AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Wałbrzyski sen

 

Jest upalny czerwcowy wieczór. Przedstawienie zacznie się dopiero za godzinę, ale na Placu Teatralnym już gęstnieje ciżba. Ludzie schodzą się z różnych stron, najczęściej całymi rodzinami. Znajomi wymieniają ukłony, matki strofują rozbrykane dzieci, sąsiedzi rozprawiają o domowych kłopotach. To nie jest „rutynowa” publiczność teatralna. Jedna z kobiet przyznaje, że w wałbrzyskim teatrze nigdy dotąd nie była, ale na to widowisko w plenerze przychodzi już trzeci raz. Za każdym razem stara się nie uronić ani sekundy, bo przedstawienie, niestety, jest krótkie. I rzeczywiście, gdy już się zacznie, nawet nie siada, lecz przykuca pomiędzy ławkami, a jej oczy robią się wielkie jak spodki od filiżanek.

Spektakl zaczyna się właściwie na ulicy. Z głośników atakują latynoskie rytmy, a z tłumu wyłaniają się aktorzy w piłkarskich koszulkach, grupka dziewcząt w błękitnych, połyskujących sukienkach i szczudlarze. Formuje się taneczny korowód, do którego dołączają co odważniejsi widzowie. Po chwili wydaje się, że już cały plac podryguje w takt soczystej brazylijskiej samby.

Piotr Ratajczak, Arkadiusz Buszko i autor tekstu, Piotr Rowicki, nazwali ów event Sambą de mineiro („Górnicza samba”). Ale tak naprawdę, to samba „zamiast”. Zamiast prawdziwej podróży na mundial i zamiast radości z sukcesów polskiej reprezentacji na brazylijskich stadionach. A ponieważ rzecz dzieje się w Wałbrzychu, to również godzina beztroskiej zabawy zamiast kawałka lepszego świata.

Plenerowe widowisko przyciągnęło przede wszystkim ludzi z pobliskiej dzielnicy. A dzielnica to trudna. Można by rzec – samo serce wałbrzyskiego spleenu. Z placu przed teatrem rozciąga się widok na robotnicze osiedla z czerwonej cegły i malownicze, postprzemysłowe rudery. Jeszcze kilka lat temu nie było to miejsce bezpieczne. Lepiej było na przykład nie zostawiać auta przed teatrem wieczorową porą, o czym pouczył mnie policjant na komisariacie, gdy zgłosiłam włamanie. 

Od tamtego czasu plac teatralny nieco się zmienił. Wybudowano na nim elegancki amfiteatr. Scena, obramowana efektowną kolumnadą, patrzy dziś dumnie na miasto. Ale spoza smukłych marmurowych kolumn widać to samo, co dawniej. Dzielnica się nie zmieniła i wobec murów sceny im. Szaniawskiego wciąż pozostawała trochę obcą planetą. Teatr zresztą również nie za bardzo próbował się z nią dogadać, pomimo że pracowało w nim wielu reżyserów o lewicowej wrażliwości.

Być może zmieni to Piotr Ratajczak, który od ponad sezonu próbuje w sposób realny dotknąć miasta. Temu służył serial kabaretowy Michała Walczaka Dom Aktora, na którym można było zobaczyć publiczność zgoła nieteatralną, oraz dotowane przez władze miejskie widowiska plenerowe, przygotowywane zwyczajowo na koniec sezonu. Przed rokiem było to Miasto duchów Piotra Rowickiego i Arkadiusza Buszki, teraz – Samba de mineiro

Wątła intryga służy właściwie za pretekst do uruchomienia wszystkich środków plenerowego widowiska.Ratajczak ma instynkt społecznika, więc postanowił porozumieć się z sąsiadami językiem prostej ludowej zabawy. Powiedzmy też szczerze: Samba de mineiro nie jest opowieścią zbyt wyrafinowaną i robi wrażenie pisanej na kolanie. Ubiegłoroczne Miasto duchów było przedsięwzięciem nieco bardziej ambitnym, ale nie to jest najważniejsze. Ratajczak świetnie wyczuł, że dzielnicy potrzebna jest kolorowa, terapeutyczna baśń, która zabierze publiczność w inny, lepszy świat. I Samba… jest taką baśnią, która ma koić i społeczne depresje, i rany na sercu polskiego kibica. Bo oto na tydzień przed rozpoczęciem mundialu sprzedaje widzom ekstatyczny sen o podróży do dalekiej Brazylii, gdzie w blasku piłkarskich gwiazd będzie można zapomnieć o opłakanym stanie narodowej reprezentacji.

Historia jest prosta: grupa przyjaciół, pogrywających w piłkę w podwórkowej drużynie, wygrywa wycieczkę na mundial. Przepustką do futbolowego raju okazuje się paczka chipsów, w której wyrzucony właśnie z boiska podwórkowy fajtłapa odnajduje szczęśliwy kupon. Sympatyczna grupka, do której przylgnęły również dwie osiedlowe łobuziary, otrzymuje więc szansę na podróż życia. Dla większości to pierwsza transoceaniczna wyprawa i pierwszy rejs lotniczy. Niestety, samolot się psuje, co sprawia, że wesoła gromadka trafia w gardziel czarnej Afryki. Miejscem przymusowego lądowania okazuje się Burkina Faso, która z miejsca zagarnia bohaterów w wir tanecznej ekstazy. Ponieważ jednak wszystko galopem zmierza do upragnionego happy endu, więc po radosnych pląsach wśród gorących afrykańskich rytmów awaria zostaje usunięta i samolot szczęśliwie odlatuje do Brazylii – bajecznego królestwa futbolu i telewizyjnych seriali. Tam wreszcie spełnia się sen bohaterów o lepszym świecie i krzepiącej mocy przyjaźni. Bo po drodze na mecz gubi się sympatyczny fajtłapa, co skłania przyjaciół do heroicznej decyzji, by odłożyć piłkarskie emocje i ruszyć na poszukiwania. Zguba jednak rychło się znajduje, zaś chwilowe wyrzeczenie w imię braterstwa sprawia, że cała gromadka kocha się jeszcze bardziej.

Wątła intryga służy właściwie za pretekst do uruchomienia wszystkich środków plenerowego widowiska. Na scenie co rusz pojawiają się szczudlarze i stadko kuso odzianych tancerek, porywających bohaterów w wir gorących rytmów. Ikoną wałbrzyskich widowisk plenerowych jest Davina Reeves – miss Nowego Yorku, którą romantyczna miłość do polskiego kucharza sprowadziła na Dolny Śląsk. Piękność o kawowej karnacji zdążyła już zdobyć sławę telewizyjnej celebrytki i ma w Wałbrzychu swój liczny fanklub. W spektaklu Ratajczaka i Buszki szeroko uśmiechnięta i wspaniale poruszająca się Davina obsługuje jednoosobowo całą egzotykę widowiska: jest pachnącą afrykańskim buszem stewardesą, brazylijską hostessą i królową samby, słowem – uwodzicielskim duchem dalekich krain. Oprócz jej tanecznego orszaku po scenie manewruje także wielki wehikuł na kółkach, będący na przemian brzuchem samolotu, kawałkiem pejzażu gościnnej Burkiny Faso oraz stadionową trybuną. Od czasu do czasu po scenie plącze się też futbolowy kontestator, dowodzący z uporem, że piłka nożna to pasożyt na zdrowym społecznym ciele. Gra go wybornie Rafał Kosowski, wcielając się kolejno w złorzeczące piłkarskim igrzyskom figury Hamleta, baletnicy oraz zakutego w zbroję członka grupy rekonstrukcyjnej.

W finale kolorowa feeria wylewa się na widownię, publiczność wymachuje balonikami, między sceną a rzędami krzeseł kursują wielkie dmuchane piłki. Widzowie zresztą przez cały czas czują się tu swojsko: słychać żartobliwe zaczepki wobec aktorów, dzieci głośno przestrzegają bohaterów przed grożącymi im niebezpieczeństwami. Podczas jednego z przedstawień dwóch nie do końca trzeźwych panów weszło nawet na scenę i tam przysnęło, harmonijnie wkomponowując się w sytuację. 

W tych warunkach aktorzy muszą zgrać się w zespół szybkiego reagowania na nieprzewidziane okoliczności, lecz idzie im to znakomicie. W klimatach ludowego festynu świetnie odnajdują się zarówno doświadczeni artyści, jak i aktorska młodzież, której sporo przybyło w minionym sezonie.

Piotr Ratajczak rozpoznaje teren metodą społecznych gestów. Nie zawsze są to działania przynoszące natychmiastowe skutki. Czasem jest to mozolna praca u podstaw, która włącza w orbitę teatru rozmaite środowiska. Autonomiczną częścią spektaklu Volare Piotra Wierzchowskiego był na przykład występ teatru dziecięcego „Frędzle”. Fuzją różnych żywiołów twórczych jest również Samba de mineiro, do której zaproszono Szkołę Tańca Cordex i Teatr Avatar. Ale Ratajczak potrafi też słuchać miasta. Czytanie pamiętników wałbrzyszan zaowocowało spektaklem Wałbrzych Utopia 2039, stanowiącym nowe otwarcie w dialogu teatru z miastem. Jego najbardziej charakterystyczną cechą jest empatia. Ratajczak nie chce być mentorem wobec swojej publiczności i chyba nie ma ambicji zmieniania świata na lepsze. Powiedziałabym, że uprawia w Wałbrzychu teatr zaangażowany inaczej. Jego istotą jest terapeutyczna baśń, choćby taka, jak Samba de mineiro – prosta, nieco naiwna, lecz budująca wokół sceny najbardziej demokratyczną wspólnotę, jaką można sobie wyobrazić. Jej częścią stał się również sam teatr, który miał wreszcie okazję poczuć się organiczną częścią dzielnicy.

27-06-2014

galeria zdjęć Samba de mineiro, reż. Arkadiusz Buszko i Piotr Ratajczak, Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu Samba de mineiro, reż. Arkadiusz Buszko i Piotr Ratajczak, Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu Samba de mineiro, reż. Arkadiusz Buszko i Piotr Ratajczak, Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu Samba de mineiro, reż. Arkadiusz Buszko i Piotr Ratajczak, Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu ZOBACZ WIĘCEJ
 

Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu
Piotr Rowicki
Samba de mineiro
Reżyseria: Arkadiusz Buszko i Piotr Ratajczak
scenografia i kostiumy: Grupa Mixer
choreografia: Arkadiusz Buszko
obsada: Davina Reeves, Irena Sierakowska, Marcelina Szczepaniak, Michał Kosela, Rafał Kosowski, Piotr Mokrzycki, Tomasz Pisarek, Piotr Tokarz, Ryszard Węgrzyn oraz Teatr Avatar i Szkoła Tańca Cordex
premiera: 07.06.2014

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę: