AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Żadnych samobójstw!

Doktorant Wydziału Nauk Społecznych na Uniwersytecie Wrocławskim. Absolwent Filozofii oraz Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim. Współpracuje z czasopismem naukowym "Znaczenia".
A A A
 

„Muzyka teatralna” – wątpię, czy w najbliższym Empiku znajdziecie osobną półkę lub nawet półeczkę pod takim tytułem. Nie zdziwię się, jeżeli uporczywe poszukiwania spełzną na niczym, a zmęczona, lecz życzliwa obsługa, uśmiechając się, będzie w kółko powtarzać: „Chyba gdzieś coś takiego było”.

Kompozycje muzyczne stworzone z myślą o spektaklu nie mają żadnych szans w konfrontacji z takimi choćby soundtrackami filmowymi. Szczerze mówiąc, trudno się temu dziwić. Bo ile osób w Polsce mogło zobaczyć film, a ile poszło do teatru w jednym tylko mieście? Z jednej strony mamy potężną armię „najważniejszej ze sztuk”, z drugiej – nieliczną grupkę koneserów.

Ostatnio oglądałem jakiś serial na MTV. Na pasku u dołu ekranu niczym na kolorowym telewizyjnym talerzyku widzowie, chcąc nie chcąc, dostawali wszystkie niezbędne informacje na temat utworu, który właśnie w tej chwili był grany jako ilustracja sceny. Mogli dowiedzieć się, kto, co i kiedy, aha, i najważniejsze – gdzie go można kupić.

Ciekawe, czy dałoby się upowszechnić podobną praktykę w rzeczywistości teatralnej? Jak na razie absolwent Akademii Muzycznej we Wrocławiu Łukasz Matuszyk nie ukrywa, że z wydaniem debiutanckiej płyty łatwo nie było. Szukał, przekonywał, zarażał entuzjazmem. Nie wiadomo, jak sam by sobie poradził, gdyby nie Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy, instytucja, z którą współpracuje od 2002 roku. Zdążył tu stworzyć muzykę do takich spektakli, jak Człowiek na moście Jacka Głomba, Iwanow Linasa M. Zaikauskasa czy Deszcze Anny Wieczur-Bluszcz…

„Moje ulubione określenie dla zespołu muzycznego w spektaklu to »grupa pościgowa«” – stwierdza w jednym z wywiadów Łukasz („nietak!t nr 20/2015). „W Mersi... byliśmy towarzyszami Szypowa, głównego bohatera, w spektaklu Madonna, Księżyc i pies w reżyserii Lecha Raczaka jesteśmy razem z moją żoną (również będącą muzykiem teatralnym) kompanami Cygana Dimitru. W Szawle Jacka Głomba rola instrumentalistów była bardziej rozwinięta – tam graliśmy »upływy czasu«, ale byliśmy też grupą Szawła”. 

W „pościgu” za pierwszą własną płytą (jest autorem wszystkich znajdujących się na płycie kompozycji i aranżacji) też nie był osamotniony. Do nagrań, które trwały od kwietnia do października 2014 roku we wrocławskim Tower Studio, Matuszyk oprócz licznej grupy instrumentalistów zaprosił też sześciu wokalistów. Bardzo różnych, powiedziałbym, wokalistów. Usłyszymy głosy: Joanny Cholewy, Natalii Grosiak, Natalii Lubrano, Bartka Porczyka, Marty Dzwonkowskiej oraz Agnieszki Damrych.

Wynikiem tej pracy jest dwanaście kompozycji – prawdziwa kompilacja różnych stylów, nastrojów i kierunków. W zasadzie od klasyki i jazzu po folk i rock’n’roll. Znajdziemy tu utwory z legnickich spektakli, trochę poezji, numerów kabaretowych, żartów i zabaw muzycznych. Jednak w żadnym razie nie jest to muzyka niesamodzielna i ilustracyjna. Wątek narracyjny też pojawia się tylko w niektórych kompozycjach. Może w najzabawniejszy sposób w pełnych bajkowych nutek i sztubackiego nastroju Paluszkach. W ciągu dwóch minut Joanna Cholewa, bawiąc się brzmieniem swojego głosu, opowiada dość okrutną, w stylu niecoenzurowanych Braci Grimm, historię „o Juleczku, co miał zwyczaj ssać palec”. Za pierwowzór posłużył wiersz Heinricha Hoffmanna w tłumaczeniu Wacława Szymańskiego: „Julek przyrzekł słuchać mamy,/ Lecz nie wyszła jeszcze z bramy/ a już nieposłuszny malec/ w mig do buzi włożył palec”.

W większości innych utworów idzie raczej o atmosferę, klimat, nastrój… Kiedy słucham jednej z najbardziej „letnich” kompozycji, czyli Karate na 5, moje ciało zaczyna nieświadomie wtórować dźwiękom i leciutko podrygiwać. Wyobrażam sobie, z jaką autentyczną frajdą muszą to grać wykonawcy! Natomiast Dziwni letnicy sprowadzają na mnie nastroje całkiem „jesienne”. Piękny, cichy, liryczny głos Agnieszki Damrych czaruje i zachwyca. Widzę ją jako bohaterkę jakiegoś starego, czarno-białego filmu. W długiej, eleganckiej sukience, chowając się w półmroku klubowej sceny, śpiewa przenikliwym głosem: „Ona już sobie ust nie maluje/ On pisze listy i płacze”. Skryte za dymem cygar lśnią oczy rozczulonych gangsterów.

Na internetowej stronie płyty, w zakładce Koncepcja i opis, czytamy: „Wydanie płyty ma na celu promowanie akordeonu i nowatorskiego sposobu gry na tym instrumencie”. Lecz proszę nie myśleć, iż akordeon króluje tu nad wszystkim. Nie jest tyranem, który zastraszył swoich podwładnych, raczej oświeconym monarchą, któremu towarzyszy liczny i wpływowy dwór. Pośród tego orszaku usłyszymy głosy: perkusji, basu, kontrabasu, gitary elektrycznej, klasycznej, akustycznej, fortepianu, wurlitzera, saksofonu tenorowego, saksofonu sopranowego, klarnetu, klarnetu basowego, fletu, skrzypiec, altówki, wiolonczeli, puzonu, waltorni, trąbki, vioary. Niektórzy „dworzanie” czekają na swój występ przez dobrą połowę kompozycji. Wreszcie śmiało wkraczają na środek sali, przejmują inicjatywę i zmieniają zbudowany już klimat. Zaczynają się długie rozmowy, przekomarzania instrumentów, kłótnie o szczegóły, zabawy czy poważne filozoficzne dialogi. Żeby o nikim nie zapomnieć, wyliczę teraz muzyków, którzy wsparli instrumentalnie płytę: Łukasz Damrych, Przemysław Pacan, Piotr Sypień, Robert Szydło, Darek Bafeltowski, Robert Kamalski, Adam Lepka, Marcin Wołowiec, Mateusz Feliński, Marta Sochal-Matuszyk, Małgorzata Kowalczyk, Paulina Bujok, Katarzyna Płachta i Katarzyna Trepiak.

Pod koniec cytowanego już wywiadu Łukasz Matuszyk otwarcie wyznaje: „Jestem idealistą. Wierzę, że sztuka jest czymś, do czego dążymy, ale nigdy nie uda nam się osiągnąć celu podróży. A w przypadku muzyki – skąd możesz wiedzieć, że dane wykonanie utworu było tym najlepszym, skoro może być jeszcze lepsze lub po prostu inne? Z jednej strony to dołujące, bo się zastanawiasz, po co w takim razie to robić i niejednego artystę te dylematy doprowadziły do samobójstwa. Z drugiej strony to jest właśnie ciekawe i pasjonujące”. Cóż, Panie Łukaszu, pasja i ciekawość jak najbardziej, tylko żadnych samobójstw. Ciężka twórcza praca i zbieranie nowych teatralno-muzycznych „bagaży”. Czekamy. A raczej, słuchamy i czekamy, żeby znowu słuchać.

23-09-2015

Łukasz Matuszyk, Bagaż, Tower Studio, Wrocław 2015

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany Weteran z honorem
    Weteran z honorem 2015-09-25   22:42:47
    Cytuj

    Świetna recenzja! +10 !!!