darina Gapicz / Małgorzata Ratajczak / Dorota Sobczak oraz Orkiestra, Chór i Balet Opery Nova w Bydgoszczy
premiera: 27.10.2018

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę: