AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Osobność i wspólnota

7. Ogólnopolski Festiwal Teatralny „Pociąg do miasta”, Teatr Gdynia Główna, Gdynia.
Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego, doktor nauk humanistycznych. Referentka krajowych i międzynarodowych konferencji naukowych poświęconych literaturze i kulturze. Publikowała m.in. w internetowym „Dzienniku Teatralnym” oraz w miesięczniku „Teatr”. Współpracowała z Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia” i Nadbałtyckim Centrum Kultury w Gdańsku. Mieszka w Gdyni.
A A A
Kongres futorologiczny, fot. Bogna Kociumbas  

Na program tegorocznej, siódmej już edycji Ogólnopolskiego Festiwalu Teatralnego „Pociąg do miasta” złożyło się sześć przedstawień, z których niemal wszystkie powstały w pierwszym roku pandemii. To czasowe usytuowanie bez wątpienia wpłynęło na obszar poszukiwań prezentujących się podczas festiwalu zespołów – większość proponowanych tytułów zajęła się bowiem tymi wątkami społecznymi, których permanentne, bolesne nieistnienie w powszechnej dyskusji i działaniu epidemia koronawirusa niejako wypunktowała. W efekcie sześć festiwalowych dni przyniosło teatr, który na co dzień obecny jest w Trójmieście zastanawiająco rzadko – mocno osadzony w teraźniejszości, zwrócony w stronę doświadczeń i znaczeń nagminnie niezauważanych, skupiony na najbardziej aktualnych wątkach i sytuacjach naszej polskiej codzienności.

Festiwalowe prezentacje tradycyjnie połączono w pary, a każdy z takich duetów przedstawiano równocześnie przez dwa kolejne dni. Tradycyjnie też – co zresztą bez wątpienia wyróżnia festiwal zarówno na mapie lokalnej, jak i ogólnopolskiej, a także nadpisuje każdemu przedstawieniu dodatkowe konteksty i znaczenia – wszystkie prezentacje (dodać należy: przedstawień przygotowanych z myślą o „tradycyjnej” scenie) odbyły się w przestrzeniach, upraszczając, „nieteatralnych”. W tym roku organizujący festiwal Teatr Gdynia Główna zaprosił widownię zarówno do miejsc w ścisłym centrum Gdyni, jak i do lokalizacji mniej znanych, bardziej oddalonych od miejskiego zgiełku. Ten interesujący, w niektórych odsłonach przekorny koncept wyjścia poza budynek teatru co roku mierzył się z pogodowymi warunkami. W tym roku po raz pierwszy niestety z nimi przegrał i w rezultacie dwa pierwsze przedstawienia festiwalu pokazywane były tylko raz.

Architektura władzy
Arti Grabowski na gdyńskim festiwalu gościł całkiem niedawno, jego świetny Raport panika oglądaliśmy przy orłowskim Kurhausie ledwie trzy lata temu. W tym roku Grabowski zaprezentował się w nowym dla festiwalu miejscu – w surowym, industrialnym krajobrazie przemysłowej części dzielnicy Chylonia. Wyreżyserowane przez Zbigniewa Szumskiego (Scena Robocza, Poznań) Warunki zabudowy doskonale wpisały się w tę przestrzeń, tak w jej wizualność, jak i w historię. Chylonia, najliczniej zasiedlona dzielnica Gdyni, stanowi niejako rewers modernistycznego, „białego” centrum – pokiereszowana krajobrazowo, niebezpieczna, od zarania swoich dziejów zamieszkiwana przez robotników i robotnice, którzy w oficjalnej, konstytuującej miejskość, a poniekąd i mitotwórczej narracji funkcjonują niemal wyłącznie jako bohater zbiorowy, wcielający ideę i etos wspólnej pracy, a milczący na temat społecznej nierówności, wyzysku, systemowej przemocy. Warunki zabudowy, bazujące na tekście autorstwa duetu Grabowski-Szumski, uruchamiają za pomocą wyimków z kanonicznych tekstów kultury (Kafka, Jodorowski, Leśmian, Sudjic czy Kubin) oraz powidoków z historii współczesnej i zamierzchłej (budowa Wielkiego Muru Chińskiego, Muru Berlińskiego, protesty na placach Trzech Kultur w 1968 oraz Niebiańskiego Spokoju w 1989, radziecka „mitologia” robotnicza) temat społecznego ubezwłasnowolnienia poprzez narzucenie jednostce wyłącznie wyrobniczej funkcji. Zuniformizowane, uprzedmiotowione ludzkie figury zbite w bezimienną ludzką masę realizują architektoniczne fantazje kolejnych dyktatur, oddają własne biografie, zasoby i potencjał, fizyczność i duchowość w imię zbiorowej odpowiedzialności za cudzą wizję.

Zanurzone w mroku, pokazywane na tle monumentalnej, podniszczonej bryły przemysłowego budynku Warunki zabudowy to zdecydowanie najlepszy, najbardziej poruszający spektakl tegorocznego festiwalu. Grabowski, przedłużający odtwarzane figury za pomocą „robotniczych” artefaktów (betoniarek, łopat, miarek, cegieł, metalowej łyżki), opowiada historie wyzysku i cierpienia, niewiedzy i kłamstwa, historie bezkrytycznej wiary i traumatycznego rozczarowania. Zainicjowany wyjściem aktora/performera z wnętrza gipsowej figury (odwzorowującej element Terakotowej Armii) spektakl jest niezwykle gęsty znaczeniowo, przy czym wiodącym narzędziem komunikacji jest tutaj obraz – często na pograniczu surrealizmu, miksujący kontemplacyjną statyczność z nadpobudliwą dynamiką. Grabowski, znakomicie panujący nad materią scenicznego świata, pozostawia nas w finale Warunków zabudowy na swoistym pobojowisku. Potłuczone cegły, fragmenty gipsu, skrawki pociętych liści i gałęzi, ale i najistotniejsze – zmultiplikowany do nieskończenie wielu dźwięków głos jednostki, która mozolnie pracuje na rzecz namacalnej realizacji architektury władzy.

Deszcz i wiatr uniemożliwiły realizację programu drugiego dnia festiwalu, podczas którego miałam obejrzeć przedstawienie Grzegorza Grecasa (Projekt Migawki, Wrocław). Kópakonan – opowieść o kobiecie foce to projekt unikatowy pod względem komunikacyjnym. Przedstawienie stworzone jest w dwóch językach: w polskim języku fonicznym i w Polskim Języku Migowym, przy czym oba stanowią równorzędne i jednocześnie uzupełniające się narzędzia narracyjne. Z kuluarowych relacji wiem, że spektakl pokazywany w wyjątkowych okolicznościach (pirs gdyńskiej mariny) odebrany został przez widzów z wielkim entuzjazmem.

Niewidzialni
Grzegorz Grecas zaprezentował się na tegorocznym festiwalu dwukrotnie. Trzeciego i czwartego dnia mogliśmy oglądać jego W dwóch językach polskich (Teatr na faktach/Instytut Grotowskiego, Wrocław). Przedstawienie pokazywane niedaleko centrum Gdyni, a zarazem w oddaleniu od wielkomiejskości, czyni zbiorowym bohaterem Głuchych i ich codzienność w świecie zdominowanym przez słyszących. Bardzo interesująca jest już sama forma spektaklu Grecasa – stworzona metodą verbatimu, czyli dosłownego zapisu rzeczywistości. Zespół aktorski (Karolina Brzęk, Małgorzata Rostkowska, Tomasz Lipka, Krzysztof Satała oraz tłumaczka PJM Iza Wielgus) odtwarza, bez jakichkolwiek autorskich dopisków, autentyczne rozmowy Głuchych, które krążą wokół ich nieobecności w świadomości ogólnospołecznej. Bohaterowie przedstawienia parafrazują niejako haniebne, dyskryminacyjne „uchwały” ostatnich miesięcy i mówią o swoim życiu w Polsce jako o egzystencji w strefach wolnych od tłumaczy, wolnych od Polskiego Języka Migowego, wolnych od Głuchych.

W dwóch językach polskich bardzo sprawnie łączy ważkość tematu (który dla laików jest także po prostu niezwykle interesujący) z przemyślaną formą – oszczędną, w odpowiednich momentach używającą wymownej, dobrze wykonanej choreografii. Rozmowy, których wysłuchujemy ze sceny, nakreślają nam po pierwsze istotny dla Głuchych kontekst historyczny (próby unieważnienia PJM, przemocowe „włączanie” Głuchych w społeczność słyszących, archaiczne i krzywdzące modele edukacji); po drugie zaś niezwykle poruszająco rysują obraz ich funkcjonowania w pandemii – dezinformację, samotność, brak systemowego wsparcia. Przypominają o istnieniu w Polsce mniejszości językowej, o której funkcjonowaniu większość z nas nie zdaje sobie nawet sprawy. Ale przede wszystkim – na podstawie realnych biografii, „żywych” głosów – uświadamiają podstawową dla trwania współczesnego społeczeństwa (co paradoksalne – w ostatnich latach w Polsce nieustannie podważaną) zasadę inkluzyjności.

W kontekście spraw społecznych pandemia bardzo szybko i intensywnie obnażyła wszelkie zaniechania, niedostatki, odsłoniła rażącą nierówność i pozorną/pozorowaną wspólnotowość. Przedstawienie Ludzie swobodni w świetle badań empirycznych (Grupa Teatralna Wikingowie/Fundacja na Marginesie, Poznań) swoimi bohaterami i bohaterkami czyni osoby w kryzysie bezdomności, grupę, która podobnie, jak Głusi, pozostawiona została w obliczu niespodziewanego kryzysu bez jakiegokolwiek niemal instytucjonalnego, zaplanowanego i konsekwentnego wsparcia.

I tym razem lokalizacja przejmująco rymowała się z osobnością bohaterek i bohaterów przedstawienia w reżyserii Doroty Abbe (która wraz z Kubą Kapralem napisała także scenariusz Ludzi…). Dziedziniec szkoły usytuowanej właściwie na peryferiach miasta stał się tego i następnego wieczoru przestrzenią opowieści o doświadczeniu bezdomności. Domek dla lalek w słodkich odcieniach różu, ustawiony niemal w centrum scenicznej przestrzeni, ironicznie znaczył źródło każdej z tych historii – dom, podobny wielu innym i w pewnym momencie utracony. Spektakl rozpisany na czteroosobowy zespół: Grażyna Gabrylejewicz, Leszek Noster, Zbigniew Krakowski i towarzyszący im gościnnie Łukasz Szmidt z Teatru Nowego w Poznaniu, dzieli się niejako na dwie części. W pierwszej z nich, utrzymanej w (momentami przeszarżowanej) konwencji ironiczno-kabaretowej poznajemy losy kilku postaci i różne drogi sfinalizowane kryzysem bezdomności. Siłą tej części spektaklu jest bez wątpienia autentyczność nieprofesjonalnej części aktorskiego zespołu (część z nich doświadczyła kryzysu bezdomności) oraz bardzo dobra choreografia (Paulina Wycichowska), świetnie ogrywająca elementy scenograficzne. W drugiej części, która niespodziewanie wchodzi w tony oniryczne i poetyckie, umiejscowione na granicy jawy i snu monologi opowiadają o samotności, głodzie, chłodzie, wreszcie o śmierci. Świetnie wypada w tej części Łukasz Szmidt, którego bohater (bohaterowie) oddaje całe spektrum doświadczeń towarzyszących bezdomności, zwracając jednocześnie uwagę na nadrzędność dotkliwej samotności, która znaczy niemal każdy etap tego doświadczenia. Spektakl z Poznania, kameralny i zwięzły, reprezentujący najlepsze tradycje teatru niezależnego, okazał się jednym z najlepszych przedstawień tegorocznego festiwalu.

Osobność czy wspólnota?
Ostatnie dwa przedstawienia tegorocznej edycji Festiwalu „Pociąg do miasta”, choć odmienne pod każdym niemal względem, miały jeden, bardzo mocny moment wspólny – opowiadały w swej istocie o zmaganiach pragnienia i prawa do osobności z byciem częścią wspólnoty. Temat, który wybuchł z niewiarygodną mocą w czasie pandemii, w obu realizacjach odnalazł odbicie naszych nadziei, potrzeb, ale też lęków i narzuconych przemocą powinności.

Swym początkiem Minimalsi, praca kolektywna Teatru ME/ST z Warszawy (nad tekstem redakcyjnie czuwał Szymon Turkiewicz) pokazana w samym centrum Gdyni (słynna ulica 10 Lutego), nawiązuje do ruchów spod znaku New Age: białe stroje, melorecytacja, kontemplacyjny ruch. Trącąca myszką egzemplifikacja jak najbardziej współczesnych pragnień, których wyraz odnajdziemy bez trudu niemal wszędzie – od nazw produktów spożywczych po sposoby spędzania wakacji. Less is more – krzyczy od jakiegoś czasu pogrążony w bezkrytycznym hiperkonsumpcjonizmie świat, a bohaterki (Dagmara Bąk, Magdalena Engelmajer, Aleksandra Tomaś) i bohater (Kamil Błoch) przedstawienia, przedstawiający się jedynie pierwszymi sylabami swoich imion, opowiadają nam o swoich doświadczeniach wyplątywania się z szeroko pojętego nadmiaru.

Główna część spektaklu zawiera się w osobistych historiach, opowiadanych trochę w konwencji funkcjonowania grup wsparcia – bohaterki i bohater stają przed nami i snują historie swojego „nawrócenia na minimalizm”, odejścia od nadmiaru informacji, zakupoholizmu, objadania się czy krytycyzmu. Teatralnie jest to niezwykle skromne, choć przyjemne i skłaniające do refleksji. Problem, jaki mam z tym przedstawieniem, dotyczy ironii. Albo jest ona mało czytelna, przynajmniej dla mnie, albo – w wersji pesymistycznej – nie ma jej tu zbyt wiele. Jeśli prawdziwy jest ów drugi scenariusz, wówczas Minimalsom zarzucam nadmierną naiwność. Tak ujęty temat, taka forma wymagają bowiem sporego (auto)dystansu. Mnie go tu zabrakło, był trudny do identyfikacji, mało czytelny.

Ostatnie przedstawienie festiwalu to produkcja własna Teatru Gdynia Główna – Kongres futurologiczny, adaptacja klasyki Lema w reżyserii Idy Bocian i na podstawie scenariusza Ewy Ignaczak, czyli dyrektorek usytuowanego w podziemiach gdyńskiego dworca Teatru, a zarazem jedna z czterech części świetnego projektu Teatru Gdynia Główna „2021: Odyseja Lemowska” (jego efekty oglądaliśmy w drugiej połowie sezonu 2020/2021). Przedstawienie jest dynamiczne, za sprawą porządnej pracy adaptacyjnej i dobrego aktorstwa (znakomicie współgrające ze sobą trio: Marek Kościółek, Krystian Wieczyński i Bartłomiej Sudak) świetnie oddające wpisane w dzieło Lema napięcie i niepokój. Krytyczne przeludnienie Ziemi, kongres naukowy pozorujący nadzieję w obliczu totalnej zagłady i Ijon Tichy (najlepszy z obsady Kościółek), gwiezdny podróżnik, którego halucynacyjna wędrówka ujawnia regulujące świat przyszłości kłamstwo.

Przedstawienie w reżyserii Bocian ujarzmia niejako arcytrudny język Lema, nie ujmując mu jednakże nic z jego swoistej semantyki i formy. Spędzające sen z powiek kolejnych interpretatorów dzieło Lema wybrzmiewa tutaj pełnią swoich znaczeń. Skłania do refleksji nad ułomnością ludzkiej percepcji, nad względnością władzy i podporządkowania, wreszcie nakazuje zastanowić się głębiej i dłużej nad otaczającą nas magmą informacyjną, gęstniejącą z roku na rok i coraz trudniejszą do weryfikacji w kontekście „obiektywnej prawdy”.

Widziałam to przedstawienie dwukrotnie i w moim przekonaniu festiwalowa lokalizacja (zieleń trawy i szkło nowoczesnych budynków Parku Naukowo-Technologicznego) dodała mu lekkości, a zarazem mocniej wpisała w aktualne tu i teraz. Kongres futurologiczny zebrał poniekąd i poruszająco podsumował tematy podejmowane przez wszystkie wcześniejsze spektakle – poczucie skrajnego, osamotnionego bycia osobno versus zakleszczenie w byciu z innymi oraz ze wszystkimi (wielokrotnie porażająco opresyjnymi) warunkami owej wspólnotowości. Świetne, zapadające w pamięć podsumowanie festiwalu, który – o czym pisałam w ubiegłym roku przy okazji poprzedniej edycji „Pociągu…” – urósł do rangi jednego z najważniejszych i najciekawszych wydarzeń teatralnych w Trójmieście, odznaczających się bardzo dobrą organizacją i przemyślanym, wartym uwagi programem.

25-08-2021

7. Ogólnopolski Festiwal Teatralny „Pociąg do miasta”, Teatr Gdynia Główna, Gdynia, 9-14.08.2021

galeria zdjęć 7. Ogólnopolski Festiwal Teatralny „Pociąg do miasta”, Teatr Gdynia Główna, Gdynia, 9-14.08.2021 7. Ogólnopolski Festiwal Teatralny „Pociąg do miasta”, Teatr Gdynia Główna, Gdynia, 9-14.08.2021 7. Ogólnopolski Festiwal Teatralny „Pociąg do miasta”, Teatr Gdynia Główna, Gdynia, 9-14.08.2021 7. Ogólnopolski Festiwal Teatralny „Pociąg do miasta”, Teatr Gdynia Główna, Gdynia, 9-14.08.2021 ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę: