AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Teatralna mobilizacja w mieście bez teatru

Fot. Jerzy Rzechanek  

Pszczyna to małe, urokliwe miasteczko, położone historycznie na Górnym Śląsku. W istocie jest ono bramą na Zielony Śląsk. Mniej niż 40 kilometrów stąd do Skoczowa i Szczyrku.

Miasteczko to, liczące niewiele ponad 25 000 stałych mieszkańców, jest rozpoznawalne na Śląsku przede wszystkim ze względu na swoją bogatą historię. W jego aktualnej promocji także przeważają narracje historyczne, związane głównie z materialnym dziedzictwem rodów stojących na czele stolicy dawnego Księstwa Pszczyńskiego: Promnitzów, spokrewnionej z nimi linii książęcej Anhalt-Cöthen oraz linii Hochbergów z Pszczyny (Hochberg von Pless). Ta ostatnia jest szczególnie eksponowana przez ożywienie historii i mitu angielskiej księżnej Daisy, żony Jana XV Hochberga, skądinąd także bohaterki narracji związanych z Książem i Wałbrzychem. Nie bez kozery czasami przyrównuje się ją w tych opowieściach do Lady Diany.

Od miast dysponującymi stałymi scenami dzieli Pszczynę niewielka odległość. Do Katowic z niej niecałe 40 km, do Sosnowca niewiele dalej, a w mniej niż pół godziny można dotrzeć do Bielska-Białej i pobliskich Tychów, dysponujących Teatrem Małym. Pomimo braku profesjonalnej przestrzeni teatralnej i lokalnych tradycji teatralnych, grupa animatorów kultury od trzech lat próbuje w Pszczynie przy wsparciu miejscowych władz, przedsiębiorców i wolontariuszy animować letnie życie teatralne w formacie festiwalowym. Czyni to na przekór realiom – bez  teatralnej infrastruktury i bez tradycji uczestnictwa w profesjonalnie organizowanym życiu teatralnym, w myśl hasła: „Miasto bez teatru. Teatr w mieście!”.

Misja organizatorów jest jasna: zainicjować życie teatralne w mieście bez teatru. Choć nie tylko, bo chodzi tu także o nowe zdefiniowanie miasta, o przenicowanie wyobrażeń o jego przestrzennych zasobach, o ich możliwych funkcjach i znaczeniach. Jak pisze na internetowej stronie festiwalu jego dyrektor artystyczny – Wojciech Jakubiec: „Pszczynie potrzebne jest poszukiwanie niezagospodarowanych przestrzeni miejskich, próba czasowej czy stałej ingerencji w ich charakter. Wykorzystanie z pełną premedytacją energii, którą niesie za sobą głód teatru jako zjawiska artystycznego, przede wszystkim jednak społecznego, nie zaś głód instytucji”1.

Misja organizatorów jest jasna: zainicjować życie teatralne w mieście bez teatru. Choć nie tylko, bo chodzi tu także o nowe zdefiniowanie miasta.Realizacja wskazanej powyżej tej misji została rozpisana na poszczególne zadania, a scenariusz ich wykonania podzielono pomiędzy: animatorów, sponsorów, „ofiarodawców” miejsc teatralnych, „maszynistów teatralnych” (wolontariuszy obsługujących wydarzenie) i widzów. Z tej perspektywy nazwa festiwalu „Teatralna maszyna Pszczyna!” zdaje się oznaczać festiwalową administracyjno-społeczno-techniczną mobilizację. Nazwa ta oddaje też intencje Wojciecha Jakubca, intencje owego innego mapowania i promowania miasta w ścisłym związku ze współczesnością, a szczególnie polskim niezależnym teatrem współczesnym, i teatralnym otwieraniem miejsc niedostępnych na co dzień, jak dom przedpogrzebowy na miejscowym kirkucie, była pralnia w tutejszym szpitalu, czy hale produkcyjne „Patentusa” i „Bilfingera Elwo SA”. Notabene te ostatnie miejsca należą do przedsiębiorstw znakomicie prosperujących i tylko na chwilę odstępujących swoje przestrzenie teatrowi. Dlatego też trudno się zgodzić z owym mówieniem, że ten festiwal jest także „formą rewitalizacji przestrzeni postindustrialnych” przez sztukę. To raczej ich humanizacja, naznaczanie teatrem.

Organizacja przedstawień w miejscach przemysłowych wymusza specjalne protokoły uczestnictwa, związane z respektowaniem obowiązujących w nich regulaminów i wymogów bezpieczeństwa. Na przykład formowanie widowni odbywa się tuż za bramą wejściową i przed nią dopiero jest ona „rozformowywana”. Jest zatem czas organizowania widowni, wspólnej drogi tam i z powrotem oraz wychodzenia z grupy widzów, czas na wzajemne przyglądanie się, przysłuchiwanie. Te ostatnie czynności zdecydowanie ułatwiało organizacyjne założenie kameralności wszystkich przedstawień. Właśnie kameralność, niespieszność rozpoczynania przedstawień, wszechobecność „oznakowanych” wolontariuszy obsługujących widzów, oprócz owej zmienności miejsc teatralnych, zbudowały „wartości dodane” do oferty artystycznej pszczyńskiego festiwalu., stanowiąc o jego swoistości.

A oferta artystyczna obejmowała nie tylko przedstawienia teatralne, ale także przegląd siedmiu najlepszych filmów krótkometrażowych, wyłonionych w ramach Short Waves Festival, muzykę klubową, koncerty, a w tym między innymi występ głośnych zabrskich The Dumplings. Strefę filmu i muzyki usytuowano w klimatycznym Parku Książęcym, naznaczając go koncertowo-klubową muzyką.

Co do propozycji teatralnych to można je opatrzyć wspólną etykietą – kameralne formy polskiego teatru niezależnego, reprezentowanego m. in. przez krakowski Teatr Nowy (Griga i Novecento), Teatr Kana (Moskwa–Pietuszki), Teatr A PART (Szkice o Ofelii), Furu Kolektyw (Szum), Circus Ferus (Tragedia w lumpeksie), Dreambody & Theatre (Idiota) czy Czystą ReFormę (Who?You?).

Osobiście największym odkryciem tego kameralnego festiwalu był Hamlet opowiedziany przez Adama Walnego.Przywołane teatry przyjechały do Pszczyny z repertuarem sprawdzonym teatralnie, dramatycznie, tematycznie i problemowo. Uwodziły pszczynian to aktorstwem, to tematem narracji (czasami i jednym i drugim, jak w stareńkiej Moskwie–Pietuszkach), to intrygującą historią o niejasnym statusie egzystencji, zawieszonej pomiędzy wspomnieniem, wmówieniem, kompletna bujdą i opowieścią z filozoficznym podtekstem (Novecento), to wreszcie oryginalnością tematu i formy, czy nieoczekiwaną transpozycją klasyki.
 
Dla mnie osobiście największym odkryciem tego kameralnego festiwalu był Hamlet opowiedziany przez Adama Walnego: prosto, zgrzebnie, a mimo to niezwyczajnie. Po raz pierwszy zetknęłam się z tak ascetycznym i tak epickim przedstawieniem Hamleta, w tak surowej przestrzeni – jak hala produkcyjna Bilfingera Elwo. Skonstruowanie narracji z punktu widzenia Ducha-Ojca Hamleta – reżysera elsynorskich wydarzeń, z udziałem reszty bohaterów zamienionych w lalki podwodne, zanurzone w akwariach (z owym znaczącym wyjątkiem Hamleta!). Pełniły te akwaria także rolę ekranów, luster, szkieł powiększających. Wszystko to dało w efekcie przedstawienie tworzące efekt obcości. Permanentnie odsyłało ono do poetyki opowiadania i animowania, zamkniętego efektowną puentą – w iście jarmarcznym stylu, z iście barokowym przesłaniem. „ Ale czad! I to u nas w Pszczynie” – to tylko jeden z głosów dobiegających z widowni po zakończeniu przedstawienia.

Największe rozczarowanie przyniósł mi spektakl Życie zwyciężyło, jedyny z niemal lokalnym podtekstem, bo opowiadający historię zagłady Żydów z nieodległego Będzina (oddalonego o niecałe 50 km), miasteczka zamieszkałego przed wojną w 80 procentach przez Żydów. W radzie miejskiej wyłonionej tam w roku 1917 na 23 radnych Żydami było… 23. Przedstawienie okazało się projekcją wideo rozszerzoną o partie recytacyjne, w istocie podtrzymywaną dramaturgicznie jedynie przez oryginalną ścieżkę dźwiękową. Całość została sprowadzona do formatu wydarzenia szkolnego. No cóż, rzadko kończy się sukcesem przeniesienie widowiska plenerowego do kameralnej przestrzeni.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na pijarowską oprawę wydarzenia „Teatralna maszyna Pszczyna!”, z owym trailerem baletnicy wykonującej swe pas w środku pracującej hali produkcyjnej, z własną stroną internetową, podstroną dedykowaną mediom, fejsbukową ścianą, zasilaną grywalizacyjną energią. 

Wiem, wiem są tacy, którzy sarkają na takie małomiasteczkowe festiwale, uważając, że festiwalowe formaty należy licencjonować. A jednak przypadek pszczyński przekonuje, że niekoniecznie trzeba być dość znanym miejscem na mapie teatralnej, aby mieć prawo zorganizowania festiwalu. Jeśli wydarzenie festiwalowe jest okazją do społecznej mobilizacji i współpracy, a przy tym promocji teatru, praktyk teatralnych i okołoteatralnych, a w dodatku całość nieźle promuje miejsce, to dlaczego nie?

1 Wojciech Jakubiec, Energia architektury, http://teatralnamaszyna.pl/ofestiwalu/

2-07-2014

3. Teatralna Maszyna Pszczyna, 18-22 czerwca 2014.

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę: