AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Samobójcy i cudzołożnicy, czyli co każde dziecko wiedzieć powinno

Teatrolog i filmoznawca.
A A A
 

Przedstawienie Feniks leci do słońca oglądałam 1 czerwca, w Dzień Dziecka, o godzinie 13.00. Po wyjściu z teatru natychmiast sprawdziłam, czy twórcy spektaklu określili limity wiekowe odbiorców oraz odszukałam informację o godzinach, w jakich odbywać się będą kolejne pokazy. Odpowiedź pierwsza: żadnych ograniczeń wiekowych nie podano, odpowiedź druga: Feniks leci do słońca będzie w czerwcu grany o godzinie 11.00.

Przyznam szczerze, dawno nie odczuwałam po obejrzeniu przedstawienia takiej złości. Albo nawet więcej: oburzenia. Na nowohuckiej widowni, wypełnionej w jednej piątej, siedzieli rodzice z dziećmi od lat trzech do dwunastu. Przez niemal dwie godziny oglądaliśmy – młodsi i starsi – przygody kotki Tosi, nawiązującej romans ze znudzonym wielowiekowym małżeństwem ptakiem Feliksem Feniksem (tak, tym mitycznym, który wiecznie odradza się z popiołów), podczas gdy on nieustannie spieszy na się na ostatni lot, bowiem tylko podczas zachodzącej raz na 10 tysięcy lat burzy magnetycznej na Słońcu może ulec ostatecznemu zniszczeniu. Czyli: „ja cię kocham, a ty chcesz się zabić”. Na Dzień Dziecka – w sam raz!

O czym jest ta historia? Może odpowiedź na tak postawione pytanie ułatwi określenie, DO KOGO ma być kierowana. Otóż kotka Tosia, zamieszkująca miasto na północy Rosji, marzy o karierze wokalnej, skazana jest jednak tylko na wściekłe reakcje mieszkańców kamienicy, której strych zajmuje, oraz wizyty ptaków. Jednym z nich jest ptak o imieniu Feliks, należący do zagrożonego wyginięciem gatunku feniksów. Zabiera Tosię w podróż do miast Europy: Moskwy, Londynu, Paryża, i zakochuje się w czupurnej kotce. Ratuje ją z wielu opresji, jak to w bajkach bywa, a także przedstawia żonie, z którą – jak informuje Tosię – łączą go już wyłącznie stosunki przyjacielskie, gdyż po 10 tysiącach lat przykładnego małżeństwa ich związek się wyczerpał. Teraz miewają partnerów, a że feniksy żyją długo, każde odejście kochanka jest stratą opłakiwaną na ramieniu małżonka. Jak można się domyślać, uparte dążenie do samobójstwa Feliksa zostaje przezwyciężone miłością kotki, która nagle pojmuje, ile znaczy dla niej starszy opiekun.

Tumidajski wydaje się gubić w konwencji bajki czy powiastki, przedstawia jedynie serię scen, które łączą bohaterowie. Feniks leci do słońca to współczesna przypowieść, w której każdy z młodych widzów znajdzie coś dla siebie. Forma popkulturowego antymusicalu, jaką sztuce Pulinowicz nadaje reżyser, dodatkowo podkreśla jej oryginalność oraz zachęca widzów do refleksji nad fenomenem kultury masowej, kształtującej nas według utartych schematów. Ta pozornie lekka, zabawna opowieść niesie ze sobą przesłanie, którego nie sposób nie wziąć sobie do serca” – czytamy w zapowiedzi spektaklu. A ja nadal nie pojmuję, jak podobne przedstawienie mogło się znaleźć w repertuarze dla dzieci. Nie chcę być źle zrozumiana: nie tyle oburza mnie wątek pozamałżeńskich związków feniksów, uważam go bowiem za – delikatnie mówiąc – zbyt niedorzeczny, by poświęcać mu komentarz. Oburza mnie jednak, że tematem spektaklu jest samobójstwo lub – by znów odwołać się do słów twórców – „najważniejsze, najpiękniejsze marzenie o… śmierci”. Feniks Feliks (Kajetan Wolniewicz) nieustannie popędza ciekawą świata kotkę (Iwona Sitkowska), bo spieszy mu się do Maroka, skąd ma wyruszyć w ostatnią podróż. Ich finałowy powrót na stary strych nie jest jednoznaczny: wyciemnienie sceny, wyciszenie tła i samotne pojawianie się bohaterów sugerują, że może to być zarówno wspólny powrót na wschód, jak i wspólne samobójstwo.

Jarosław Tumidajski nie bardzo wie, do jakiego odbiorcy kieruje swój spektakl. I nie chodzi tylko o teatralną fabułę, ale też pomysł na inscenizację. Pierwszy kwadrans jest niezwykle statyczny: Tosia siedzi w ogromnej, umieszczonej w głębi sceny klatce, przy której pojawiają się najpierw Wrona (Martyna Krzysztofik; aktorka gra potem moskiewskiego rzeźnika i Matyldę, żonę Feliksa), potem Feliks. Przez ów kwadrans kotka dyskutuje z ptakami (Wrona, owszem, śpiewa, ale ta piosenka niewiele ma wspólnego z musicalową konwencją, po prostu pojawia się, a potem milknie), po czym podejmuje decyzję o podróży. Dziwi jednak, że te 15 minut jest tak statyczne, w sumie nieinteresujące dla małego widza. Piszę „małego”, bo obecność kilkulatków była na widowni dominująca.

Dalej jest, owszem, ciekawiej, ale za to bardziej niezrozumiale. W Moskwie Tosia pada ofiarą psów, pozyskujących koty do wyrobu eleganckich kołnierzy, w Londynie spotyka dwie papugi (Piotr Franasowicz i Paweł Kumięga), służące Matyldy, ubrane jak transwestyci. Papugi są kolorowe, ale – śmiem twierdzić – odważna aluzja co do ich orientacji czy upodobań konfekcyjnych niekoniecznie musi być dla dzieci czytelna. Potem pojawia się jeszcze Matylda, ubrana w przedziwną suknię, krępującą ruchy (co to za ptak, który nie może swobodnie poruszyć ręką/skrzydłem), jej kochanek – orzeł (Piotr Franasowicz), odziany w futerko, odsłaniające jednak dziarski tors. I tak dalej… Choć nie, pojawia się jeszcze Elton John (Paweł Kumięga) i jego biały fortepian.

Postaci postaciami, ale Tumidajski wydaje się gubić w konwencji bajki czy powiastki, przedstawia jedynie serię scen, które łączą bohaterowie. Nie ma tu ani prawdziwej grozy, ani prawdziwego humoru, ani szczypty nostalgii. Są tylko silne, wyraziste znaki, a raczej wykrzykniki, bo znaczenie odszyfrować trudno.

Siedzący przede mną czterolatek co jakiś czas bezradnie oznajmiał swojemu tacie: „ja nic nie rozumiem”. Myślałam w duchu: „może to lepiej”. Dzieci chyba nie powinny mieć marzeń o śmierci.

16-06-2014

Teatr Ludowy w Krakowie
Jarosława Pulinowicz
Feniks leci do słońca
przekład: Jerzy Sygidus
opracowanie tekstu i reżyseria: Jarosław Tumidajski
scenografia, wideo, światła: Mirek Kaczmarek
muzyka: Stefan Wesołowski
ruch sceniczny: Iwona Pasińska
obsada: Iwona Sitkowska, Martyna Krzysztofik (gościnnie), Helena Poczykowska (gościnnie), Piotr Franasowicz, Paweł Kumięga, Kajetan Wolniewicz
premiera: 31.05.2014

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę: