AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Zawsze niech będzie Czechow!

Oświadczyny / Niedźwiedź, reż. Juliusz Dzienkiewicz, Lubuski Teatr w Zielonej Górze
Profesor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, doktor habilitowany. Teatrolog, kulturoznawca, performatyk, kierownik Zakładu Performatyki Instytutu Kulturoznawstwa UAM. Autor, redaktor, współredaktor książek z zakresu historii teatru i teatru współczesnego, twórca wielu artykułów opublikowanych w Polsce (m.in. w „Teatrze” i „Dialogu”), a także za granicą.
A A A
GOPHOTO.PL  

Nie po raz pierwszy w ostatnich latach widzowie zaproszeni na spektakl odbywający się na Dużej Scenie zielonogórskiego teatru prowadzeni są kulisami wprost na sceniczne deski, by tam właśnie zasiąść na składanych krzesełkach. Tym razem uzasadnienie tego kroku jest oczywiste: grane są jednoaktówki Czechowa – kameralne, domagające się intymnej bliskości aktora i widza, eksponujące nieocenioną ważność każdego spojrzenia, drgnienia ust, uniesienia brwi, nieznacznego ruchu dłoni, ba – kiwnięcia palcem!

Siadamy zatem na krzesłach ustawionych w podkowę, otaczających zwartymi rzędami przestrzeń gry z trzech stron, przy czym ten główny, najdłuższy ciąg rzędów krzeseł ustawiony jest tyłem do majaczącej gdzieś za naszymi plecami widowni.

Aktor w takiej przestrzeni czuje się bardziej zagrożony niż w jej układzie tradycyjnym, rampowo-pudełkowym – pierwsze rzędy krzeseł, ustawione na poziomie podłogi, zrównane są z przestrzenią gry (szok Pierwszego Studia MChT i Reduty nadal działa!), widzowie są tu zatem dojmująco obecni – są na wyciągnięcie ręki, osaczając aktorów i aktorki, dając im możliwość (symbolicznej, li tylko potencjalnej) ucieczki jedynie do tyłu, za plecy, za ostatnią tylną ścianę. Sceniczni wykonawcy muszą w takiej przestrzeni poczuć niecodzienny, dodatkowy przypływ energii. Obecność widzów, ich spojrzenia, ich oddechy, ich wiercenia się, pokasływania atakują ich osaczoną, nieliczną grupkę z bardzo bliska, i to aż z trzech stron! Tu trzeba dać z siebie wszystko! A przede wszystkim trzeba bardzo precyzyjnie, po zegarmistrzowsku rozplanować każde spojrzenie, każdy grymas ust, uniesienie brwi, nieznaczny ruchu dłoni, każde kiwnięcie palcem.

Troje wykonawców pierwszej pokazanej w Lubuskim Teatrze czechowowskiej jednoaktówki – Niedźwiedzia, miało zdecydowanie trudniejsze zadanie. Sytuacja, w jakiej zostali przez rosyjskiego geniusza postawieni ich bohaterowie, jest teatralnie ekstremalna – trzeba tu grać realistycznie, inaczej się nie da, tyle że wyznaczająca sceniczną konwencję realizmu żelazna zasada podążania za regułami prawdopodobieństwa i zdrowego rozsądku jest przez Czechowa wielokrotnie rozciągana do granic wytrzymałości. Znajdujemy się w dziwnym rejonie literatury i teatru – daleko stąd jeszcze do totalnych parodii Witkacego czy do wyrafinowanej, quasi-sztubackiej prymitywności Jarry’ego, jednak całkiem realistycznie Niedźwiedzia grać się nie da, bo wyjdzie z tego niezamierzona autoparodia.

Mam wrażenie, iż Romana Filipowska (Helena Iwanowna Popowa) i Wojciech Romańczyk (Grigorij Stiepanowicz Smirnow), obejrzani przeze mnie dwa dni po premierze, jeszcze nie do końca wyczuli spore możliwości, jakie dałoby im odważniejsze wejście w aktorską groteskę, w zdecydowane, celowo przerysowane relacje aktor-postać literacka. Filipowska na razie demonstrowała przez większą część spektaklu „skrzywiony wdowim bólem” grymas ust Heleny Iwanownej, skrywający (tak przy okazji) rozczarowanie raczej mało udanym związkiem małżeńskim i strach przed wejściem w kolejne damsko-męskie relacje. Gdyby jednak śmielej, odważniej, bardziej ostentacyjnie, „z przytupem” weszła w baaardzo już przeciągnięte w czasie udawanie podszytej strachem żałoby, dałaby Wojciechowi Romańczykowi okazję do wyostrzenia butnej, żołnierskiej „niedźwiedziowatości” Grigorija Stiepanowicza Smirnowa. Całość niewątpliwie by na tym zyskała. Tekst Niedźwiedzia do takich aktorskich pociągnięć wręcz prowokuje, a poza tym kto z dzisiejszych widzów jest w stanie uwierzyć w realistyczne prawdopodobieństwo tak nieugiętej, długotrwałej żałoby eksponowanej przez młodą, atrakcyjną kobietę?

Oczywiście potrzebne jest tu wyważenie ekspresji, bo nadmierna, groteskowa przesada zabiłaby wiarygodność scenicznych zachowań dwojga bohaterów – gwałtowne, niekontrolowane wyjście poza realizm popchnęłoby aktorkę i aktora w odmęty pseudokabareciarskiej zgrywy. Co zatem robić? Może spojrzeć uważniej na grę Jerzego Kaczmarowskiego, który, wcielając się na zielonogórskiej scenie w postać służącego Łuki, gra wyraziście, farsowo, wzbudzając wśród widzów nieodmiennie żywy śmiech?

Niedźwiedź jest w ramach omawianego tu teatralnego wieczoru jedynie przygrywką do erupcji najpierw subtelnie podsycanego, a potem już karnawałowo rozbuchanego komizmu Oświadczyn. Aktorskie zadania są tu proste, czyste, podane na tacy, gotowe do scenicznego użytku. Młodzi, owszem, mają się ku sobie, tato, owszem, jak najbardziej im sprzyja, tyle że, niestety, cała sprawa rozgrywa się między sąsiadami. A sąsiad – wiadomo… Tutaj trzeba grać farsowo albo wcale.

Mistrzowską kreację stworzył w Oświadczynach James Malcolm jako Iwan Wasiliewicz Łomow. Jego nieśmiałe przyruchy, dziwne, niezdarne układanie ciała w jakiś totalnie skrępowany „znak zapytania”, miętolenie cylindra, podkręcanie (i tak prostego) wąsika, gwałtowne przytykanie dłoni do sfatygowanego serca lub do ust, które właśnie po raz enty wymówiły akurat nie to, co trzeba, bezsilne zaciskanie piąstek w chłopięcym jeszcze geście bezsiły i rozpaczy, wycieranie spoconego czoła nieskazitelnie białą chusteczką, no i pełen zakłopotania, durnowaty wyraz twarzy po kolejnych erupcjach niechcianej, nieoczekiwanej „nieogłady” – wszystkie te miny, gesty i pozy były co do ułamka sekundy odmierzone i dawkowane partnerce, partnerowi tudzież widzom z bezbłędną precyzją. Joanna Koc (Natalia Stiepanowna) dzielnie akompaniowała Jamesowi Malcolmowi w tej mistrzowskiej grze, dodając ich kłótniom werwy i dynamiki. Jej partner nieustannie mitygował i dyscyplinował ekspresję swego ciała, podczas gdy ona dosłownie miotała się chwilami po scenie, zachowując jednak cały czas uważną kontrolę nad swą nadekspresją, nie pozwalając jej wymknąć się w rejony, gdzie aplauz widzów podnieca aktorów i aktorki do nieokiełznanego „pójścia na żywioł”.

Zarówno dwójka młodych, jak i grający ojca Natalii Aleksander Podolak przez cały spektakl, w tym zwłaszcza pod sam jego koniec, gdy temperatura scenicznych wydarzeń osiągnęła stan wrzenia, stosowali dystansujący ich wobec postaci chwyt, wydłużając nadmiernie pauzy i mitygując swą ekspresję w sposób zdecydowanie nadmierny w stosunku do realistycznych kanonów. Zamiast wrzasków mieliśmy zduszone szepty, zamiast gwałtownych gestów, skoków i wymachiwań – tragiczny bezruch na wygodnym siedzeniu skórzanego fotela. Ten ciekawy zabieg wywołał równie ciekawą reakcję „kupionej” już dawno widowni – wyrazy uznania i brawa. Czechowowscy bohaterowie już dostatecznie nabiegali się i nawymachiwali kończynami, więc teraz – przytłoczeni bezproduktywnością konfliktu – mogli tylko niemal bezgłośnie, bezradnie zmagać się ze swym zmęczeniem, palpitacjami, no i zduszoną wściekłością na siebie samych, że tak bezsensownie pogrzebali swe szanse na małżeństwo (to młodzi) i na teściowanie, dziadkowanie, dawanie w spadku (to tata Czebukow). Trafny, oryginalny aktorsko-reżyserski wybór zaowocował tu wzmocnieniem żywego porozumienia z widownią.

Znów się okazało, że „Czechow wiecznie żywy”, a w zielonogórskim dziele wlania po raz enty ożywczej energii w dzieła geniusza z Taganrogu mają swój udział zarówno aktorzy i aktorki Lubuskiego Teatru, jak i debiutujący na zawodowej scenie absolwent łódzkiej „filmówki” Juliusz Dzienkiewicz.

17-05-2017

galeria zdjęć Oświadczyny / Niedźwiedź, reż. Juliusz Dzienkiewicz, Lubuski Teatr w Zielonej Górze <i>Oświadczyny / Niedźwiedź</i>, reż. Juliusz Dzienkiewicz, Lubuski Teatr w Zielonej Górze <i>Oświadczyny / Niedźwiedź</i>, reż. Juliusz Dzienkiewicz, Lubuski Teatr w Zielonej Górze <i>Oświadczyny / Niedźwiedź</i>, reż. Juliusz Dzienkiewicz, Lubuski Teatr w Zielonej Górze ZOBACZ WIĘCEJ
 

Lubuski Teatr w Zielonej Górze
Anton Czechow
Oświadczyny / Niedźwiedź
tłumaczenie: Artur Sandauer
reżyseria: Juliusz Dzienkiewicz
kostiumy: Dorota Kuźniarska
obsada: Romana Filipowska, Wojciech Romańczyk, Jerzy Kaczmarowski, Joanna Koc, Aleksander Podolak, James Malcolm
premiera: 7.04.2017

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: