AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Sen o Zagłębiu

Fot. Maciej Stobierski  

Od kilkunastu lat polski teatr szczególnie chętnie zwraca się w stronę lokalności, choć miejskie opowieści i wielopokoleniowe historie poszczególnych regionów spotykają się przede wszystkim z zainteresowaniem miejscowej publiczności. Decydując się na zamówienie kolejnego tekstu o regionalnej tematyce, Teatr Zagłębia w Sosnowcu świadomie podjął dość duże ryzyko, i to ryzyko podwójne.

Po pierwsze formuła, która dwukrotnie już sprawdziła się na sosnowieckiej scenie – mam tu na myśli osadzoną w miejskim kolorycie przedwojenną historię Alojzego Korzeńca (Korzeniec Tomasza Śpiewaka w reż. Remigiusza Brzyka, 2011) oraz rozgrywającą się w miasteczku na K. lub S. akcję spektaklu Koń, kobieta i kanarek (autorstwa tego samego duetu) – mogła zwyczajnie nie zadziałać po raz trzeci, tym bardziej że od czasu sukcesu Korzeńca publiczności Teatru Zagłębia nie stanowią już tylko sosnowiczanie. Drugim sygnałem do niepokoju był fakt, iż o napisanie oraz realizację „historii miasta w pigułce” poproszono artystów, którzy z Zagłębiem Dąbrowskim niewiele mają wspólnego. Autorem Czerwonego Zagłębia – nowej sztuki na afiszu sosnowieckiego teatru – jest bowiem bydgoszczanin Jarosław Jakubowski, zaś reżyserami Aleksandra Popławska i Marek Kalita, oboje pochodzący z niezbyt przyjaznego Sosnowcu Śląska. Choć o faktach tych wspominam trochę w ramach ciekawostki, to jednak wydaje się, iż korzystnie wpłynęły one na rodzaj przyjętej w spektaklu perspektywy, polegającej na bardzo swobodnym filtrowaniu doświadczeń historycznych oraz ukazywaniu ich w różnych, często sprzecznych ze sobą odsłonach. Trzeba powiedzieć od razu, iż Czerwone Zagłębie jest raczej fantazją na temat regionu aniżeli jego szczegółową kroniką. Popławska i Kalita nie uciekają od historii, bowiem to właśnie ona zadecydowała o tożsamości Zagłębia i jego mieszkańców, jednakże jej prywatne i alternatywne wersje interesują ich bardziej niż sucha faktografia.

Indywidualne i kolektywne doświadczenia mieszkańców Sosnowca (to właśnie o tym mieście w spektaklu mówi się najwięcej) ukazane zostały na przestrzeni całego wieku: począwszy od prowadzonych tu walk narodowowyzwoleńczych podczas rewolucji 1905 roku poprzez złote dla Zagłębia czasy PRL-u aż po współczesność i wciąż silnie obecne antagonizmy między Zagłębiem a Górnym Śląskiem. Twórcy przedstawienia nie przejmują się jednak chronologią – historie z początku XX wieku (rewolucyjny strajk w jednej z kopalń; wyimaginowane spotkanie Józefa Piłsudskiego i Józefa Stalina, przejeżdżających w tym samym czasie przez Sosnowiec) przeplatają się z tymi z okresu Polski Ludowej (budowa Huty Katowice; próba zamachu na Chruszczowa i Gomułkę, dokonana w Sosnowcu przez Stanisława Jarosa; uroczyste przemówienie Edwarda Gierka) oraz tymi mającymi miejsce po jej upadku (wyburzenie Pomnika Czynu Rewolucyjnego, emigracja mieszkańców). Część z nich zachowuje swój rzeczywisty charakter, część zaś jest efektem literackiej wyobraźni Jakubowskiego, który z zasłyszanych „miejskich opowieści” stworzył kilka fikcyjnych epizodów, sytuujących się na pograniczu realności i snu: nieustanne powroty na scenę ducha doktora Widery – sosnowieckiego Judyma, ratującego pracujących w biedaszybach górników; cmentarne rozmowy ze zmarłymi jednej z mieszkanek Sosnowca czy wreszcie oniryczny pochód towarzyszek i towarzyszy, prowadzony przez osobliwego konferansjera, łudząco przypominającego Jerzego Połomskiego.

Największym atutem przedstawienia Popławskiej i Kality jest jego dynamiczność.Po mieście oprowadzają widzów dwaj przewodnicy – aktorzy Wojciech Leśniak i Andrzej Śleziak wcielają się w rolę poszukujących tożsamości Zagłębia podróżników, których stylizacja nawiązuje do filmu Blues Brothers Johna Landisa. Rozumiem, że wprowadzenie narratorów pomóc miało w dookreśleniu poszczególnych miejsc i zmieniającego się nieustannie czasu akcji, a także wyjaśnieniu okoliczności pewnych zdarzeń, spektakl mógłby jednak spokojnie obejść się bez tego zabiegu – nie do końca zresztą pasującego do całości. Historia bowiem opowiada się tu sama, za pomocą bardzo dobrze skonstruowanych i sugestywnych obrazów, wypełnionych galerią fikcyjnych i historycznych postaci, które same przedstawiają dzieje Sosnowca. Scenografia autorstwa Pauli Grocholskiej jest wielofunkcyjna, naznaczona poszczególnymi „epokami”, przestrzeń gry wypełniają piosenki z dawnych lat i zagłębiowskie przyśpiewki (warstwa muzyczna w opracowaniu Marii Janickiej).

Największym bodaj atutem przedstawienia Popławskiej i Kality jest jego dynamiczność – reżyserzy spektaklu nie tylko płynnie przechodzą pomiędzy scenami rozgrywającymi się w różnych okresach historycznych, ale też zręcznie żonglują nastrojami, mieszając patos i tragizm z humorem i parodią. Doskonale obrazuje to cała sekwencja z Pierwszym, w którego z dużym sukcesem wciela się ucharakteryzowany na Edwarda Gierka Piotr Zawadzki. Samo pojawienie się na scenie Pierwszego jest jednym z najbardziej spektakularnych momentów przedstawienia: Gierek „przylatuje” helikopterem, a następnie – po uroczystych przemówieniach, kwiatach i wierszykach recytowanych ku chwale socjalistycznej ojczyzny – wsiada do czerwonego malucha, by z przemieszczającego się po scenie błyszczącego wozu pomachać oddanym i zapatrzonym w swego wodza sosnowiczanom. Ta euforia zakończona szalonym korowodem pod przewodnictwem wodzireja – Jerzego Połomskiego (Andrzej Rozmus) szybko przemienia się jednak w bardzo ponury kadr: na poimprezowym pobojowisku kończący ostatnią butelkę Pierwszy żegna się z obywatelami, którzy będą musieli zmierzyć się z nowym wymiarem rzeczywistości. Obserwujemy ich bezradność, zagubienie i rozczarowanie – tęsknotę za pomnikiem, dawnymi piosenkami i Adamem Słodowym, zawsze potrafiącym „zrobić coś z niczego”. I tylko piłkarski okrzyk kibica lokalnego klubu piłkarskiego zwalcza nostalgię i daje pocieszenie: „Było jest i będzie zawsze Zagłębie!”.

Popławska i Kalita zdają się celowo zostawiać wiele luk w swoim spektaklu, prowokowanych zresztą przez niejednorodny i wielopłaszczyznowy tekst Jakubowskiego. Z mitem „Czerwonego Zagłębia” mierzą się w kilku różnych wymiarach, nie sprowadzając go jedynie do silnych związków regionu z ruchem robotniczym oraz socjalistyczną propagandą. Czerwień staje się tu także synonimem patriotyzmu, dążeń narodowowyzwoleńczych i wreszcie krwawych walk o niepodległość stoczonych przez Zagłębiaków u progu XX wieku. „Czerwone Zagłębie”, ten jednoznacznie kojarzący się do tej pory termin, w spektaklu Popławskiej i Kality poddany zostaje swoistej dekonstrukcji, która odsłania nie tylko kryjące się w nim antagonizmy, ale też i szereg jednostkowych, częściowo rzeczywistych, częściowo zaś wyobrażonych i wyśnionych historii.

13-10-2014

galeria zdjęć Czerwone Zagłębie, reż. Aleksandra Popławska, Marek Kalita, Teatr Zagłębia w Sosnowcu Czerwone Zagłębie, reż. Aleksandra Popławska, Marek Kalita, Teatr Zagłębia w Sosnowcu Czerwone Zagłębie, reż. Aleksandra Popławska, Marek Kalita, Teatr Zagłębia w Sosnowcu Czerwone Zagłębie, reż. Aleksandra Popławska, Marek Kalita, Teatr Zagłębia w Sosnowcu ZOBACZ WIĘCEJ
 

Teatr Zagłębia w Sosnowcu
Jarosław Jakubowski
Czerwone Zagłębie
reżyseria: Aleksandra Popławska, Marek Kalita
scenografia i kostiumy: Paula Grocholska
choreografia i ruch sceniczny: Paweł i Piotr Kamińscy
muzyka i opracowanie muzyczne: Maria Janicka
obsada: Wojciech Leśniak, Andrzej Śleziak, Grzegorz Kwas, Krystyna Gawrońska, Maria Bieńkowska, Michał Bałaga, Piotr Zawadzki, Andrzej Rozmus, Agnieszka Bieńkowska, Beata Deutschman, Edyta Ostojak, Kamil Bochniak, Tomasz Muszyński, Aleksander Blitek, Przemysław Kania, Krzysztof Korzeniowski
premiera: 12.09.2014

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę: