AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Póki teatr żyje

Rozmowa z Bartoszem Szydłowskim, dyrektorem artystycznym Festiwalu Boska Komedia
Fot. Bartosz Siedlik  

Rozmowa z Bartoszem Szydłowskim, dyrektorem artystycznym Festiwalu Boska Komedia

Magdalena Figzał: Hasło przewodnie tegorocznej Boskiej Komedii jest dość znaczące. Czy to odpowiedź na ostatnie niepokojące wydarzenia w polskim teatrze?

Bartosz Szydłowski: Polski teatr stale odpowiada na niepokojące wydarzenia, ponieważ taki ma temperament. Każda sytuacja o charakterze społeczno-politycznym jest inspiracją do krystalizowania własnych poglądów, okazją do przypominania o rzeczach, które są często pomijane bądź traktowane powierzchownie.

To hasło zwraca uwagę również na teatr jako miejsce realnej tożsamości społecznej. Musimy siebie uświadomić, że Polski nie obronimy żadnym orężem, jeśli nie stworzymy jej przestrzeni kulturalnej, symbolicznej – jeśli nie dokonamy aktu pewnej autorefleksji, jeśli nie zastanowimy się nad tym, kim jesteśmy. I teatr jest właśnie taką przestrzenią – przestrzenią refleksji, która jakościowo zdecydowanie odbiega od tak zwanej publicznej debaty, politycznych deklaracji i towarzyszącego im medialnego szumu.

Czy wobec tego teatr może zmieniać rzeczywistość?

Ja osobiście jestem wyznawcą tej tezy, że teatr zmienia rzeczywistość. Po pierwsze wpływa na ludzi, po drugie poszerza pole empatii, czyli współodczuwania. Wydaje mi się, że są to główne cele działania artystycznego, w tym również teatralnego. Teatr przeprowadza proces upodmiotowieniawidza, tworzy rodzaj utopijnej społeczności. Jest w stanie zainfekować odbiorców pewną energią i potrzebą myśli. To jest już realna zmiana – i chyba wystarczająca, jeśli odbywa się we właściwym kontekście. Sam festiwal bez wątpienia służy poszerzaniu tej idei i w tym sensie może być przyczyną pewnych zmian, a przynajmniej stara się pokazywać, że zmiany są możliwe.

Dziewiątą edycję festiwalu w dużej mierze stanowią przedstawienia reżyserów młodszego pokolenia. Po raz pierwszy też sekcja Paradiso ma charakter konkursowy. Czy to zamierzony zwrot w kierunku młodego teatru?

Myślę, że młody teatr potrzebuje szczególnego wsparcia i ważne jest, by pojawiał się w obiegu tej dyskusji teatralnej, którą prowadzimy podczas festiwalu. Ich głos jest istotny nie tylko w kontekście przyszłości polskiego teatru, ale też jego teraźniejszości. To często spektakle, które bardzo trafnie diagnozują współczesną rzeczywistość, choć robią to z pozycji całkowicie odmiennej niż przedstawienia reżyserów o ugruntowanej pozycji.

Oczywiście pojawienie się nowych nazwisk jest też związane z tym, jak wyglądał ostatni sezon teatralny w Polsce, bo to jemu poświęcony jest festiwal. Lupa, Warlikowski czy Jarzyna praktycznie nie realizowali ostatnio przedstawień w kraju, stąd też w programie nie pojawiły się ich spektakle. Nieobecność pewnych twórców staraliśmy się jednak przekształcić w coś pozytywnego, stąd też zwrot ku młodym reżyserom. Myślę, że festiwal bez tej pożerającej energii, aspiracji i ambicji, jaką niosą ze sobą przedstawienia młodych, byłby festiwalem martwym, konsumującym jedynie pewne status quo. Ich obecność jest więc istotna, a konkurs w sekcji Paradiso stanowi tego potwierdzenie.

A czy jest pana zdaniem coś, co decyduje o specyfice polskiego młodego teatru?

Trudno powiedzieć, ja cały czas powtarzam, że w polskim teatrze wszyscy chcą się różnić od wszystkich i być może na tym właśnie polega ta specyfika. Pewnie jest to też kwestia czasów, w jakich żyjemy – każdy dość mocno chce zaznaczyć swoją indywidualność. Jedni powiedzą, że jest to siła polskiego teatru, inni że to jego słabość prowadząca do pułapki. Ja staram się nie oceniać, ale widzę, że jest to pewna tendencja, za którą podążają reżyserzy i całe zespoły artystyczne.

Wydaje mi się również, że obecnie młody teatr jest mniej zależny od praktyk wyznaczanych przez uznanych reżyserów czy profesorów. Jeszcze dekady temu te wpływy były znacznie silniejsze, trudniej więc było wybić się na przykład z cienia Krystiana Lupy, czy później Krzysztofa Warlikowskiego. Dziś te drogi są bardziej zindywidualizowane i kierują się od razu na przekór, co jest prawdopodobnie syndromem określonego pokolenia, nieobciążonego wspomnieniami i nawykami czasów PRL-u. Jest więc chyba w tym młodym teatrze więcej wolności.

Konkursowe Inferno to w tym roku dziesięć przedstawień – bardzo różnych w swej formie i estetyce. Czy jest coś, co je łączy?

Jeśli jest coś, co je łączy, to jest to prawdopodobnie pewna energia, jaką wyzwalają, przekuwająca się na budowanie przymierza z widzem, budzenie jego zainteresowania. Łączy je również nieustające komentowanie bieżącej rzeczywistości. Polski teatr mocno odbija to, co dzieje się na ulicy, w przestrzeni publicznej – stara się to wyrażać, naświetlać, interpretować. Cechą wspólną jest wreszcie pewna jakość i tradycja traktowania teatru bardzo poważnie – jako medium, które służy objaśnianiu ważnych spraw, prowokowaniu dyskusji, wyrażaniu poglądów.

Boska Komedia jest w tym roku współproducentem dwóch premier: Plastików Mariusa von Mayenburga i Wieloryba Mateusza Pakuły. Estetycznie to przedstawienia sytuujące się na dwóch przeciwstawnych biegunach.

W tym roku jesteśmy koproducentem dwóch przedstawień, lecz czasem były to trzy lub cztery spektakle zupełnie odmienne estetycznie. Różne są także miejsca, w których one powstają. Teatr Słowackiego, który jest w fazie dokonywania pewnego nowego kroku, musi jednak wykonać go miękko, uwzględniając dotychczasowego mainstreamowego widza – stąd też określona forma konstrukcji teatralnej. Łaźnia Nowa jest natomiast miejscem, które zawsze szuka czegoś poza samym teatrem – nowych przestrzeni, które wymykają się konwencji i tradycyjnym klasyfikacjom. Sam pomysł, by w Wielorybie tych poszukiwań dokonywał Krzysztof Globisz, był dość ryzykowny, a przez to budzący jeszcze większe oczekiwania. W moim odczuciu zostały one spełnione, a występ Globisza stał się czymś więcej niż samym tylko teatrem.

Czy żywy odbiór tego spektaklu można uważać za przejaw terapeutycznej mocy teatru?

Ten spektakl to nie tylko opowieść o przezwyciężaniu własnych słabości, ale też dowód na wyzwolicielską moc teatru. Wieloryb pokazuje, że ludzie potrzebują też jakiegoś pozytywnego impulsu płynącego ze sceny – że jest to nie tylko przestrzeń teatru krytycznego, który kontestuje rzeczywistość, ale też teatru, który wskazuje jakąś odmienną drogę.

Chciałabym zapytać jeszcze o zagraniczne propozycje Purgatorio – czy stanowią one zapowiedź jakiegoś poszerzania formuły festiwalu?

Chyba nie do końca – żeby poszerzyć formułę trzeba mieć na to dodatkowe środki, które na razie raczej się nie pojawią. To był po prostu taki pomysł, aby pokazać spektakle, stanowiące efekt pracy polskich artystów zagranicą, zderzyć je z pozostałymi propozycjami festiwalowymi. Na pewno jest to ciekawy nurt, natomiast na razie chyba nie jestem w stanie zagwarantować, że będziemy go rozwijać. W tym momencie mogę powiedzieć, że walczę o to, aby w przyszłym roku pokazać spektakl z Barcelony – Na szczytach panuje cisza Krystiana Lupy.

Konkursowe spektakle Boskiej Komedii oceniane są przez międzynarodowe jury. Czy ich werdykty są czasem dla pana zaskoczeniem?

Chyba nie zastanawiam się nad tym jakoś szczególnie, staram się po prostu stwarzać sytuację twórczej wymiany myśli i raczej dbam o to, by atmosfera jej towarzysząca sprzyjała dobrej recepcji polskiego teatru. To jest moje główne zadanie. Z werdyktami bywa różnie – czasem są potwierdzeniem pewnych wcześniejszych opinii na temat przedstawień, czasem im zaprzeczają. Tutaj nie ma reguł. Mam też świadomość tego, że teatr jest miejscem przypadku – czasem świetny spektakl może akurat gorzej pójść i automatycznie stracić szansę na bycie dostrzeżonym. Zdarza się też, że pewne spektakle nieco inaczej odbiera się w określonej festiwalowej konfiguracji, która może im służyć. Sam staram się nie typować. Najważniejsze dla mnie jest stwarzanie pewnej płaszczyzny wymiany doświadczeń, okazji do prezentacji różnorodnych dokonań artystycznych i prowadzenia rozmowy o teatrze.

16-12-2016

 

Bartosz Szydłowski – dyrektor artystyczny Boskiej Komedii; reżyser teatralny, szef nowohuckiego teatru Łaźnia Nowa, założyciel niezależnego krakowskiego Stowarzyszenia Teatralnego „Łaźnia”. Od 2016 roku jest również kuratorem programu artystycznego w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę:
komentarze (2)
  • Użytkownik niezalogowany Piotrem
    Piotrem 2016-12-18   23:06:14
    Cytuj

    Boska to wchodzenie sobie do tyłeczków od lat te same nudne krakowskie wałbrzyskie nazwiska, dobrze że choć powszechny z warszawy przyjeżdża

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2016-12-16   16:52:19
    Cytuj

    taki "temperament" miał Bogusławski i Dejmek, dziś to raczej kolejka do KOD-u. Młody teatr potrzebuje nie wsparcia, tylko uczciwej krytyki, która nie będzie dmuchać śmieci... Prowincjonalna imprezka rozdęta medialnie, której sie wydaje...