AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Ożywcze źródła

Doktor nauk humanistycznych. Adiunkt w Instytucie Sztuki PAN i Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Sekretarz redakcji kwartalnika „Pamiętnik Teatralny”. Ostatnio wydał książkę Inspiracje starotestamentowe w dramacie polskiego renesansu 1545–1625 (Warszawa 2012).
A A A
 

Rytualne źródła teatru to książka niezwykła, odważna i mądra. Wymienione cechy ma w genach po swoim autorze. Włodzimierz Szturc, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego i Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie, opublikował już szereg pierwszorzędnych publikacji, z których niech przynajmniej wymienię Archeologię wyobraźni czy Teorię dramatu romantycznego w Europie XIX wieku. Porównując jednak te książki z Rytualnymi źródłami…, trzeba przyznać, że te ostatnie wydają się najciekawszą pracą w dotychczasowym dorobku autora. Te Źródła… to istny wodotrysk, zraszający każdego, kto się do niego zbliży, i oczarowujący go tęczowymi efektami.

Niezwykłość publikacji wiąże się w dużej mierze z jej tematyką. Autor zajął się bowiem rytuałami o widowiskowym potencjale. Zaiste imponuje rozległość przedsięwziętych badań. W trzydziestu jeden rozdziałach Szturc odbywa ogromną wędrówkę, stanowiącą zresztą powtórzenie szeregu wypraw naukowych, które pozwoliły na przygotowanie tej książki. Przybliżywszy obrzędy i świat człowieka paleolitycznego, autor przechodzi do omówienia rytualnych tradycji Słowiańszczyzny. Szczególnie interesujący wydaje się rozdział poświęcony szeptuchom, czyli podlaskim szamankom. Uczyniwszy krótką wycieczkę w stronę przedchrześcijańskiej Łotwy, Szturc przenosi się do starożytnej Mezopotamii, a potem jeszcze do Indii. W kolejnych rozdziałach czytelnik ma okazję towarzyszyć autorowi w wędrówkach po Afryce (tu uwagę przykuwa fragment poświęcony Berberom), popłynąć z nim na Hawaje i do Oceanii. Nie brak również analiz poświęconych obrzędom amerykańskich Indian. Na zakończenie poprzez starożytny Egipt udajemy się do Grecji. Dionizyjskie i eleuzyńskie rytuały, w których środowisku zrodził się europejski teatr, to nader wymowne zakończenie książki. Swoiste credo, wyrażające przekonanie o obrzędowej genezie teatralnych przedstawień. To wyznanie wiary zaakcentowane zresztą zostało już w tytule książki, a także w wymownym podtytule: Obrzęd – maska – święto.

Z umiejętności wnikania w samą istotę autor potrafi skorzystać także w stosunku do zjawisk egzotycznych.Przekonanie o rytualnych korzeniach teatru pozwala nazwać książkę odważną. Autor nie lęka się dwóch rzeczy, które innym badaczom spędzałyby sen z powiek. Po pierwsze nie ogranicza się do badań nad zjawiskami prototeatralnymi, ale poddaje analizie znacznie szersze spektrum zjawisk. Po drugie nie przejmuje się lansowanymi ostatnio teoriami, próbującymi podawać w wątpliwość obrzędową genealogię widowisk. Szturc w ogóle nie podejmuje dyskusji z Elim Rozikiem, który w książce Korzenie teatru z maniakalnym wręcz uporem próbuje dowieść, że teatr, będący przecież medium, nie mógł powstać w środowisku rytualnym. W moim odczuciu decyzja Szturca jest w pełni uzasadniona. Myślowa konstrukcja Rozika niczego nie dowodzi, w żaden sposób nie zamyka drogi łączącej sferę obrzędową i widowiskową.

Rytualne źródła teatru można by więc ustawić obok książki Marty Steiner Geneza teatru w świetle antropologii kulturowej. Mimo że Steiner i Szturc przyjęli odmienne strategie narracyjne (stosunek do strukturalizmu stawia ich na przeciwstawnych biegunach), to obydwoje ukazują podobny rodowód widowisk, doszukując się go w tym, co święte, tajemne i pradawne. Obydwie książki na swój sposób się uzupełniają. Steiner uporządkowała zjawiska według rytualnych praktyk (myślistwo, rolnictwo, kult przodków i szamanizm), Szturc skupia uwagę na konkretnych fenomenach kulturowych, traktując je jako osobne mikrokosmosy. Podlaskie szeptuchy nie zostają zestawione z azjatyckimi szamanami, ale ukazane w swoim własnym kontekście. Wraz z autorem wchodzimy w wiejskie obejścia, stukamy do drzwi, a następnie możemy obserwować charakterystyczne ruchy uzdrawiaczek, stanowiące istotę ich praktyk: szeptucha wykonuje konkretne, właściwe dla określonej dolegliwości chorego gesty. To właśnie jego stan zdrowia dyktuje takie, a nie inne gesty, taką, a nie inną intonację głosu i charakter modlitwy. Nie jest to układ gestów kapłana, ale indywidualnie przeznaczony dla przybysza i dostosowany do jego potrzeb rytm ruchów i wypowiedzi.

Z umiejętności wnikania w samą istotę autor potrafi skorzystać także w stosunku do zjawisk egzotycznych. Analizując berberyjski taniec róż, dostrzega, iż jest to „taniec o tańcu”. Uczony używa tu pojęcia ideogramów, które „są […] zapisem (gestycznym i ruchowym) idei, odczytywanej na sposób geometryczny, jako kinetyczna konstrukcja opisująca lub przedstawiająca formy prowadzenia ruchu” (s. 204).

Przedmiotem fascynacji Szturca jest maska, a zatem przedmiot bezsprzecznie łączący rytuał z widowiskiem. Trzy kolejne rozdziały poświęcone są maskom używanym w Oceanii. Mowa tu o okrutnych praktykach związanych z walką o kapkap (sporządzany z żółwiego pancerza i ze skorupy wielkich ślimaków), o archaicznych maskach z Borneo czy o dwuczęściowych maskach figuralnych używanych w kulturze Sepiku. Każdy z rozdziałów tej książki to świetnie zrobiona fotografia. Chociaż ukazuje tylko fragment rzeczywistości, to zachwyca precyzją kadru i głębią ostrości.

Rytualne źródła teatru to również książka niezwykle mądra. Wiąże się to nie tylko z wyborem metodologii, którą można by określić jako fenomenologiczno-antropologiczną. Sprawa jest znacznie poważniejsza. Wypracowywana przez Szturca metodologia to konsekwencja poszukiwań związanych z imagologią:
potrzebne jest powstanie archeologii humanistycznej, to jest takiej, która opierając się na odkryciach materialnych odtwarza charakter religijnego (związanego z rytuałem) życia. Byłaby to nauka i praktyka należąca do dziedziny imagologii – strefy badań nad wyobraźnią i jej trwałymi przedstawieniami – i niebędąca częścią tzw. antropologii historycznej, zajmującej się głównie przemianą obyczajów, nowatorstwem techniki jako podstawy ewolucji i funkcjonalizmem działań kulturowych.

Przytoczona tu definicja, określająca, czym ma być nauka o wyobrażeniach, i co równie ważne, czym być nie powinna, skłania do zastanowienia, w jakim stopniu propozycja Szturca ważna jest dla całej teatrologii. Przecież sfera widowiskowa w dużej mierze związana jest właśnie z wyobrażeniami. Ujęcie imagologiczne z pewnością otworzyłoby przed historykami teatru zupełnie nieoczekiwane perspektywy. Tak więc chyba warto ruszyć w stronę ożywczych źródeł.

8-09-2014

Włodzimierz Szturc, Rytualne źródła teatru. Obrzęd – maska – święto, Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna im. Ludwika Solskiego w Krakowie, Kraków 2013.

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę: