AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Spór o Szekspira

Cóż przyjemniejszego niż podziwiać. Czekaliśmy na Szekspira bardzo długo, ale zobaczyliśmy przedstawienie urzekające. W naszych oczach wyrasta teatr wrocławski na najwybitniejszą scenę w Polsce. Można tutaj i trzeba mówić o całym zespole, a nie tylko o indywidualnych osiągnięciach aktorskich czy reżyserskich.

Obok Ślubów panieńskich i Jak wam się podoba nie sposób tu pominąć żarliwej, głęboko ideowej i pełnej jakiejś wielkiej, artystycznej pasji inscenizacji Komuny paryskiej Broniewskiego. Jest niewątpliwą zasługą Wiercińskiej, Wiercińskiego i Maryny Broniewskiej rozbudzenie poważnych, artystycznych ambicji, zwłaszcza wśród najmłodszego pokolenia aktorów. I dlatego jest rzeczą tak bardzo ważną, aby nie dopuścić do rozbicia albo choćby nawet uszczuplenia obecnego zespołu, aby zachować środowisko o istotnie twórczych ambicjach. I tutaj trzeba powiedzieć zupełnie jasno: ani Wierciński, ani Wiercińska, ani Broniewska nie mogą opuścić Wrocławia. I znowu nie chodzi tutaj o osoby choćby najbardziej utalentowane, ale właśnie o zespół, o dużą pracę, która została już dokonana, a której wyniki dopiero zaczynamy oglądać.

Jak wam się podoba jest jedną z najtrudniejszych, najbardziej złożonych wewnętrznie sztuk Szekspira. Właśnie w tej pozornie prostej opowieści o złym i dobrym księciu z niesłychaną siłą występują wielkie sprzeczności Szekspirowskiego świata. Mamy w tej sztuce ogromny i porywający ładunek renesansowego humanizmu, wiary w ludzką szlachetność, umiłowania życia, podziwu dla piękna świata i szlachetności ludzkich uczuć. A jednocześnie z całą ostrością ukazuje Szekspir nierealność marzeń renesansowych humanistów o sprawiedliwym ustroju i doskonałości ludzkiej.

Sztuka składa się jakby z dwóch części. W pierwszej z nich zaczyna się dramat realistyczny i obyczajowy: tyran osiadł na tronie, brat gnębi brata, uczucia miłości i przyjaźni poświęcone są dla ambicji, światem rządzi feudalna przemoc i nowe bóstwo – pieniądz. W części drugiej mamy Las Ardeński, gdzie wygnany władca w gronie wiernych towarzyszy prowadzi filozoficzne dysputy. W Lesie Ardeńskim zwycięża miłość, prawda i sprawiedliwość. Ale Las Ardeński dla Szekspira nie jest jedynie humanistyczną utopią, obrazem złotego wieku ludzkości, marzeniem o królu-filozofie.

Wielkość Szekspira polega nie tylko na tym, iż pokazuje nam wyraźnie, że Las Ardeński jest piękną fantazją, a rzeczywistością ponury dwór feudalny. Wielkość Szekspira polega na tym, że Las Ardeński jest także bardzo głęboko nasycony realistyczną wiedzą o świecie. Mówi nam przecież wyraźnie Szekspir, że owi zacni towarzysze, którzy skupili się wokół dobrego władcy, przypominają kompanów Robin Hooda, a więc po prostu zbójców czy też ,,ludzi wolnych“, którzy nie mieszczą się w społeczności feudalnej i przeciwko niej zbrojnie powstają.

Reżyser, krytyk, aktor musi wybierać pomiędzy różnymi interpretacjami Szekspira, musi, co więcej, wybierać między różnymi elementami w samym Szekspirowskim dziele. Od ujęcia Lasu Ardeńskiego zależy ideowa i artystyczna wymowa tej wielkiej komedii. Las Ardeński jest tutaj niewątpliwie szkołą ludzkiego stosunku do człowieka i szkołą władzy. Ale można albo silniej i ostrzej wydobyć to wszystko, co jest w nim piękną i szlachetną fantazją, co jest filozoficzną zadumą nad zmienną koleją losów świata i człowieka, co jest w nim jakimś tragicznym akcentem głębokiego przeświadczenia, że sprawiedliwość, harmonia i szczęście są w rzeczywistym świecie nieosiągalne, albo też dostrzec w Lesie Ardeńskim ludową krytykę niesprawiedliwości feudalnej i ludowy wzór szlachetnych zbójców, ludową wiarę w zwycięstwo sprawiedliwości.

Można więc albo w Szekspirowskiej komedii wyraźnie wydobywać jej elementy realistyczne, renesansowe, optymistyczne i ludowe, albo też jej nurt fantastyczny, pesymistyczny, mistyczny. Upraszczając można by powiedzieć, że w Jak wam się podoba jest do odczyania zarówno ludowa ballada o wolnych ludziach w lesie i triumfie sprawiedliwości, jak też i dworska sielanka o szczęśliwym życiu na łonie natury.

Przedstawienia tak piękne, tak ambitne, tak ciekawe – muszą wzniecać dyskusje. A tym razem jest naprawdę o co się spierać. Inscenizacja Wiercińskiego jest urzekająca, ale to wcale nie znaczy, abym się z nią całkowicie zgadzał. Mam wiele pretensji. Oto one:

Dlaczego dwór uzurpatora, który uosabia przecież panującą jeszcze formację społeczną i polityczną, a więc potężną jeszcze władzę feudalną, przedstawiony został jak jakaś banda złoczyńców, którzy pełni przerażenia i strachu słuchają rozkazów swego pana? Skąd ten wielokrotnie powtarzany przez świtę gest uległości i przerażenia, niemal czołgania się przed tyranem?

Dlaczego orszak dobrego władcy w Ardeńskim Lesie komponowany jest i układany na podobieństwo myśliwskich scen z osiemnastowiecznych obrazów? Do czego potrzebna była pantomima: ubicie jelenia, tak wyraźnie symboliczna i stylowo należąca raczej do końca dziewiętnastego wieku? Wierciński budował role aktorów wyraźnie na „planie treści”, wydobywając całe bogactwo psychicznego rysunku postaci i konkretnych cech społecznych. I to jest wielkie osiągnięcie. Natomiast sceny zbiorowe w swej kompozycji i dynamice układane są przeważnie w „planie obrazu”. Spełniają jakąś rolę dekoracyjną, często autonomiczną, sprzeczną z ideologicznym sensem komedii. Tak na przykład owe baranki w scenach z Audrey mają bardzo wiele wdzięku, ale są zupełnie obce surowej i często brutalnej farsie Szekspirowskiej.

I wreszcie owa nieszczęsna pantomima w maskach, dodana jako jedno z wielu zakończeń sztuki, bo przecież prawdziwym i ostatecznym zamknięciem jest na pół ironiczny i bardzo intelektualny monolog Rozalindy. Albo ów balet w białych maskach ma być tylko dekoracyjnym dodatkiem i wtedy jest zupełnie niepotrzebny, albo ma jakiś sens ideowy, który dopomóc ma do zrozumienia sztuki. Niestety jednak owa pantomima zniekształca tylko głębię Szekspirowskiego spojrzenia. Próbuje pokazać wbrew Szekspirowi, iż istotną treścią komedii jest jakiś łańcuch mistycznych zarażeń miłością, koniecznych, nieodwracalnych, niemających żadnego związku z sytuacją społeczną bohaterów i bohaterek, z tym wszystkim, co stanowi wielkie, historyczne realia w Jak wam się podoba.

Bogactwo treści w Szekspirze jest tak wielkie, że każda interpretacja sceniczna musi w jakiś sposób Szekspira ograniczać. Ukazując całą ludzką prawdę postaci Szekspirowskich, Wierciński nie wydobył jednak pełni realistycznego widzenia świata, jaką Szekspir przynosi. Szekspir w teatrze jest zawsze przechylany albo w stronę renesansu, albo w stronę baroku. Wierciński, mimo wielkich piękności przedstawienia, przegiął Jak wam się podoba w stronę baroku.

Rozalinda należy do największych ról Szekspirowskich. Ma za sobą wielką tradycję w polskim teatrze. Grała ją kiedyś Modrzejewska i Solska. W warszawskiej inscenizacji Jak wam się podoba w Teatrze Narodowym, niezbyt zresztą udanej i nierównej, gra Rozalindę Krasnowiecka. I gra świetnie. Ale Krasnodębska zagrała wrocławską Rozalindę bardziej po szekspirowsku.

Na czym polega trudność udźwignięcia dzisiaj wielkich ról Szekspirowskich? Myślę, że na wielkich namiętnościach, które jak jastrząb spadają nagle na swą ofiarę i ogarniają całą jej istotę. Szekspir głęboko wierzy w szlachetność ludzkiej natury. Wszystko w człowieku jest dla niego wielkie i piękne: rozum i pasja miłosna, wola i namiętności. Szekspir ufa ludzkiej naturze i jej przyrodzoną szlachetność przeciwstawia zarówno średniowiecznej pogardzie dla urody świata, jak i panującej przemocy feudalnej. Człowiek jest lepszy od ustroju, w którym żyje, od sideł, jakie pragnie na niego zarzucić dwór, Kościół i rodząca się moralność pieniądza. I dlatego Szekspir jak wszyscy wielcy humaniści, jak potem prekursorzy romantyzmu i oratorzy rewolucji, wierzy w twórczą rolę namiętności. I tę wielką miłosną pasję pokazała Krasnodębska.

Do niedawna jeszcze panował w naszym teatrze styl aktorski, który chętnie nazwałbym oszczędnym albo też grą z możliwie najmniejszym ryzykiem. Reżyser i co lepsi aktorzy słusznie tępili na scenie małe gierki mieszczańskiego teatru: drżenie rąk czy też nerwowe zapalenie papierosa, różne geścidła, puste, natrętne i ograne. Ale w rezultacie często nawet dobrzy aktorzy grali, jakby mieli ręce i nogi z drzewa. Jak najmniej ruchu, aby uniknąć miotania się na scenie, jak najwięcej dystansu, nawet do własnych przeżyć!

Kiedy byłem w Moskwie i patrzałem na znakomitą grę radzieckich aktorów, na słynną Bieudinę, na Serafinę Birman, zrozumiałem, że oszczędność i ubóstwo środków jest smutną dyscypliną stworzoną dla miernych aktorów. Lęk przed namiętnością, przed wielką pasją, i to w tym samym stopniu miłosną, co i polityczną – oto jeszcze jeden z przesądów wysuszonej mieszczańskiej sztuki. Nie tylko na scenie. W literaturze również.

Krasnodębska dała się porwać pasji, jaka płynie z Szekspirowskiego tekstu. Szekspir nie bawi się w drobne analizy zakochania, mizerniutkie konflikty między porywem zmysłów a rozsądkiem. Gwałtownych miłości szekspirowskich nie da się wygrać oszczędniutkimi gestami małego realizmu. Rozalinda nie jest uosobieniem wdzięku, ale pasji. Krasnodębska znakomicie oddała stałe narastanie pasji, w której nie ma prawie nic z przekomarzania się, z miłosnych utarczek, która pod koniec sztuki jest już bliska tragizmu. Nie było w jej grze ani jednego fałszywego tonu. Świadomie zrezygnowała z dwuznaczności tak kuszącej w scenach, kiedy w męskim przebraniu uwodzi zarówno mężczyzn, jak i kobiety. To była wielka rola.

Niewczas przy całym swoim chłopięcym wdzięku gasł wobec Krasnodębskiej, ale potrafił pokazać wewnętrzną szlachetność Orlanda. Drugą parę miłosną odtwarzali Schmidt i Lutosławska. Lutosławska rolę Celii zagrała z wewnętrznym przekonaniem. I umiała oddać wybuch namiętności w piątym akcie. Kiedy Schmidt w Lesie Ardeńskim zjawił się w zielonym kostiumie świty królewskiej, wydało mi się przez chwilę, że zabłądził z przedstawienia Niemców i jest dalej poczciwym austriackim oficerem. Tak grał całą rolę Oliwera, tyle tylko, że z początku był niedobry, a potem dobry.

Nie mogę zgodzić się z ujęciem roli wygnanego księcia (Chronicki) i jego brata Fryderyka (Dytrych). To nie jest bajka o dobrym i złym księciu, ale przeciwstawienie współcześnie panującego feudała marzeniom o oświeconym i sprawiedliwym władcy. Książę Fryderyk nie jest złoczyńcą, otoczonym bandą najemników, ale panującym władcą. Takim, jakim był w rzeczywistości.

Las Ardeński jest marzeniem o triumfie miłości i sprawiedliwości. Ale realizm Szekspira to właśnie jednoczesne ukazanie marzenia i jego krytyka. Dwie postacie nie dają się porwać ani przez chwilę ułudom Lasu Ardeńskiego. To błazen Probierczyk ze swoim plebejskim doświadczeniem, plebejskim brakiem złudzeń i plebejską praktyczną mądrością. Tak właśnie ujął Probierczyka Karczewski. Patrzał trochę na Las Ardeński jak na pańską zabawę filozofów i rozumiał, że naprawdę życie niewiele się zmieniło. Kanciastością gestów, asymetrycznością postaci wydobywał świadomie kontrast między sobą a całym otoczeniem. Był realistyczny i przez to bardzo szekspirowski.

Jeśli w postaci Probierczyka mamy jak gdyby plebejską krytykę uroków Lasu Ardeńskiego, to w postaci Jakuba Szekspir daje wyraz swojej utracie złudzeń w renesansowy ideał, w to wszystko, co jest filozoficzną utopią Lasu, w marzenia filozofów o dobrym władcy i rozumnej naturze. Była to jedna z najświetniejszych ról Żukowskiego, bardzo głęboko ujęta, ale w przyjętej przez Wiercińskiego koncepcji Lasu Ardeńskiego uderzała po trochu w próżnię. Wydawało się, że Jakub-filozof należy do świty dobrego władcy i jego przepoetyzowanych towarzyszy. A przecież on właśnie powinien odbijać od „wesołych towarzyszy”, którzy są przecież po części dobrymi zbójcami z ludowej ballady.

Trudno jest pisać o wszystkich w tak pięknym i bogatym przedstawieniu. Każdy dał najlepszą miarę swego talentu. Wspomnę tylko o Kuczyńskim, który pokazał całą wewnętrzną ordynarność i głupotę zapaśnika Karola, o Burzyńskiej, która posiada jakieś niewyczerpane złoża wdzięku i zabawności, o Fiałkowskiej, która czysto i stylowo odegrała Febe.

O ile z pełnym podziwem patrzałem na kostiumy, o tyle nie mogę się pogodzić z większością dekoracji. Las Ardeński nie może być pokazany naturalistycznie, zgoda! Ale błędem wydaje mi się secesyjna stylizacja z jakimiś dziwacznymi glonami zamiast drzew.

O każdą postać w teatrze Szekspirowskim, o ujęcie każdej sceny krytycy i historycy spierają się od lat. Dlatego i ja spieram się o Szekspira, jakiego chcę zobaczyć!

Teatr Polski we Wrocławiu. Jak wam się podoba Wiliama Szekspira, komedia w 5 aktach. Przekład Czesława Miłosza. Reżyseria Edmunda Wiercińskiego. Scenografia Teresy Roszkowskiej. Muzyka Ryszarda Bukowskiego. Premiera 3 III 1951.

Jan Kott, Spór o Szekspira [w tegoż:] Jak Wam się podoba, Warszawa 1955, s. 127-135.

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: