AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Zabici na śmierć

Czarna śmierć, reż. Maciej Masztalski, Teatr Ad Spectatores we Wrocławiu
Profesor Uniwersytetu Wrocławskiego, filolog, medioznawca, wykładowca w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UWr. oraz w Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta. Autor, współautor i redaktor książek z zakresu literaturoznawstwa i medioznawstwa. Był recenzentem teatralnym, m.in. „Gazety Wyborczej” i „Dziennika Gazety Prawnej”.
A A A
 

Kryminalny thriller Ad Spectatores rozczarowuje. Czarna śmierć Maćka Masztalskiego na dziedzińcu Browaru Mieszczańskiego jest totalnie anachroniczna, jakbyśmy oglądali na YouTube Teatr Sensacji „Kobra” z lat 70. ubiegłego wieku: rozmyty obraz, ledwo naszkicowane postacie, liche rekwizyty, papierowe dialogi. Gdyby nie pytanie, kto zabił, można by ziewać i ziewać od piątej minuty spektaklu.

Marek Krajewski siał, siał swoimi breslauerskimi zbrodniami i postacią Mocka, aż zasiał. Masztalski widać pozazdrościł czasów, tematów i bohatera, wszakże dla alter ego Mocka roli nie napisał, bowiem dość wątłą intrygę podzielił pomiędzy sześciu funkcjonariuszy: Aleksandra Dytko przebrała się za płk Nadię Barabanow, szefową oddziału Smiersz, Arkadiusz Cyran nałożył kapelusz inspektora Krantza (niemiecki policjant z lewego brzegu Odry), Łukasz Chojęta to major NKWD Alosza Pieskow, Marcin Misiura udawał majora UB Nawrockiego, Marcin Chabowski kapitana MO, a obnoszący słój z kiszonymi ogórkami Dominik Fraj wystąpił jako zamroczony wódką amerykański prokurator.

Scenariusz tej criminal historical fiction nie jest zbyt skomplikowany. Oto rok 1946. Miasto podzielono na dwie strefy: polski Wrocław i lewobrzeżny niemiecki Breslau. Obie zony rozdziela pilnie strzeżona granica. We wszystkim maczają palce Sowieci i Amerykanie. Niemcy jak zawsze knują. Oglądamy zatem taki mniejszy Berlin, przedzielony rzeką niczym Zgorzelec od Görlitz. Policje okupantów penetrują miasto-miasto. Sowieci, Amerykanie, Polacy, Niemcy. Wszyscy w stylowych kapeluszach, cyklistówkach i beretach. Jak gangsterzy z komiksu.

Czworga potrzeba do morderczego sex party. W willi na wrocławskich Karłowicach okrutny zbrodniarz zamordował cztery osoby, w tym żonę premiera, który zginął w tajemniczym wypadku samochodowym, sowieckiego generała, wysokiego oficera UB i niemiecką dziwkę. Jedynym suspensem zda się podpalenie powieszonego na drzewie ciała kobiety, wycięcie na piersiach ofiar sierpa i młota oraz przeniesienie procesu zbrodniarzy hitlerowskich z Norymbergi do Wrocławia. Po co, nie wie nikt. Jest za to alternatywnie. Fani teorii spiskowych to lubią.

Max Krantz, inspektor przedwojennej niemieckiej policji z tradycjami, dostrzega podobieństwa w działaniu zabójcy do działań innego mordercy, którego tropił przed laty, lecz nie wytropił, gdyż Gestapo przejęło akta. Dla nas kiepsko, mało wrażeń, bowiem trupów nie widzimy, lecz o nich słyszymy. O wszystkim zresztą głównie słyszymy. Państwo oficerowie i prokuratorzy gadają, kto jest kim, kto komu co zawinił i jakie ma upodobania. Rzeczowe pytania dotyczące miejsca zbrodni, autopsji czy sekcji zwłok pułkownik Barabanowa przerywa co i rusz dziarskim: „Stul, kurwa, pysk!”.

Wizja też nie jest mocną stroną Czarnej śmierci. Jedyne dekoracje to ceglane ściany browaru, a rekwizyty: pusta beczka, skrzynka wódki, słój dobrze ukiszonych ogórków, albowiem bohaterowie, mlaskając, gryzą je bez opamiętania, słój śledzi – nie wiemy, w occie czy w oleju. Dwakroć przestrzeń sceny przecina motocykl SHL Gazela (nb. produkowany od 1968 roku) oraz czarny rower o niezidentyfikowanej marce. I śliczny czarny kot, który dość ostentacyjne, acz w tempie spacerowym wtargnął w przestrzeń zdarzeń scenicznych, wzbudzając odruch czułości Krantza.

Gadające postacie przez godzinę pogryzają zatem wspomniane warzywo, brzydko się przezywają i łoją wódkę z kieliszków, szklanek i gwinta. Im więcej łoją, tym chętniej się tarmoszą. Kiedy Amerykanin włożył dłoń do słoika ze śledziami, prędko nieufnie ją obwąchał, co bardzo ożywiło akcję. Zniesmaczony tym zapachem esteta Krantz przyznał, iż akta niewyjaśnionej sprawy seryjnego mordercy ukrył w rodzinnym domu na Karłowicach. Oprotestował również brzydkie opinie o niemieckich dziwkach, gdyż zamordowana w willi okazała się podwójnym agentem – sowiecko-niemieckim – i powinowatą Krantza. Protest swój wzmocnił, trzaskając flaszką w głowę komunistycznego oficera.

By wyklarować sytuację, oficer odtrzasnął się Krantzowi. Oficera z kolei trzasnął w reprymendzie inny oficer – odłamki cukrowego szkła fruwały w powietrzu. Przez chwilę było cool, podobnie jak w finale, gdy wyciągnięto pistolety i gruchnęły strzały. Kto kogo zabił, nie napiszę, by nie spojlerować, Ad Spectatores ma fanów, którzy już przed premierą dopytywali o następne spektakle. Trochę mnie to dziwi, bo ze spektaklu na spektakl przecież niezbyt komediowy teatr Maćka Masztalskiego obniża loty.

Substancji żywego miasta, która zazwyczaj była siłą tej sceny, nie ma w Czarnej śmierci. Są za to w nadmiarze literacko kiepskie ulotki. Raczej nie fantastyczne, lecz jakby wycięte z osiedlowej gazetki reklamowej. Potwornie stereotypowe. Coś popsuło się także w warsztacie młodych artystów. Nie grają. Stoją, snują się, polegują, choreografia jest rodem z remizy strażackiej. Muzyka i dialogi docierają przez słuchawki, choć scena na trzy kroki od nas.

Ani zbrodniczej iskry w oku, ani seksu się w tym nie doszukacie. To co to za thriller? Zajmującej intrygi nie powinno się wymlaskiwać, trzeba ją zagrać. Przynajmniej poprawnie. Jak w „Kobrze”. Wspomaganie zdarzeń mikrofonem ma sens podczas seansów karaoke. W teatrze sensacji raczej nie. Ale kto wie, może to wszystko nie przeszkadza miłośnikom stereotypów i karaoke? W końcu nawet PAD je lubi. Stereotypy znaczy.

7-09-2016

 

Teatr Ad Spectatores we Wrocławiu
Maciej Masztalski
Czarna śmierć
reżyseria: Maciej Masztalski
kostiumy: Dąbrówka Huk
obsada: Aleksandra Dytko, Marcin Chabowski, Łukasz Chojęta, Arkadiusz Cyran, Marcin Misiura, Domini Fraj
premiera: 26.08.2016

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę: