AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Stawiam na różnorodność

Rozmowa z Łukaszem Czujem, reżyserem teatralnym, dyrektorem artystycznym Teatru Miejskiego w Gliwicach
 

Rozmowa z Łukaszem Czujem, reżyserem teatralnym, dyrektorem artystycznym Teatru Miejskiego w Gliwicach

Magdalena Fizgał: Okoliczności naszego spotkania wyznacza pierwsza premiera Teatru Miejskiego w Gliwicach, w której udział bierze nowy, skompletowany przez pana zespół. Zdaje się, że zaangażował pan przede wszystkim młodych aktorów.

Łukasz Czuj: Tak, taki był mój zamysł. Jest to przede wszystkim dość wyjątkowa sytuacja, ponieważ zespół buduję od podstaw. W pierwszej kolejności postanowiłem zwrócić się ku młodym aktorom – ich energii, otwartości, chęci poszukiwania. Jeździłem po różnych szkołach teatralnych, oglądałem dyplomy i przyglądałem się studentom, następnie z grona wybranych osób stworzyłem trzon naszego zespołu. Na razie stanowi go osiem osób, ale nie jest to oczywiście pełny skład. W trakcie powstawania kolejnych premier będą dołączać do nas kolejne osoby. Chciałbym, aby stały, liczący około piętnastu osób zespół, ukonstytuował się ostatecznie pod koniec tego sezonu. Ze względu na zróżnicowany repertuar teatru będziemy posiłkować się również aktorami gościnnymi. W pierwszej premierze na dwunastu aktorów czterech jest spoza stałego zespołu.

Czym kierował się pan w doborze zespołu aktorskiego?

Szukałem aktorów o bardzo zróżnicowanym warsztacie i szerokich możliwościach repertuarowych – takich, którzy odnajdą się zarówno w teatrze dramatycznym, jak i w spektaklach muzycznych. Te umiejętności były potrzebne już w realizacji pierwszego spektaklu, Domu Spokojnej Młodości, chociażby z uwagi na rozbudowane partie wokalne oraz śpiewanie zbiorowe z podziałem na głosy. Rzeczą bardzo istotną było też zebranie grupy ludzi, którzy będą potrafili dialogować ze sobą oraz w sposób otwarty i czujny pracować razem na scenie. W tej kwestii muszę kierować się intuicją, którą zweryfikuje oczywiście wspólna praca. Tworzenie zespołu to proces długotrwały – w normalnych okolicznościach przebiegający latami i polegający na pewnej naturalnej wymienności aktorów. W naszym przypadku musieliśmy go nieco przyspieszyć. Efekt podjętych decyzji poznamy dopiero po realizacji kilku spektakli, ale już dziś widzę w moim zespole niesłychanie duży potencjał, a co najważniejsze – chęć i energię do tworzenia teatru.

Zespołu muzycznego nie ma już w teatrze, ale wspomniał pan, że w premierowym spektaklu muzyka odgrywa dość istotną rolę. Czy to próba nawiązania do dawnych muzycznych tradycji gliwickiego teatru?

Na pewno nie chciałem zrywać z muzyczną tradycją i historią tej sceny, ale równocześnie chciałem zaproponować publiczności nieco inne spojrzenie na teatr muzyczny. Teatr, który sam tworzę, jest właściwie ciągłym łączeniem elementów teatru dramatycznego i muzycznego, przy czym estetycznie jest on zupełnie odmienny od repertuaru dawnego GTM. W Domu Spokojnej Młodości punktem wyjścia jest muzyka rockowa, ale sposób tworzenia songów odbiega od tego tradycyjnego. Pretekstem dla powstania rozbudowanego utworu muzycznego staje się przemówienie polityka, telewizyjna relacja z walki bokserskiej czy emocjonalna opowieść o wizycie papieża. W swoich spektaklach staram się zmieniać przyzwyczajenia zarówno widzów, jak i aktorów, przed którymi stawiam coraz trudniejsze zadania wokalne. Szukam nowych sposobów na użycie formy muzycznej, która nie jest tylko wodewilową wstawką, ale buduje sceny o dużym napięciu dramatycznym.

Do tej pory gliwicka scena kojarzona była przede wszystkim z teatrem gatunkowym, musicalowo-operetkowym, dalekim od tradycji teatru dramatycznego. Zależy mi na tym, by Miejski Teatr w Gliwicach był instytucją, która swój repertuar kieruje do możliwie najszerszego grona odbiorców, a przy tym pełni funkcję kulturotwórczą. Stawiamy na różnorodność. Nasza pierwsza premiera jest wbiciem pierwszego drogowskazu, ale nie wyznacza jeszcze całej drogi. Właściwy kształt tego teatru wyłoni się dopiero podczas kolejnych premier. Punktem odniesienia jest nasz widz, chcemy z nim rozmawiać, wysłuchiwać jego ocen, proponować mu nowe spojrzenie na teatr.

Przeprowadzanie zmian w gliwickim teatrze było procesem trudnym i bolesnym – wiązało się z utratą pracy przez grono artystów przez lata związanych z tą sceną, licznymi protestami publiczności i instytucji kulturalnych. Czy w takiej sytuacji odbudowanie przymierza z widzem i środowiskiem artystycznym jest możliwe?

Te przemiany przebiegały w pewnym sensie dwutorowo. Duża część pracowników dawnego GTM pozostała w zespole Teatru Miejskiego w Gliwicach. Myślę tu o całej administracji, pracowniach i dziale technicznym. Wszystkie te osoby kontynuują swoją dawną pracę, mimo że zmienił się profil teatru.

Oczywiście budowanie, czy też odbudowywanie przymierza z widzem, nie jest procesem łatwym. Mieliśmy tego świadomość, dlatego też pierwsze miesiące działalności zaplanowaliśmy jako rodzaj prologu – wprowadzenia do repertuaru opartego na własnych produkcjach. Od września prezentowaliśmy spektakle gościnne, między innymi takich zespołów, jak Teatr Pijana Sypialnia, Teatr Witkacego, Teatr Polonia, Teatr STU, Teatro Tatro. Sezon przy Nowym Świecie otworzył Jerzy Trela, był Jerzy Stuhr, Wiesław Komasa, Rafał Rutkowski, Czesław Mozil. Odbyła się również polska prapremiera spektaklu Cirkus Charms Ondreja Spišáka – w namiocie cyrkowym. Miał to być etap, który pozwoliłby nam rozpoznać oczekiwania i reakcje publiczności. Problemów z wypełnieniem widowni nie mieliśmy, widzowie nadal przychodzą do teatru przy Nowym Świecie. To był z pewnością pierwszy ważny sygnał. Drugim było to, że publiczność chętnie ogląda nie tylko spektakle rozrywkowe, ale interesuje ją także repertuar trudniejszy.

Kolejna istotna kwestia, która wyłoniła się podczas moich rozmów z lokalną publicznością, to fakt, że nie wszyscy tutaj są jedynie miłośnikami operetki czy musicalu. Istnieje spora grupa widzów, która entuzjastycznie zareagowała na zaproponowane zmiany, idące w kierunku przekształcenia instytucji w teatr dramatyczny. Chciałbym, aby rola gliwickiego teatru nie ograniczała się jedynie do funkcji rozrywkowej, choć oczywiście nie zamierzamy całkowicie z niej zrezygnować. Mam nadzieję, że uda nam się stworzyć teatr, który odpowiada na problemy nurtujące współczesnego widza – teatr, który stara się diagnozować otaczającą nas rzeczywistość oraz analizować ją w możliwie szerokich kontekstach: społecznym, tożsamościowym i lokalnym. Uruchomiliśmy właśnie nową odsłonę strony internetowej teatru, w lutym zacznie też działać nasza własna gazeta internetowa „Trzeci dzwonek” – będą pojawiały się w niej recenzje, felietony, ale też dyskusje i plotki. Nasi aktorzy prowadzą na Facebooku własny profil „Aktywni Teatru Miejskiego”, szukamy zatem różnych platform umożliwiających budowanie dialogu z publicznością.

A czy udało się już uspokoić atmosferę wokół teatru po jego restrukturyzacji?

W moim odczuciu tak. Myślę, że atmosfera uspokoiła się tak naprawdę wraz z rozpoczęciem nowego sezonu. Najbardziej gwałtowne fale protestów dotyczyły czerwca i lipca ubiegłego roku, kiedy podjęto decyzję o zmianie profilu gliwickiej sceny. Obawiano się również całkowitej likwidacji teatru. W tej chwili te emocje już opadły, koncentrujemy się raczej na tym, co dzieje się teraz, czyli planach repertuarowych, budowaniu zespołu artystycznego. Tamten rozdział należy traktować już jako zamknięty. Nie da się ukryć, że tego rodzaju procesy zawsze podszyte są osobistym ludzkim nieszczęściem. Niemniej jednak po zapoznaniu się z finansowo-technicznym stanem teatru sprzed okresu restrukturyzacji mogę stwierdzić, że rzeczywiście instytucja wymagała bardzo radykalnych zmian. Właściwie pierwsze miesiące działania nowego teatru musieliśmy poświęcić na przebudowę i usprawnienie całej infrastruktury technicznej: dźwiękowej, oświetleniowej. Bez tego nie moglibyśmy w ogóle rozpocząć naszej pracy. Pod koniec roku całkowicie zmieniliśmy nagłośnienie na dużej scenie, ale także poszerzyliśmy ją. Przemalowaliśmy proscenium, odświeżyliśmy garderoby i zaplecze. Od podstaw zbudowaliśmy także małą scenę, w miejscu dawnej sali bankietowej. Będzie to sala wielofunkcyjna, z możliwością zmiennego ustawienia sceny i widowni – będzie można na niej prezentować kameralne produkcje dramatyczne, jak również repertuar dziecięcy. Na otwarcie proponujemy dwie premiery adresowane do publiczności dziecięcej: Ach, jak cudowna jest Panama Janoscha i Niezwykły lot pilota Pirxa według Stanisława Lema.

Wspomniał pan o repertuarowej różnorodności. Na konferencjach prasowych również dyrektor Grzegorz Krawczyk podkreślał, że nie chce profilować teatru, że repertuar ma być mieszany: trochę przedstawień dramatycznych, trochę bajek dla dzieci, do tego jeszcze przedstawienia muzyczne. Czy taki eklektyzm nie budzi jednak obawy o utratę charakteru gliwickiej sceny?

Za tą różnorodnością przemawia kilka bardzo ważnych argumentów. Po pierwsze jest to jedyny teatr w mieście i uważam, że jako taki powinien charakteryzować się zróżnicowanym repertuarem. Tworzenie sceny sprofilowanej może oczywiście owocować powstawaniem ciekawych widowisk, ale równocześnie niesie z sobą ryzyko zawężenia grona odbiorców. Teatr gliwicki dysponuje czterema scenami – sceną główną, kameralną, sceną w ruinach Teatru Victoria oraz sceną w kinoteatrze Amok. Wydaje mi się, że ta baza lokalowa jest na tyle duża, że z powodzeniem jesteśmy w stanie realizować różnorodny gatunkowo repertuar. Główny nurt programowy wyznaczać będą oczywiście spektakle grane na dużej scenie, jednakże chciałbym, aby były one uzupełniane także innymi formami widowisk. To bardzo ważne również dla rozwoju aktora, który nie zamyka się wówczas w jednym tylko gatunku scenicznym – pracuje z różnym rodzajem literatury, przy wykorzystaniu rozmaitego warsztatu technicznego. Myślę, że ta możliwość nieustannego konfrontowania siebie z nowym językiem teatralnym, nową estetyką ma dla aktora kluczowe znaczenie – nie tylko zakłada pewną wymienność zadań, ale też umiejętność odnalezienia się w rozmaitych konwencjach. Po rozbudowanej inscenizacyjnie premierze Domu Spokojnej Młodości chcemy teraz zrealizować kilka spektakli bardziej kameralnych – skupionych na dialogu, na literaturze, nastawionych na nawiązanie bardziej intymnej, bezpośredniej relacji z widzem.

W pierwszej premierze teatru pojawiają się wątki związane z historią Gliwic – czy stawia pan przede wszystkim na lokalną publiczność?

Oczywiście najważniejsi są dla nas mieszkańcy regionu, co jednak nie znaczy że są oni jedyną grupą odbiorców, do której chcemy trafiać. Naszym marzeniem jest stworzenie teatru, który wykracza poza perspektywę jednego miasta. Aglomeracyjny charakter Górnego Śląska bez wątpienia stwarza ku temu warunki – mam na myśli udogodnienia komunikacyjne między poszczególnymi miastami. Chciałbym więc, aby gliwicki teatr stopniowo otwierał się na widza z całej aglomeracji śląskiej, ale także spoza niej. Już teraz planujemy też koprodukcje realizowane z zespołami innych teatrów, co z pewnością pozwoli nam poszerzyć zasięg odbiorców.

Niebawem uruchamiamy także konkurs na dramat o Zdzisławie Najmrodzkim „Szaszłyku” – jednym z najsłynniejszych złodziei czasu PRL-u, nazywanym „mistrzem ucieczek”. Jego historia jest bardzo mocno powiązana z Gliwicami. Przeszłość miasta oraz rozmowa o tożsamości jego mieszkańców przewijać się będą w utworach powstających na zamówienie teatru. Chcę jednak podkreślić, że szukać będziemy przede wszystkim ciekawych opowieści, dobrych tekstów – historii, które pozwolą pokazać lokalność w kontekście bardziej uniwersalnym.

Zmianie uległa także formuła Gliwickich Spotkań Teatralnych – zamiast festiwalu mamy całoroczny przegląd przedstawień. Czy zachowanie festiwalu w jego dotychczasowej formie nie było możliwe?

Uznaliśmy, że na razie ciekawsze będzie rozłożenie go w czasie. Festiwal, który odbywał się zawsze w określonym miesiącu zamieniliśmy w całoroczny przegląd przedstawień. Ta formuła podyktowana jest też budżetem, jakim aktualnie dysponujemy. W tym momencie nie posiadamy żadnych dodatkowych środków na realizację festiwalu. Nie ukrywam, że priorytetem jest dla nas obecnie budowanie własnego repertuaru – do końca roku kalendarzowego chcemy wystawić około dziesięciu premier. Myślę jednak, że pod koniec sezonu przyjdzie czas na weryfikację obecnej formuły Gliwickich Spotkań Teatralnych i zastanowienie się nad tym, w jakim kierunku poprowadzić dalej ten festiwal.

Mocno rozszerzona została natomiast oferta edukacyjna teatru. Jak istotną rolę w procesie kształtowania widza odgrywają według pana takie działania?

W naszym myśleniu programowym to był element absolutnie kluczowy. Staraliśmy się rozbudować edukacyjną przestrzeń teatru, która w naszym zamierzeniu ma być sferą wspólnego działania, przestrzenią interaktywną. Jeśli mamy mówić o budowaniu przymierza i dialogu z widzem, to działania edukacyjne wydają się również bardzo istotną drogą ku temu. Mamy w naszej ofercie zajęcia dla małych dzieci, lekcje teatralne dla młodzieży, warsztaty dla nauczycieli i seniorów. Zarówno nasze propozycje repertuarowe, jak i edukacyjne mają być dostosowane do różnych grup wiekowych. Nie chcemy tworzyć instytucji zamkniętej, elitarnej – pragniemy różnymi sposobami otwierać się na widza. Poprzez działania warsztatowe ten kontakt z publicznością staje się intensywniejszy. Zawsze podobała mi się idea teatru „żywego”, proponującego szerokie spektrum wydarzeń i otwartego dla widza w różnych porach dnia, nie tylko wieczorami. Chciałbym, aby gliwicki teatr funkcjonował właśnie w taki sposób.

3-02-2017

Łukasz Czuj – reżyser teatralny, scenarzysta, twórca wydarzeń muzycznych, projektant wystaw multimedialnych. Od 2016 roku zastępca dyrektora ds. artystycznych w Teatrze Miejskim w Gliwicach.

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę: