AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Wróble kontra Makówki

Najdzielniejszy z rycerzy, reż. Tomasz Cyz, Opera Wrocławska
Doktorant Wydziału Nauk Społecznych na Uniwersytecie Wrocławskim. Absolwent Filozofii oraz Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim. Współpracuje z czasopismem naukowym "Znaczenia".
A A A
fot. Marek Grotowski  

Najdzielniejszy z rycerzy w Operze Wrocławskiej zaczął się dla mnie od skargi. Usłyszałem obok zdecydowane: „Nieprzygotowani są do przyjmowania dzieci!”. Różne żale rejestruje ucho krytyka, mógłbym spisać długą listę, lecz rzadko kiedy mają one, że się tak wyrażę, charakter merytoryczny. Jednak w tym akurat wypadku nie mogę nie przyznać racji pani, która wygłosiła powyższą uwagę.

Sprawa w swej istocie banalna i nie wypadałoby, być może, poświęcać jej tyle uwagi. A mimo to poświęcam, ponieważ obiecałem. Otóż nie ma w operze poduszek czy specjalnych małych krzesełek, z których mogliby skorzystać młodzi widzowie, żeby osiągnąć lepszą widoczność. Siedzieliśmy na balkonie i zapadająca się w miękkim krześle kilkuletnia dziewczynka, czuła się odcięta od sceny. Musiała wychylać się (co swoją drogą nie jest bezpieczne), żeby bez przeszkód śledzić poczynania aktorów. Starczyło jej jednak kreatywności, żeby rozwiązać problem pewnym na poły akrobatycznym numerem. Po prostu uklękła na siedzeniu, przenosząc ciężar ciała na łokcie wciśnięte w balustradę. W tej dziwacznej pozycji oglądała Najdzielniejszego z rycerzy, zważywszy na wysokość, osobiście wykazując się nie lada dzielnością i poświęceniem dla sztuki.

Historię opowiedzianą przez poetkę i dramaturżkę Ewę Szelburg-Zarembinę da się streścić dosłownie w trzech zdaniach. Uczynili to w sposób wzorowy sami twórcy przedstawienia: „Skromny i prostolinijny strach na wróble pragnie zaprzyjaźnić się z makami, kwiaty jednak nie życzą sobie takiej znajomości. Nadchodzi zagrożenie. Gromada wróbli szykuje się na podbój łąki maków, atak udaje się odeprzeć dzięki zaangażowaniu stracha, który dzielnie broni kwiatów”. Dlatego kiedy rozsuwają się ciężkie czerwone kurtyny, spotykamy za nimi nie kogo innego jak Straszydło w wykonaniu występującego gościnnie Jędrzeja Tomczyka. Po chwili dostrzeżemy też schowaną wśród olbrzymich pagórków, ubraną na czarno dziatwę. Akurat w wieku nieletniej publiczności. To chór dziecięcy Opery Wrocławskiej. Sądząc po liczebności, niemal w pełnym zestawie.

Jednak na razie całą uwagę skupia na sobie główny bohater. Widzimy go skąpanego w pięknych odcieniach koloru niebieskiego i rzewnie ubolewającego nad własnym losem: „Stoję przy drodze… na jednej nodze…”. Chociaż nogi, żeby nie było, ma akurat dwie, wydłużone szczudłami schowanymi pod szerokimi kraciastymi nogawkami. Ponadto jest gotów z tych nóg skorzystać. Szczególnie, że w środowisku, na które nie z własnej woli został skazany, czekają go ze strony wspomnianego chóru sztubackie, lecz mimo wszystko dość dotkliwe szykany. Wyrusza więc w podróż. Powoli. Opierając się o długi kij. Lecz pewnie. Licząc na przygody, nowych przyjaciół, a nawet… ewentualny i wielce pożądany ożenek.

To, co zadziwia i wprawia w niejaką konsternację, to szczególna atmosfera stworzona dookoła tych nieskomplikowanych i jakże dobrze znanych rozterek i konfliktów. Otóż nastrój pierwszych scen jest niespodziewanie poważny, uroczysty, chwilami nawet mroczny, tajemniczy, bliski jakiemuś rytualnemu nabożeństwu. Dzieje się tak przede wszystkim za sprawą rozwiązań kompozytorskich Krzysztofa Pendereckiego – pełnych skomplikowanej dramaturgii i przeskakiwania między różnymi stylami i kierunkami muzycznymi. Starań dołożyła też odpowiedzialna za reżyserię świateł Katarzyna Łuszczyk. Kolorystyka przedstawienia zachwyca i czaruje. Zwłaszcza że świetnie współgra z matematycznie przemyślaną, oszczędną w detalach, wyestetyzowaną scenografią Natalii Kitamikado. Wspomniane wyżej pagórki, tak ciężkie na pierwszy rzut oka, w razie potrzeby z łatwością lewitują nad sceną, stając się elementem mikroświata niewielkiej łąki. Kolejną ważną składową dopełniającą obrazu są kostiumy. Kolorowe i wyraziste. Oryginalne do tego stopnia, że gdybym nie wiedział, nigdy bym nie zgadł, że wojna w tej bajce toczy się akurat między makówkami i wróblami. Te ostatnie na przykład, nosząc na głowie ogromne czarno-białe kapelusze ze zwisającymi sznurkami, przypominają raczej przedstawicieli podwodnej flory niż powietrznej fauny.

Trochę mi przeszkadzało, że w tym przepychu bodźców wizualnych, podtrzymywanym przez muzykę i śpiew, toną i rozmywają się słowa i tekst. Należy wytężać słuch, żeby nie ominęły nas te nieliczne fragmenty, które posuwają narrację do przodu. Nieliczne, bowiem mieszkańcy świata Najdzielniejszego z rycerzy uwielbiają bawić się językiem, badając jakby jego granice i możliwości, zdecydowanie bardziej, niż opowiadać. Fascynuje ich samo brzmienie wypowiadanych zdań. Niektóre z nich, jak chociażby długie „tędy, tędy, tędy, nie tędy, którędy, tędy”, dzięki licznym powtórzeniom wirują z prędkością odzierającą je ze znaczeń. Stają się integralną częścią melodii. Jeszcze jednym instrumentem orkiestry pod batutą Adama Banaszaka. Melodią, która w tym wypadku wyśmienicie pasuje do obrazu ptaków knujących przeciw niefrasobliwym, zadufanym w sobie roślinom. Wyglądają one niczym plemię wojowniczych Indian, które wykopało topór wojenny. Sugeruje to kostium Jakuba Michalskiego, Wodza Wróbli. Przechadzał się po widowni w gargantuicznym pióropuszu, który przyciągał nie tylko uwagę młodych widzów, ale i ich dłonie. Kiedy dumny dowodzący kroczył obok pierwszego rzędu, mało kto nie uległ pokusie, by dotknąć jego ubioru.

Szczerze powiedziawszy, nie od razu zorientowałem się, co było przyczyną waśni miedzy tak różnymi gatunkami. Dopiero w drugiej części wyłapałem wzmiankę o nasionach, które mogłyby się stać pokarmem dla ptaków. Gdzieś w tle wspomniana zostaje też chęć dokonania przewrotu i zdetronizowania Króla, lecz jakość niezbyt wyraźnie. Zresztą wojna, zaznaczona masową choreografią, kończy się, zaledwie zdążywszy się zacząć. Króla i dwór samym swym pojawieniem się, niczym Gandalf, ratuje, wróciwszy na swój posterunek, Strach na Wróble. Nie wiem jednak, czy słusznie postępuje, bowiem władca ten (w brawurowym wykonaniu Tomasza Rudnickiego) stanowi kwintesencję próżności i narcyzmu. Od tej jabłoni niedaleko spadło jabłko Królewny. Zmiana władzy byłaby więc jak najbardziej na miejscu. Chociaż na sprawach lokalnego ekosystemu i panującego status quo tubylcy muszą się znać lepiej.

Opera Pendereckiego ma trzy akty. Tylko że trzeci jest naprawdę króciusieńki, a drugi – jest niemalże dokładną kopią pierwszego. Zamiast Stracha na Wróble mamy Straszkę w wykonaniu również występującej gościnnie Karoliny Filus. Męska i żeńska wersja tej samej historii, które, jak nie trudno się domyślić, połączą się w jedną w akcie trzecim, znamionującym spełnienie marzeń dwóch głównych bohaterów i mającym wzmocnić naszą wiarę w sprawiedliwość tego świata, który nie patrzy na urodę, tylko znacznie głębiej, czyli w samo serce. Piękny to morał. Ważny. Lecz jeszcze piękniejsza, moim zdaniem, jest metafizyka zderzenia dwóch rzeczywistości: mikroświata traw i kwiatów oraz makroświata planet i meteorów, w której pobrzmiewa głos Hermesa Trismegistosa : „Jak na górze, tak i na dole; jak na dole, tak i na górze”. Czyli, jak powiedział jeden z chłopców po zapaleniu się światła na widowni: „Jest światło! Światło wiekuiste!”.

13-06-2018

galeria zdjęć Najdzielniejszy z rycerzy, reż. Tomasz Cyz, Opera Wrocławska <i>Najdzielniejszy z rycerzy</i>, reż. Tomasz Cyz, Opera Wrocławska <i>Najdzielniejszy z rycerzy</i>, reż. Tomasz Cyz, Opera Wrocławska <i>Najdzielniejszy z rycerzy</i>, reż. Tomasz Cyz, Opera Wrocławska ZOBACZ WIĘCEJ
 

Opera Wrocławska
Krzysztof Penderecki / Marek Stachowski
Najdzielniejszy z rycerzy
libretto: Ewa Szelburg-Zarembina
dyrygent: Adam Banaszak
reżyseria: Tomasz Cyz
scenografia: Natalia Kitamikado
choreografia: Jacek Przybyłowicz
reżyseria świateł: Katarzyna Łuszczyk
obsada: Jędrzej Tomczyk (gościnnie) / Aleksander Zuchowicz, Karolina Filus (gościnnie) / Hanna Sosnowska, Tomasz Rudnicki / Maciej Krzysztyniak, Jakub Michalski / Edward Kulczyk, Łukasz Rosiak, Piotr Bunzler, Marek Klimczak oraz Chór Opery Wrocławskiej, Chór Dziecięcy Opery Wrocławskiej
premiera 19.04.2018

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę: