AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Prze-Rysová-nie

Dziennikarz radiowy i telewizyjny. Fotograf (publikował w "Teatrze"). W radiowej Jedynce prowadził cykliczną audycję teatralną. Autor wielu rozmów z ludźmi teatru.
A A A
Twardy gnat, martwy świat, reż. Eva Rysová,
fot. Mateusz Wajda  

Kiedy źle napisana książka zasługuje na miano literatury? Czy każdy byle jak sklecony dramat to już teatr? Jak odróżnić zwykłe teatralne i literackie śmieci od gatunku zwanego trash theatre?

Świadome tworzenie złej sztuki ma przed sobą wielką przyszłość. Utalentowany dramatopisarz Mateusz Pakuła używa i cytuje w swoim utworze Twardy gnat, martwy świat grafomańską książkę Ten, który sprzeciwił się szatanowi autorstwa samozwańczego pisarza – Marcina Obuchowskiego. Wzorem malarzy uprawiających bad painting posługuje się techniką, którą nazwał „bad writing – good art”.

Obuchowski – słusznie nieznany autor trzech, jak sam się chwali, ukończonych książek – raczej nie jest świadom ułomności swojego pisarstwa. I chyba nawet nie wie, jakiej sławy przysporzył mu Pakuła. Na swojej stronie internetowej, wśród listy serwisów, w których możemy znaleźć jego twórczość, umieścił informację o opowiadaniu zamieszczonym na stronie fantastyka.pl z adnotacją: „niezrozumiałe przez czytających w tamtym portalu” (pisownia oryginalna). Opowiadanie to pozostało „niezrozumiałe”, czy raczej niezrozumiane nie bez powodu. Forumowicze wytykali mu źle skonstruowane pod względem gramatycznym zdania, prowadzoną nielogicznie fabułę, mocno naciąganą intrygę. I mieli rację.

Prawie te same zarzuty można wytoczyć przeciwko cytowanej z lubością przez Pakułę powieści Ten, który sprzeciwił się szatanowi. Złe w tej książce jest wszystko. Jej język z polszczyzną ma niewiele wspólnego, a treść jest tak naiwna i miałka, że przyprawia o ból zębów. Proszę – oto próbka: „Najpierw uściskałem i ucałowałem syna a następnie przywitałem się z przyjacielem uściskiem dłoni i otulenia drugą ręką ciała tak że byliśmy przez chwilę przytuleni“. Prawdą jest, że taką polszczyzną posługuje się znaczna część naszego społeczeństwa, ale czym innym jest mowa potoczna (choć nie usprawiedliwia to naszych rodaków), a czym innym literatura. Bądź coś co do niej pretenduje. W jaki sposób Mateusz Pakuła wszedł w posiadanie książki wydrukowanej w piętnastu (!) egzemplarzach dla rodziny i przyjaciół autora, niech pozostanie jego tajemnicą. Nie jest to istotne. Ważne, że nie pozostał wobec niej obojętny. Olśniło go, że nie ma potrzeby wymyślać w swojej sztuce kalekiej frazy, można ją zwyczajnie przepisać. Pakuła tak oto wyjaśniał sens tego zabiegu w swoistym manifeście techniki „bad writing”: „Tu chodzi o zachwyt nad pisarską ułomnością. Nad nieudolnością. Im większa nieudolność, tym smaczniejsza sztuka”. Przyznaję, na deskach teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach jest „smacznie”. A nawet bardzo.

Sztuka Twardy gnat, martwy świat jest drugą częścią dyptyku Na końcu łańcucha. Pierwszą ten sam zespół realizatorów (reżyser – Eva Rysová, scenografka – Justyna Elminowska, kompozytorka – Zuzanna Skolias) zrealizował w Teatrze im. Juliusza Osterwy w Lubinie. Tam podstawą, na której Pakuła zbudował swój dramat, był Titus Andronikus Szekspira i Anatomia Tytusa Heinera Müllera. Ale nie tylko. Autor stworzył wokół tych dwóch tekstów swoisty remiks postaci i motywów. Aaron jest tu Jokerem (Mroczny rycerz), który później zmieni się w szekspirowskiego Kalibana (Burza). Na scenie pojawiał się Kapitan Planeta, dwóch Spidermanów. Bohaterowie Pakuły wypowiadali słowa zaczerpnięte z utworów Koltèsa, Schwaba, Kajzara, Wojaczka, rapera – Gorzkiego… Lista wplecionych w historię Tytusa Andronikusa utworów jest imponująca. Tworzy mieszankę tekstów klasycznych, postmodernistycznych i popowych. Szekspirowski i Müllerowski Titus zostaje nazwany tu Człowieniem, czyli jakąś niższą formą człowieka. Jak Hiob u samego końca swych cierpień.

Bohaterem powieści Obuchowskiego przemienionej przez Pakułę w pierwszym akcie jego sztuki w monodram jest także współczesny Hiob (Andrzej Plata). Na scenę wchodzi jegomość w garniturze i czarnych skarpetkach i przedstawia się jako Hans Klops. Przyjaciele na niego mówią Bili. Albo Bili Dżins. Albo Bob. Sam nie wie, dlaczego. Akurat te zdania Pakuła dopisał Obuchowskiemu, żeby jeszcze bardziej zanieczyścić postać narratora, zestawić Hansa Klopsa z polskiej wersji Allo, allo z Bobem, czyli wcieleniem czystego zła z Miasteczka Twin Peaks? Hans/Billi/Bob z tekstu Obuchowskiego chodzi do kościoła, rozmyśla o wojnach na Wschodzie, o głodujących dzieciach, ogląda z córką przez teleskop Marsa (w tym momencie z dziury w ścianie wysuwa się ogromny baton). Jednym słowem zwyczajny, pobożny człowiek. „Nie ma w całej ziemi tak dobrego Boba” śpiewa towarzysząca mu w scenicznych zmaganiach Dzika Śpiewaczka (Zuzanna Skolias). A że dobrzy ludzie mają na tym łez padole zwykle pod górkę, tak jak i biblijny Hiob, Hans/Bili/Bob Klops traci wszystko co kochał. W wypadku samochodowym ginie jego żona Sean Penn. Jakby tych nieszczęść było mało, umierają po kolei jego dzieci – Brandon i Brenda, noszące imiona jak para bliźniaków z serialu Beverly Hills. Historia niby biblijna, ale jednak wzięta z filmu klasy „B”. Krew się leje tu hektolitrami, a on sam musi stawić czoła czerwonym wężom, demonom, rosyjskim wojskom (którymi dowodzi czarny prezydent!) i Bóg wie, komu jeszcze. A Bóg wie na pewno. W końcu sam to wszystko na niego zesłał.

Twardy gnat, martwy świat to przede wszystkim popis aktorski Andrzeja Platy. Pierwsze, co rzuca się w oczy po wejściu do pokoju Becketta (scena kameralna kieleckiego teatru), to dwa ogromne przezroczyste pojemniki do przechowywania żywności. W jednym znajduje się muzyk-grzyb, w drugim aktorka-instrumentalistka-marchewka. Przebrany za warzywo, doczepiony do ścianki Antonis Skolias uderza w bębny, nie mając praktycznie możliwości ruchu w ciasnym stroju i szczelnie wypełnionym jego osobą i instrumentem pudełku. Zdecydowanie łatwiej ma grająca na basie i instrumentach klawiszowych, uruchomiająca muzyczne dżingle z laptopa Zuzanna Skolias, ale ona dostała dodatkowe zadania aktorskie. Marchewka jest nie tylko demoniczną Dziką śpiewaczką, ale także wciela się w rolę prezenterki telewizyjnej. Jej relacja z dramatycznych wydarzeń rozgrywających się w mieście jest zabawna, dopóki nie uświadomimy sobie, że wcale nie jest aż tak przerysowana w stosunku do niektórych wystąpień gwiazd polskiego dziennikarstwa newsowego. I nie chodzi tu już o język, któremu daleko jest do poprawności. Prezenterka bardzo przeżywa wydarzenia, o których opowiada. Z profesjonalizmem ma to niewiele wspólnego. 

Zaraz po aktywnych „muzykach-warzywach” zauważamy dwa designerskie fotele… a raczej tych właśnie rozmiarów jednorazowe kubeczki ze śmietanką UHT do kawy. Zaraz, zaraz… Tak, jesteśmy we wnętrzu lodówki (!), z której za chwilę wyskoczą wszystkie postaci dramatu. Tak jak w powiedzeniu o lęku przed otwarciem lodówki, używanym wtedy, kiedy kogoś lub czegoś za dużo jest w mediach. Rzeczywiście, „za dużo”, zbyt wiele krąży we współczesnych mediach idiotyzmów sparodiowanych w tym spektaklu.

Twardy gnat, martwy świat to przede wszystkim popis aktorski Andrzeja Platy.
Aktor dwoi się i troi wcielając się we wszystkie postaci. Musi grać jednocześnie Człowienia, jego syna, jego przyjaciela Billie’go Planktona i wiele innych wytworów wyobraźni autora. Nie ogranicza się przy tym do zmiany modulacji głosu. Kiedy gra syna pytającego ojca o istnienie Boga, jest dzieckiem udającym, że lata. Gdy jest Billie’m Planktonem, ma ADHD i odstające uszy. Kiedy wciela się w ekspedientkę ze sklepu mięsnego – staje się rozerotyzowaną kobietą. W scenach batalistycznych sam wymyśla najdziwniejsze rodzaje broni, które dźwiękowo starają się zilustrować muzycy. Zadanie mają niełatwe. Plata co chwilę ich zaskakuje, a oni pośród śmiechów i docinków muszą za nim nadążyć. Scena rozwalania lwów z pomocą niekonwencjonalnej broni ciągnie się w nieskończoność, ale publiczność bawi się świetnie. Plata nawet nie udaje, że wierzy w opowiadaną przez siebie historię, przeciwnie – stroi sobie z niej żarty. Autoironicznemu klimatowi poddają się także muzycy. Wychodzenie z roli jest wpisane w ten spektakl. Kiedy reżyser Eva Rysová każe Placie odegrać atak padaczki, co również udaje mu się znakomicie, aktor na moment nie wytrzymuje. Buntuje się przeciw absurdalnym słowom, które przyszło mu wypowiadać. Wolałby zagrać coś poważniejszego. Złości go głupi narrator i jego nieprawdopodobna historia. Do tego ma plamę na spodniach od wysiłkowego potu i „mapę województw” pod pachą. Wstyd?

Plata czuje się świetnie w takiej spastiszowanej konwencji. Znakomicie improwizuje, doprowadzając widzów do salw śmiechu. Aż w końcu wybiega ze sceny, nie dając nam żadnych finałowych konkluzji.

To jednak nie koniec historii. Jest jeszcze część druga przedstawienia – telewizyjne talk show z udziałem autora sztuki Mateusza Pakuły (wciela się w niego doskonale imitujący przyruchy autora Dawid Żłobiński). Pakuła/Żłobiński wyjaśnia idee „bad writing – good art”. Mówi, że sztukę ukradł, ale zapewnia że z okradzionym rozmawiał i ten nie miał nic przeciwko temu. I wtedy… na scenie pojawia się prawdziwy autor Twardego gnata (Wojciech Niemczyk). Okazuje się, że ani do spotkania, ani do dobrowolnego przekazania utworu nie doszło, a on sam czuje się nie tylko okradziony, ale i ośmieszony. Pakuła/Żłobiński zapada się w sobie. Przyjmuje pozę Davida Beckhama, taką samą jak na zdjęciu zdobiącym torbę, z którą przychodzi Obuchowski. Padają wyzwiska. Pakuła obśmiewa siebie i swoją „metodę”. W tej drugiej części spektaklu tłumaczy się z kradzieży książki Obuchowskiego, mówiąc po prostu: „Otóż od razu chciałbym zaznaczyć że to co zrobiłem jest bardzo nowatorskie ponieważ jest to podejrzane etycznie”. Powtarza to wielokrotnie. Do znudzenia. Jakże często w podobny sposób usprawiedliwiają swoje „nowatorskie” pomysły młodzi reżyserzy.

O ile Twardy gnat, martwy świat operuje przede wszystkim humorem, o tyle pierwsza część dyptyku, Na końcu łańcucha, wstrząsa odbiorcą. Aktorzy próbują żartować, ale ich dowcip jest tak niesmaczny, że raczej wywołuje obrzydzenie niż śmiech. W kieleckim Twardym gnacie cierpienie Człowienia było niezawinione, w lubelskim spektaklu każda z postaci w jakimś sensie zasłużyła na swój los. Nawet Lawinia nie jest, jak u Szekspira, niewinną dziewczynką. Relacje międzyludzkie pokazane w Na końcu łańcucha opierają się na dominacji i poniżaniu.

W obu spektaklach, kieleckim i lubelskim, Eva Rysová wiernie trzyma się tekstu Pakuły.Twardy gnat, martwy świat to także, podobnie jak Na końcu łańcucha, traktat o języku. Nie tylko dlatego, że Hans Klops nie rozumie, co mu się przydarza i dlaczego tak o tym opowiada, nie ma słów i zdań, formuły gramatyczne go zdradzają. W Na końcu łańcucha Lawinia została swojego języka fizycznie pozbawiona. W drugim akcie mówi więc „językiem Ofelii”, bo przecież swojego języka już nie ma. Ale czy każdy z nas mówi swoim językiem? – pyta Pakuła w pierwszym dramacie. Ułomna opowieść bohatera Twardego gnata jest odpowiedzią na to pytanie. „Każdy człowiek należy do jakiegoś innego człowieka który nie może być człowiekiem i do każdego człowieka należy jakiś inny człowiek nawet kiedy drugi człowiek nie ma mocy wyłonienia się”, a „dopiero ścięta trawa pachnie jak trawa” – mówi Lawinia.

W obu spektaklach, kieleckim i lubelskim, Eva Rysová wiernie trzyma się tekstu Pakuły, wzmacniając jego przesłanie rozwiązaniami inscenizacyjnymi. Absurdalny tekst Pakuły Rysová jeszcze bardziej „przerysowuje” na scenie.

Dzięki jej zabiegom spektakl Twardy gnat, martwy świat odbieram jako żart, zabawę popkulturową formą, totalną kpinę ze współczesnej sztuki – zarówno wysokiej, jak i niskiej, a także z „niskogatunkowych czasów” (określenie Josifa Brodskiego), w których przyszło nam żyć. Oczywiście Mateusz Pakuła robi z teatrem to, co Robert Rodriguez czy Quentin Tarantino z kinem (choćby dyptyk Grindhouse), którzy przez umiejętne posłużenie się stylistyką filmów klasy „B” tworzyli w nich nową jakość. Pakuła poprzez złą literaturę, wzbogaconą o bohaterów kina popularnego i papkę telewizyjną, pokazuje nam stan naszej wrażliwości na otaczający nas świat. Skupiamy się na nieistotnych szczegółach, zapominając o sednie sprawy. Nie umiemy już nazywać rzeczywistości, emocji, komunikować się z drugim człowiekiem. Dopowiadamy tylko swoje kwestie do list dialogowych kiepskich filmów. I jeszcze… Chcemy więcej wrażeń, nie pozwalając sobie na przeżycie tych, które już osiągnęliśmy. A czy niechlujny język też nie jest oznaką płytkiego odbioru rzeczywistości?

26-05-2014

 

Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach
Mateusz Pakuła
Twardy gnat, martwy świat
reżyseria: Eva Rysová
dramaturgia: Mateusz Pakuła
scenografia i kostiumy: Justyna Elminowska
muzyka: Zuzanna Skolias, Antonis Skolias
obsada: Zuzanna Skolias, Wojciech Niemczyk, Andrzej Plata, Antonis Skolias, Dawid Żłobiński
premiera: 01.03.2014

Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie
Mateusz Pakuła
Na końcu łańcucha
reżyseria: Eva Rysová
dramaturgia: Mateusz Pakuła
scenografia i kostiumy: Justyna Elminowska
muzyka: Zuzanna Skolias
choreografia i ruch sceniczny: Cezary Tomaszewski
obsada: Jerzy Rogalski, Daniel Dobosz, Marta Ledwoń, Wojciech Rusin, Paweł Kos, Krzysztof Olchawa, Halszka Lehman, Tomasz Bielawiec, Teresa Filarska, Joanna Morawska, Dominik Duży, Zuzanna Skolias, Antonis Skolias
prapremiera: 17.03.2012

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę: