AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Wspólnota bez kagańca

Śmierć siedzi na gruszy i się nie ruszy, reż. Kuba Falkowski, Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi
Fot. Marcin Nowak  

Aktorzy sceny przy dawnej ulicy Cegielnianej znów nieźle mieszają. I dobrze. Im więcej, tym lepiej, im bardziej zuchwale, tym ciekawiej. Odkurzenie Śmierci na gruszy Witolda Wandurskiego i Cjankali Friedricha Wolfa wydaje się dziś równie ryzykowne, co potrzebne. Bez wątpienia – to wywoływanie duchów powoduje dreszcz emocji, choć pewnie niektórym ścierpnie od nich skóra, i to aż do kości!

Ofensywa zaangażowanego teatru z okresu międzywojnia na scenie Teatru Jaracza nie jest na szczęście ani wykładem z historii teatru, ani tanią archeologiczną lekcyjką, której ponowne wyłożenie w wersji „na nowo” miałoby kogoś wyedukować. Czytanie performatywne dramatu Wolfa oraz powrót do tekstu Wandurskiego, wystawianych kiedyś z myślą o publiczności robotniczej Łodzi, to przede wszystkim próba szukania inspiracji mogącej nie tyle ożywiać oba teksty, co raczej otwierać kolejne wątki. O ile jednak przypomnienie Cjankali wydaje się dziś – w kontekście zaostrzającej się dyskusji wokół prawa aborcyjnego – dość ewidentnym gestem, o tyle umieszczenie w repertuarze Śmierci na gruszy może nie tylko zaskakiwać, ale nawet wprawiać w osłupienie.

Tyle tylko, że twórcy łódzkiego spektaklu – Jakub Falkowski (reżyseria) i Sebastian Majewski (tekst) – używają tekstu Wandurskiego w sposób nieoczywisty. Śmierć siedzi na gruszy i się nie ruszy jest – co sugeruje już sam tytuł – raczej wariacją na temat tekstu Wandurskiego. Przede wszystkim dramat staje się tu jedynie pretekstem do wypowiedzi na temat zupełnie odmienny od zamierzonego przez autora. Otóż Falkowski i Majewski decydują się obedrzeć polityczny dramat Wandurskiego z jego polityczności i uczynić z niego – jak deklarował w jednym z wywiadów dyrektor Jaracza – dramat egzystencjalny. Pomysł bez wątpienia wydaje się szalony, a obaj twórcy najwyraźniej odurzeni farmakologicznymi środkami tylko sobie znanego pochodzenia. A jednak nie sądzę, aby Wandurski, widząc te ekscesy na scenie Jaracza, którym pretekstu dostarczył jego ludowy dramat, miał dostać apopleksji. Jakkolwiek przyjęta przez Majewskiego i Falkowskiego formuła spektaklu może wydać się ekscentryczna, to obu twórcom udaje się rzecz w gruncie rzeczy zaskakująca. Przez kilkadziesiąt minut budują mikrowspólnotę aktorów i widzów naprawdę czerpiących przyjemność z bycia razem. Wspólnota ta świetnie się razem bawi – na tyle świetnie, że po skończonym spektaklu, gdy pół widowni nadal tańcuje na scenie z aktorami, bileterzy muszą delikatnie wypraszać publiczność z sali.

Śmierć siedzi na gruszy i się nie ruszy to spektakl właśnie o wspólnocie, o potrzebie budowania i bycia wspólnotą, potrzebie działania poprzez wspólnotę. O tej potrzebie mówi się tu bez rewolucyjnego patosu, propagandowej nowomowy i sugestywnego nakazu, co wydaje się zresztą oczywiste. Nie można dziś przecież sięgać po Wandurskiego na poważnie, byłoby to nieznośne i głupie. Tylko wywrócenie go na drugą stronę, puszczenie do publiczności oka pozwala wciągnąć widza w tę grę. Jak bowiem inaczej można opowiedzieć ludową alegorię o Śmierci, której uwięzienie na czubku gruszy skutkuje nieśmiertelnością ludzkości, jeśli nie zachowując dystans do tej bajkowej historii?

Falkowski i Majewski sprawnie więc żonglują teatralnymi i gatunkowymi konwencjami, wplatając popkulturowe wtręty w tę w gruncie rzeczy błahą ludową fraszkę. Skoro wspólnotę najlepiej buduje się na podstawie tego, co znane i tego, do czego można się wspólnie odwołać, to może lepiej kazać widowni nucić sobie pod nosem dobrze wszystkim znane radiowe hity. I może lepiej od razu zdjąć z widza teatralny kaganiec i pozwolić mu na to, czego zawsze mu się zabrania. Więcej nawet, już na wstępie uprzedzić go, że zamiast oglądać spektakl może po prostu w nim uczestniczyć. W spektaklu Falkowskiego widzowie mogą nie wyłączać telefonów, mogą nagrywać i fotografować spektakl (co zresztą chętnie robią), mogą wtrącić się aktorowi w pół zdania jak podczas improwizowanych form i stand-upów. Jest to możliwe także i dlatego, że aktorzy Jaracza grają jakby w dwóch światach, w dwóch planach – planie historii o Śmierci siedzącej na gruszy i planie opowiadania o opowiadaniu tejże historii albo może raczej planie inicjowania rytuału wyzwalającego moc przełamującą impas. Tak się bowiem składa, że Śmierć (Ewa Audykowska-Wiśniewska) zostaje oswobodzona z uścisku gruszy dopiero wtedy, gdy do akcji wkraczają widzowie – trzymając się za ręce modlą się i uwalniają energię, która pozwala przywrócić dawny porządek.

Być może więc w spektaklu Falkowskiego najmniej istotna jest sama historia. Można nią przecież manipulować, czasem nawet przesunąć nieco kolejne sekwencje, gdy aktorzy otwierają się na improwizację. Jest to możliwe, ponieważ zespół Teatru Jaracza bawi się równie dobrze, co jego publiczność. W tym zdystansowanym aktorstwie, które niejako przygląda się samo sobie, widać warsztatową dojrzałość i swobodę zespołu. Może to kolejny paradoks tego spektaklu, że obsadzanie Bogusławy Pawelec, Kamili Sammler czy Piotra Krukowskiego w rolach przypominających zadania aktorskie dla studentów pierwszego roku pozwala spojrzeć na nich z niedowierzaniem podszytym zachwytem. Jest w tym ich nieco szczeniackim wygłupie jakaś furia grania albo raczej nieskrępowanej zabawy i jest to – jak sądzę – furia w pełni szczera.

A egzystencjalny przekaz? No nie wiem – trochę się boję kusić Kostuchę. Ale Śmierć może nie jest wcale taka bezwzględna i emocjonalnie nieskomplikowana. Ta u Falkowskiego chodzi w zielonej sukience, objada się gruszkami i mówi słowami tekstu piosenki Julii Marcell, że jest nadwrażliwa, boi się wojen i raka, a czasem myśli „jak dziwnie, jak dziwnie być człowiekiem”.

20-06-2016

 

Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi
pilgrim / majewski
Śmierć siedzi na gruszy i się nie ruszy, czyli jak budować wspólnotę i ją pielęgnować
inspirowane dramatem Witolda Wandurskiego
reżyseria, scenografia, wizualizacje: Kuba Falkowski
obsada: Ewa Audykowska-Wiśniewska, Monika Badowska, Agnieszka Kowalska, Bogusława Pawelec, Kamila Sammler, Grażyna Walasek, Piotr Krukowski, Kuba Falkowski
premiera: 16.04.2016

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: