AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Wyjść naprzeciw temu, co czeka

Doktor habilitowana kulturoznawstwa, adiunkt w Zakładzie Performatyki Instytutu Kulturoznawstwa UAM. Autorka i współautorka książek i artykułów wydanych w Polsce i za granicą.
A A A
 

Kilka lat temu oglądałam trójwymiarowy film zrobiony przez kanadyjską grupę Cirque du Soleil, będący poetycką opowieścią o ludzkim życiu. Film mający do dyspozycji niebywałe środki techniczne, pozwalające w budowaniu obrazów przezwyciężać prawa fizyki, wywoływać efekty wizualne, o jakich teatr nie może marzyć, stworzył piękną, mądrą i wzruszająca baśń o ludzkim życiu od narodzin aż po kres.

Byłam tym filmem, jego magicznością, oczarowana. Wspomnienie o nim i wywołanych przez niego emocjach wróciło, kiedy oglądałam w gorzowskim teatrze Onego Marty Guśniowskiej w reżyserii Aliny Moś-Kerger. Efekt był podobny, choć tym razem do budowania historii o ludzkim istnieniu teatr wykorzystał bardzo proste i skromne środki zamiast wyrafinowanej techniki i cyrkowych środków wyrazu.

Przez konstrukcję podobną do tej, jakie stoją na wielu placach zabaw, będącą połączeniem trapów i wież zamku, przechodzi z wielką ostrożnością przygarbiony mężczyzna. Idzie wolno, ostrożnie stawiając kroki, jakby każdy z nich wymagał ogromnej rozwagi. Kiedy znajdzie się na scenie, przystaje, staje tyłem do widowni i usiłuje zdjąć z siebie szary, rozpinany sweter. Widzimy jego plecy i drgającą dłoń, która jakoś nie może zniknąć w rękawie. Mężczyzna jest bardzo nieporadny w tym, co robi. Na widowni rozlegają się pojedyncze śmiechy młodych ludzi. Jakby w odpowiedzi na nie mężczyzna rzuca przez ramię: „Czy zastanawialiście się kiedyś, jak to będzie, kiedy was nie będzie?”. Tym jednym zdaniem, ciśniętym znienacka w widzów, od razu ustawia cały spektakl – to nie będzie fajna zabawa, tu się będzie mówić o sprawach ostatecznych.

A potem mężczyzna w końcu uwalnia się ze swetra i jak za sprawą czarodziejskiej różdżki staje się nagle młodzieńcem – to tytułowy Ony (Bartosz Bandura). Egzystencjalne pytania go jednak nie opuszczają. Wprost do widzów (tak będzie wypowiadać większość swoich kwestii) mówi: „Teraz wydaje się to strasznie głupie – będąc niespełna ośmiolatkiem wszystko, co jest, bierze się za pewnik – a przy okazji także i za darmo – mnie jednak wczoraj naszła taka myśl… Bo przecież Obierek – mój Chomik – był, a już Go nie ma”. Okazuje się, że „nie ma” także taty, bo sobie poszedł. Ony nie chce jednak dopuścić do tego, żeby mama powiedziała coś złego o ojcu, więc wpada jej w słowo i dopowiada sobie, że tata jest piratem, który odszedł ze swoją papugą. Od tego zaczyna się własna gra Onego, który złym, traumatycznym chwilom swojego życia nadaje inny wymiar. I tak mama, którą zabiera pogotowie, odjeżdża jak księżniczka w lektyce; wujek alkoholik, pędzący bimber, który ma się opiekować Onym po śmierci mamy, staje się czarnoksiężnikiem robiącym w swoim laboratorium magiczne eliksiry. Wraz z rozwojem akcji to, co początkowo wyglądało na traumatyczną opowieść obyczajową, wraz z kolejnymi scenami coraz bardziej zamienia się w pełnowymiarową, baśniową przypowieść o drodze, którą inaczej nazywamy życiem.

Korzystając z konwencji bajki, w jakiej powstawały jej dotychczasowe utwory, Guśniowska napisała swój najlepszy jak dotąd dramat. Jak ukazać całe ludzkie życie trwające kilkadziesiąt lat w czasie jednego spektaklu, nie popadając w uproszczenia, nie dając się wciągnąć schematom wyobrażeń, jakie mamy na temat kolejnych etapów życia? Jak pokazać piękno, cierpienie, grozę, tragizm, miłość, szczęście, by rzeczywiście poruszały, nie popadając w łatwy sentymentalizm? Co zrobić, by zdarzenia na scenie dotykały jakichś nie do nazwania, a równocześnie bardzo osobistych doświadczeń? Wszystko to w spektaklu udaje się osiągnąć przede wszystkim dzięki tekstowi. Być może wydaje się to paradoksalne, ale ową „nienazywalność” w spektaklu oddaje się za pomocą specyficznego języka Guśniowskiej, który jest niezwykle konkretny, ale równocześnie, poprzez zestawienia wyrażeń – bardzo metaforyczny; który zbudowany jest z całej masy codziennych, potocznych zwrotów, związków frazeologicznych, jakich używamy, nie zastanawiając się dłużej i głębiej, co znaczą i jaki obraz świata skrywa się pod tą na oko dobrze rozpoznaną codziennością naszego języka. Wyprowadzając z takich wyrażeń logiczne sensy, Guśniowska jednocześnie wprowadza na scenę wielkie filozoficzne pytania, jak to, co oznacza, że coś „jest”. Wprowadza je w formie rozważań, które, dostosowane do młodego wieku jej widzów, nie tracą nic ze swej ontologicznej wagi.

Korzystając z konwencji bajki, w jakiej powstawały jej dotychczasowe utwory, Guśniowska napisała, moim zdaniem, swój najlepszy jak dotąd dramat. Powstał tekst, który może powiedzieć coś mądrego o świecie zarówno kilku-, kilkunastolatkom, jak i tym zdecydowanie starszym. Całą historię o życiu Onego Guśniowska przedstawia za pomocą bardzo delikatnych muśnięć, jakby zaledwie usuwała delikatną warstwę kurzu przykrywającą to, co ważne. Równocześnie te subtelne dotknięcia są niebywale precyzyjne – dotykając właściwych miejsc, odkrywają najgłębsze sensy, które – jak za czarodziejskim dotknięciem – otwierają i prezentują całą swoją złożoność. Konstrukcja i forma językowa tego spektaklu to majstersztyk.

Jak pokazać piękno, cierpienie, grozę, tragizm, miłość, szczęście, by rzeczywiście poruszały, nie popadając w łatwy sentymentalizm?Mam wrażenie, że mimo iż twórczość Guśniowskiej istnieje na polskich scenach już tyle lat, jak dotąd nie udało jej się znaleźć reżysera, który potrafiłby przy pomocy aktorów wygrać wszystkie te subtelne żonglerki słowne, które nie zawsze są samą tylko zabawą. Oglądając różne inscenizacje jej dramatów, czasem teatralnie świetne, miałam nieustanne poczucie, że tekst jest trochę mądrzejszy niż to, co płynie ze sceny. Tak jakby uznawano, że główną siłą dramatów Guśniowskiej jest umiejętność tworzenia atrakcyjnych fabuł, pełnych gagów i żartów, a nie jej zdolność do mądrego mówienia do dzieci o świecie, jaki poznają. W gorzowskim spektaklu w osobie Aliny Moś-Kerger tekst Onego zyskał mądrego i sprawnego reżysera – takiego, który (trochę wbrew sugestiom autorki zawartym w didaskaliach) sprowadził rozmaite miejsca akcji do jednej funkcjonalnej i dobrze uzasadnionej przestrzeni, okroił liczbę postaci, część ich kwestii oddając Księżniczce, dzięki czemu stała się ona partnerką Onego, a nie jedną z wielu osób na jego drodze. Dzięki tym zabiegom powstała spójna, lecz wielowymiarowa, mądra i wzruszająca egzystencjalna opowieść o współczesnym Każdym. Człowieku, który idąc przez życie w ściśle określonym celu – odnalezienia ojca, sam dorasta i dojrzewa, i przekonuje się, że osiągnięcie zaplanowanego celu niekoniecznie musi oznaczać równoczesne odnalezienie szczęścia. Bo, jak mówi Ony: „Szybko uświadomiłem sobie bowiem, że nie jestem szczęśliwy… Czasami wydaje nam się, że do Pełnego Szczęścia potrzebujemy tylko tej Drugiej Osoby. A później okazuje się, że nie… To jak ze Szczęściem i Miłością – niekiedy łączą się w najpiękniejszą parę, a czasem chodzą sobie gdzieś osobno, udając, że się wcale nie znają…”. Ony odnajduje, nie szukając, szczęście i miłość w osobie Księżniczki, która towarzyszyć mu będzie aż do końca, w którym zaprzyjaźniony z obojgiem Czas przestał płynąć pieskiem, co robił do tej pory, lecz nadszedł. Księżniczka otuliła Onego kraciastym pledem i tak skończyło się jedno z najlepszych przedstawień, jakie ostatnio widziałam.

Jedynym zarzutem, jaki miałabym wobec jego kształtu scenicznego, jest element wynikający, jak podejrzewam, z braku wiary w możliwość ogarnięcia przez widzów rozmaitości postaci granych przez tych samych aktorów. Objawiało się to tym, że każdy z nich miał na sobie coś jakby koszulkę startową, na której pojawiała się nazwa aktualnie odgrywanej postaci. Było to zupełnie zbyteczne, ponieważ każda z postaci niemal natychmiast w ten czy inny sposób dokonywała autoprezentacji, a poza tym aktorzy potrafili każdej z nich nadać tak indywidualny rys, że po prostu nie sposób było ich pomylić. Równocześnie trzeba powiedzieć, że cały zespół grający w tym spektaklu był jakby przezroczysty wobec postaci, jakie miał grać. Raczej wypowiadano kwestie bez nadmiernej aktorskiej interpretacji, z minimalną ekspresją, jedynie taką, jaka była absolutnie niezbędna, by opowieść uprawomocnić. Poszczególne sceny wyglądały tak, jakby były opowiadaniem historii, a nie jej odgrywaniem. Nawet w ewidentnych scenach gagów, jak przeciąganie z kulisy do kulisy kozła, wyakcentowany był sam akt działania, a nie wygrywany jej komizm, który tak czy inaczej był ewidentny. Może to jest właśnie sposób na granie Guśniowskiej?

Muszę wspomnieć o jeszcze jednej części spotkania w teatrze, której byłam mimowolnym i biernym uczestnikiem. Po ostatniej scenie aktorzy wyszli porozmawiać z widzami-gimnazjalistami. Był to jeden z najlepszych przykładów edukacji teatralnej, jaki widziałam. Spotkanie prowadziła aktorka Beata Chorążykiewicz i udało jej się wciągnąć młodych ludzi w autentyczną dyskusję dotyczącą nie tego, „co zrozumieliście i co autor miał na myśli”, ale tego, co sądzicie o tak pokazanym świecie. Okazało się, że młodzież, jeśli chce się jej autentycznie słuchać i nie oczekuje konkretnych, „dobrych” odpowiedzi, ma kilka sensownych rzeczy do powiedzenia. I co więcej: że myśli i rozumie, co w tej metaforycznej formie, w prosty, choć niełatwy sposób, nieco starsi próbują im powiedzieć o świecie.

Szanowni twórcy gorzowskiego spektaklu i młodzi widzowie, z którymi go oglądałam, za całokształt – chapeau bas!

18-04-2014

galeria zdjęć Ony, reż. A. Moś-Kerger, Teatr im. J. Osterwy w Gorzowie Ony, reż. A. Moś-Kerger, Teatr im. J. Osterwy w Gorzowie Ony, reż. A. Moś-Kerger, Teatr im. J. Osterwy w Gorzowie Ony, reż. A. Moś-Kerger, Teatr im. J. Osterwy w Gorzowie ZOBACZ WIĘCEJ
 

Teatr im. J. Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim
Marta Guśnowska
Ony
reżyseria i scenografia: Alina Moś-Kerger
muzyka: The Dumplings
obsada: Bartosz Bandura, Joanna Ginda, Kamila Pietrzak-Polakiewicz, Beata Chorążykiewicz, Marta Karmowska, Artur Nełkowski, Jan Mierzyński, Krzysztof Tuchalski
premiera: 27.03.2014

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany Aktor
    Aktor 2014-04-18   20:46:09
    Cytuj

    Świetna recenzja świetnego spektaklu !!!! Brawo Gorzów !