AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

W obronie małych

4. Festiwal małych Prapremier, 15-20 września, Wałbrzych
Doktorant Wydziału Nauk Społecznych na Uniwersytecie Wrocławskim. Absolwent Filozofii oraz Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim. Współpracuje z czasopismem naukowym "Znaczenia".
A A A
 

Głupio jakoś zaczynać od banału, ale żyjemy w czasach, kiedy właściwie nie wiadomo, co i komu jest wiadome, więc pozwolę sobie na wstępie sformułować niezbyt odkrywczą myśl, że krytyk teatralny wcale nie jest od tego, żeby przez cały czas kogoś krytykować.

Z powodu uporczywych konotacji z krytykanctwem w ogóle staram się unikać tego nazewnictwa, wymyślając jakieś niezbyt zgrabne, sytuacyjne zamienniki. Proszę tylko nie pytać jakie, bo nie w tym rzecz. A rzecz w tym, że obraz przedstawiciela wyżej wymienionego zawodu, który po spektaklu zamawia taksówkę, żeby, uradowany potknięciem artyst(y/ów), jak najszybciej dotrzeć do komputera i zacząć spisywać cisnące się mu na opuszki palców zjadliwe uwagi, dla niektórych niestety pozostaje emblematycznym.

Śmiem twierdzić, że ci niektórzy są w błędzie. Po pierwsze krytycy rzadko kiedy aż tak dobrze zarabiają, żeby pozwolić sobie na każdorazową rozkosz prywatnego dowozu. Po drugie nie wszyscy mają predyspozycje masochistyczne, żeby nieustannie czerpać frajdę z opisu zawiedzionych bądź co bądź oczekiwań czy zaprzepaszczonych możliwości. Po trzecie… a zresztą, długo by o tym można, bo cały czas tak naprawdę przygotowuję grunt dla jeszcze większego komunału, mianowicie takiego, że pewnych rzeczy należy bronić. I krytyk teatralny, wbrew powyższym pozorom, jest do tego jak najbardziej odpowiednią osobą. Spróbuję więc na miarę swoich skromnych możliwości wystąpić w obronie Festiwalu małych Prapremier (małe z zamierzenia mają być pisane małą literą). A pisząc o wałbrzyskiej imprezie w tym kluczu, poukładać własne na jej temat myśli i zsumować doświadczenie z ostatnich lat.

Proszę tylko nie zrozumieć tego tak, że nad małymi Prapremierami nawisło jakieś śmiertelne niebezpieczeństwo i festiwal nie przetrwa bez podobnych interwencji. Na całe szczęście sytuacja nie wygląda aż tak dramatycznie. Ktoś by mógł powiedzieć, że dmucham na zimnie. Być może. A jednak, kiedy otwierając festiwal, dyrektor goszczącego imprezę Teatru Lalki i Aktora, Zbigniew Prażmowski, wspomniał o braku dofinansowania ze strony Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego dla tegorocznej edycji, poczułem się dziwnie i niekomfortowo. Chwilowo złagodziła te uczucia świadomość, że mimo wszystko festiwal nie został przecież odwołany czy przeniesiony w bliżej nieokreśloną przyszłość, za co podziękować należy licznym sponsorom i mecenasom. Od Wodociągów Wałbrzych po Cukiernię Oleńka. Lecz po uroczystym zakończeniu, kiedy po wypełnionym świetnymi spektaklami tygodniu przypominałem sobie, dlaczego lubię tu przyjeżdżać, zrobiło mi się zwyczajnie smutno. Bardzo bym nie chciał, żeby za dwa lata impreza zniknęła z teatralnej mapy Polski czy chociażby znacząco straciła na swym rozmachu i znaczeniu. 

Ale moje osobiste emocje, rzecz jasna, nie będą stanowić dla Ministerstwa żadnego istotnego punktu odniesienia. Zwłaszcza przy podjęciu brzemiennych w finansowe skutki decyzji. Dlatego spróbuję przedstawić listę czegoś, co śmiało uznaję za argumenty na rzecz kontynuacji i szerokiego wsparcia wałbrzyskiego przedsięwzięcia. Przedstawię je skrótowo i rzeczowo. Punkt po punkcie.

1.
Małe Prapremiery są festiwalem dla widza. Nie dla krytyków czy jakieś hermetycznej grupki koneserów, jak to niekiedy bywa z festiwalami „dla dorosłych”, tylko dla tych młodych odbiorców, z myślą o których stworzony został każdy z prezentowanych spektakli. To oni mają pierwszeństwo w zajmowaniu miejsc na sali. To ze względu na nich wybierane są poranne godziny pokazów. I słusznie. Ze wszech miar popieram takie podejście i jestem gotów przybywać do teatru o dziewiątej rano, wiedząc, że znajdę się w licznym gronie najbardziej szczerych i bezpośrednich odbiorców na świecie.

2.
Na każdym ze spektakli są komplety. Więcej nawet – nadkomplety. Niekiedy widzów – znowuż, tych dorosłych – należy dosłownie upychać. Impreza nie ma więc najmniejszych problemów z frekwencją, czemu się trudno zresztą dziwić, ponieważ…

3.
dla młodych wałbrzyszan to najczęściej jedyna taka okazja, żeby zobaczyć przedstawienia z całej Polski. Obecnie mamy już czwartą edycję, a to znaczy, że niektórzy nie bez kozery, a również i nie bez dumy, mogą powiedzieć, że dorastali wraz z małym Prapremierami.

4.
Na osobną pochwałę zasługuję inicjatywa powołania Jury Dziecięcego. Zawsze z nieskrywaną ciekawością oczekuję na jego werdykt i jeszcze nie zdarzyło mi się zawieść. W tym roku nieletni jurorzy ponownie udowodnili swoje wysokie kompetencje, bowiem wyróżnili te same spektakle, co i wielce doświadczone Jury Profesjonalne w składzie: Jacek Sieradzki, Marzenna Wiśniewska i Mateusz Mirowski. Triumfatorami stały się spektakle Pod adresem marzeń z Teatru Lalki i Aktora „Kubuś” w Kielcach oraz Staś i Zła noga, koprodukcja Śląskiego Teatru Lalki i Aktora Ateneum oraz Teatru Śląskiego im. St. Wyspiańskiego.

5.
A Jury, należy zaznaczyć, miało z czego wybierać. Małe Prapremiery zawsze odznaczały się świetnym i przemyślanym doborem spektakli, o co wcale nie tak łatwo, zważywszy na tytułowy wymóg prapremierowości. Bez dyplomów i wyróżnień zresztą nie pozostały ani wrocławski Motyl, przestrzegający przed hipnotyzującym działaniem światów wirtualnych, ani wzruszająca, przystosowana dla widzów z zaburzeniami słuchu zabrzańska bajka Morze ciche.

6.
Kryterium prapremierowości z kolei słusznie zachęca teatry do sięgania po nowe, wcześniej niewystawiane teksty. Co ważne, w większości wypadków są to teksty współczesnych polskich autorów. Osobnym zaś punktem imprezy są performatywne czytania, czyli faktycznie małe artystyczne targi, jako że wśród zaproszonych gości zawsze znajduje się spory odsetek reżyserów i dyrektorów teatrów.

7.
W tym momencie warto podkreślić, że małe Prapremiery, jak rzadko które z wydarzeń artystycznych, sprzyja integracji środowisk lalkarzy i teatrów dla dzieci i młodzieży. Coś o tym wiem, zwłaszcza że niejeden z uczestników mnie z wielkim zapałem i z niewątpliwą szczerością do tego przekonywał.

8.
Nie należy też zapominać, że oprócz spektakli – i tu znowu powracamy do kwestii troski o rozwój artystyczny młodego widza – małe Prapremiery oferują bogaty program warsztatowy. W tej edycji zaproponowano siedem rodzajów takich spotkań. Od prowadzonych przez reżysera i pedagoga teatru Bartosza Kurowskiego „Kolorów” dla przedszkolaków po „Fast Food Stanisławski”, na które nastolatków z ostatnich klas zapraszał aktor i performer Przemysław Buksiński.

9.
Impreza ponadto nieźle sobie radzi w obszarze promocji miasta i całego regionu, który, jak wiemy, takiej promocji i korzystnej korekcie własnego wizerunku jak najbardziej potrzebuje. W tym roku dla gości z całego kraju zorganizowano wycieczkę do europejskiej perły baroku – sanktuarium Matki Boskiej Miłosiernej w Krzeszowie. Wspaniałe miejsce, którego odwiedzenie, podobnie jak Zamku Książ czy Starej Kopalni w samym Wałbrzychu, chętnie teraz polecam innym.

10.
No, i last but not least. Małe Prapremiery są wydarzeniem tworzonym z duszą. Wiem, że brzmi to abstrakcyjnie i subiektywnie, lecz tylko dla tych, którzy na festiwalu nigdy nie byli i nie zaznali jego szczególnej atmosfery. Ci, którzy byli i zaznali, z pewnością będą wiedzieli, co mam na myśli.

Z mojej strony, jak na możliwości jednego krótkiego tekstu, to byłoby na tyle. Chociaż na sam koniec, żeby zbudować jednak jakąś ramę i nawiązać do długiego wstępu, napiszę o tym, że teatr dla młodych i najmłodszych w Polsce, do czego z roku na rok przekonuję się coraz bardziej, ma się lepiej niż teatr „dla dorosłych”. Z większym szacunkiem i dbałością podchodzi do swojego widza. Nie boi się mądrze rozmawiać z nim na trudne tematy, bez niepotrzebnych skandali i ekscesów. Nie robi wielkiego halo z powodu własnych poszukiwań, w tym też z jakże ciekawych eksperymentów formalnych. Robi, co ma robić. Z pokorą, ze znajomością warsztatu, z buntem, na który zawsze stara się zapracować, z chęcią, z miłością i niepozbawioną co prawda wątpliwości, a jednak wielką wiarą w sens i znaczenie własnej twórczości. Zatem w tym sezonie (niech ucieszą się ci wspominani na początku „niektórzy”) postanowiłem być surowym krytykiem, jako że miarą moich ocen będzie taki właśnie teatr.

I do zobaczenia w Wałbrzychu!

16-10-2019

4. Festiwal małych Prapremier, 15-20 września, Wałbrzych

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: