AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Środowisko się rozrasta

fot. Marta Ankiersztejn  

Hanna Raszewska-Kursa: W 2019 roku dużo się wydarzyło. Z Anką Herbut i Martą Ziółek zrealizowaliście pracę FAŁDA: research, na Polskiej Platformie Tańca pokazałeś Populuxe, w ramach rezydencji w Komunie//Warszawa stworzyłeś RODOS. Listopad to premiera spektaklu twojego i Aleksandry Borys pod tytułem Prywatka. Eastern Europeans Take On Movement w Centrum Sztuki Tańca w Warszawie.

Wojciech Grudziński: Rzeczywiście dużo rzeczy skumulowało się w tym roku i wydarzyło się wiele z tego, na czym mi zależało. Na Polską Platformę Tańca aplikowałem już drugi raz. Zaraz po tym, jak wróciłem po studiach do Polski, zgłosiłem do wcześniejszej edycji spektakl SLAVE4YOU dlaciebiedlarodziny z 2016 roku, ale wtedy nie zostałem zakwalifikowany. Tegoroczna prezentacja to przede wszystkim wyróżnienie dla Populuxe. Praca w Poznaniu nad tym spektaklem w ramach programu Solo Projekt Plus w Starym Browarze była dla mnie cennym doświadczeniem i cieszę się, że jej rezultaty udało się zaprezentować podczas finału Platformy w Gdańsku.

Skoro już wspomniałeś o powrocie… Skończyłeś warszawską szkołę baletową, co zresztą przywołujesz w spektaklu Absolutely Fabulous Dancers grupy HOTELOKO movement makers. Potem zdałeś do CODARTS – Rotterdam Dance Academy. Nawiązałeś zagraniczne kontakty i współprace. Twój dyplom Fresh Flesh powstały we współpracy z Jouke Istar Rouwenhorst był pokazywany w różnych miastach. I wróciłeś do Polski. Dlaczego?

Chyba wróciłem bardziej do Warszawy niż do Polski. W tym mieście się urodziłem, stąd jestem i jest mi tu dobrze. Wyjechałem się kształcić, ale jeśli mam gdzieś mieszkać, to tutaj. Potrzebuję stałego miejsca, do którego mogę wracać. W Holandii oczywiście jest dużo więcej możliwości dla tańca niż w Polsce, ale jest tam też dużo większa konkurencja. Przy czym to nie było tak, że nagle usiadłem i zdecydowałem: koniec z zagranicą, wracam. Zrealizowałem kilka projektów w Holandii, na kolejny kontrakt pojechałem do Irlandii, a następną rzecz zaproponowano mi w Polsce. Zobaczyłem, że tutejsze środowisko tańca współczesnego i performansu rozrasta się i jest w nim coś świeżego, czego ciekawie jest być częścią. Podążyłem za tym i Warszawa z powrotem stała się moim miejscem.

System podstawowej i średniej edukacji tanecznej w Polsce nie przewiduje kształcenia choreograficznego, szkoły uczą przede wszystkim wykonawstwa tanecznego. Niektórzy z absolwentów i absolwentek jednak zajmują się choreografią. Jak to wyglądało u ciebie? Kiedy pojawiła się ta chęć?

Zaczęło się bardzo wcześnie, bo rozwój w kierunku choreograficznym zainteresował mnie już w szkole. Nie było możliwości ciągłego kształcenia w tym zakresie, ale organizowano wewnątrzszkolne konkursy choreograficzne. Jako czternastolatek zacząłem pokazywać w nich pierwsze miniatury, a w klasie maturalnej wystartowałem w uczniowskim Międzynarodowym Konkursie Choreograficznym, który co dwa lata odbywa się w Bytomiu. Priorytetem szkół baletowych jest wysłanie najlepszych uczniów i uczennic do Gdańska na konkurs wykonawczy, a choreograficzny jest traktowany nieco po macoszemu. Uparłem się jednak i dostałem zgodę dyrekcji na udział.

Z perspektywy czasu myślę, że nauka na jednej z uczelni takich jak PARTS w Brukseli czy SNDO w Amsterdamie, które są ukierunkowane bardziej na choreografię niż na wykonawstwo, byłaby lepszym pomysłem. Wybrałem wydział tańca współczesnego w CODARTS pewnie właśnie dlatego, że wywodzę się ze szkoły baletowej i naturalne wydawało mi się kontynuowanie kształcenia tanecznego. Co nie znaczy, że to była zła droga. Studia bardzo dużo mi dały, a w ramach pionu Own Work Project zrealizowałem Fresh Flesh, o którym wspomniałaś, 15-minutową pracę na cztery tancerki i na mnie.

Ostatnio sporo mówi się w Polsce o przemocowych metodach nauczania w szkołach baletowych. „Gazeta Wyborcza” publikuje różne głosy na ten temat. Czy chcesz jakoś odnieść się do tego tematu?

Nie ma przesady w tym, co padło w tych wywiadach. Nie chcę generalizować, bo miałem lepszych i gorszych nauczycieli, ale nie jest nadużyciem powiedzenie, że przemoc fizyczna i psychiczna jak najbardziej są obecne w polskich szkołach baletowych. Ramona Nagabczyńska słusznie zauważyła, że grono pedagogiczne najgorzej traktuje najlepsze osoby. Ja nie byłem najlepszy z baletu, więc dzięki temu uniknąłem tej najgorszej presji, ale naoglądałem się okropnego traktowania czołowych uczennic i uważam, że to w końcu musi się zmienić. Tylko nie wiem, co musiałoby się wydarzyć, żeby tak się stało.

Ja sam za to doświadczyłem w szkole zachowań homofobicznych. Głównie ze strony uczniów, ale mocno nakręcanych w tej kwestii przez nauczycieli. Dużo osób dziwi się, kiedy mówię o homofobii w szkole baletowej, bo jak to? Przecież środowisko taneczne jest tolerancyjne. Co mam odpowiedzieć – było tak jak mówię.

Cofnęliśmy się w czasie, wróćmy do sytuacji bieżącej. Twoje spektakle powstałe dotąd w Polsce to SLAVE4YOU dlaciebiedlarodziny, PAX, Populuxe i RODOS. Jednym z ich wspólnych mianowników jest tematyka. Poruszasz kwestie etyczne i filozoficzne, poddając krytyce system polityczno-ekonomiczny, w którym żyjemy.

Urodziłem się w 1991 roku, tuż po transformacji ustrojowej. Wspomnienia z dzieciństwa są dla mnie bardzo stymulujące. Wychowałem się w wielkiej płycie, do szkoły jeździłem pierwszą polską linią metra, na bieżąco obserwowałem zmiany, które zachodziły. Jeździłem pod miasto na hot dogi do wielkiego centrum handlowego, które było niesamowitym placem zabaw, kolorowym rajem, ale dużo czasu spędzałem też na działkach z rodzicami i z babcią. To wszystko miało na mnie istotny wpływ. Kiedy pracuję nad kolejnymi spektaklami, cały czas czerpię z moich doświadczeń. Wiele wyborów jest intuicyjnych. Teoria kapitalizmu i akademickie analizy konsumpcjonizmu owszem, ale intuicja i własne doświadczenie zajmują w procesie twórczym pierwsze miejsce.

Czy mogę się do czegoś przyczepić? W PAX użyłeś na scenie prawdziwych parówek. Nie pasuje mi to do twórcy, który porusza tematykę etyczną.

Tak, użyłem prawdziwego mięsa i nie chciałbym się już z tego tłumaczyć. To było dwa lata temu i dużo nasłuchałem się przez ten czas na temat wspierania przemysłu rzeźniczego. Użyłem kontrowersyjnego narzędzia, ale adekwatnego do korporacji, którą przedstawiam w PAX i która zresztą od tamtego czasu wprowadziła już do oferty wegańskiego klopsa. Z tym, że ja tego mięsa użytego na scenie nie zmarnowałem. Nie trafiło na śmietnik, po spektaklu zjadł je pies. Mama osobiście dopilnowała, żeby nic nie zostało wyrzucone.

Wracając do cech twojej twórczości: w jaki sposób pracujesz nad swoim językiem ruchowym? Jest dość charakterystyczny.

Generuję ruch w bardzo różny sposób, eksperymentuję z tym. Kiedy pracowaliśmy z Jouke Istar Rouwenhorst nad Fresh Flesh, słuchaliśmy audiobooka Lubiewa Michała Witkowskiego i transkrybowaliśmy go na ruch. Pomysły na SLAVE4U rozwijały się podczas warsztatów prowadzonych przez Ivo Dimcheva w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Populuxe powstał podczas Solo Projekt Plus Art Stations Foundation – w edycji 2018 mentorem był Peter Pleyer. Korzystam z różnych metod, jakie poznaję podczas kolejnych warsztatów i współprac artystycznych, pracuję z zadaniami z improwizacji i z ruchem autentycznym. Często pracuję też z ready made’ami, cytując je i modyfikując, na przykład w PAX użyłem fragmentu Zielonego stołu Kurta Joossa, a w Populuxe pojawiają się motywy z Parady Leonida Miasina. Myślę, że dużo jest też w tym intuicji, przecież formalnie nigdy nie uczyłem się choreografii jako takiej.

Kto z pedagogów, z którymi miałeś do czynienia, jest dla ciebie najbardziej inspirujący?

Na pewno duże wrażenie zrobił na mnie Andrew Morrish i jego bardzo ciekawa praktyka z systemem pozytywnego feedbackowania. Oczywiście ważne jest doświadczenie warsztatów z Ivo Dimchevem, a także wszystkie zajęcia, w których uczestniczyłem w ramach Alternatywnej Akademii Tańca w Starym Browarze. Cały czas się rozwijam i uczę, więc to na pewno nie jest koniec tej listy.

Wydaje mi się, że tworzysz spektakle w estetyce, którą można by nazwać queerową. Zgodzisz się z taka opinią?

Anka Herbut niedawno napisała duży tekst Choreografie queerowych utopii dla „Dwutygodnika”. Kiedy pracowaliśmy wspólnie nad FAŁDĄ, rozmawialiśmy o tym. Bo zastanawiam się, co to tak naprawdę znaczy, że ktoś jest artystą qeerowym? Mówiąc o swojej praktyce, nie dookreślam jej jako queerowej. Queerowość pojawia się w tym, co robię, naturalnie, nie jest zaplanowana ani celowa. Nie zakładam, że jestem artystą queerowym i ta czy inna praca koniecznie ma taka być.

Najnowszy spektakl, Prywatka, tworzysz z Aleksandrą Borys w ramach programu koprodukcji Centrum Sztuki Tańca w Warszawie.

To nasza pierwsza współpraca z Olą i bardzo się z niej cieszymy. Oboje przeszliśmy dokładnie taką samą ścieżkę edukacji – bo uczyliśmy się w szkole baletowej i w CODARTS – ale ponieważ jest między nami różnica wieku, to spotkaliśmy się dopiero w tym roku, i to nie w Polsce, a w Stanach Zjednoczonych. Byliśmy w Nowym Jorku i w Filadelfii na trzytygodniowej wizycie studyjnej w ramach programu „Movement Research at Judson Church” realizowanego we współpracy z GPS/Global Practice Sharing Program, Art Stations Foundation i Instytutem Muzyki i Tańca. Tam zawiązał się pomysł na wspólny spektakl, którego pełny tytuł to Prywatka. Eastern Europeans Take On Movement. Odnosimy się do wschodnioeuropejskiej tożsamości i do naszych polsko-zagranicznych doświadczeń. Stosujemy formułę plebiscytu, rodzaj listy przebojów. Co z tego wyniknie? Zapraszam na spektakl.

06-11-2019

Wojciech Grudziński – tancerz i choreograf. Absolwent Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Romana Turczynowicza w Warszawie oraz wydziału tańca współczesnego CODARTS – Rotterdam Dance Academy w Holandii. Stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2017) oraz takich holenderskich programów, jak: Schuurman Schimmel – van Outeren Stichting (2012/2013) i Stichting Bekker – La Bastide – Fonds (2013). Współpracował m. in. z takimi zespołami, jak: Jens van Daele Dance Company (NL) oraz CoisCeim Dance Theater (IRL). Brał udział w przedstawianiach wielu choreografów takich jak m.in. Itamar Serussi, Hans van Manen, Ed Wubbe oraz Jiříi Kylián. Był jednym z artystów biorących udział w warszawskiej wersji spektaklu Gala Jérôme’a Bela, którego premiera odbyła się w lipcu 2017 w Nowym Teatrze w ramach Festiwalu Ciało/Umysł. Realizuje własne projekty choreograficzne m.in. Fresh Flesh, SLAVE4YOU dlaciebiedlarodziny, PAX.

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę: