AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

ZWROT. There Is No Alternative. Część druga.

Festiwal Dolnośląskich Teatrów Offowych ZWROT, Wrocław 15 – 17 września 2017
Doktorant Wydziału Nauk Społecznych na Uniwersytecie Wrocławskim. Absolwent Filozofii oraz Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim. Współpracuje z czasopismem naukowym "Znaczenia".
A A A
fot. Karol Budrewicz  

Promować Festiwal Dolnośląskich Teatrów Offowych ZWROT miały setki papierowych żurawi, świadectwo manualnego zaangażowania organizatorów i ponad trzydziestu wolontariuszy. Pomysł w swej istocie dość prosty, lecz trafny i wizualnie atrakcyjny. Małe dzieło sztuki orgiami jako symbol większych dzieł sztuki teatralnej, czyli siedemnastu zaprezentowanych spektakli. Ktoś przecież też musiał je starannie, krok za krokiem, „składać”. Najlepiej zaś, zgodnie z kanonem, wyszło tym, którzy unikali zbędnego kleju i niepotrzebnych cięć.

Świetnym tego przykładem jest Triodram, który rozegrany został w przestrzeni Sali Teatru Laboratorium. Jak sugeruje tytuł, miał być połączeniem trzech monodramów, jednak mimo widocznych „zgięć” i połączenia nieprzycinających się narracji Triodram ogląda się jako jedną całość i w tej całościowości tkwi jego siła. Davit Baroyan, Dominik Smaruj i Hubert Kożuchowski okazali się niezwykle zgranym, świetnie wyczuwającym się nawzajem zespołem festiwalowym. Szczególnie zaimponowało mi to, jak harmonijnie uzupełniają się charyzmy i temperamenty tej trójki. Zresztą słowo „zespół” mają w tytule, bowiem nazywają siebie Zespołem DyplomATA. Nietypowa pisownia jego ostatniego członu wynika z użycia skrótu, który należy czytać jako Akademia Teatru Alternatywnego. W trakcie licznych warsztatów tego unikatowego projektu zapadła decyzja o połączeniu sił pod opieką artystyczną Katarzyny Pawłowskiej. I bardzo dobrze. Pomysł na trzech dorosłych, przystojnych mężczyzn w kwiecie wieku, mających opowiadać o miłości, intryguje już sam w sobie. Zwłaszcza, że nie o cukierkowo-landrynkową, znaną z komedii romantycznych miłość tu chodzi, tylko o bardziej dojrzałe i przenikliwe uczucie, które rani, drażni, męczy, wynagradza i pustoszy. Na całe szczęście intymne zwierzenia bohaterów na pustej, niedającej schronienia scenie, stronią od taniego patosu, zawierzając raczej bolesnej szczerości i autoironii.

Za prawdziwy duodram należy uznać projekt dzień:noc:DZIEŃ. Po pierwsze, jest on wynikiem współpracy dwóch instytucji – Towarzystwa Kultury Czynnej oraz Teatru Studio Czyczkowy. Po drugie, faktycznie został podzielony na dwa osobne monodramy. Pierwszy z nich, w wykonaniu Piotra Rogalińskiego, nosi tytuł Faszystowska mać. Został oparty na książce Łukasza Kazka, który spisał wojenne i powojenne doświadczenia swego dziadka. Ten ostatni w ciągu dwóch lat był zmuszony mieszkać pod jednym dachem ze znienawidzonymi Niemcami. Z kolei cześć druga, Być u siebie, proponuje widzom spojrzenie na ten sam okres historyczny „oczami niemieckich cywilów, którzy zmuszeni byli poddać się wyrokom historii”. Najmocniejszą stroną obu minimalistycznych, dbających o każdy szczegół, występów stały się wspaniałe kreacje aktorskie. Rogalińskiemu udało się uzyskać jakiś zupełnie wyjątkowy poziom autentyczności, dzięki któremu odnosiłem niekiedy wrażenie, iż oglądam dokumentalne nagrania z wyznaniami prawdziwego Wojciecha Szczeciniaka. Aleksandra Kugacz natomiast zachwyciła swoją wrażliwością, precyzją i zdolnością do manipulowania napięciem emocjonalnym.

A jednak śmiem twierdzić, że bezkonkurencyjnym zwycięzcą nagrody dla najlepszej aktorki/aktora, gdyby postanowiono je wręczać, zostałaby Kamila Klamut za tytułową rolę w autorskim spektaklu Camille. W tym bardzo intymnym i poetyckim przedstawieniu autorka przepuszcza przez siebie tragiczne losy Camilli Claudel, utalentowanej francuskiej rzeźbiarki, która trzydzieści ostatnich lat swego długiego żywota spędziła w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym. Zgłębiając historię kochanki Augusta Rodina, która w świecie zdominowanym przez mężczyzn miała czelność być utalentowaną nie mniej niż jej partner, Kamila Klamut uniwersalizuje doświadczenia swojej bohaterki, zręcznie, lecz nie natrętnie kierując widza ku refleksji nad sytuacją kobiet z przełomu XIX i XX wieku. Przykuwając uwagę do każdego swego ruchu i gestu, Klamut unika dwóch głównych pułapek: nie redukuje Camilli do funkcji przykładu mającego udowadniać przyjętą z góry tezę oraz nie wpada w skrajności feministycznego manifestu. Uruchamiając teatr wspomnień, lęków i zaprzepaszczonych możliwości, Klamut zachwyca nieoczekiwanymi transformacjami, demonstrując całą moc swego aktorskiego warsztatu z zadziwiającą lekkością i wdziękiem.

Najbliższy atmosferze Camille wydał mi się Las, do którego wybraliśmy się wraz z Angeliką Pytel z Psychoteatru. Wyjątkowy to, należy przyznać, las, w którym zamiast drzew – pieśni, a zamiast ćwierkania ptaków – rozpaczliwe monologi. Zgubić się tu, jak zgubiła się główna bohaterka – to kwestia kilku minut, znaleźć drogę powrotną – to dopiero nie lada wyzwanie. Błąkamy się więc w trakcie tego przejmującego recitalu, śledząc, jak ubrana w ogromny, powyciągany sweter aktorka wspomina ojca, obserwuje przez okno szarą rzeczywistość szarych ludzi i z całych sił, lecz bez skutku próbuje udawać „normalną”. Głos Angeliki Pytel jest przeszywający, magiczny, w pełni dotykający piekła ludzkiej samotności. Ponadto odczułem, jak w ciągu licznych występów spektakl zdążył „wrosnąć” w ciało aktorki. Opanował je od stóp po końcówki długich włosów, których używa zarazem jako kostiumu i rekwizytu.

Samotność stała się jednym z głównych tematów spektaklu Wrocławskiego Teatru Radioaktywnego. Zespół ten, założony w 2013 roku przez kompozytora Karola Skrzypca i scenarzystę Michała Występka, ma już na swoim koncie cztery premiery słuchowisk i może pochwalić się współpracą z wieloma wrocławskimi artystami. Jednak zaprezentowana na festiwalu Parantela daleko i zdecydowanie wykracza poza ramy charakterystycznego dla teatru gatunku, śmiało uzupełniając go o elementy teatru cieni oraz tego, na co, jak podejrzewam, nie ma jeszcze jednego konkretnego terminu. Otóż w trakcie przedstawienia Sabina Leska, siedząc nieco z boku przy specjalnie przygotowanym dla niej stole, zręcznie grając (inaczej trudno to ująć) ściekającymi po białej kartce farbami, tworzyła jedno małe dzieło sztuki za drugim. Jak to się mówi w telewizji – „na żywo”. Tworzyła i niszczyła, aż chciało się głośno zaprotestować przeciw temu demonstracyjnemu marnotrawstwu. Wielki ekran umieszczony pośrodku sceny pozwalał śledzić precyzję każdego jej ruchu. Muszę przyznać, byłem zahipnotyzowany tak inną, mało znaną mi formą poezji wizualnej. Związek między tym malarskim performansem a czwórką ukrytych za parawanami aktorów rozgrywających za pomocą głosu i dźwięku historię niebanalnego trójkąta miłosnego, nie da się zredukować do zwykłej ilustracyjności. Dzięki powstającym na naszych oczach obrazom, mieliśmy fantastyczną okazję, żeby zajrzeć do najmroczniejszych zakamarków podświadomości naszych bohaterów: niepełnosprawnej malarki, jej męża, przywłaszczającego sobie jej prace, oraz młodej dziennikarki, która zakochuje się w utalentowanym, jak sądzi, artyście.

Tym i wieloma innymi sposobami ZWROT mocno i zdecydowanie uderza w funkcjonujący w zbiorowej wyobraźni mit, że teatr alternatywny to teatr tworzony przez ludzi, którym chce się jedynie w teatr bawić, lecz którzy nie chcą, nie mają czasu lub nie potrafią wspiąć się na szczyty „prawdziwego”, „zawodowego” profesjonalizmu, w związku z czym powstają nie dzieła, lecz „dziełka” sztuki. Coś dla „siebie” i „swoich”. W rzeczy samej, nie każdy z aktorów czy reżyserów offu posiada dyplom szkoły teatralnej. Z drugiej strony, posiadanie dyplomu z offowego obiegu, mówiąc wprost, nie wyklucza. W moim przekonaniu zbyt często popełnianym błędem jest uporczywe poszukiwanie tu jakieś reguły, które to poszukiwania najczęściej prowadzą do powstania bardzo sztucznych, mało wyjaśniających, nieprzekładalnych na praktykę podziałów i kategorii.

Przykładem „dyplomowanych offowców” może być Teatr Kombinat, powołany przez absolwentkę PWST we Wrocławiu, Katarzynę Baraniecką. Pierwszą produkcją zespołu stał się zrealizowany w 2014 roku Ojcze Nasz, spektakl, z którym artyści zdążyli już gościć na niejednym festiwalu. Opowiada on o małym Franiu, który w chwili, gdy go spotykamy, małym wcale nie jest. Stoi nad grobem ojca, wysłuchuje utyskiwania matki, ze zdziwieniem, żalem i buntem przygląda się niefrasobliwemu zachowaniu pojawiających się zza drzwiczek peerelowskiej meblościanki krewnych i postanawia raz jeszcze powrócić do czasów dzieciństwa. Jego szczera opowieść staje się odważną próbą zmierzenia się z mitem O/ojca. Moim zdaniem, to jeden z najlepszych tekstów Artura Pałygi. Mocny, wzruszający, dotykający, a jednak pełen humoru i ironii, które Kombinatowi udało się zachować i przenieść na scenę. 

W notce festiwalowej sytuację teatrów niezależnych porównywano do „archipelagu samotnych wysp”. Chociaż w świecie przyrody wyspy nie potrafią połączyć się w jeden wielki kontynent, uważam, że w świecie sztuki jest to całkiem możliwe. Jak udowadnia to frekwencja, dolnośląski off ma swoich widzów i przy sprzyjających warunkach z pewnością zwiększy ich liczbę. A wraz z widzem wspólny ruch offowy będzie już miał szansę na stawianie czoła „grantozie”, komercjalizacji sztuki, próbom cenzurowania i upolitycznienia kultury. Jedno jest jasne – nic nikomu z nieba nie spadnie. Trzeba walczyć o swoje oraz o to, żeby to swoje było naprawdę swoim, i by było go pod dostatkiem. W tym akurat wypadku, jak głosi przywołany przez Iwonę Konecką w Atrapie i Utopii słynny slogan Margaret Thatcher – There is no alternative.

23-10-2017

galeria zdjęć Festiwal Dolnośląskich Teatrów Offowych ZWROT, Wrocław 15 – 17 września 2017 Festiwal Dolnośląskich Teatrów Offowych ZWROT, Wrocław 15 – 17 września 2017 Festiwal Dolnośląskich Teatrów Offowych ZWROT, Wrocław 15 – 17 września 2017 Festiwal Dolnośląskich Teatrów Offowych ZWROT, Wrocław 15 – 17 września 2017 ZOBACZ WIĘCEJ
 

Festiwal Dolnośląskich Teatrów Offowych ZWROT, Wrocław 15 – 17 września 2017

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę: