AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Pytania o tożsamość

XVII Ogólnopolski Festiwal Sztuki Reżyserskiej „Interpretacje” w Katowicach
Dybuk, reż. Maja Kleczewska,
Teatr Żydowski w Warszawie  

Choć przedstawienia tegorocznych „Interpretacji” powiązano konkretnym tematem przewodnim, to jednak pod względem zaprezentowanych estetyk i form była to bez wątpienia jedna z najbardziej różnorodnych edycji festiwalu w ciągu ostatnich kilku lat. Toteż wybór laureata do samego końca pozostawał tajemnicą.

Oś spajającą poszczególne realizacje konkursowe stanowiły bardzo szeroko sformułowane pytania o tożsamość – narodową (Nie-Boska komedia. Wszystko powiem Bogu! Moniki Strzępki), religijną (Dybuk Mai Kleczewskiej), kulturowo-społeczną (Kto wyciągnie kartę błazna, a kto wisielca? Pawła Miśkiewicza, Faust Michała Borczucha) czy wreszcie tożsamość kobiecą w świecie zdominowanym przez męski punkt widzenia (Portret damy Eweliny Marciniak, Faust Michała Borczucha). O ile na poziomie treści różnorodne wątki i ujęcia w dużym stopniu przeplatały się ze sobą, o tyle w zakresie formy każde z pięciu przedstawień stanowiło realizację odmiennego konceptu estetycznego, wiążącego się ściśle z indywidualnym spojrzeniem na klasykę i możliwości jej „przepisywania”. Ostateczne starcie rozegrało się tak naprawdę między dwoma spektaklami – przedstawieniem Pawła Miśkiewicza, reprezentującym egzystencjalny teatr słowa, oraz Dybukiem Mai Kleczewskiej, metafizycznym teatrem pieśni i rytuału w udramatyzowanej postaci. Swoje mieszki o wartości 10 tys. złotych przyznawali w tym roku: Ewa Błaszczyk, Jan Kanty-Pawluśkiewicz, Małgorzata Sikorska-Miszczuk, Remigiusz Brzyk (zwycięzca ubiegłorocznej edycji) oraz Michael Ockwell (dyrektor Mayflower Theatres w Southampton, Dance Consortium i brytyjskiej organizacji UK Theatres, zajmującej się teatrem i sztuką sceniczną).

Laur Konrada powędrował ostatecznie do Mai Kleczewskiej, której spektakl wyróżniło troje spośród pięciu jurorów (Jan Kanty Pawluśkiewicz, Małgorzata Sikorska-Miszczuk i Remigiusz Brzyk). Jej Dybuk, oparty na klasycznym dramacie jidysz Szymona An-skiego, zachowuje status żydowskiej legendy ludowej, ale jednocześnie staje się pretekstem do rozmowy na temat pamięci, historii i tradycji. Realizacja spektaklu w Teatrze Żydowskim, zlokalizowanym na terenie dawnego getta warszawskiego, stworzyła dodatkowy kontekst dla tej opowieści – tekst dramatu uzupełniony został wspomnieniami mieszkańców getta, zapiskami ofiar Holocaustu oraz tych, którym udało się przeżyć. W interpretacji Kleczewskiej i dramaturga Łukasza Chotkowskiego Dybuk jest zatem nie tylko spektaklem o przenikaniu się świata żywych i umarłych, ale przede wszystkim próbą zbudowania porozumienia między bolesną przeszłością a teraźniejszością. W zakresie formy przedstawienie znacznie odbiega od ostatnich realizacji reżyserki – nie znajdziemy tu charakterystycznej dla stylu Kleczewskiej agresywności i dosłowności. Poszczególne obrazy sceniczne budowane są z metafor, lirycznych monologów i pieśni – charakteryzuje je szczególna spójność. Dochodzi do tego charyzmatyczne aktorstwo Magdaleny Koleśnik, wcielającej się w postać Lei. Jej ekspresyjna gra wyznacza kolejne amplitudy napięć całego spektaklu – nieustanne balansowanie na granicy dwóch światów, łączenie niewinności z wściekłością i obłędem, gwałtowne ożywianie się i zapadanie w letarg.

W spektaklu Pawła Miśkiewicza, który zdobył uznanie pozostałej dwójki jurorów, takich skoków temperatury raczej nie doświadczamy. Kto wyciągnie kartę wisielca, kto błazna? to teatralny esej na temat starości, koncentrujący się wokół losów Szekspirowskiego Leara (w tej roli Jerzy Trela). Odnajdujemy w nim skomplikowane relacje ojca z córkami, bezradność wynikającą z ograniczeń starzejącego się ciała, wreszcie zaś problem marginalizacji i społecznego wykluczenia. Motywy zaczerpnięte z Króla Leara zestawia Miśkiewicz z fragmentami innych tekstów Szekspira, a do całości przykłada klisze zaczerpnięte z teatru absurdu Becketta. Ten dość ambitny koncept, inspirowany zresztą myślą Jana Kotta, w zderzeniu z materią sceny okazuje się jednak niezbyt czytelny i nośny. Poszczególne sensy rozmazują się gdzieś między poetyckimi frazami wyjętymi z dramatów Szekspira a groteskowym tonem Beckettowskich wtrąceń, których pojawia się tu wiele. Nie do końca równy jest też rytm spektaklu – niektóre sceny zostają nadmiernie wydłużone, inne wygasają, zanim jeszcze zdążą w pełni wybrzmieć. Gdyby chcieć wskazać najmocniejszy atut przedstawienia Miśkiewicza, jest nim bez wątpienia aktorstwo Jerzego Treli – naturalne, niewymuszone, w jakimś sensie przeciwstawione zawiłej i przesyconej filozoficzną treścią wizji reżysera. Trela w przejmujący sposób balansuje między różnymi nastrojami – jego Lear staje się symbolem starości w jej pełnym wymiarze, zarówno tym tragicznym, jak i groteskowym.

Jak często się zdarza, także w tym roku wybory jury nie pokryły się z gustem publiczności. Ta wyróżniła bowiem spektakl Portret damy w reżyserii Eweliny Marciniak, zrealizowany na scenie Teatru Wybrzeże. Gdańskie przedstawienie Marciniak to kolejny dowód na to, że młoda reżyserka jest w znakomitej formie, a wizja teatru totalnego, jaki proponuje w swych inscenizacjach, działa bardzo mocno na widza. Portret damy według powieści Henry’ego Jamesa jest głębokim studium kobiecości, w którym głównej bohaterce – Amerykance Isabeli Archer – przychodzi zmierzyć się ze światem konwenansów i sztywnych gorsetów, w jakim porusza się społeczeństwo XIX-wiecznej Anglii. Stojąca w kontrze do tej rzeczywistości oraz manifestująca swą niezależność Isabel (w tej roli znakomita Katarzyna Dałek) ostatecznie ponosi klęskę, wiążąc się z egocentrycznym despotą Gilbertem Osmondem (frapujący Marek Tynda). Ewelina Marciniak w ciekawy sposób ogrywa melodramatyczną formułę powieści – z jednej strony pozwala jej wybrzmieć, opierając się na stylizowanym tekście Magdy Kupryjanowicz i drobiazgowej wręcz analizie historycznych detali, z drugiej zaś ten przesycony epokowym realizmem obraz co jakiś czas ujawnia swą sztuczność i ciasne ramy, wybiegając daleko w stronę współczesności. Aktorzy pojawiają się w przestylizowanych kreacjach i perukach, ich grę cechuje głęboki psychologizm, z charakterystycznym przerysowaniem cytują też towarzyskie obyczaje i gesty z epoki (fenomenalna scena parzenia i picia herbaty) – po to tylko, by za chwilę rozsadzić całą tę formę za pomocą humorystycznego dystansu, wtrąceń muzycznych i projekcji wideo.

Spektakl Eweliny Marciniak wciąga od pierwszej sceny, urzeka niezwykłą plastycznością obrazów, świetlnymi iluminacjami i transową atmosferą – bardzo podobną do tej, którą artystka wytworzyła w katowickiej Morfinie. Charakterystyczny jest fakt, że przedstawienie o poszukującej swej tożsamości Isabeli Archer zrealizowane zostało niemalże w całości przez kobiety (nie licząc obsady aktorskiej i projekcji wideo Arkadiusza Biedrzyckiego). Nieoceniona jest tu rola Katarzyny Borkowskiej odpowiedzialnej za scenografię, kostiumy i sugestywną reżyserię światła. Znakomicie sprawdza się choreografia Dominiki Knapik – zawieszona między historycznym cytatem a współczesnym gestem. Do tego dochodzi odrealniająca akcję spektaklu warstwa muzyczna, projektowana na żywo przez dwie charyzmatyczne wokalistki z zespołu Chłopcy Kontra Basia – Barbarę i Agnieszkę Derlak. Poza Nagrodą Publiczności Portret damy Eweliny Marciniak otrzymał również festiwalowe wyróżnienie dziennikarzy.

Bez nagród pozostały dwa konkursowe przedstawienia – Nie-Boska komedia. Wszystko powiem Bogu! w reżyserii Monika Strzępki oraz Faust Michała Borczucha. Oba spektakle stanowią bardzo osobliwy rodzaj „przepisywania” klasycznej literatury, którą nie tylko umieszcza się tu w nowych kontekstach, ale też całkowicie dekonstruuje, poszukując jej nieodkrytych do tej pory sensów. W przypadku spektaklu Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego takiej rekontekstualizacji poddany zostaje romantyczny dramat Zygmunta Krasińskiego. Z jego Nie-Boskiej komedii autorzy zachowują zaledwie zręby fabuły, wyrywkowe fragmenty tekstu, imiona postaci i nadrzędny motyw, a zatem rewolucję. Na tej kanwie budują własną narrację, wymierzoną przeciwko naszym narodowym lękom, uprzedzeniom, schematom myślenia i ograniczeniom. Można powiedzieć, że w tej scenicznej wariacji rewolucyjnej odbijają się wszystkie mniej chlubne elementy tego, co składa się na wizerunek współczesnej Polski. Niektóre sceny i wieńczące je puenty zaskakują swą celnością i dowcipem, inne wydają się jedynie powtórzeniem gestów znanych z wcześniejszych przedstawień duetu. Zawrotne tempo akcji, mnogość wątków, aktorskich monologów i rozmaitych środków wyrazu sprawia, że po jakimś czasie ten eklektyczny „nie-boski” świat zaczyna męczyć i uwierać – ciężko jest dobrnąć do końca spektaklu w rzeczywistym skupieniu, nie gubiąc po drodze pewnych tropów i myśli. Niebywałą ekspresją, dynamizmem i dystansem do roli zachwyca natomiast zespół aktorski Starego Teatru, z Dorotą Segdą i Juliuszem Chrząstowskim na czele.

Z nadmiarem wywodów i problemów wpisanych w Nie-Boską komedię… Strzępki i Demirskiego kontrastuje adaptacja Fausta Goethego przygotowana przez Michała Borczucha i Tomasza Śpiewaka w Teatrze Polskim w Bydgoszczy. W przeciwieństwie do wielowątkowego tekstu Demirskiego, scenariusz Śpiewaka i inscenizacja Borczucha oscylują wokół jednego tematu głównego, wywiedzionego z finałowej sceny dramatu Goethego. Kluczowy dla ich interpretacji jest moment utraty wzroku przez Fausta – podążając tym tropem, narrację swego spektaklu twórcy budują wokół motywów związanych z problematyką widzenia oraz alternatywnymi sposobami zmysłowego doświadczania rzeczywistości. Zaangażowana do spektaklu grupa osób niewidomych wraz z aktorami profesjonalnymi kreuje poszczególne obrazy sceniczne – są nimi sytuacje inspirowane treścią dramatu, choć przedstawione w zupełnie odmiennej rzeczywistości i nowym kontekście percepcyjnym. Nie ma w tej historii miejsca dla Fausta (pojawia się on jedynie w końcowych scenach spektaklu), jest za to tajemnicza Małgorzata (Dominika Biernat), jej impulsywny brat Walenty (Paweł Smagała) i przyjaciółka Marta (Małgorzata Witkowska). Są wreszcie inni pracownicy fabryki (w dużej mierze aktorzy nieprofesjonalni), w której zatrudniona jest Małgorzata. W tej wersji Fausta głos otrzymują postaci drugoplanowe – w ich kwestiach porządek dramatu miesza się nieustannie z doświadczeniem prywatnym (np. opowieść Janusza-Filemona zestawiona z pojawieniem się diabelskiego czarnego pudla).

Podobnie jak we wcześniejszym Paradiso, gdzie do współpracy zaproszone zostały osoby autystyczne, Borczuch proponuje, abyśmy w odbiorze rzeczywistości scenicznej wykroczyli poza doznania wzrokowe. Dlatego też w spektaklu wykorzystano audiodeskrypcję, a także urządzenie do skanowania i dźwiękowej identyfikacji kolorów. Największe wrażenie robi jednak bez wątpienia instalacja czarnego słońca – ogromny dmuchany balon, wypełniający całą przestrzeń sceny w finale przedstawienia. Jedna z niewidomych aktorek (Krystyna Skiera) opowiada o tym, jak wyobraża sobie wschód słońca – „wydaje mi się, że to słońce wstaje za moimi plecami”. W tym samym czasie czarna foliowa materia zdaje się pochłaniać bohaterów spektaklu, w tym również tracącego wzrok Fausta (Mirosław Guzowski). „Więcej światła” – oto jak brzmieć miały ostatnie słowa umierającego Goethego. Spektakl Borczucha sytuuje się właśnie na granicy światła i mroku – celowo zakrywa się tu ogromne partie oryginalnego tekstu, po to by wydobyć zupełnie nowe jakości z tych, które pozostają. Efekt tego przemyślanego literackiego demontażu jest fascynujący i – podobnie jak w Paradiso – bez reszty wciągający.

Poza dwiema produkcjami mistrzowskimi – otwierającym festiwal Wujaszkiem Wanią Lwa Dodina i wieńczącą jego program Czarodziejską górą Andrzeja Chyry – na uwagę zasługują również przedstawienia z cyklu „Interpretacje.doc”. To spektakle oparte na autentycznych historiach, wydarzeniach i doświadczeniach, w których granica między artystyczną kreacją a rzeczywistością ulega zatarciu. Ten nurt teatru dokumentalnego reprezentowały w tym roku cztery zupełnie różne przedstawienia: eksplorujący aktorską prywatność spektakl Ewelina płacze Anny Karasińskiej, opowiadający o autentycznym eksperymencie naukowym Delfin, który mnie kochał Magdy Szpecht czy wreszcie posługujące się techniką historycznej i biograficznej rekonstrukcji spektakle Album Karla Höckera w reżyserii Paula Bargetto i Margarete Janka Turkowskiego. Te przedstawienia wnoszą zupełnie nową perspektywę do szeroko pojętej refleksji tożsamościowej, która zdeterminowała XVII edycję Festiwalu Sztuki Reżyserskiej „Interpretacje”. Ich twórcy odwracają bowiem sytuację wyjściową – pretekstu dla tożsamościowego dyskursu nie szukają w literaturze i jej bohaterach, lecz w samej rzeczywistości, jednostkowych historiach oraz konkretnych doświadczeniach autentycznego podmiotu. To bardzo ciekawa kontrpropozycja dla inscenizacji konkursowych, które w tym roku – bez wyjątku – o nowoczesnej podmiotowości mówiły za pośrednictwem utworów klasyków dramatu i prozy.

7-12-2015

XVII Ogólnopolski Festiwal Sztuki Reżyserskiej „Interpretacje”, Katowice, 7–15.11.2015

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę: