AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Wzbić się tak wysoko

Motyle, reż. Emilia Piech, Teatr Polski w Bydgoszczy
Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego, doktor nauk humanistycznych. Referentka krajowych i międzynarodowych konferencji naukowych poświęconych literaturze i kulturze. Publikowała m.in. w internetowym „Dzienniku Teatralnym” oraz w miesięczniku „Teatr”. Współpracowała z Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia” i Nadbałtyckim Centrum Kultury w Gdańsku. Mieszka w Gdyni.
A A A
fot. Karolina Biedrowska  

Przedstawienie Emilii Piech trwa zaledwie czterdzieści pięć minut. Zbyt krótko, mogłoby się wydawać, aby opowiedzieć o tym, o czym Motyle chcą mówić. A mówią o marzeniach, o pasji, o miłości. Mówią o bezkresie podniebnych przestworzy. I o potwornej stracie, która odbiera głos.

Przedstawienie bydgoskiego Teatru Polskiego przeznaczone jest dla najmłodszych uczniów i przedszkolaków. Ci zaś radzą sobie zaskakująco dobrze z przejmującą historią jedenastoletniej Amelii, która niespodziewanie traci ukochanego Tatę. Dzieje się tak, ponieważ spektakl Emilii Piech spełnia wszystkie warunki mądrego, dobrego i interesującego przedstawienia dla dzieci. Jest przede wszystkim szczery. Jest niewyrachowaną, umiejętnie zbalansowaną kompilacją tematów trudnych, niezwykle bolesnych i, jakkolwiek to zabrzmi, beztroskiej zabawy. Podaje ten skomplikowany, być może nawet niemożliwy do przyjęcia przez dorosłych widzów kolaż w sposób chyba adekwatny do dziecięcego pojmowania świata. I w tym jego sukces.

Amelia (Michalina Rodak) nosi imię na cześć jednej z najsłynniejszych pilotek w historii. Imię nadał jej Tata (Mirosław Guzowski), zafascynowany postacią słynnej Amelii Earhart księgowy, który przez swój lęk wysokości nigdy nie nauczył się latać. Jednak osobiste demony nie przeszkodziły mu we wpojeniu córce fundamentalnych zasad spełnionego istnienia – jakby na przekór własnym ograniczeniom przekonał on Amelię, że nie ma na świecie spraw i rzeczy niemożliwych, że o własne pasje należy bezwzględnie dbać, pielęgnować je ponad wszystko. Bo to one nadają życiu sens. One mogą nauczyć nas latać, dosłownie i w przenośni. Ale Tata pewnego dnia umiera, a Amelia milknie. Ratunkiem jest dla niej powrót do przeszłych, dzielonych z ojcem chwil. One budują główną część bydgoskiego spektaklu – czasy wspomnieniowe, kiedy Tata był, i czasy odmalowane wyobraźnią, których Amelia nie zna, a w których Tata był małym, pełnym obaw i marzeń chłopcem.

Opowieść o Amelii i jej zabawnym, pełnym wewnętrznego ciepła ojcu rozgrywa się w niezwykłych okolicznościach. Pierwsze prezentacje Motyli odbyły się w hangarze Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 2 w Bydgoszczy. Widzom, którzy mieli okazję obejrzeć spektakl w tej przestrzeni, należy tylko pozazdrościć. Owszem, Motyle można bez problemu przenieść w ramy tradycyjnej sceny (przedstawienie ma być zresztą wkrótce pokazywane na Scenie Kameralnej Teatru Polskiego), jednak to właśnie przestrzeń pierwszych prezentacji bardzo ściśle korespondowała z nadrzędnym tematem spektaklu Piech, który jest w istocie bezpretensjonalną pochwałą wolności – zachętą do wiary we własne możliwości, marzenia, pasje, apoteozą niezależności. Jakkolwiek banalnie to brzmi, jednak efekt tych założeń jest niezwykle sugestywny. Wspomaga go scenografia Kai Gawrońskiej i Sandry Stanisławczyk, która stanowi rodzaj wielokąta z obrotowymi ścianami, zrównującego scenę i widownię do jednego poziomu. Na jednej z tych ścian wisi korkowa tablica Taty – kompilacja jego marzeń, fantazji, tęsknot wyrażonych wizerunkiem niezłomnej pilotki, która z ostatniego podniebnego rejsu nigdy nie powróciła. Zza tych ścian wyłaniają się bohaterowie spektaklu, za nimi kryją się poszczególne rekwizyty. Scenografia i potężna przestrzeń hangaru dają tu efekt nieokiełznanej wolności. I chociaż widownię oplata pas biało-czerwonej taśmy, symbolizujący opresyjność egzystencjalnych ograniczeń, to jednak od początku do końca oglądamy Motyle w głębokim przeświadczeniu, że te wszystkie bariery da się jednak jakoś przekroczyć, że taśma może i ogranicza nas, ale to spętanie jest, jeśli tylko mocno się postaramy, do przekroczenia i unieważnienia.

Historia Amelii i jej ojca, adaptacja dramatu Marie Eve-Huot, zbudowana jest w oparciu o interakcję z młodą widownią. Retrospekcje, w których Amelia wspomina czasy zabaw z ukochanym ojcem, angażują dzieci do wspólnych z zespołem aktorskim działań. Mirosław Guzowski zagarnia do zabawy dzieciaki, ośmiela je pomysłowym wykorzystaniem banalnych z pozoru rekwizytów – piłki, balonika, papierowych samolocików, tuby z confetti, lalki. Zachęcone dzieciaki żywo eksplorują sceniczną przestrzeń, poddają się niewymuszonemu, intensywnemu rytmowi przedstawienia, które ma w sobie tę trudną do wyczarowania moc absolutnego przyciągania uwagi. Nie można również nie wspomnieć o czysto edukacyjnych walorach spektaklu Emilii Piech, popularyzującego postać słynnej pilotki, której wizerunek zwielokrotniają pojawiające się na ścianach filmy video. Postać Earhart pojawia się w przedstawieniu niezwykle często, mówi się tu o jej dokonaniach, przytacza również ciekawostki ze świata lotnictwa, wspomina inne zasłużone lataniu postaci. Każdorazowo w sposób atrakcyjny teatralnie i przystępny najmłodszym.

Emilia Piech, pojawiająca się w swoim spektaklu przez moment w roli samej Amelii Earhart, znakomicie poprowadziła swój aktorski zespół. Michalina Rodak, ubrana w śmieszny kombinezon i góralskie kapcie, skacze, biega i mówi niczym mała dziewczynka. Nie jest dorosłym udającym dziecko, lecz jest tu po prostu dzieckiem – beztroskim i radosnym, zagubionym i przestraszonym. Mirosław Guzowski jest z kolei głównym prowodyrem euforycznych reakcji młodej widowni. Ma znakomity kontakt z dziećmi, wciąga je do zabawy, ośmiela, prowokuje do przekraczania umówionych dla przestrzeni teatralnej reguł.

Przedstawienie Emili Piech trwa zaledwie czterdzieści pięć minut. Tyle zwyczajowo trwa lekcja szkolna. Można sądzić, że to zbyt mało czasu, by móc opowiedzieć o marzeniach, o pasji, o miłości. O bezkresie podniebnych przestworzy. Że to zdecydowanie zbyt krótko, by mówić o stracie odbierającej głos. Motylom Emilii Piech ten krótki czas wystarcza, by opowiedzieć o wszystkim, co najważniejsze.

17-11-2018

galeria zdjęć Motyle, reż. Emilia Piech, Teatr Polski w Bydgoszczy <i>Motyle</i>, reż. Emilia Piech, Teatr Polski w Bydgoszczy <i>Motyle</i>, reż. Emilia Piech, Teatr Polski w Bydgoszczy <i>Motyle</i>, reż. Emilia Piech, Teatr Polski w Bydgoszczy ZOBACZ WIĘCEJ
 

Teatr Polski w Bydgoszczy
Motyle
reżyseria: Emilia Piech
dramaturgia: Daria Sobik
scenografia i kostiumy: Kaja Gawrońska, Sandra Stanisławczyk
muzyka: Filip Zawada
obsada: Emila Piech, Michalina Rodak, Mirosław Guzowski
premiera: 15.09.2018

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (2)
  • Użytkownik niezalogowany Halina Przybył
    Halina Przybył 2018-10-20   17:54:01
    Cytuj

    Znakomita recenzja.Ani jedno słowo lub zdanie nie zostało przesadzone.Debiut rezyserski tej bardzo wszechstronnie uzdolnionej młodej osoby jest na najwyzszym poziomie.Czekam na kolejne dokonania Pani Emilii Piech byc moze rezyserkie, aktorskie lub jako scenarzystki.

  • Użytkownik niezalogowany Krzysztof Kurnik
    Krzysztof Kurnik 2018-10-18   06:15:57
    Cytuj

    Bardzo głęboki i literacko ujmujący opis przedstawienia, nazywającego spełniające się ,niewyobrażalne do spełnienia marzenia taty , który odchodzi , lecz powraca w pełnych miłości , ciepłych wspomnień , nie ograniczonych przemijających czasem, wizjach dorastających córki.