AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Pomiędzy

Wesele, reż. Jan Klata, Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie
Teatrolog i filmoznawca.
A A A
Fot. Magda Hueckel  

Trudno pisać o spektaklu Jana Klaty w oderwaniu od tego, co dzieje się w Starym Teatrze – i w Krakowie. Od poruszenia i zjednoczenia środowiska w całej Polsce, bez względu na pokoleniowe i estetyczne podziały, od protestów studentów, od codziennych rozmów. Ale spróbuję, bo Wesele to jeden z najlepszych spektakli Klaty, jakie widziałam.

I mimo że z wieloma rozwiązaniami reżysera można dyskutować czy nawet się kłócić, to przedstawienie istotnie mnie poruszyło, a to stan, którego ostatnio nieczęsto doświadczam w teatrze.

Świat, jaki buduje Klata, jest światem tyleż po katastrofie, co w stanie wiecznej prowizorki. Zamiast ścian – przykryte czarną folią rusztowania, zamiast drzewa – pień z przytwierdzoną pustą kapliczką. Mocne znaki, po takie często sięga Klata. W krakowskim Weselu gruba kreska i zdecydowane cięcia adaptacyjne sprawiły, że gorycz wybrzmiewa szczególnie dotkliwie. Gorycz porażki, ale też zaniechań, byle jakiej codzienności, w jakiej żyjemy. To już nie Bronowice z początku ubiegłego wieku, raczej te dzisiejsze, zabudowane osiedlami, bo nie ma już podziału na miejskie – wiejskie. Radczyni (Anna Dymna) i Klimina (Elżbieta Karkoszka) paradują po scenie zawsze razem, niczym dobre znajome. Wszyscy już jesteśmy z miasta, ale „wiejskość” wyłazi z nas wyraźniej lub słabiej, bardziej lub mniej kompromitująco. Kostiumy niemal wszystkich postaci są skomponowane tak, by zawierały fragment tkaniny z motywem słomy. Poły sutanny Księdza (Bartosz Bielenia), bufki w sukienkach nierozłącznych Zosi (Anna Radwan) i Haneczki (Ewa Kaim), pas Pana Młodego (Radosław Krzyżowski), krótkie spodenki Maryny (Jaśmina Polak).

Na scenie nieustannie obecny jest blackmetalowy zespół Furia. Klata zaprosił do współpracy kultową grupę – muzyczność przedstawienia jest naprawdę świetna. Czterej półnadzy mężczyźni, pomalowani siną farbą i stojący na umieszczonych w czterech rogach sceny podiach, wyglądają złowieszczo. Mogą być albo Chochołami (lider zespołu, Michał Kuźniak, został zresztą, jak czytamy w materiałach teatru, obsadzony w roli Chochoła), albo strażnikami polskiego czyśćca – tego ziemskiego, w którym mieszają się mity, frustracje, niespełnienia, ale i ślady czułości, dobroci, bezinteresowności.

Panna Młoda (świetna Monika Frajczyk) jest w zaawansowanej ciąży; ona i Pan Młody naprawdę się kochają, ich porozumienie jest głębokie. Ta relacja zdaje się jedynym jasnym punktem tego świata, pozostali goście poprzestają na zdawkowych wymianach uprzejmości albo tyleż prawdziwych, co banalnych mądrości życiowych. Klata zredukował tekst Wyspiańskiego tak, by rozmowy istotne stały się w większości przygodnymi konwersacjami, w których każdy wypowiada swoje, nie bacząc na reakcję drugiego. Dlatego też tak mocno wybrzmiewa rozmowa Poety (Zbigniew W. Kaleta) i Panny Młodej – słowa „A to Polska właśnie” Poeta wypowiada, kładąc rękę na brzuchu kobiety. Dla pokoleń weselników (bo przecież są tu młodzi, w średnim wieku i ci najstarsi aktorzy Zespołu Starego Teatru) nadzieja, jak się zdaje, już przepadła. Diagnoza Klaty jest dotkliwa – jeśli na lepszą Polskę mogą liczyć „przyszłe pokolenia”, to co mamy począć my?

Już w pierwszym akcie widzimy chocholi taniec: postaci zatracają się w korowodzie i nie przypomina to weselnych zabaw, ale raczej dziwny rytuał zapomnienia. Spektakl zaczyna się od pytania Czepca (Krzysztof Zawadzki) skierowanego do Dziennikarza (Roman Gancarczyk) – po „Cóż tam, panie, w polityce?” obaj wybuchają głośnym, gorzkim śmiechem. I mimo że jeden z nich nosi stonowaną marynarkę, a drugi koszulkę z orłem w koronie, trudno w tym momencie stwierdzić, czym lewicujący inteligent różni się od narodowca. Obaj poruszają się w magmie przeszłości, której nie sposób pokonać, resentymentów, jakich nie potrafią odrzucić – i są w tym zastanawiająco podobni. Tak jak podobni są w daremności zapału i goryczy rezygnacji.

Drugi akt, po straceńczej energii pierwszego, odbiera resztę złudzeń. Widma się pojawiają, ale ich moc wydaje się nikła. Są niczym cienie z przeszłości, żadnego z weselników w istocie nie poruszają spotkania z nimi. Można dyskutować, czy ta część przedstawienia nie jest najsłabsza w natrętnej, niemal prowokacyjnej teatralności. Sądzę jednak, że Klata chciał pokazać ciążącą, choć wciąż odrzucaną przeszłość jako paradę upiorów właśnie: nagi Stańczyk (Edward Linde-Lubaszenko/Jan Peszek) z dużym pastorałem, chowający się za osamotnionym pniem, półnagi, zabandażowany i pomazany biało-czerwoną farbą Rycerz (Małgorzata Gorol), którego monolog zagłuszany jest dudniącą muzyką, a słowa „Polska to jest wielka rzecz” widzimy, niczym reklamowy slogan, na wyświetlaczach przytwierdzonych do podiów muzyków. A jednak to zdanie, przez Wyspiańskiego przypisane Poecie, dziwnie wybija się z natłoku dźwięków. Porusza i niepokoi – pełne patosu drażni tym, że nie potrafimy ani go przyjąć, ani odrzucić. Złoty róg, przyniesiony przez Wernyhorę (Zbigniew Ruciński), jest nadmuchaną foliową jednorazówką.

Pojawiający sie w finale Jasiek Andrzeja Kozaka uosabia niemoc, jaka dotknęła gości. Andrzej Kozak, niczym wieczny weselnik, który zawsze gubi i przeoczy to, co najważniejsze, przynosi z sobą rozczarowanie dawnych straconych pokoleń. Wesele Jana Klaty nie kończy się chocholim tańcem, bo ten trwa od początku przedstawienia i nie sposób się z niego wyzwolić. Choć właściwie nikt się o to nie stara.

Wesele nieustannie przywoływało we mnie pamięć innego spektaklu Klaty – gdańskiego H. Łączy te dwa przedstawienia dziwny stan „pomiędzy”: coś się już wydarzyło, coś przełamało, ale pamięć o wielkich czynach i heroicznych zrywach powoli przemija. Wcale nie jest tak, jak miało być. I ciągle nie wiemy, co nas czeka.

31-05-2017

galeria zdjęć Wesele, reż. Jan Klata, Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie <i>Wesele</i>, reż. Jan Klata, Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie <i>Wesele</i>, reż. Jan Klata, Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie <i>Wesele</i>, reż. Jan Klata, Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie ZOBACZ WIĘCEJ
 

Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie
Stanisław Wyspiański
Wesele
reżyseria i adaptacja: Jan Klata
scenografia, kostiumy, reżyseria światła: Justyna Łagowska
choreografia: Maćko Prusak
muzyka: FURIA
obsada: Anna Dymna, Monika Frajczyk, Małgorzata Gorol, Ewa Kaim, Katarzyna Krzanowska, Beata Paluch, Jaśmina Polak, Anna Radwan, Bartosz Bielenia, Maciej Charyton, Juliusz Chrząstowski, Krystian Durman, Roman Gancarczyk, Grzegorz Grabowski, Mieczysław Grąbka, Zbigniew W. Kaleta, Zbigniew Kosowski, Radosław Krzyżowski, Ryszard Łukowski, Zbigniew Ruciński, Krzysztof Zawadzki, Edward Linde-Lubaszenko, Jan Peszek, Elżbieta Karkoszka, Andrzej Kozak, Michał Kuźniak oraz Mikołaj Głowacki, Janusz Jarecki, Grzegorz Sterliński, Krzysztof Szczygieł, Wojciech Szczygieł, Sławomir Wojciechowski
premiera: 12.05.2017

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (2)
  • Użytkownik niezalogowany Roxy
    Roxy 2018-01-07   23:09:06
    Cytuj

    Straszna grafomania. Gust na poziomie przedszkolaka. Propagandowa recenzentka. Polecam wrócić się na studia. Coraz bardziej stwierdzam, że recenzent jest gorszy niż kanar. Gada głupoty a słuchać to już nie potrafi i tylko wlepia mandaty.

  • Użytkownik niezalogowany recenzent literaturoznawca
    recenzent literaturoznawca 2017-06-07   14:42:53
    Cytuj

    Ta recenzja to podręcznikowy przykład skandalu kumoterstwa i hucpy publicystycznej. Twietrdzenia w neij umieszczone są całkowicie gołosłowne; pełno wewnętrznych sprzeczności. Słaby styl, oznaka braku mylenia, wiedzy, syntezy i wnioskowania. Kompromitacja autorki i portalu. Ile wyniosło honorarium tej pani?