AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Uczyłam się w działaniu

Rozmowa z Karoliną Garbacik, choreografką i tancerką z DanceOFFni – Studia Działań Kreatywnych
 

Rozmowa z Karoliną Garbacik, choreografką i tancerką z DanceOFFni – Studia Działań Kreatywnych

Hanna Raszewska: Jesteś dyrektorką Festiwalu Kalejdoskop, członkinią Zarządu Podlaskiego Stowarzyszenia Tańca, właścicielką DanceOFFni – Studia Działań Kreatywnych, instruktorką, choreografką i tancerką. Ponadto prywatnie żoną i matką. Wcielasz się w wiele ról, podobnie jak bohaterka twojego spektaklu Matylda R. – wszyscy jesteśmy super. Zgodnie z tytułem Matylda ma super życie, ale jest ono tak intensywnie wypełnione działaniem – aktywnością zawodową i rodzinną – że brakuje czasu na przeżywanie go. Na ile w tym przedstawieniu mowa o Karolinie Garbacik, a na ile o każdej współczesnej Karolinie?

Karolina Garbacik: Spektakl jest owocem współpracy pięciu kobiet. W trakcie pracy nad nim rozmawiałyśmy o swoich życiowych słabościach i o tym, z czego jesteśmy dumne. Dzieliłyśmy się swoim doświadczeniem i dowiadywałyśmy się, jak ono wygląda w oczach innych. Bohaterka łączy więc nasze cechy, jej życie uplecione jest z wątków obecnych w naszych domach i pracach. Mam jednak poczucie, że im dalej od premiery, tym bardziej spektakl staje się osobisty, a ja coraz mocniej filtruję treść przez siebie. W Matyldzie jest coraz więcej mnie samej. Zresztą w pierwszej scenie jestem tak naprawdę w prywatnym ubraniu: moim własnym kostiumie kąpielowym i kapeluszu Lidki. 

Pod względem estetycznym ta scena przywodzi na myśl spektakl Iwony Olszowskiej Kilka piosenek o miłości.

Wiem, ale to zbieg okoliczności, z którego dość długo nie zdawałam sobie sprawy. Zauważyłam go bardzo niedawno, kiedy spojrzałam na okładkę Sztuki do odkrycia Anny Królicy i zobaczyłam zdjęcie z tego przedstawienia. Wybór kostiumu był w pewnym sensie przypadkowy: byłyśmy na wakacjach. Opalałam się i pożyczyłam od Lidki kapelusz. Kiedy pokazałam się jej, powiedziała, że w takim zestawie wyglądam super – więc uznałam, że to będzie odpowiedni kostium dla Matyldy; przecież jeśli ktokolwiek jest „super”, to właśnie ona.

Czym kierowałaś się przy wyborze kobiet do współpracy?

Przede wszystkim musiały to być białostoczanki, bo produkcja była współfinansowana przez miasto Białystok. Wybrałam osoby, które łączy to, że każdej z nich można czegoś w życiu pozazdrościć. Spektakl miał odpowiadać o presji dotyczącej kreowania swojego wizerunku, o tym, jak chwalimy się na Facebooku naszym super życiem i zbieramy lajki pod wygładzonymi zdjęciami idealnych partnerów życiowych, dzieci, wyjazdów służbowych… Szukałam więc kobiet, które na takim czy innym polu odniosły sukces, na temat których można czasem westchnąć: „chciałabym mieć tak jak ona”. Joanna Chitruszko, tancerka, ma sławnego męża, bywa w ciekawych miejscach i poznaje interesujących ludzi, ma bardzo udane dzieci. Lidia Marcinkowska-Bartkowiak, współautorka koncepcji i autorka opracowania tekstów użytych w spektaklu, zrobiła wielką karierę w biznesie, czym zrealizowała cel, który postawiła przed sobą bardzo wcześnie. Natasza Topor, twórczyni muzyki, jest spełnioną i rozpoznawalną artystką. Anna Wojtecka, autorka scenografii i kostiumów, ma niezwykłą wyobraźnię, potrafi w minutę stworzyć w niej całkowicie nowy świat. Te cechy czy elementy życia imponują, przyciągają uwagę.

Tym spektaklem otworzyłyście kolejną edycję ogólnopolskiego Festiwalu Kalejdoskop, odbywającego się w Białymstoku już od trzynastu lat. Jakie były jego początki?

To jest rzeczywiście trzynasta edycja, ale zaczęliśmy czternaście lat temu. Między pierwszym a drugim Kalejdoskopem zrobiliśmy roczną przerwę, ponieważ nie mieliśmy dofinansowania. W pierwszą edycję zaangażowaliśmy dużą ilość własnych środków i uznaliśmy, że jeśli mamy kontynuować tę działalność, to musimy znaleźć partnerów finansowych. Początkowo Festiwal miał znacznie mniejszy rozmach, prezentowaliśmy cztery-pięć spektakli.

Z czasem przedsięwzięcie zaczęło się rozrastać.

Tak. Po czterech edycjach zaprosiłam do współpracy Joannę Chitruszko, bo coraz większy rozmach Festiwalu nie był już organizacyjnie do udźwignięcia przeze mnie jedną.

Jakie jeszcze zmiany oprócz poszerzenia repertuaru zaszły na przestrzeni tych wszystkich lat?

Przez pierwsze osiem edycji głównym założeniem było dawanie szansy młodym ludziom na spotkanie z profesjonalnymi artystami nie tylko w relacji scena-widownia. Oferta edukacyjna była wtedy skromniejsza niż obecnie i było wielkie zapotrzebowanie na takiego rodzaju spotkania, na ten sposób zdobywania wiedzy i umiejętności. Zapraszałyśmy znanego artystę, np. Leszka Bzdyla czy Iwonę Olszowską, i taka osoba bardzo intensywnie przez cztery-pięć dni pracowała z uczestnikami warsztatów. Po tej kilkudniowej współpracy odbywał się pokaz jej efektów. Cechą charakterystyczną prezentacji było współtworzenie ich przez muzyków grających na żywo. Ten moduł cieszył się ogromnym zainteresowaniem, ale około pięć lat temu sytuacja się zmieniła. Zauważyłyśmy, że ludzie już nie mają takich potrzeb, coraz mniejsze jest zainteresowanie tego rodzaju propozycją. Skupiłyśmy się więc przede wszystkim na spektaklach. Zawsze mamy myśl przewodnią, którą opracowujemy przed wyborem przedstawień na Festiwal.

Jak wygląda taka selekcja?

Od dwóch lat ogłaszamy otwarty nabór. Nie jesteśmy wszędzie, nie mamy szansy znać wszystkich nowych tytułów i twórców, a dzięki takiej formie możemy poznać wartościowe spektakle, których nie widziałyśmy, a które mogą świetnie sprawdzić się w formule Kalejdoskopu. W tym roku zgłoszono sześćdziesiąt osiem przedstawień, więc naprawdę jest z czego wybierać. Nabór to oczywiście nie wszystko. Mniej więcej pięć lat temu zaprosiłam do naszego grona Annę Królicę. Ogląda najwięcej z naszego kuratorskiego trio, ma najlepszą orientację we współczesnej scenie tanecznej. Miała też duży wpływ na rozbudowanie segmentu teoretycznego. Zaczęłyśmy zapraszać osoby związane z tańcem a niebędące artystami: krytyków, teoretyków. Idea, która nam przyświeca od dwóch-trzech lat, to chęć, żeby Kalejdoskop był miejscem spotkania ludzi tańca. Chcemy tworzyć bezpieczną, przyjazną przestrzeń, skracać dystans między artystami a widzami, kłaść nacisk na bliskość i bycie razem. Cały czas szukamy świeżych pomysłów, jak budować swobodną, niekrępującą atmosferę – w tym roku nowością są lunche taneczne, podczas których rozmawiamy o tańcu, siedząc przy wspólnym stole.

Głównym organizatorem Festiwalu jest Podlaskie Stowarzyszenie Tańca, w którego Zarządzie zasiadasz.

Stowarzyszenie jest w pewnym sensie pochodną Festiwalu. Zainicjowałam założenie PST, żeby móc pozyskiwać środki na Kalejdoskop. Przez te wszystkie lata nasza działalność rozwinęła się, pojawiły się nowe projekty. Jeden z ważniejszych to Więcej niż tańczące parabole – projekt edukacyjny skierowany do dzieci i młodzieży, realizowany od 2011 roku. Ponadto Stowarzyszenie produkuje i koprodukuje spektakle, zarówno we współpracy polskiej, jak i międzynarodowej.

W Stowarzyszeniu pracujesz społecznie, ale jednym z twoich licznych obszarów działalności jest też bycie bizneswoman.  Jesteś właścicielką studia tańca.

DanceOFFnia – Studio Działań Kreatywnych powstało w 2007 roku trochę z konieczności. Pracowałam w pięciu domach kultury jako pedagog, urodziłam dziecko i dalsze działanie w takim trybie stało się niemożliwe. Pojawiła się propozycja, żebym założyła własną szkołę tańca. Szczerze mówiąc, nie czułam się za bardzo na siłach, żeby to zrobić, ale mam odpowiednie wykształcenie kierunkowe i w sumie nie miałam żadnej wymówki nawet sama przed sobą. Studio nieustannie się rozrasta. Prowadzimy przede wszystkim zajęcia dla dzieci – od zupełnych maluchów po młodszą młodzież. Od kilku lat prowadzimy też zajęcia dla osób dojrzałych, cieszące się coraz większym powodzeniem. Oczywiście Studio jest partnerem Festiwalu i projektów Stowarzyszenia.

Nie tylko zarządzasz Studiem, ale również sama prowadzisz zajęcia.

Już coraz rzadziej. Ale tak, zgadza się, jestem instruktorką tańca współczesnego. Dawniej uczyłam też hip-hopu, ale zrezygnowałam już z tej drogi. Przekazałam hip-hop młodszym, bardziej w niego zaangażowanym instruktorom, którzy śledzą ten nurt na bieżąco, a sama skupiłam się na tańcu współczesnym, który jest dużo bliższy mojej własnej działalności artystycznej.

Kto przychodzi na zajęcia dla osób dojrzałych?

Najczęściej osoby, które kiedyś chciały tańczyć, ale z różnych powodów nie mogły, a teraz wracają do dawnych upodobań, jak również ludzie, którzy szukają nowych sposobów spędzania wolnego czasu. Zapotrzebowanie jest bardzo zróżnicowane: hip-hop, bollywood, taniec brzucha, modny staje się ostatnio też jazz. Zatrudniam około dwudziestu instruktorów, więc nie ma problemu z ułożeniem szerokiej oferty. Przy Studiu prowadzimy zespół Kolor, czyli formację złożoną z kilkunastu grup. Kolor odnosi liczne sukcesy i jest nagradzany na kolejnych przeglądach czy turniejach. Dodam jeszcze, że praca z ruchem amatorskim, z osobami niemającymi profesjonalnego przygotowania do tańca, ułatwia mi pracę w teatrze dramatycznym. Jestem ostatnio coraz częściej zapraszana do układania choreografii i opracowywania ruchu scenicznego w teatrze. Mam pewną lekkość pracy z aktorami, którzy nie przeszli treningu tanecznego, bo dzięki uczeniu osób, dla których taniec jest hobby, a nie zawodem, łatwiej mi się komunikować z kimś, kto niekoniecznie zna fachową terminologię czy nie ma perfekcyjnej koordynacji.

Zarządzasz, produkujesz, kierujesz, organizujesz. A jak wygląda artystyczna część twojego życia i jaka była twoja droga do zawodu choreografki?

Ukończyłam ognisko baletowe w Białymstoku, a po maturze zrobiłam Instruktorski Kurs Kwalifikacyjny. Poza tym kształciłam się głównie w systemie warsztatowym, wtedy prawie nie było innej możliwości. Kiedy miałam dziewiętnaście lat, założyłyśmy z Agnieszką Sieczkowską Teatr Tańca Projekt. Powołałyśmy go do życia dlatego, że nie miałyśmy gdzie realizować się w związku z tańcem. Automatycznie stałyśmy się swoimi własnymi choreografkami. Zespół istniał kilka lat. Pracowałam bardzo intuicyjnie, nie miałam wiedzy z zakresu kompozycji, działałam na wyczucie. Uczyłam się w działaniu. Dużo później pojawiła się w moim życiu Wyższa Szkoła Sztuk Performatywnych przy Śląskim Teatrze Tańca, która dała mi szansę na uporządkowanie edukacji. Poszukiwania własne są fajne do pewnego momentu. Ciekawie jest samej sobie zadawać sobie pytania i szukać na nie odpowiedzi, ale w końcu pojawia się potrzeba, żeby odpowiadał kto inny i żeby kto inny pytał. Nie ukończyłam tego dwuletniego kursu, przerwałam po półtora roku, bo byłam już w zaawansowanej ciąży, ale wiele stamtąd wyniosłam. Jeszcze później zdecydowałam się na Podyplomowe Studia Teorii Tańca na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina.

Jak z perspektywy czasu oceniasz swoją edukację?

Cieszy mnie to, że pewnych rzeczy nie miałam podanych od razu i odkrywałam je sama. To zajmuje o wiele więcej czasu, ale wielką satysfakcją było potem znajdowanie potwierdzeń swoich przeczuć u osób mądrzejszych i bardziej doświadczonych ode mnie.

Właściwie równocześnie stałaś się tancerką i choreografką.

Tak, chociaż wcale nie planowałam być performerką. Od dziesiątego roku życia chciałam zajmować się choreografią. Od bycia na scenie dużo bardziej interesowały mnie formalne aspekty tworzenia spektaklu. Największą radością jest dla mnie proces budowania przedstawienia. I w pewnym momencie zrezygnowałam z wykonawstwa, skupiłam się na kompozycji. Matylda R. to moje pierwsze wejście na scenę od dziesięciu lat. Zdecydowałam się, bo spektakl mówi w pewnym sensie o mnie. Ale nie planuję tworzyć kolejnych przedstawień dla siebie, chociaż z chęcią popracowałabym jako tancerka z innym choreografem.

Jak zmieniała się twoja twórczość?

Przez długi czas podążałam za tym, co widziałam, z czym się spotykałam. Świadome określanie się jako artystka o sprecyzowanych zainteresowaniach to kwestia ostatnich lat, proces krystalizowania się moich poglądów trwał dość długo. Ale i tak uważam, że nie jestem ukształtowaną twórczynią, ciągle poszukuję nowych rzeczy, zmieniam się i przekształca się też to, co robię. Nie powiem jednoznacznie, że już niczego nowego nie dotknę.

11-05-2016

 

Karolina Garbacik – choreografka, pedagog tańca, wykładowczyni, animatorka kultury, tancerka. Założycielka i właścicielka DanceOFFnia Studio Działań Kreatywnych oraz członek Zarządu Podlaskiego Stowarzyszenia Tańca. Twórczyni kilkudziesięciu spektakli i krótkich form choreograficznych. Otrzymała Świadectwo Otwartego Umysłu – nagrodę przyznawaną artystom przez redakcję „Gazety Wyborczej”. Przyznano jej również Nagrodę Artystyczną Prezydenta Miasta Białegostoku w dziedzinie tworzenia i upowszechniania kultury oraz Złote Klucze 2008 – nagrodę redakcji „Kuriera Porannego”; ponadto dwukrotnie otrzymała stypendium Prezydenta Miasta Białegostoku (2009, 2014).

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę: