AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Ze sceny na ekran

18. Festiwal Ogrody Muzyczne, „To tylko 100 lat”, Zamek Królewski w Warszawie – Muzeum, Warszawa 30 czerwca – 31 lipca 2018
Muzyk i polonistka, w latach 50. XX w. aktorka Teatru na Tarczyńskiej i Teatru Poezji UW, później wieloletnia nauczycielka muzyki w Szkole Podstawowej nr 15 w Warszawie, profesor Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina i publicystka „Ruchu Muzycznego”. Doktor habilitowana nauk humanistycznych, autorka książek o teatrze muzycznym i polskich artystach. Publikowała też w „Teatrze”, „Dialogu”, nowojorskim „Przeglądzie Polskim”,„Pamiętniku Teatralnym”. Współpracuje z ISPAN i z Teatrem Wielkim – Operą Narodową.
A A A
fot. Sylwia Księżopolska  

Dla teatru operowego przemiany cywilizacyjne i technologiczne okazały się rewolucyjne: stał się powszechnie dostępny. Każdy może iść do kina albo siedząc w domu, kliknąć w Internecie i oglądać przedstawienia operowe z najlepszych teatrów świata z udziałem najsławniejszych śpiewaków. W przypadku sztuki tak skomplikowanej, kosztownej i uważanej za elitarną, jak opera takie przejście z teatralnej sceny na ekran kina, telewizora i komputera długo wydawało się niewyobrażalne.

A jednak dokonało się, i to szybko, dosłownie na naszych oczach. Najpierw jedynie warstwę muzyczną przedstawień operowych chłonęły fale eteru. Transmisje radiowe, początkowo europejskie, niebawem transoceaniczne, ruszyły w latach trzydziestych. W przedwojennej Polsce transmisje oper nadawano z Poznania, Warszawy i Lwowa. Po wojnie rodziła się i doskonaliła telewizja, i nawet przez pewien czas traktowana była jako wymarzone medium dla opery, oferując możność przekazu obrazu z muzyką. Przełom nastąpił 30 grudnia 2006 roku, gdy nowojorska Metropolitan Opera, dotychczas mocna w transmisjach radiowych, pod hasłem The Met Live in HD drogą satelitarną dokonała transmisji kompletnego przedstawienia Czarodziejskiego fletu.

Transmisje z Met udostępniło swoim mieszkańcom wiele miast w USA, następnie w Europie. W Polsce pierwsza, w 2008 roku, uczyniła to Filharmonia w Łodzi, po niej kina, centra kultury, teatry – w Warszawie, Krakowie, Elblągu, Rzeszowie, Gliwicach, Katowicach, Częstochowie, Rybniku, Białymstoku, Nowym Sączu, Lublinie, Olsztynie, Szczecinku i innych. Daje to razem 40 ośrodków, choć nie zawsze udaje się zapewnić odpowiedni technicznie poziom projekcji, a bilety bywają drogie. Oczywiście drożyzna biletów na transmisje należy do łagodnych w porównaniu z cenami wstępu na żywe przedstawienie. W samej Met, i w innych renomowanych teatrach Zachodu, płaci się tysiąc dolarów i kilkaset euro za dobre miejsce na spektakl (galę), gdy śpiewają lub tańczą artyści słusznie sławni. W Polsce i krajach Europy Środkowej i Wschodniej bilety do oper też nie są już tanie. Met chlubić się może transmisjami do 70 krajów blisko w sumie 100 przedstawień: z bieżącego repertuaru i premierowych. Wiele ośrodków rezygnuje z bezpośredniej transmisji i chętnie korzysta z retransmisji. Pomysł Met przejęły inne słynne sceny: opery Paryża, Barcelony, Zurychu, Londynu, Wiednia, festiwalowa scena na jeziorze w austriackim Bregenz, moskiewski Teatr Bolszoj. Więc teraz miliony ludzi przejmują się losem gejszy Butterfly i zakochanego Nadira, śmieszy ich ptasznik Papageno i przeżywają dramat Florii Toski. Te operowe osoby nigdy nie były bohaterami masowej wyobraźni, ale opływająca je muzyka budzi niezaznawane wcześniej emocje, a wykonujące ją gwiazdy wabią złudzeniem bliskości.

Marek Weiss, wybitny reżyser operowy, uważa, że transmisja operowa jest zaprzeczeniem teatru i kontaktu z żywym artystą. Poza tym to kamera kadruje obraz, przybliża twarze, demaskując wysiłek wokalny i nieudolność aktorską śpiewaków, podczas gdy widz ogarnia wzrokiem całą scenę i oczami wybiera interesujące go detale. Sławny tenor Piotr Beczała przeciwnie – należy do zwolenników transmisji. Zwraca uwagę na potencjalnego widza z mniejszego miasta, który nie pojedzie do Nowego Jorku ani Paryża na operowe przedstawienie, a dzięki transmisji ma je u siebie. Retransmisjami żywią się też kanały telewizyjne: nieoceniony francuski Mezzo i – w skromnym wymiarze – nasz TVP Kultura. Poza tym od pewnego czasu w sieci pojawiły się darmowe tak zwane platformy operowe i wiele teatrów z nich korzysta, swoje ciekawsze czy nowsze przedstawienia wrzucając na taką platformę albo na własny portal. Na przykład warszawski Teatr Wielki – Opera Narodowa udostępnia obecnie na platformie streamingowej vod.teatrwielki.pl przedstawienia Erosa i Psyche Różyckiego z rewelacyjną Joanną Freszel w roli Psyche, repertuarową rzadkość Umarłe miasto Korngolda i Jezioro łabędzie Czajkowskiego w choreografii Krzysztofa Pastora, dyrektora Polskiego Baletu Narodowego – wcześniej można było w ten sposób oglądać także Goplanę Żeleńskiego i Straszny dwór Moniuszki. Ta szeroka dostępność sztuki opery wzmocniła na niespotykaną skalę jej zasięg i społeczną akceptację. Ten obszar przez wieki stopniowo się powiększał.

Przypomnijmy: opera zrodziła się we Włoszech na przełomie XVI i XVII wieku jako uświetnienie ceremonii książęcych i królewskich i szybko zmieniła się w ulubioną dworską rozrywkę. Sceny urządzano w pałacach i zamkach (jak w Zamku Królewskim w Warszawie za panowania Władysława IV, 1635–1648). Przedstawienie oglądał ten, kto należał do dworu, i zaproszeni goście. Ale już w tym samym czasie w Republice Weneckiej powstały specjalnie budowane teatry publiczne. Kto kupił bilet, mógł w karnawale zabawić się w operze. Wciąż jednak urządzano małe teatry prywatne, jak teatr Marszałkowej Lubomirskiej w rezydencji w Łańcucie albo carski teatr w kompleksie Ermitażu w Pałacu Zimowym w Petersburgu. Jednocześnie wskutek rozwoju maszynerii inscenizacyjnej władcy i magnaci wznosili imponujące gmachy teatralne otwarte dla chętnych i ciekawskich. W Warszawie król August III Sas najpierw korzystał z teatru wewnątrz ogromnego Pałacu Saskiego, ale potem wzniósł wolnostojący budynek w Ogrodzie Saskim z widownią na około 500 miejsc (1748). Polacy przezwali go Operalnią. Służba dworska obchodziła Ogród, obwieszczając początek przedstawienia, a potem zaganiała spacerowiczów z alejek do opery. Ludzie nie chcieli chodzić, bo opera grała po włosku.

Dopiero gdy Wojciech Bogusławski utworzył zespół teatralny i wystawiał z nim opery, których libretta w dodatku sam przekładał na polski, Polacy polubili operę. Powstały też pierwsze dzieła w języku ojczystym: Nędza uszczęśliwiona Kamieńskiego (1778) oraz Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale Stefaniego (1794). Wcześniej opery we własnych językach mieli już Francuzi, Anglicy (maska) i Hiszpanie (zarzuela), a później narodowe opery rozkwitły w języku niemieckim (singspiel), rosyjskim, chorwackim, węgierskim, czeskim. Bywanie w operze stało się elementem eleganckiego obyczaju. W modnych powieściach, przekładanych potem na filmy kostiumowe, bohaterowie często umawiają się na wieczór w operze, wystrojone damy zasiadają w lożach, kawalerowie lustrują je lornetkami z parteru. Zdumiewające, że film, ledwie się zrodził, choć był niemy, sięgał chętnie po fabuły oper i operetek. Na ekranie toczyła się akcja, a kinowy taper grał muzykę pod obraz. Jeszcze w 1930 roku, kiedy do filmu wkraczał już dźwięk, wyświetlano w Polsce niemą Halkę Moniuszki, do której seansów angażowano śpiewaków i spore nawet orkiestry.

Po drugiej wojnie zaczęły powstawać artystyczne filmy operowe – czasem śpiewaków pozostawiano tylko w warstwie dźwiękowej, w planach wizualnych zastępując ich aktorami. Stosowano też rejestracje filmowe przedstawień, przeważnie dla celów dokumentacji, a także promocji. Z tych zrodziła się formuła edycji oper na DVD równoległa do nagrań live audio. W latach dziewięćdziesiątych, gdy weszła w życie technologia cyfrowa, gwarantująca jakość utrwalanego dźwięku, fizyczna obecność w teatrze operowym przestała być konieczna, by poczuć się pełnoprawnym odbiorcą i miłośnikiem opery. Jak wielu mieszkańców Warszawy miało na to ochotę, dowiódł letni festiwal Ogrody Muzyczne. Powstał w 2001 roku. Jego pomysłodawcą był Ryszard Kubiak, aktor, reżyser, menedżer rozmaitych ciekawych wydarzeń artystycznych nie tylko w Polsce. Pomysł Festiwalu krystalizował z Zygmuntem Krauze, kompozytorem otwartym na różne przejawy współczesności, a jednocześnie rozumiejącym przeszłość, oraz z Barbarą Pietkiewicz-Kraśko, osobą – rzec można – wszechmocną w sprowadzaniu oper i baletów, bowiem w dawnej TVP była szefową działu muzyki i współpracy z Eurowizją i ARTE (międzynarodową siecią telewizyjnych programów kulturalnych), jak również działaczką międzynarodowego zrzeszenia producentów i dystrybutorów.

Stałym miejscem Festiwalu stał się dziedziniec Zamku Królewskiego. Jego pierwszą edycję poświęcono sfilmowanym arcydziełom operowym. W nich śpiewały, dyrygowały i reżyserowały gwiazdy: Plácido Domingo, Kiri Te Kanawa, Mirella Freni, Teresa Berganza, Luciano Pavarotti; Herbert von Karajan, James Levine, Claudio Abbado, Nikolaus Harnoncourt; Franco Zefirelli i Jean-Pierre Ponnelle. Przedstawienia Carmen, Pajaców, Wesela Figara, Cyrulika sewilskiego i najpopularniejszych oper Verdiego i Pucciniego (Traviata, Rigoletto, Madame Butterfly, Tosca, Cyganeria) pochodziły z teatrów Wiednia, La Scali, Londynu, Zurychu. Zebrany. Tłum widzów zachłysnął się operową rozkoszą, ponadto serwowaną wówczas za darmo! Co więcej, projekcjom towarzyszyły rozmowy z takimi gośćmi, jak wybitna śpiewaczka Olga Pasiecznik, znakomity dyrygent Jerzy Maksymiuk, dyrektor polskich teatrów operowych Sławomir Pietras, była rzeczniczka praw obywatelskich i popularyzatorka sztuki operowej Ewa Łętowska – a także politycy: Marek Borowski (wierny widz festiwalu po dziś dzień) i Hanna Gronkiewicz-Waltz. Nie dla wszystkich przybyłych starczało krzeseł, niewielkie zadaszenie nie chroniło przed późno zachodzącym latem słońcem ani pomrukującą groźnie burzą. Ale od razu wytworzyła się specyficzna atmosfera Ogrodów i przekonanie, że warto tam przychodzić dla kontaktu z wielką sztuką i ciekawymi ludźmi.

Organizatorzy poszerzyli program Festiwalu o filmy z dziedziny baletu i historii sztuki (architektura świata, zabytki, muzea), operetki i musicalu oraz biograficzne, jak również koncerty na żywo. Ogrody szybko dorobiły się ogromnego namiotu, którego akustyka, prawdę pisząc, koncertom takim nie zawsze sprzyjała, niemniej zdarzały się silne przeżycia. Na przykład fenomenalny recital pieśni hiszpańskich dała Iwona Sobotka, polska śpiewaczka ceniona w Europie, a od czasu do czasu pojawiająca się też na naszych scenach. Spośród występów znakomitych zespołów polskich i zagranicznych upamiętniła się (tego lata) estońska grupa muzyki dawnej Hortus Musicus w porywająco granej i śpiewanej muzyce średniowiecza. Sztukę baletu prezentowano zawsze w obfitym wyborze: było prowokacyjne Jezioro łabędzie w męskiej wyłącznie obsadzie (choreografia: Matthiew Bourne), Śpiąca królewna Czajkowskiego, którą szwedzki choreograf Mats Ek przeobraził w opowieść o współczesnej dziewczynie-narkomance, poruszająca Czerwona Giselle Borisa Ejfmana o radzieckiej primabalerinie-emigrantce, kultowa wersja baletowa IX Symfonii Beethovena stworzona przez Maurice’a Béjarta. Filmowe portrety ukazywały życie i osiągnięcia najwybitniejszych artystów XX wieku: Neumeiera, Pavarottiego, Callas, Mirelli Freni, Edith Piaf, Anny Netrebko, Sashy Waltz, Karola Szymanowskiego, Mieczysława Karłowicza, Piotra Anderszewskiego.

Polskie akcenty zdarzały się często i budziły żywe zainteresowanie. Z udziałem Wiesława Ochmana wyświetlono operę Salome i operetkę Carewicz. Pokazano pierwszy powojenny film muzyczny Warszawska premiera (o wystawieniu Halki za życia Moniuszki), a także Pasażerkę Weinberga z Bregenz z Arturem Rucińskim, dyskusyjnego Króla Rogera z Opery Paryskiej z Olgą Pasiecznik i Mariuszem Kwietniem w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego, świetny spektakl Teatru TV Kolacja na cztery ręce (o spotkaniu – jakiego nie było – Bacha z Händlem), wiele dawniejszych, dobrych muzycznych produkcji TVP, Orfeusza i Eurydykę z warszawskiego Teatru Wielkiego w reżyserii Mariusza Trelińskiego, dyrektora artystycznego tego Teatru, i jego, wystawiony też w Met, spektakl Jolanta/Zamek Sinobrodego. Ten znakomity artysta także gościł na Ogrodach, podobnie jak dyrektor naczelny TW-ON, Waldemar Dąbrowski, i wizjonerski scenograf licznych tamtejszych premier, Boris Kudlička. Można również było obejrzeć prawdziwy rarytas: zrealizowany przez Mezzo (polskie teatry w tym kanale w zasadzie nie pojawiają się) wyborny spektakl Opery Bałtyckiej Ariadna na Naxos w reżyserii Marka Weissa (z wyśmienitą Katarzyną Hołysz w roli tytułowej). 

Ogrody konsekwentnie roztaczały panoramę najciekawszych zjawisk we współczesnym teatrze operowym. Były słynne inscenizacje Traviaty, Toski i Rigoletta zlokalizowane w Paryżu, Rzymie i Mantui, gdzie toczy się akcja tych oper. Były filmy Miloša Formana Amadeusz i Josepha Loseya Don Giovanni, i tenże Don Giovanni w reżyserii skandalizującego Amerykanina, Petera Sellarsa, rozegrany współcześnie na ulicach Harlemu. Nie zabrakło Traviaty z Anną Netrebko i Rolando Villazónem ani z tą parą Manon Masseneta, ani Kopciuszka Rossiniego z Cecilią Bartoli wraz z portretem filmowym tej sławnej Włoszki. Trudno zatrzeć w pamięci Katię Kabanową z Madrytu w reżyserii nieznanego u nas (a szkoda) Kanadyjczyka Roberta Carsena, który akcję opery ze sławną Finką Karitą Mattilą poprowadził na chybotliwych podestach unoszących się na wodzie (bohaterka w finale rzuca się do rzeki), oraz niewystawianego u nas, niebanalnego Don Kichota Masseneta z José van Damem i pod dyrekcją Marca Minkowskiego. Ten sam wspaniały (i bywały w Polsce) dyrygent przygotował we Francji oglądane z zachwytem podczas Ogrodów operetki Offenbacha: Piękną Helenę i Orfeusza w piekle (tę z udziałem Ewy Podleś). Ostatnio zrobiła wrażenie Carmen z Bregenz, które słynie z ciekawych inscenizacji (tę zrealizował intrygujący Duńczyk Kasper Holten), i świeża Norma z Met (2017), gdzie zachwycająco śpiewają dzisiejsze gwiazdy tej sceny: Sondra Radvanovsky i Joyce DiDonato, a reżyserię, wyrafinowaną estetycznie i uwspółcześnioną, zapewnił ceniony Brytyjczyk, David McVicar.

Oczywiście dzisiejszy teatr operowy obok nurtu tak zwanego regie-theater, w którym często trudno dopatrzyć się związku reżyserskiej wizji z librettem i muzyką, choć równie często bywa fascynujący, mieści w sobie spektakle zachowawcze bądź wręcz nieudane i najwidoczniej oszczędne. W nich właśnie nie raz występują gwiazdy. W tegorocznych Ogrodach w przedstawieniu Met Poławiacze pereł obok amerykańskiego tenora (doprawdy warto go słuchać!), Matthew Polenzaniego, śpiewał Mariusz Kwiecień – przekonującym był Zurgą w Cejlonie (to egzotyczne miejsce akcji) biednym i scenicznie paskudnym (akt I i II) i cywilizowanym (akt III): nasz baryton w zagraconym mapami pokoiku współczesnego blokowiska siadywał przed laptopem, palił papierosa i z lodówki wyjmował piwo. Promienny uśmiech Piotra Beczały i jego zachwycający śpiew rozjaśniał kicz operetki Kraina uśmiechu zarejestrowanej w Zurychu; Zemsta nietoperza też pokazana w minionym lipcu, a wzięta z Wiednia, miała w sobie więcej wdzięku i elegancji. Klasycznym tańcem i stylową inscenizacją olśnił balet Korsarz z Teatru Bolszoj. Operowymi gośćmi byli w tym roku: zasłużona solistka stołecznego Teatru Wielkiego, mezzosopran Krystyna Szostek-Radkowa i młody baryton Stanisław Kufliuk.

Na otwarciu Ogrodów Muzycznych 2018 Ryszard Kubiak podsumował siedemnaście lat festiwalu: pokaz 400 oper, 170 baletów, 105 koncertów i ponad 100 filmów o muzyce, malarstwie, architekturze, artystach. Na obecny festiwal Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie przyznało dotacji. A jednym z głównych sponsorów był Salzburg, bowiem Austria właśnie objęła przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej. Program Ogrodów akcentował stulecie odzyskania niepodległości przez Polskę, przede wszystkim sprowadzając znaczące filmy: Paryż 1919 – traktat dla pokoju, Muzyka w czasach wielkiej wojny i Towarzysze broni. Nowy namiot postawił Sejm RP, lecz po to, by anektować go na uroczystą – w zamierzeniu – sesję Zgromadzenia Narodowego dla uczczenia 550-lecia polskiego parlamentaryzmu. Spowodowało to pięciodniową pauzę w festiwalu, a także, nie wiedzieć czemu, wymiecenie z obrzeży namiotu nadzwyczaj pięknej w tym roku, gęstej i ukwieconej zieleni. Ta instalowana rokrocznie zieleń umacniała sens wieloznacznej nazwy: Festiwal Ogrody Muzyczne; widzowie głosowali też na najlepszy ich zdaniem film/koncert, przyznając nagrodę Złotej Konewki. Cena biletu na Ogrodowe atrakcje długo utrzymywała się na poziomie kilku złotych; obecnie osiągnęła pułap 15 złotych (w przypadku wcześniejszego zakupu, karnetu czy ulgi – cena jest niższa). 

26-09-2018

18. Festiwal Ogrody Muzyczne, „To tylko 100 lat”, Zamek Królewski w Warszawie – Muzeum, Warszawa 30 czerwca – 31 lipca 2018.

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę: