AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Vodou u Grota

Rezydencja wspólnot vodou Madame Nerval (Jacmel) Legpbibao (Cap Haitien) z Haiti, Instytut im. Jerzego Grotowskiego, 7-12 października, Wrocław
Reżyser teatralny, historyk i teoretyk teatru. Profesor na Uniwersytecie Wrocławskim i w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie, absolwent Politechniki Wrocławskiej (1979) oraz Wydziału Reżyserii Dramatu krakowskiej PWST (1986). Publikuje m.in. w „Teatrze” i „Dialogu”.
A A A
fot. Magdalena Mądra  

Okazało się, że jesienią we Wrocławiu nie można kupić żywego kozła. Ostatecznie użyto sarny. Zwierzę zostało zarżnięte w ofierze haitańskim duchom. Instytut im. Jerzego Grotowskiego na tydzień użyczył bowiem gościny dwóm wspólnotom vodou: Madame Nerval z Jacmel na południu Haiti i Legpbibao z Cap Haitien na północy wyspy.

1.
Vodou to synkretyczna religia przetrwania, a raczej wizja świata ludzi zniewolonych. Kult afrykańskich duchów przywieźli na Haiti niewolnicy z Afryki Zachodniej sprowadzeni na wyspę do pracy na plantacjach cukru i kawy przez kolonizatorów, którzy wcześniej wymordowali całą ludność rdzenną. Biali traktowali Afrykańczyków jak zwierzęta. Próbowali też nawracać ich na katolicyzm z marnym jednak skutkiem, udało im się jednak zainspirować niewolników do połączenia kultu opętania z chrześcijańską symboliką. Pod pozorem czczenia katolickich świętych niewolnicy przywoływali afrykańskie duchy, by „dosiadały” ich ciał, przywracając im człowieczą godność. Tak narodziło się haitańskie vodou.

Nocą z 13 na 14 sierpnia 1791 roku w górzystych lasach na północy Haiti kapłan vodou zwołał na obrzęd niewolników z pobliskich plantacji. Wyspa była wtedy kolonią francuską, nazywano ją Saint-Domingue. Młoda kobieta, opętana duchem Ezilí Dantor – Matką Walczącą, wyobrażaną jako Czarna Madonna – podcięła gardło olbrzymiego czarnego wieprza. Niewolnicy po kolei pili krew i przysięgali zabijać białych osadników. Na wyspie wybuchła rewolucja. 1 stycznia 1804 roku były niewolnik Jean-Jaqcues Dessalines obwieścił niepodległość Haiti. Była to jedyna w dziejach świata udana rewolucja niewolników, zakończona powstaniem państwa, w którym każdy człowiek był wolny i którym nie rządzili biali.

Vodou, choć jest dziś na Haiti religią oficjalną, wciąż jednak budzi lęk, a nawet wrogość. Do uprawiania kultu przyznało się wprawdzie kilku prominentnych polityków, obrzęd pozostaje jednak praktyką ludzi ubogich, zmarginalizowanych i wykluczonych. Vodou to religia oporu. Przekleństwa i bluźnierstwa, często nadużywane nie tylko podczas transów, mają odstraszać zamożnych, frankojęzycznych wyznawców katolicyzmu przed próbą kontrolowania społeczności chronionych przez afrykańskie duchy. Obscena wywołuje śmiech i rozbraja potencjalnego oprawcę. Vodou pomaga ubogim radzić sobie z traumą nędzy i chorobami. Bywa skuteczną terapią.

2.
Do Wrocławia Haitańczyków przywiózł Fabrice Nicot, aktor i badacz zafascynowany haitańskimi kultami opętania. Towarzyszył mu Stéphane Poliakov, szef Nicota na Wydziale Teatralnym Uniwersytetu Paris 8. Nicot spędził na Haiti trzy lata, przeszedł inicjację i został nawet kapłanem vodou. Teraz próbuje uwolnić haitański kult z lokalnych kontekstów, chce przemienić obrzęd w widowisko, a praktyki opętania w trening dla aktorów. To zresztą nic nowego, Haitańczycy sami od dawna szukają nierytualnych sposobów na zebranie funduszy, koniecznych do odprawiania kosztownych obrzędów.

Wspólnota, czyli lakou, Madame Nerval nosi obrzędowe imię sławnej założycielki, legendarnej manbo, czyli kapłanki vodou. W rzeczywistości nazywała się Marie Zulanie Constant. Madame Nerval, by zdobyć pieniądze, raz w tygodniu zwykła organizować w Jacmel widowiska dla turystów. Po jej śmierci tradycję wspólnoty z wielkim powodzeniem kontynuuje Marie Suze Jean Baptiste, czyli manbo Nini. Ona też urządza specjalne pokazy dla turystów. To zresztą performerka wybitna, byłaby gwiazdą w każdym zespole tańca współczesnego.

We Wrocławiu wspólnotę Madame Nerval reprezentowali, oprócz kapłanki Nini, śpiewaczka Dalia Jean i dwóch bębniarzy: Nadilie Charles i Saintelus Candy, a z Legpbibao przylecieli śpiewaczka Mirlande Merville i Marie-Carmele Mentor, założycielka wspólnoty i bardzo aktywna promotorka haitańskiej kultury.

3.
Rezydencja Haitańczyków oficjalnie zainaugurowana została w Sali Teatru Laboratorium na wrocławskim Rynku wykładem Francuzów i działaniem performatywnym Haitańczyków. Fabrice Nicot opowiadał po angielsku o swoich badaniach na Haiti i pokazywał fragmenty filmów. Rozpoczął oczywiście od przywołania Grotowskiego. Pod koniec lat siedemdziesiątych, przygotowując się do projektu Teatr Źródeł, Jerzy Grotowski dwukrotnie wyprawił się na Haiti i przywiózł nawet do Polski kapłana vodou. Epizod ten został przywołany przez Bartosza Konopkę i Piotra Rosołowskiego w świetnym filmie dokumentalnym Sztuka znikania.

Z wykładu Nicota niewiele wynikało, nie pojąłem, w jaki sposób zamierza on przemienić praktyki vodou w trening aktorski. Zresztą cały ten wykład miał nieco ekscentryczny przebieg. Już po kwadransie do sali weszli haitańscy bębniarze i na biało wystrojone kapłanki. Wszyscy się przedstawili i rozpoczęli przygotowania do performansu. Wyglądało to tak, jakby nikt im nie powiedział, że wykład potrwa jeszcze co najmniej godzinę. Francuzi, zajęci sobą, zdawali się problemu nie dostrzegać. Monolog Nicota co jakiś czas przerywał Poliakov. Wibrował i energicznie gestykulował, ale niewiele miał do powiedzenia. To ekspert od Stanisławskiego i tłumacz z rosyjskiego na francuski.

4.
Pogadanki Francuzów na szczęście nie miały wpływu na wysoką jakość performatywnych działań Haitańczyków. Porwali zachwyconą publiczność. Cztery kapłanki wystąpiły boso, we wspaniałych białych sukniach. Na głowach zakręciły białe turbany. Dwaj bębniarze, też ubrani na biało, z energią i wielką mocą rozwijali skomplikowane polifonie rytmiczne. Kobiety krążyły po sali i wzywały po kolei duchy, prosząc, by się objawiły. Śpiewały pełnymi głosami, często w dialogu. Po zakończeniu wstępnego rytuału panie wyszły, a Nadilie Charles, starszy z bębniarzy, rozpoczął usypywanie kredą na podłodze rysunku ducha, który miał się niebawem uobecnić we Wrocławiu.

Potem nastąpiła główna część performansu: opętanie duchem. Trzy kapłanki przebrały się i wniosły do sali olbrzymią kolorową suknię. Nini nadal była ubrana na biało. To ona miała dostąpić opętania. Kapłanki, wciąż śpiewając, z pomocą widzów nałożyły na Nini szeroką suknię. Przystroiły kapłankę gałęziami z zielonymi liśćmi. Kilkanaście osób otaczało Nini, nie wypuszczając z rąk krawędzi jej sukni. Nini tymczasem wykrzywiała twarz, wydawała urywane wrzaski, podskakiwała, wybuchała śmiechem, wytrzeszczała oczy. Na koniec usiadła na podłodze.

Po krótkiej przerwie Mirlande Merville odśpiewała poruszającą solową lamentację. W finale wieczoru najstarsza z kapłanek, Marie-Carmele Mentor – z twarzą pomalowaną na biało, podtrzymywana przez koleżanki – dzieliła się butelką rumu z wybranymi osobami na widowni. Opuściłem wzrok, kiedy podeszła do mnie. Wydało mi się, że naprawdę jest opętana, że to już nie jest performans dla turystów. Poczułem autentyczny lęk. Nawiedzona kapłanka minęła mnie obojętnie… Potem jeszcze Nini pomalowała twarz na biało, tańczyła, coś krzyczała i obscenicznie unosiła w górę sukienkę.

Po zakończeniu performansu kapłanki pożegnały się z każdą osobą na widowni, krzyżując w uściskach ręce i obdarzając wszystkich wspaniałymi uśmiechami.

5.
Przez pięć dni Haitańczycy prowadzili warsztaty dla niewielkiej grupy pasjonatów w Brzezince pod Oleśnicą, w legendarnym gospodarstwie zakupionym przez Teatr Laboratorium w listopadzie 1971 roku. Tam odbywały się działania parateatralne oraz prace Teatru Źródeł. Tam też na zakończenie rezydencji kapłani vodou wykonali dwa obrzędy, Makaja i Gédé. Jak wcześniej, najpierw trzeba było jednak doświadczyć popisów obu Francuzów. Nicot próbował wyjaśnić krótko sens rytuałów, co było cenne, choć zbyt pobieżne, ale Poliakov, podobno aktor, przez dwadzieścia minut wyżywał się, po angielsku i rosyjsku streszczając dialog Platona Ion, co już było dużym wyzwaniem dla przywiezionej do Brzezinki publiczności.

Pomijając wątpliwy poziom artystyczny występu rosyjskiego Francuza, całe zdarzenie miało szokujący wymiar neokolonialny. Co ma Platon do Haiti? Francuzi w pełni zdominowali narrację, jakby Haitańczycy byli „zwierzętami” bez języka. A przecież kapłanki mówiły doskonale po francusku. Dwaj biali mężczyźni z paryskiej uczelni publicznej, pełni pychy i samozadowolenia, nie pomyśleli nawet, że Haitańczycy sami mogliby mieć coś ciekawego do powiedzenia na temat własnej kultury. W Internecie można znaleźć długą rozmowę z kapłanką Nini. Płynną francuszczyzną fascynująco opowiada o vodou i Haiti. Spotkanie z nią na pewno byłoby cenniejsze niż wysłuchiwanie neokolonialnych wyobrażeń zadufanych Europejczyków…
 
6.
Makaja to rytuał terapeutyczny z użyciem uzdrawiających liści na cześć jednego z pierwszych haitańskich rewolucjonistów. Wedle legendy Makaja, niewolnik pochodzący z Kongo, sam się uwolnił, uciekł w góry i opracował magiczną kąpiel z roślin, głównie liści, by łamać zaklęcie utrudniające innym niewolnikom wyzwolenie.

Z kolei słowo gédé znaczy w haitańskim języku kreolskim „śmierć”. To duch osoby zmarłej. Podobno duchy te przywędrowały z Beninu i początkowo uzdrawiały. Gédé lubi się napić mocnego rumu, gustuje w sprośnościach i uwielbia seks. Obrzęd przywołuje też skojarzenia z zombie, żywymi trupami. W Brzezince Haitańczycy odegrali swoiste zmartwychwstanie.

Nini położyła się na podłodze. Przykryto ją białą płachtą. Była rytualnie martwa. Na Haiti, kiedy Gédé/Śmierć w kogoś wstępuje to inni po opętanej osobie skaczą, żeby dowieść, że jest trupem. Po Nini na szczęście nikt nawet nie próbował skakać. Pieśni wprawiły natomiast Nini w drgania. Przywróciły jej życie. Kiedy pomalowano jej twarz na biało, Nini ożyła na dobre. Zaczęła biegać po sali, wykonując ciałem erotyczne gesty i wrzeszcząc: „Zozo!” (Kutasa!). Do prawdziwego opętania chyba jednak nie doszło.

Afrykańskie duchy bywają kapryśne. Paradoksalnie, nie poczułem ich obecności w trakcie obrzędów na farmie w Brzezince, a tylko podczas widowiska w sławnej Sali Laboratorium na wrocławskim Rynku. Dawna przestrzeń teatru Jerzego Grotowskiego wciąż zdaje się sprzyjać duchowym transformacjom i nawiedzeniom. Ryszard Cieślak w Księciu Niezłomnym opętany był przecież Jezusem jak kapłan w obrzędzie vodou.

7.
Instytut im. Jerzego Grotowskiego prowadzi niezwykle cenną działalność edukacyjną, z powodzeniem kontynuując poszukiwania wielokulturowe zainicjowane przed laty przez sławnego patrona. Spotkanie z Haitańczykami było niezwykłym przeżyciem duchowym. Vodou nawet jako teatr robi wielkie wrażenie.

23-10-2019

galeria zdjęć Rezydencja wspólnot vodou Madame Nerval (Jacmel) Legpbibao (Cap Haitien) z Haiti, Instytut im. Jerzego Grotowskiego, 7-12 października, Wrocław Rezydencja wspólnot vodou Madame Nerval (Jacmel) Legpbibao (Cap Haitien) z Haiti, Instytut im. Jerzego Grotowskiego, 7-12 października, Wrocław Rezydencja wspólnot vodou Madame Nerval (Jacmel) Legpbibao (Cap Haitien) z Haiti, Instytut im. Jerzego Grotowskiego, 7-12 października, Wrocław Rezydencja wspólnot vodou Madame Nerval (Jacmel) Legpbibao (Cap Haitien) z Haiti, Instytut im. Jerzego Grotowskiego, 7-12 października, Wrocław ZOBACZ WIĘCEJ
 

Rezydencja wspólnot vodou Madame Nerval (Jacmel) Legpbibao (Cap Haitien) z Haiti, Instytut im. Jerzego Grotowskiego, 7-12 października, Wrocław

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę: