AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Moje wspomnienia (fragment)

Przyszedł kataklizm dziejowy — wojna — znalazłam się właśnie po powrocie z występów w Kijowie. Nie można było ryzykować wyjazdu do Warszawy, która wkrótce została zajęta przez Niemców, pojechałam więc do Moskwy do Stanisławskiego prosić o radę, co robić? „Pokażę pani coś dziś wieczorem, a potem pomówimy". I wieczorem zawiózł mnie do lokalu, w którym było tłoczno i gwarno: mała salka, a w niej urządzony amfiteatr, którego ostatni rząd sięgał prawie sufitu, scena na poziomie pierwszego rzędu, wszystkie miejsca zapełnione. Stanisławski posadził mnie na swoim wolnym krześle, a sam umieścił się gdzieś w kącie za portierą, co zresztą jak mi opowiadano potem, czynił często, znienacka zjawiając się w „Studio”. Było to bowiem pierwsze „Studio" Teatru Artystycznego, piękny, porywający rezultat pracy z młodzieżą według systemu Stanisławskiego, pierwszy publiczny pokaz, na który wybrano Dickensowskiego Świerszcza za kominem. Dobytek poprzedzający, Nadzieję Heijermansa, uznano za niedojrzały.

Rozsunęła się zasłona, nieopisany czar domku woźnicy Jana z krzątającą się po nim Maleńką ogarnął widownię i do ostatniego zasunięcia zasłony trzymał ją w swym posiadaniu. Śmiało powiedzieć mogę, że dla mnie, poza Duse, było to najsilniejsze przeżycie teatralne. Wzruszona, spłakana, nie ruszyłam się z miejsca, dopiero wówczas oprzytomniałam, gdy podszedł do mnie Stanisławski uśmiechnięty, rozradowany i powiedział: „Chodźmy do nich. Pani łzy będą dla nich nagrodą".

Widownia była już pusta, rozchylił zasłonę i weszliśmy na scenę, gdzie jak zwykle po skończeniu czekali wszyscy artyści na zjawienie się Stanisławskiego. Zapoznał mnie z nimi, a był wśród nich Wachtangow (Tekelton), który potem odegrał tak wielką rolę w dziejach teatru. Stanisławski pokazał mi urządzenie sceny, widać było, jak kocha i jak się cieszy tym swoim dzieckiem. Prostota i pomysłowość była w tym urządzeniu, cały sufit sceny był pokryty drucianą siatką, na której zawieszało się dekoracje na haczykach, co umożliwiało na przykład w Świerszczu, którego dekoracje stanowiło szare, niepomalowane płótno, nadawać scenie rozmaite formy. Prostota też cechowała całe wykonanie Świerszcza, żadnych zewnętrznych efektów, same czyste drganie duszy, skupienie wewnętrzne, wciągały duszę widza w orbitę życia tych Dickenowskich postaci.

Stanisława Wysocka, Moje wspomnienia, "Scena Polska" 1938, z. 2-3. s. 327.

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: