AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Że tem

Reżyser teatralny, historyk i teoretyk teatru. Profesor na Uniwersytecie Wrocławskim i w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie, absolwent Politechniki Wrocławskiej (1979) oraz Wydziału Reżyserii Dramatu krakowskiej PWST (1986). Publikuje m.in. w „Teatrze” i „Dialogu”.
A A A
Fot. Marcin Kondarewicz  

Początek mnie zaskoczył. Nie mogłem oderwać oczu od Cezarego Studniaka. Grał jak najlepsi aktorzy hollywoodzcy. Był w stu procentach wiarygodny. Gdyby tylko jeszcze dało się zrozumieć słowa pierwszej piosenki…

Dopiero po refrenie zorientowałem się, że Studniak śpiewa wczesny utwór Serge’a Gainsbourga o konduktorze z Lilas, Le Poinçonneur des Lilas. Muzyka, grana na żywo, skutecznie zagłuszała śpiew. Czterej panowie ubrani na biało brzmieli jak orkiestra dancingowa z minionej epoki. Aranżacja unicestwiała jazzowe subtelności francuskiego oryginału. W pierwszej części spektaklu kilka innych piosenek również pozbawiono melodii i wdzięku. Potem było lepiej, choć, moim zdaniem, panowie muzykowali za głośno. Często naprawdę trudno było zrozumieć, o czym śpiewają aktorzy.

Piosenki Gainsbourga stały się sławne – i niesławne – nie tylko z powodu chwytliwej muzyki, lecz nade wszystko prowokacyjnych, poetyckich tekstów. Gainsbourg nawet w największym alkoholowym delirium wyraźnie artykułował słowa. Na wielu zachowanych nagraniach z ostatnich miesięcy życia trudno go zrozumieć, gdy mówi, ale nie – kiedy śpiewa! Polskie wersje piosenek Gainsbourga przygotował, na podstawie dosłownego przekładu Anety Cardet, nasz rodzimy pieśniarz-prowokator, Tymon Tymański. Zrobił to pomysłowo i niebanalnie. Podczas spektaklu trudno jednak było jego pracę w pełni docenić. 

Teatr Capitol zrealizował ostatnio całą serię wybitnych przedstawień muzycznych. Wszystkie te przedsięwzięcia artystyczne wyróżniają się świetnym aktorstwem. W Kocham cię. Ja ciebie też nie. Serge Gainsbourg jest podobnie. Na scenie pięć utalentowanych artystek uwodzi Studniaka, brawurowo tańcząc i śpiewając. Każda tworzy ciekawy portret kolejnej związanej z Gainsbourgiem kobiety. Ewelina Adamska-Porczyk w roli France Gall jest rewelacyjna. Ciekawsza i zabawniejsza od oryginału. Helena Sujecka jako Jane Birkin daje prawdziwy popis aktorstwa zdyscyplinowanego, z najwyższej półki. Justyna Antoniak kreuje bardzo pomysłowy i spektakularny portret Brigitte Bardot, a zadanie ma szczególnie trudne, bo musi się mierzyć z legendą wręcz globalną. Klaudia Waszak delikatnie wciela się w rolę Charlotte Gainsbourg, córki sławniejszej dziś od ojca. Jej Lolitka – równie niewinna, co rozbudzona seksualnie – uwiarygadnia pedofilskie prowokacje Gainsbourga. Tylko Agnieszka Ordyńska-Lesicka nieco chyba przeszarżowała w portretowaniu narkomanki Bambou. Jej histeryczna eksplozja, choć nie całkiem przekonująca, robi jednak wrażenie. Te wspaniałe kobiety, może poza naiwną Adamską-Porczyk-Gall, chcą uprawiać miłość z alkoholikiem w stanie rozkładu, który je ewidentnie ignoruje lub ledwo toleruje. Trudno to pojąć.

Przedstawienie Studniaka to bardzo udany show rozrywkowy. Olbrzymi wkład pracy włożonej przez artystów w realizację tego projektu budzi szacunek. Chciałoby się więcej…Koncepcja spektaklu przypomina Kartotekę Różewicza. W centrum przestrzeni scenicznej stoi olbrzymie łoże, a starego Gainsbourga w alkoholowych majakach nawiedzają kobiety z przeszłości, jak podczas seansu spirytystycznego. Kochanki zjawiają mu się jak piosenki. On sam pozostaje bierny i w swoim stuporze jakby zadziwiony tym wszystkim, co mu się przytrafia. Gainsbourg Studniaka jest magnetyczny, ale też bezwolny, pozbawiony inicjatywy. Na potrzeby wyrazistego przesłania dwugodzinnej sztuki teatralnej taki zabieg ma może i sens. Ale też fałszuje rzeczywistość i znacznie redukuje aktorskie środki wyrazu. Prawdziwy Gainsbourg był chyba jednak nieco inny i bardziej skomplikowany. Prowokował i inicjował zdarzenia. Nawet na starość.

W Internecie wciąż można oglądać francuski talk show, do którego zaproszono Gainsbourga i Whitney Houston. Mało już przytomny Francuz ożywia się na widok pięknej kobiety. Bez ogródek dotyka twarzy przerażonej Amerykanki, czochra jej włosy, wyznaje z silnym akcentem: „I want to fuck you”. Gainsbourg był w tym ohydny i wulgarny, ale po pysku jednak nie dostał. Opowiadał mi profesor Józef Opalski, że nasz rodzimy sławny kobieciarz, Jan Kott, nawet bardzo sędziwy i tuż przed śmiercią, zwykł dziękować aktorkom za udaną rolę namiętnym pocałunkiem w usta. Stworzenie w teatrze przekonującego portretu charyzmatycznego kochanka to z pewnością zadanie karkołomne. W przedstawieniu seksapil Studniaka był konstruowany i poświadczany głównie przez działania aktorek. Spektakl zdawał się dowodzić, że to kobiety wybierały i porzucały Gainsbourga przy jego mocno ograniczonej poczytalności i przytomności.

W projekcie Kocham cię. Ja ciebie też nie. Serge Gainsbourg Cezary Studniak występuje pod trzema postaciami: jako reżyser, główny aktor i autor scenariusza. Stworzenie przekonującego portretu artysty uzależnionego od alkoholu i od seksu wymagało od Studniaka-aktora pełnego zanurzenia się w świat przedstawiany. Wiarygodność i uczciwość najbardziej nawet utalentowanego artysty nie gwarantują jednak powstania udanego dzieła teatralnego. Dawanie świadectwa musi być przemienione w jasny przekaz, zrozumiały dla widza. Meyerhold i Grotowski informowali swoich aktorów po próbach nie tylko o tym, czy im wierzą, ale również czy ich rozumieją. Aktor potrzebuje sumiennego świadka, bo sam często myli się gruntownie w ocenie własnej gry. Szczęśliwy po premierze artysta zbiera zwykle gromy od reżysera, a aktor niezadowolony czyta nazajutrz entuzjastyczne recenzje. Dlatego performer potrzebuje reżysera, osoby z zewnątrz. Martyna Majewska, absolwentka wrocławskiego kulturoznawstwa i reżyserii w PWST, napisała pracę magisterską o trudnej sztuce reżyserii spektaklu muzycznego. Wnioski młodej uczonej i utalentowanej artystki – reżyserowany przez nią spektakl wygrał rok temu nurt offowy w Przeglądzie Piosenki Aktorskiej – były jednoznaczne. Spektakl muzyczny potrzebuje reżysera bardziej nawet niż przedstawienie niemuzyczne, bo operuje bogatszymi i różnorodniejszymi środkami performatywnymi.

Poszczególne elementy widowiska Kocham cię. Ja ciebie też nie. Serge Gainsbourg z osobna były znakomite. Świetna choreografia, mocne aktorstwo, profesjonalny śpiew, pomysłowy scenariusz, prosta scenografia. Nawet muzycy rozegrali się po godzinie. Wszystko to zapowiadało wybitne wydarzenie teatralne. Czegoś jednak zabrakło. No i żal. Pomysł przedstawienia był rewelacyjny. Wiwisekcja kontrowersyjnej ikony francuskiej popkultury dawała okazję do analizy źródeł kreatywności i pogłębionej refleksji nad ceną płaconą przez genialnego nawet artystę za możliwość tworzenia. Piszę to wszystko z troski. Przedstawienie Studniaka to bardzo udany show rozrywkowy. Olbrzymi wkład pracy włożonej przez artystów w realizację tego projektu budzi szacunek. Chciałoby się więcej… 

5-03-2014

 

Teatr Muzyczny Capitol we Wrocławiu
Kocham cię. Ja ciebie też nie. Serge Gainsbourg
scenariusz i reżyseria: Cezary Studniak
muzyka i słowa: Serge Gainsbourg
polskie teksty piosenek: Tymon Tymański (na podstawie tłumaczeń Anety Cardet)
kierownictwo muzyczne: Krzysztof Wiki Nowikow
scenografia: Michał Hrisulidis
kostiumy: Mateusz Stępniak
choreografia: Ewelina Adamska-Porczyk
obsada: Ewelina Adamska-Porczyk, Justyna Antoniak, Agnieszka Oryńska-Lesicka, Helena Sujecka, Klaudia Waszak, Cezary Studniak
muzycy: Krzysztof Nowikow/ Maciej Mazurek (gitara, band leader), Łukasz Bzowski/ Piotr Świętoniowski (piano), Piotr Mazurek/ Marcin Spera (gitara basowa), Michał Lasota/ Michał Polak (perkusja)
premiera: 14.02.2014

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę:
komentarze (6)
  • Użytkownik niezalogowany Dominik
    Dominik 2016-11-17   22:46:17
    Cytuj

    A ja się zgadzam z autorem recenzji! Aktorsko świetnie! Serge niesamowicie irytował swoim podejściem, kobiety tak przekonujące, że raz powstrzymywać się, żeby nie pomoc. Aktorzy hali świetnie, ale czegoś zabrakło. Czego? Nie wiem. Ale rozmowy po spektaklu potwierdziły, że więcej osób odczuwało brak 'czegos'.

  • Użytkownik niezalogowany Bychwalca
    Bychwalca 2016-10-24   00:38:27
    Cytuj

    Byłem niedawno drugi raz - dobre to jest i basta! Nie znam malkontenta, który to pisał ale wiem, że ale marudzi zamiast pochwalić. Polecam!

  • Użytkownik niezalogowany gram
    gram 2015-04-18   01:33:09
    Cytuj

    Jestem pod wrażeniem spektaklu! Świetny pod każdym względem! nie wiem, czy rok temu był inaczej grany, ale teraz jest wprost rewelacyjny! Cezary Studniak GENIALNY! Dziękuję!

  • Użytkownik niezalogowany JULIUSZ CEZAR
    JULIUSZ CEZAR 2015-01-11   13:48:37
    Cytuj

    Czegoś zabrakło..........., profesorku tak zawsze można napisać, ale czego? tu refleksji brakuje. Oglądałem zapartych tchem! Studniak, gratulacje za całość , gratulacje za odwagę.

  • Użytkownik niezalogowany JULIUSZ CEZAR
    JULIUSZ CEZAR 2015-01-11   13:47:46
    Cytuj

    Czegoś zabrakło..........., profesorku tak zawsze można napisać, ale czego? tu refleksji brakuje. Oglądałem zapartych tchem! Studniak, gratulacje za całość , gratulacje za odwagę.

  • Użytkownik niezalogowany antykocór
    antykocór 2014-03-10   23:00:23
    Cytuj

    pierdu pierdu. pan profesorem się nam zestarzał.