AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Tylko tyle

Żeglarz, reż. Wojtek Rodak, Teatr Dramatyczny im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu
Doktorant Wydziału Nauk Społecznych na Uniwersytecie Wrocławskim. Absolwent Filozofii oraz Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim. Współpracuje z czasopismem naukowym "Znaczenia".
A A A
"Żeglarz", fot. Tobiasz Papuczys  

Żeglarz Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu pozostawia poczucie niedosytu. I to dość, muszę przyznać, drażliwe. Jakbyś miał wstać od stołu, zanim skosztujesz tego wszystkiego, na co masz ochotę. Na co oczekiwałeś, znając szczodrość i kulinarne zdolności gospodarzy. Dlatego debiutancki spektakl Wojciecha Rodaka, studenta krakowskiej Akademii Sztuk Teatralnych, bliski wydał mi się popularnej ostatnio formule work in progress. Reżyser zaczyna żonglerkę tropami, wątkami i dyskursami, lecz kiedy już robi się naprawdę ciekawie, kiedy czekasz na jakiś przełom, kulminację, zmianę perspektywy czy inny sprytny trick, nagle jakby traci do tego wszystkiego czy to interes, czy to wenę. Tak przynajmniej odebrałem niezbyt zgrabnie puentujący sprawę finał. Szkoda. Ale w tym wypadku przede wszystkim nie do końca wykorzystanego potencjału.

Najnowszą premierę przygotowano z okazji obchodów 50-lecia śmierci patrona teatru. Trudno więc się dziwić, że stała się swoistym sprawdzianem aktualności, który dramatopisarz i eseista – powiedzmy od razu – przeszedł bez większego trudu. Okazało się, że napisana w międzywojniu sztuka nie za wiele pod tym względem straciła. A w kontekście ostatnich lat nawet niejedno zyskała. Zwłaszcza jeżeli czytać ją jako uniwersalną przypowieść o cenie, którą gotowi jesteśmy zapłacić za nietykalność naszej narodowej, lokalnej czy też indywidualnej mitologii.

Właściwie aż dziw, że polskie sceny tak rzadko po nią sięgają. Zresztą dość nikłym zainteresowaniem cieszy się obecnie cały dorobek Szaniawskiego. W autoironiczny sposób diagnozuje tę niesprawiedliwość anegdotka o młodym reżyserze Żeglarza, który, dostawszy zlecenie z Wałbrzycha i czyniąc wstępne rozeznania w materii, wyguglował „Józefa” zamiast „Jerzego”. Czyli przez jakiś czas przygotowywał zupełnie inne dzieło, o czym wspomina się w samym spektaklu, niezwykle szczodrym w różne metakomentarze. W pewnym momencie zostaje on wręcz przerwany na zabawny merchandisingowy performans Ireny Sierakowskiej, która zachwala gadżety i bibeloty podpisane nazwiskiem dramatopisarza. Robi to na tyle skutecznie, że gotów byłem z miejsca nabyć kilka słoików miodu ze słynnej pasieki na dachu budynku.

Świat wymyślony przez Rodaka oraz dość obszerną ekipę współtwórców wydaje się dziwny i nieoczywisty. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Tu śpiewa się o nienagrywaniu spektaklu i życzy się „niezapomnianego rejsu”, a w maluśkim foyer przy Scenie Kameralnej widzów wita osobliwa kolekcja „dzieł sztuki, które nie weszły do spektaklu”. Czyli, jak przeczytamy na małej tabliczce z muzealną troskliwością omawiającej prezentowane eksponaty, „kompozycja obiektów ceramicznych wykonanych podczas warsztatów w pracowni ceramiki w Starej Kopalni w Wałbrzychu”.
 
Kiedy zajmujemy miejsca, szóstka postaci już znajduje się na scenie. Właściwie wygląda to tak, jakby były tu uwięzione od bliżej nieokreślonej wieczności. Każda jakby całkowicie zanurzona, zapętlona w tragikomedii własnego mikrokosmosu. Marta Szypulska ubrała wałbrzyskich aktorów w ekscentryczne kolorowe kostiumy, będące groteskowym patchworkiem kłócących się stylistycznie, podważających siebie nawzajem epok i konwencji. Scenografowie Przemek Branas i Karolina Mazur natomiast zamknęli wszystkich w wystylizowanej, minimalistyczno-surrealistycznej, ze wszystkich stron otoczonej usadowionymi dookoła widzami przestrzeni i zawiesili nad nią wielką białą płachtę. Żagiel ten, wypełniony niewiadomym teatralnym wiatrem, służyć będzie za ekran dla licznych nagrań autorstwa Klaudii Kasperskiej. Na początku oglądamy coś na kształt industrialnej symfonii wizualnej. Iskry, dłuta, imadła. Materia ustępująca, poddająca się człowiekowi. Następnie czekają nas, a to nagrania ze wspomnianych warsztatów, a to zdjęcia z Wysp Wielkanocnych, a to kadry z krajoznawczej wyprawy zespołu. Wraz z transową muzyką Kamila Tuszyńskiego całość wygląda na interaktywną instalację. Rzecz do kontemplacji i „połowu ryb” siatką własnych skojarzeń.

Chociaż wszystko tu mieni się możliwymi sensami i zaprasza do (re)interpretacji, a niektóre zabiegi wydają się wręcz odporne na deszyfrację, sama snuta bez pośpiechu historia raczej nie sprawia większego kłopotu. Okroiwszy ilość występujących postaci, odpowiedzialna za adaptację i dramaturgię Marcelina Obarska postarała się wyciągnąć ze sztuki Szaniawskiego jej konceptualną esencję. Rzecz dzieje się w bliżej nieokreślonym, małym nadmorskim miasteczku, a cała intryga kręci się wokół postaci Kapitana Nuta (Ryszard Węgrzyn), którego bohaterską śmierć, w ramach świętowania kolejnej jej rocznicy, postanowiono uczcić wzniesieniem mu okazałego pomnika. Będzie to, po personalnym muzeum i napisanej przez Pana Rektora (Czesław Skwarek) książce, kolejny element uprawianej przez tubylców hagiografii. Jednak wspólną celebrację zakłóca przybycie niejakiego Jana (Karolina Bruchnicka), który powraca z rewelacjami podważającymi w zasadzie wszystko, co dotychczas uznawane było za oczywiste. Młody zawzięty badacz każe rodakom wątpić nie tylko w nieskazitelność moralną Nuta, ale nawet w sam fakt jego śmierci. Reakcja wspólnoty na obrazę swego totemicznego bożka z łatwością da się przełożyć na stadia słynnego schematu przeżywania wiadomości o nieuleczalnej chorobie. Najpierw zaprzeczenie. Potem gniew. Wreszcie próby targowania się. Niewiadomo natomiast, czy na drugim brzegu nadciągającej depresji czeka ich jakakolwiek forma akceptacji.

Poruszając ważne i drażliwe tematy, wałbrzyski spektakl elegancko unika zarówno patetycznego pustosłowia czy łatwego moralizatorstwa, jak i plakatowych wykładni politycznych. Zamiast tego konsekwentnie powraca do kwestii, moim zdaniem, znacznie ciekawszej, czyli mechanizmów pamięci i upamiętnienia. Pytając o sensowność i długowieczność tych różnych zabiegów, za pomocą których chcemy przedłużyć żywot przeszłości w przyszłości, twórcy, naprowadzając nas na równie melancholijną, co filozoficzną refleksję, że w dłuższej perspektywie „historia nie należy do nikogo”. Wyrazicielem tej myśli staje się nikt inny, jak autor uroczyście odsłanianego pomnika. Ten artysta-romantyk, w wykonaniu tak dobrze pasującego do tej roli Rafała Kosowskiego, w panującym powszechnym zamieszaniu raptem wykazuje się zadziwiającą przezornością i spokojem ducha.

Tymczasem, chcemy tego czy nie, wcześniej czy później nasze jakże żywe i kolorowe teraz, stanie się taką czarno-białą Wyspą Wielkanocną, gdzie po tym, co uważaliśmy za najważniejsze i najcenniejsze, zostaną jedynie kamienne bałwany, nad tajemnicą których będą głowić się przyszłe pokolenia. Albo i nie. Nikt przecież nie ręczy za to, że uprawianie podobnej eschatologii zawsze będzie znajdować swoich zwolenników. Zresztą, jak dowodzi Żeglarz, żeby poczuć posmak powolnego, nazwijmy to górnolotnie, umierania przyszłości, nie musimy przemierzać Oceanu Spokojnego. Wystarczy, jak zrobiła to ekipa spektaklu, skoczyć do pobliskiego Parku Miejskiego „Rusinowa” przy ulicy Bystrzyckiej i zobaczyć znajdujące się tam rzeźby. Już one wydają się hieroglifami na wpół zapomnianego języka. Patrzysz na to wszystko i aż chce się w ślad za słynnym wierszem Różewicza zapytać: „A więc to tylko tyle?”. Obawiam się jednak, że odpowiedź będzie ta sama: „Tylko tyle”.

13-05-2020

galeria zdjęć Żeglarz, reż. Wojtek Rodak, Teatr Dramatyczny im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu Żeglarz, reż. Wojtek Rodak, Teatr Dramatyczny im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu Żeglarz, reż. Wojtek Rodak, Teatr Dramatyczny im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu Żeglarz, reż. Wojtek Rodak, Teatr Dramatyczny im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu ZOBACZ WIĘCEJ
 

Teatr Dramatyczny im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu
Jerzy Szaniawski
Żeglarz
reżyseria: Wojtek Rodak
adaptacja i dramaturgia: Marcelina Obarska
instalacja / przestrzeń: Przemek Branas

scenografia modułowa: Karolina Mazur
kostiumy: Marta Szypulska
muzyka: Kamil Tuszyński
choreografia: Alicja Czyczel
wideo i reżyseria światła: Klaudia Kasperska
obsada: Karolina Bruchnicka, Joanna Łaganowska, Irena Sierakowska, Rafał Kosowski, Czesław Skwarek, Ryszard Węgrzyn
premiera: 28.02.2020

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę:
komentarze (2)
  • Użytkownik niezalogowany Renata A
    Renata A 2020-05-20   02:23:42
    Cytuj

    W roli Jana wystąpiła Karolina Bruchnicka :-)

  • Użytkownik niezalogowany Tobiasz Papuczys
    Tobiasz Papuczys 2020-05-19   23:27:39
    Cytuj

    Prosiłbym o podpisanie fotografii, których jestem autorem, zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem autorskim.