AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Kochany Panie Puzyna!

Kochany Panie Puzyna!
Przepraszam, że zawracam Panu głowę, ale już nie mogę wytrzymać w teatrze. Chodzi o to, że dawniej, za moich czasów, na scenie królował tron, teraz jego miejsce zajęło łóżko.

Kiedyś człowiek szedł do teatru i zawsze była sztuka o królu – Ryszard III, Mikołaj I – wszystko jedno, ale ten król nie leżał, zwłaszcza w towarzystwie, tylko siedział na tronie i chodziło o to, kto go z tego tronu strąci, albo straszyły go duchy tych, których on strącił. Człowiek czuł się w teatrze podniesiony na duchu do wyżyn królestwa. Potem była brygada szlifierza Karhana, ale w pracy, a nie w łóżku, nawet wówczas nie obowiązywał system brygadowy w sypialni.

Teraz na scenie króluje łóżko. Wszelkie intrygi, które dawniej knuto w krużgankach, teraz rodzą się pod kołdrą, a rolę głównej powiernicy osób dramatu pełni poduszka. Wchodzę do Ateneum na Gogola, a tam pośrodku sceny stoi zwyczajne żelazne łóżko, na którym leży ktoś przykryty cały, nawet głowa nie wystaje i nie wiadomo, czy to Walczewski czy Kobuszewski. Zastanawiam się chwilę, bo nie lubię, kiedy jest jedno łóżko do dyspozycji, a nie wiem, kto w nim leży, więc wychodzę. Idę do Małego. I co tam widzimy? Może salę tronową, albo zakład pracy, do którego nie można namówić dramaturgów? Gdzie tam! Oczywiście, łóżko. Do tego nie trzeba ich namawiać, zresztą Pan wie o tym najlepiej, Panie Konstanty, że się tak wyrażę za pozwoleniem. Leży i to kto? Może Kucówna? Niestety, spod koca wystaje Siemion. Tego już naprawdę za wiele, nie mieli kogo do pościeli pchać tylko Siemiona! I to się nazywa Kartoteka. Czy Pan wie, jak się nazywa taka kartoteka, w której akta trzymane są w łóżku?

Panie Puzyna, może Pan jako człowiek uczony w teatrze, wyjaśni, gdzie się podziały fotele, krzesła i sztylety? Kto zdetronizował trony? Skąd ten awans materaca?  Pocieszające jest tylko to, że w 1959 roku w Dramatycznym łóżko stało pod płotem na ulicy, a teraz wniesiono je do wnętrza, bo Mały ma świetne warunki lokalowe. Na widok łóżka od razu chce mi się spać. Siemion nie Siemion spróbować można. Drzemaliśmy tak ze dwie godziny i myślicie, że dali pospać? Przyszedł dyrektor Hanuszkiewicz, żebyśmy wstawali. – Dlaczego? Bo jest łóżko potrzebne. – Dla kogo? Dla Sułkowskiej. – Kto to taki, może zostaniemy? Panna Sułkowska? Jamais couche avec. Już się kładzie, bo zaraz się zaczyna Białe małżeństwo. Pomyśleć, taki piękny teatr i mają tylko jedno łóżko! A ruch w nim większy, niż obok w Juniorze. Siemion wyszedł, Sułkowska weszła, ledwo się zdrzemnęła, potem Chodakowska trochę poleżała, za nią Sawicka; jak kto chce w teatrze pracować, to musi do łóżka. I to żeby chociaż dyskretnie, ale oni na oczach tylu ludzi. A jak świntuszą! Jakiś „członek Polinezyjczyka przed nawróceniem na Chrześcijaństwo”.

Albo:
„nogi dwie albo cztery
nogi na głowie
nogi na plecach
nogi na ramionach
nogi wyrzucone w powietrze
nogi uciekające
noga zgięta w kolanie
kankankankankankan”

Ja się pytam panie Puzyna, czy to jest AWF czy teatr? „Między nogami fortepianu stoją gorsety abażury” – słyszał Pan coś takiego? Dawniej człowiek szedł najpierw do teatru, a potem do łóżka. A teraz?

Próbuję coś bardziej zaangażowanego. Idę na sztukę Przybyszewskiej Sprawa Dantona. Wspaniałe przedstawienie, zwłaszcza Pszoniak i Pawlik. Siły postępu ścierają się z siłami reakcji aż iskry lecą. Myśli Pan – że tam łóżka nie ma? Na szczęście łóżko zostało ustawione ze słusznych pozycji. Siły postępu, reprezentowane przez Jakobina Pszoniaka, całymi tygodniami nie kładą się spać, natomiast ten oportunista i rewizjonista Pawlik co chwila hyc pod kołdrę i do poduchy. A co on tam wyprawiał, z żoną i bez żony! Potem jego zabrali i ona dopiero wyciągnęła się jak Żyronda w całej swojej drobnomieszczańskiej rozciągnąłości.

Rewolucjoniści są przynajmniej skromni i nie pchają się na scenę od razu z łóżkiem, dają chwilę odpocząć, ale najgorsze są te baby, musi Pan przyznać. Na pewno nie widział Pan Dziś straszy, a ja musiałem pójść, więc powiem Panu, że ledwo kurtyna się podnosi, a już łóżko widać. Wielkie na pół sceny, a w tym łóżku poetessa ma pod kołdrą dwóch chłopaków.

Wyszedłem od razu, bo na czwartego i tak nie było miejsca, ale chciałem spędzić wieczór kulturalnie. A że jestem człowiekiem starej daty, to dla mnie można być kulturalnym nie tylko w łóżku. Zajrzałem do Współczesnego na Szczęśliwe wydarzenie Mrożka. Daję panu słowo, na scenie łóżko jak byk, pod kołdrą on, ona i jeszcze w nogach mają anarchistę! Tego już za wiele. Pan wie, gdzie my mamy anarchistów? Na pewno nie w nogach, tylko tam gdzie oni nas.

Myślę sobie: jedyny ratunek w Szajnie. Awangarda na pewno nie wyleguje się w piernatach. Repertuar wybrałem starannie, nie żaden Dostojewski, bo Sen na pewno dzieje się w łóżku, ale Irzykowski, król awangardy, skowyt nagiej duszy, pogoń za absolutem. Pamiętałem o tym, że w 1959 roku Szajna robił Witkacego w łóżku, też w końcu awangarda pościelowa, ale może to minęło? Miałem nadzieję, że awangarda z awangardą, Irzykowski z Szajną na pewno nie potrzebują łóżka, najwyżej spotkają się na lampie. Wszak stosunek autora i aktora jest sam przez się dramatem – pisał tak Irzykowski, czy nie? I co Pan powie, Panie Puzyna? Oczywiście, na lampie się huśtają, a jakże, ale łóżeczko też mają i to jakie? Dwuosobowe i na kółkach, tak, na kółkach, szpitalne. Najpierw leży na nim rzekomy trup Meteora, co chciał przekupić ludzkość złożoną ze złodziei, która wyznaje zasadę „wszystko, co może być skradzione, powinno być skradzione”, a także ora et labora, czyli módl się i kradnij. Okazuje się wkrótce, że ci złodzieje nie są wcale tacy ideowi i jak tylko łóżko się zwalnia, to robią z niego użytek. I to gdzie? W Pałacu Kultury! We dwójkę jeżdżą na tym łóżku na kółkach i to nawet jest jazda z figurami. Dawniej jeździło się w teatrze na koniach, a teraz nie chce im się z pościeli wyjść. Gdyby dawca pałacu Józef S. wiedział, co robi twórca, Józef Szajna, to co by powiedział?

Panie Puzyna, może Pan jako człowiek uczony w teatrze, wyjaśni, gdzie się podziały fotele, krzesła i sztylety? Kto zdetronizował trony? Skąd ten awans materaca? A ja Panu za to opowiem coś jeszcze gorszego.

Snując się tak po teatrach, trafiłem na przedstawienie angielskiej trupy Madhouse z Londynu. Ich nazwę można by przełożyć na „Szaleńcy”. Otóż aktor przebrany za oficera kolonialnego w korkowym hełmie, prowadzi na sznurku człowieka prymitywnego, powiedzmy Neandertalczyka i chodzi z nim po widowni. Potwór ten ubrany jest tylko w skórzaną przepaskę, chodzi pomiędzy publicznością, to o papierosa prosi, to panienkę uszczypnie, pana poczochra, ale najbardziej lubi unieść przepaskę i pokazywać paniom, co ma pod nią. Kiedy wreszcie idzie sobie na scenę, widzimy tam łóżko, a jakże, w łóżku siedzi muzyk, który gra na różnych instrumentach. Potwór robi mu siusiu do bębna, a potem pryska tym publiczność.

Jak z tego widać, Panie Puzyna, pozostajemy jeszcze w tyle za awangardą, trochę tak jak te zdjęcia nagich panienek w pewnym tygodniku – niby Zachód, a jednak – do pasa. Czy zauważył Pan, że ilekroć czytamy „Foto CAF” – tylekroć okazuje się, że obiektyw był za wąski, żeby objąć całość?

Wracając do teatru, to za moich czasów aktorzy grali, a publiczność spała. Teraz aktorzy śpią w łóżkach, ale ja się Pana pytam, co ja mam robić jako widz? Czy do tego potrzebny jest teatr? Przecież każdy ma jakąś kozetkę w domu i obejdzie się bez suflera. Chyba, że chodzi o to, żeby w teatrze próbować, a potem w domu praktykować. Ale to też inaczej, bo dawniej aktor w domu próbował i dopiero szedł do teatru, pokazać co umie.

Bywalec

Bywalec [Daniel Passent], Kochany Panie Puzyna!, „Polityka” 1975 nr 7, s. 16.

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę: