AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Poeta dziękczynny

Doktorantka w Zakładzie Performatyki Instytutu Kulturoznawstwa UAM. Autorka artykułów dotyczących performatywnego wymiaru fotografii oraz recenzji teatralnych. Współpracowała m.in. z Fundacją Malta oraz z Nową Siłą Krytyczną.
A A A
Fot. Bartłomiej Sowa  

Ten mój tytuł jakiś słaby… I wszystkie moje słowa to nie żadna „fioletowa krowa” – o, nawet rym tych zdań nie rozwiązuje problemu sensotwórczego. Po obejrzeniu Mister Barańczaka w reżyserii Jerzego Satanowskiego chcę silić się na zabawę dźwiękiem, związkiem frazeologicznym, ale nie – do pięt nie dorastam ani Barańczakowi, ani Satanowskiemu, który z twórczości tłumacza Szekspira wydestylował coś, co widza bawi, wzrusza i dodaje mu sił.

W programie spektaklu czytamy: „Podstawowa teza Barańczaka, że «poezja to nic innego jak wyzwanie rzucone niesprawiedliwości wpisanej w prawa wszechświata» musi jasno wynikać z tego przedstawienia”. Udało się – wynika!

Kto oczekiwałby po tym spektaklu chronologicznego zaprezentowania biografii Barańczaka, ten się zawiedzie. Myślę jednak, że ten zawód szybko mu przejdzie, choćby po scenie, w której jakiś tajniak (Waldemar Szczepaniak) zwraca się do Mr. B. (Mariusz Puchalski): „Pan tu nie stał, zwracam panu uwagę”. Uwaga widza zwrócona zostaje bowiem od samego początku przedstawienia na „kuglarski” geniusz poety-translatora, żonglującego swobodnie i z czułością słowami – rwanymi i składanymi z powrotem, ale już w kompletnie nowych układach. Taka jest właśnie twórczość autora, który pisał raz pod pseudonimem Barbara Stawiczak, innym razem jako Feliks Trzymałko. Rozbijanie utartych powiedzeń, związków frazeologicznych jest w niej na porządku dziennym i prowadzi do zerwania innego związku – ze schematami myślenia, zamieniającymi niejednego z nas w poligędźbę tudzież idiomatoła (patrz: Stanisław Barańczak, Pegaz zdębiał). Aktorom Teatru Nowego udało się to rozbijanie podtrzymać, a ich gra nie miała nic wspólnego z natrętnym wymaganiem od widza uwielbienia typu: „Patrz, jak się dla cię, widzu, wytężam, okaż że zachwyt i żal, żeś ty zwykły (z przodka) cham”.

Dzięki takiej aktorskiej pokorze pierwszoplanową rolę mogła odegrać twórczość (poetycka i translatorska) samego Barańczaka, bo to w końcu przedstawienie o nim, a nie o tym, jak aktorzy potrafią odegrać poetę – za to im wielka chwała! Na szczególne uznanie zasługują dwie aktorki o intrygujących głosach: Anna Mierzwa i Oksana Hamerska. Utwór Wielka ulewo, wielka śnieżyco (do muzyki skomponowanej przez Grzegorza Turnaua, a do słów wiersza Mały człowieku Edwarda Estlina Cummingsa, który Barańczak przetłumaczył) w wykonaniu Anny Mierzwy przyprawił mnie o dreszcze i najprościej (bo prawdziwie) wzruszył. Piękna to scena, w której aktorka (jutrzenka?) kieruje swą pieśń do Mr. B.: „Mały dzieciaku, coś tak się starał, a potem płakał, boś nic nie zdziałał, bądź dzielny, połóż się i śpij”, pocieszając nią głównego bohatera w chwilach zwątpienia. Dla Barańczaka – postaci teatralnej taka forma pomocy słowem zdaje się kluczową funkcją języka. Czasami objawia się ona w poważnych wierszach o miłości, częściej w humorze frywolnych rymowanek, w zabawnych streszczeniach i przeróbkach klasyków, w ugniataniu słów i lepieniu z nich coraz to smakowitszych kąsków.

Kto oczekiwałby po tym spektaklu chronologicznego zaprezentowania biografii Barańczaka, ten się zawiedzie. Oksana Hamerska zachwyca natomiast wykonaniem pieśni-fragmentu Podróży zimowej, w której wykorzystano zarówno wiersz Barańczaka, jak i melodię Franza Schuberta (Barańczak pisał zresztą swą Podróż… z myślą o czytaniu jej z muzyką Schuberta w tle). Wysokie tony Hamerska wyśpiewuje gładko, czysto, wręcz powalająco. Mogłabym jej słuchać przy okazji… chyba przy każdej okazji, bo jej głos nie tyle zatrzymuje mój oddech, co pozwala mu się uwolnić, relaksując ciało i dotykając ducha. Wyrazy uznania należą się również Mariuszowi Puchalskiemu (ten aktor nigdy mnie jeszcze nie rozczarował), który stworzył Barańczaka wielowymiarowego – twardo stąpającego po ziemi, ale nie stroniącego od śmiechu; pewnie i wprawnie posługującego się słowem, lecz momentami wątpiącego i bezsilnego; kochającego i borykającego się z problemami małżeńskimi.

Mister Barańczak to przedstawienie słowno-muzyczne, choć tekst mówiony zajmuje w nim więcej miejsca niż ten śpiewany. Wyboru tekstów dokonał Jerzy Satanowski, który jednocześnie spektakl wyreżyserował i opracował muzycznie. Aktorom akompaniował zespół, który po przedstawieniu, owszem, zebrał należne mu oklaski, ale szkoda, iż o jego istnieniu dowiedzieliśmy się dopiero w tym właśnie, końcowym momencie. W trakcie trwania całego spektaklu pozostawał on schowany gdzieś za scenografią (to, co słyszeliśmy, mogło równie dobrze dobywać się z odtwarzacza płyt), a można by było, choćby najdelikatniej, zaznaczyć realną obecność muzyków, tak przecież ważnych w słowno-muzycznych przedsięwzięciach teatralnych (np. u Petera Brooka w spektaklu Suit stają się oni postaciami ingerującymi w tok akcji scenicznej; inaczej obecność muzyków zaznaczona jest w przedstawieniu This Clement World Cynthi Hopkins – widzowie dostrzegają tylko ich cienie poruszające się za białym ekranem, który tworzy tylną ścianę prostokątnej przestrzeni gry).

Z oceną scenografii mam pewien problem. Moje pierwsze odczucie: jesteśmy w więzieniu, za grubymi, burymi murami. Brzydko tu, nijako, duszno, chce się uciec, ale jak? Na szczęście scenografka Anna Tomczyńska wymyśliła na to sposób i (dosłownie) wprawiła mury w ruch – aktorzy mogli je swobodnie przesuwać. Moje następne, po dłuższym namyśle, odczucie: scenografia stała się metaforą życia poety, który broni się przed złem tego świata (cenzurą, represjami, więzieniem), walcząc z nim za pomocą słowa i poczucia humoru, które potrafią (sk)ruszyć mury ludzkiej bierności i zniewolenia. Po tym namyśle stwierdzam, że warto było widza najpierw przytłoczyć ponurą scenerią, by następnie uświadomić mu, że to od usposobienia każdego z nas zależy stabilność murów, jakie w swym życiu napotykamy. Duże wrażenie wywarł na mnie także kostium, w którym Oksana Hamerska śpiewa (przepięknie) pieśń o lodzie – długie i obszerne fałdy sukni, w której występuje, przywołują na myśl bryłę lodu czy śniegu, potęgując przyjemność estetyczną widza (płynącą przez uszy i oczy właśnie). Brawa zatem dla projektantki kostiumów, Joli Łobacz!

Na koniec trzeba koniecznie zaznaczyć, że Mister Barańczak to po prostu hołd złożony przyjacielowi i mentorowi (Satanowski jako student brał udział w zajęciach prowadzonych przez Barańczaka, a potem zawarł z nim prywatną znajomość). Nie ma w nim pompy gal jubileuszowych (czego w teatrze wprost nie znoszę), jej miejsce zajmuje serdeczność i autentyczny podziw reżysera dla poety, tłumacza, męża swojej żony, profesora, „nonsensisty” (patrz: wstęp do Fioletowej krowy), który woli głosić światu dziękczynienie (nawet, gdy mury są wysokie i grube) niż załamywać ręce i obrażać się na Pana Boga. I właśnie przede wszystkim za ową serdeczność twórcy tego spektaklu, pięknie wyrażoną i dobrze wyważoną, należy się podziw.

W ten niedzielny wieczór wyszłam z Teatru Nowego pogrążona w zadumie, ale z uśmiechem na ustach. Kątem oka spojrzałam na innych widzów opuszczających salę Sceny Nowej – im też było z tym uśmiechem do twarzy.

4-11-2013

galeria zdjęć Mister Barańczak, reż. J.Satanowski, fot. Bartłomiej Sowa Mister Barańczak, reż. J.Satanowski, fot. Bartłomiej Sowa Mister Barańczak, reż. J.Satanowski, fot. Bartłomiej Sowa Mister Barańczak, reż. J.Satanowski, fot. Bartłomiej Sowa ZOBACZ WIĘCEJ
 

Teatr Nowy im. Tadeusza Łomnickiego w Poznaniu
Mister Barańczak. Żeby w kwestii tej nocy była pełna jasność
wybór tekstów, reżyseria i opracowanie muzyczne: Jerzy Satanowski
scenografia: Anna Tomczyńska
kostiumy: Jola Łobacz
obsada: Mariusz Puchalski, Oksana Hamerska, Edyta Łukaszewska, Anna Mierzwa, Julia Rybakowska, Maria Rybarczyk, Radosław Elis, Mateusz Ławrynowicz, Waldemar Szczepaniak
muzycy: Jacek Skowroński, Grzegorz Kopala, Zbigniew Wrombel, Piotr Wiśniewski, Andrzej Mazurek, Jarosław Wachowiak, Robert Błoszyk
premiera: 25.10.2013

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany Julia
    Julia 2016-06-01   09:43:49
    Cytuj

    Bardzo ciekawa recenzja, upewniłam się dzięki niej, żeby wybrać się na ten spektakl za tydzień. :)