AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Pustka na biało-czerwonym tle

Stańczyk. Musical, reż. Ewelina Marciniak, Teatr Rozrywki w Chorzowie
fot. Natalia Kabanow  

W XVI wieku, za panowania Zygmunta Starego, Polska była potęgą. Ten okres w dziejach naszego kraju, nazywany „złotym wiekiem”, bierze na warsztat Ewelina Marciniak. I co? Okazuje się, że złoto to tombak. Spod warstwy łuszczącej się farby wyłazi zacofane społeczeństwo, tańczące tak, jak kler mu zagra, i banda nieudaczników u władzy. Samo życie. Drapiemy mocniej, obraz-fantasmagoria jest jak hasło „graj dalej” pod złotkiem taniej zdrapki. Nic za sobą nie niesie i nic nie zmienia.

Tę historię zna każdy, kto w szkole nie przespał lekcji na temat dynastii Jagiellonów. W momencie, gdy spektakl się rozpoczyna, rok 1530 jeszcze nie nadszedł. Król Polski, Zygmunt Stary (Artur Święs), ten sam, który widnieje na 200-złotowym banknocie, jest już mężem wykształconej, przedsiębiorczej królowej – Bony Sforzy (Alona Szostak), i ojcem małoletniego Zygmunta Augusta (Hubert Waljewski), zasiadającym na tronie za życia swojego rodzica właśnie w 1530 roku. Jak zapisano w podręcznikach, August żeni się z Elżbietą Habsburżanką (Mirosława  Żak), która niedługo potem umiera. Drugą małżonką króla zostaje Barbara Radziwiłłówna (Dominika Guzek), ale i jej nie dane doczekać starości.

Poczynaniom rządzących przygląda się Stańczyk (Grzegorz Dowgiałło) – królewski błazen, tytułowy bohater chorzowskiego spektaklu. Nie przypomina smutnego, zamyślonego mędrca z obrazu Jana Matejki, nie jest też głupkowatym wesołkiem. Ma na sobie biało-czerwony strój kibica, czerwony cylinder i orła na piersi. Nosi ciemne okulary w stylu Stevie Wondera i złoty łańcuch na szyi. Strojem manifestuje swój patriotyzm. Często staje z boku, bezpieczny, schowany w tłumie komentatorów-zapowiadaczy ubranych jak on. Jako osoba niewidoma być może widzi więcej. Jako patron zatroskanych o ojczyznę wygłasza komentarze, które można odnieść do XXI wieku. Także śpiewająco, bo jak tytuł przedstawienia wskazuje, łączy ono teatr dramatyczny z teatrem muzycznym. Z kwestiami muzycznymi Grzegorz Dowgiałło radzi sobie całkiem nieźle. Gdy śpiewa, akompaniując sobie na keyboardzie, scena przez chwilę należy do niego. I do fantastycznej muzyki, która stanowi największy atut chorzowskiego Stańczyka. Elektroniczne brzmienia przygotowane przez Wojciecha Urbańskiego świetnie podkreślają nastrój opowiadanej historii. Dźwięki budują napięcie, niepokój, wwiercają się w mózg i nie pozwalają o sobie zapomnieć. Ich uzupełnieniem jest muzyka wykonywana na żywo przez ubrany w białe komże zespół muzyczny Teatru Rozrywki. W ten oto sposób „duchowieństwo” ulokowane na scenie nadaje rytm i steruje ruchami bohaterów opowieści. Brzmi znajomo? Twórcy przedstawienia chcą, żeby brzmiało. I tu powstaje problem spowodowany naginaniem przeszłości do współczesności, szukaniem oraz co gorsza wymyślaniem analogii, a także koloryzowaniem pod pretekstem produkowania rozrywki. Przykład? Pierwszy z brzegu – postać Zygmunta II Augusta. W interpretacji Huberta Waljewskiego młodociany król to niedojrzały, rozkapryszony chłopczyk o usposobieniu i aparycji geja. Te ruchy, pończochy samonośne, buty na szpilkach. Swoją postawą Zygmunt II August pokazuje ojcu środkowy palec z przesłaniem „mam wszystko gdzieś, chce tylko podróżować”. Postać złożona z wyobrażeń o „lewakach”, uosobienie poglądów antyprawicowych i zły sen prezesa Kaczyńskiego. Może takie naginanie jest intrygujące, może znaczeniowo nośne, ale poza stwierdzeniem, że Polacy mentalnie wciąż tkwią w XVI wieku lub że historia lubi się powtarzać, nic nowego nie wnosi. Ani do przeszłości (to nie jest autorska interpretacja minionych zdarzeń, tylko mocno fabularyzowana opowieść osnuta wokół dziejów rodu Jagiellonów), ani do współczesności. Nie ma w tym winy aktorów – pomieszanie z poplątaniem się tu nie sprawdza, a brak konkretnej treści do przekazania zabija pomysł w zalążku. Mało tego: to, co jest do przekazania, twórcy niemiłosiernie rozciągają w czasie. Nie brakuje nużących dłużyzn (na przykład wizyta szlachcica), niekonsekwencji (dlaczego tylko królewskie córki są zdublowane?), niektóre sceny pełnią rolę niepotrzebnych zapychaczy. Musicalu też w tym wszystkim mogłoby być więcej, chociaż przewrotność tytułu wskazująca na zabawę formą akurat dobrze wpisuje się w ogólną koncepcję twórców przedstawienia, które ma przede wszystkim dostarczyć widzowi rozrywki.

Stańczyk. Musical łączy przeszłość z teraźniejszością także na płaszczyźnie wizualnej. Marciniak i Czapliński zafascynowani renesansem po realizacji Ksiąg Jakubowych w Teatrze Powszechnym (2016) postanowili i tym razem nawiązać do renesansowej estetyki. Kostiumy zaprojektowane przez Natalię Mleczak składają się z elementów inspirowanych XVI-wieczną modą (bufiaste spodnie, długie spódnice, żakardowe materiały) oraz z elementów współczesnych (trampki, dresowe bluzy). Stroje poza tym, że wpisują się w wizję twórców, są jeszcze dobrze dobrane do charakteru postaci. Bona – w spektaklu kobieta silna, decyzyjna i pewna siebie, nosi czarną skórzaną bluzkę z fantazyjnie pociętymi rękawami czy szerokie białe spodnie kojarzone z figurą wyzwolonej bizneswoman.

Grająca królową Alona Szostak znakomicie odnajduje się w tej roli. Przyciąga uwagę, intryguje, jest „jakaś”. Przy jej bohaterce karykaturalnie wypada Zygmunt Stary – nieudolny król-dziwak, który rządzić nie potrafi, ale ma swoje obrazy i swój świat. Może – jak twierdzą historycy – władca był dobroduszny, łagodny i brzydził się manipulacją, ale to tylko domysły, które wcale nie działają na korzyść inscenizacji. Artur Święs jak zwykle gra dobrze, tylko że gubi go właśnie to „jak zwykle”. Gdyby nie charakteryzacja, można by pomyśleć, że do świata Jagiellonów przeszedł Joe Gillis z Bulwaru Zachodzącego Słońca czy dr Frankenstein z Młodego Frankensteina. Te same tony, miny, gesty. Inna sprawa, że Stańczyk. Musical to niestety nie jest spektakl, w którym można się wybić na aktorskie wyżyny.

W przedstawieniu Marciniak Polska odbija się w lustrze – popękanym zwierciadle. Obrazy, które oglądamy, nie są prawdziwe – zwracają na to uwagę członkowie ekipy Stańczyka w pierwszej scenie spektaklu. Lustra dostrzegamy wszędzie – na scenie i w domyśle też. Piotr Choromański buduje scenografię, wykorzystując błyszczące tafle na różne sposoby. Postaci odbijają się w podłodze, ich zwielokrotnione twarze patrzą na nas z wnętrza wielkiego wielościanu, który w kilku scenach stanowi wizualnie interesujący element dekoracji. Reżyserka zdecydowała się też na zdublowanie córek królewskich. W efekcie oglądamy dwie Katarzyny (Katarzyna Hołub), Izabele (Estera Sławińska-Dziurosz), Anny (Izabella Malik) i Zofie (Wioletta Białk). To jasny sygnał – wzrok czasem nas myli.      

Zgodnie z życzeniem twórców przeglądamy się w spektaklu Stańczyk. Musical jak w lustrze. Wgapiamy się w to dziwne lustro, ale widać w nim tylko zarys spalonego Wawelu, rozległe puste pole. Formę bez konkretnej treści, która jest tylko pustą formą. Można nazwać ją jakkolwiek: musiacalem, rozrywką, muzyczną wycieczką w przeszłość. I z tą pustką przez długie, niekończące się 180 minut muszą mierzyć się widzowie zasiadający na widowni Teatru Rozrywki.

05-09-2018

galeria zdjęć Stańczyk. Musical, reż. Ewelina Marciniak, Teatr Rozrywki w Chorzowie <i>Stańczyk. Musical</i>, reż. Ewelina Marciniak, Teatr Rozrywki w Chorzowie <i>Stańczyk. Musical</i>, reż. Ewelina Marciniak, Teatr Rozrywki w Chorzowie <i>Stańczyk. Musical</i>, reż. Ewelina Marciniak, Teatr Rozrywki w Chorzowie ZOBACZ WIĘCEJ
 

Teatr Rozrywki w Chorzowie
Jan Czapliński
Stańczyk. Musical
reżyseria: Ewelina Marciniak
kompozycja piosenek: Maja Kleszcz Wojciech Krzak, Grzegorz Dowgiałło
muzyka elektroniczna: Wojciech Urbański
choreografia: Agnieszka Kryst
scenografia: Piotr Choromański
kostiumy: Natalia Mleczak
reżyseria świateł: Jakub Lech
obsada: Grzegorz Dowgiałło, Artur Święs, Alona Szostak, Hubert Waljewski, Mirosława Żak, Dominika Guzek, Wioletta Białk, Estera Sławińska-Dziurosz, Izabela Malik, Katarzyna Hołub, Małgorzata Witkowska, Daniel Cebula-Orynicz, Dominik Koralewski, Barbara Ducka, Zuzanna Marszał, Rostyslav Tkachuk, Natalia Gajewska, Edyta Krawczyk, Sebastian Chwastecki, Krzysztof Czubaszek, Daniel Szefler oraz zespół muzyczny Teatru Rozrywki
premiera: 13.06.2018

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: