AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Pinokio forever

Pinokio, reż. Alexandre Marquezy, Teatr Arka im. Renaty Jasińskiej we Wrocławiu
Reżyser teatralny, historyk i teoretyk teatru. Profesor na Uniwersytecie Wrocławskim i w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie, absolwent Politechniki Wrocławskiej (1979) oraz Wydziału Reżyserii Dramatu krakowskiej PWST (1986). Publikuje m.in. w „Teatrze” i „Dialogu”.
A A A
fot. Gosia Stasiewicz  

Stolarz Dżepetto struga drewnianego pajacyka i daje mu imię Pinokio. Ten ożywa, ale wciąż pozostaje tylko drewnianym pajacem z przyklejonym uśmiechem, naiwnym i głupkowatym. Myśli głównie o własnych przyjemnościach. Łatwo go zwieźć i oszukać. Od kłamania wydłuża mu się nos. Wróżka o Błękitnych Włosach i Mówiący Świerszcz wciąż muszą go wybawiać z kłopotów, w jakie sam się wpędza. Na koniec Wróżka zamienia drewnianego Pinokia w prawdziwego chłopczyka. Cierpki komentarz do wyborów prezydenckich w Polsce.

Wrocławski Teatr Integracyjny Arka zagrał opowieść o drewnianym pajacyku w wigilię wyborów. I to zagrał na żywo przy pełnej widowni. Pomimo pandemii, niedofinansowania i potopu oficjalnych „zakazów” teatr integrujący artystów zawodowych i osoby niepełnosprawne zdołał przygotować pełnowymiarowe przedstawienie. Heroizm rzadki i godny szacunku.

A spektakl? W roli Pinokia wystąpiła pani dyrektor artystyczna teatru, Agata Obłąkowska, wybitnie i wszechstronnie utalentowana aktorka. Stolarzem Dżepetto był pan dyrektor Arki, Alexandre Marquezy, emigrant z Burgundii, gdzie przed laty był aktorem niezależnego teatru. We Wróżkę wcieliła się Beata Lech-Kubańska, absolwentka wrocławskiej filii szkoły teatralnej w Krakowie.

Bohaterami wieczoru byli jednak nie zawodowi „aktorzy”, ale „adepci”. Anna Rzempołuch i Radosław Wojtas wykreowali oryginalną i zabawną galerię postaci niegodziwych. Rzempołuch zagrała też oślicę, a Wojtas zaśpiewał najlepszą piosenkę w przedstawieniu. Z kolei zjawiskowa Alicja Idasiak ożywiła i uwiarygodniła Mówiącego Świerszcza, a Marek Trociński budził respekt jako Ogniojad.

Kilka lat temu pisałem na tym portalu o Teatrze Arka z okazji innej premiery. Powtórzę: mam problem z podziałem na „aktorów” i „adeptów”, czyli osoby „pełnosprawne” i „niepełnosprawne”. Bo skoro w samej nazwie teatru pojawia się wyraz „integracja”, to może jednak wszyscy artyści powinni być traktowani i nazywani podobnie. Podziały nie służą integracji, a raczej utwierdzają różnice, szczególnie w obecnych okolicznościach politycznych.

Najwięksi wizjonerzy współczesnego teatru – jak Robert Wilson, Romeo Castellucci czy Pippo Delbono – od dawna włączają w swoje spektakle osoby wrażliwe inaczej, stygmatyzowane przez „zdrowe” społeczeństwo określeniem „niepełnosprawni”. Artyści „wrażliwi inaczej” wzbogacają teatr o nowe wymiary, niedostępne dla „pełnosprawnych”.

Światowa kariera Roberta Wilsona rozpoczęła się od spektaklu Deafman Glance (Spojrzenie głuchego, 1970), siedmiogodzinnego seansu powolnych obrazów bez słów, inspirowanych wizjami Raymonda Andrewsa, głuchoniemego chłopca o czarnej skórze, którego amerykański reżyser zaadoptował. Z kolei czternastoletni autyk, Christopher Knowles, swoimi grami językowymi zainspirował powstanie innej głośnej inscenizacji Wilsona, A Letter for Queen Victoria (List do Królowej Wiktorii, 1974). Sam Wilson w dzieciństwie leczył się tańcem ze straszliwego jąkania i przypadkiem wynalazł swoją własną, oryginalną, zapętloną i poszarpaną, jakby „jąkaną” choreografię.   

Romeo Castellucci regularnie zaprasza osoby „niepełnosprawne” do udziału w widowiskach wystawianych na największych scenach teatralnych i operowych Europy. Nigdy nie redukuje tych artystów do osób „sprawnych”, nie każe im znikać w tłumie wybitnych zawodowców. W spektaklach Castellucciego „niepełnosprawność” wzbogaca świat przedstawiony, stanowi osobny walor, a nie ograniczenie.

Trzon artystyczny londyńskiego zespołu Candoco Dance Company, gwiazdy wrocławskiego Festiwalu Brave przed czterema latami, tworzą tancerze poruszający się na wózkach i o kulach. Brak kończyny czy paraliż części ciała inspiruje tych artystów do poszukiwania nowych możliwości ruchu na scenie, niedostępnych dla ludzi „pełnosprawnych”.

Nigdy nie zapomnę uśmiechu aktora z zespołem Downa w spektaklu Questo buio feroce (Ta dzika ciemność). Spotkałem w nim Buddę… Pippo Delbono pokazał to przedstawienie we Wrocławiu w roku 2009, kiedy odbierał Europejską Nagrodę Nowe Rzeczywistości Teatralne. Warszawski Teatr 21, jedno z najciekawszych zjawisk artystycznych we współczesnym teatrze polskim, tworzą wyłącznie osoby z dodatkowym genem. Ich spektakle ujawniają zaskakujące głębie ludzkich relacji i zachwycają prostotą przekazu.

Wrocławska Arka ma nieco odmienny pomysł na teatr: chce, zgodnie z biblijną nazwą, ocalić artystów „wrażliwych inaczej” przez integrację. To może czas odwrócić relacje? I może warto zacząć od integracji osób „sprawnych”? A gdyby tak stworzyć spektakl ze świetną Anną Rzempołuch w roli głównej? I tej właśnie artystce, jej unikalnej wrażliwości i wizji świata, podporządkować działania pani dyrektor, pana dyrektora i pozostałych zawodowców?

Przepraszam, że się wtrącam, ale Arka to wyjątkowo wartościowe przedsięwzięcie artystyczne, a cóż może być ważniejszego dla Polski roku 2020 niż integracja?

Pinokio mieni się ciekawymi pomysłami, choć to spektakl robiony w bardzo trudnych warunkach pandemicznych i pan elektryk musi toczyć heroiczne walki z kablami podczas licznych zmian świateł. Szacun! Panie elektryku! Opanowanie świateł w tak zgrzebnych okolicznościach to świadectwo najwyższej profesji. A kilka obrazów było przepięknych.

Pinokio dowodzi, że projekt integracyjny Arki rewelacyjnie sprawdza się w przypadku spektaklu dla dzieci. Podczas przedstawienia młodzi widzowie bawili się świetnie, a w finale wspólnie z aktorami radośnie odśpiewali wesołą piosenkę. Doszło do pełnej integracji widowni z artystami. Gorąco zachęcam do rozwijania repertuaru dla dzieci także w przyszłości.

Arka znajduje się u końca niewielkiej uliczki Menniczej na Starym Mieście we Wrocławiu. Idąc tam, mija się pusty gmach Teatru Kameralnego, jedną ze scen Teatru Polskiego, kiedyś sławnego, a teraz zaoranego przez ministra kultury. Instytucja ta jednak wciąż działa pod kolejnym dyrektorem dostarczonym ze stolicy i doi kasę. Olbrzymie pieniądze tracone są na dysfunkcyjnego molocha, który udaje, że jest teatrem, a zespół Arki musi się gnieździć w niewielkim, sypiącym się budynku bez ogrzewania zimą i bez miejsca na szatnię. To skandal!

Póki co radzę wybrać się na Pinokia. Najlepiej z latoroślą, choć dorośli też skorzystają. Spektakl prowokuje do zadumy nad światem, w którym można sobie wystrugać drewnianego pajaca i przy odrobinie magii zamienić go w żywego człowieka. Pinokio forever!

22-07-2020

Teatr Arka im. Renaty Jasińskiej we Wrocławiu

Pinokio

na motywach powieści Carlo Collodiego

reżyseria: Alexandre Marquezy

scenariusz: Zofia Warzyńska-Janowicz, Alexandre Marquezy

choreografia: Agata Obłąkowska

muzyka: Piotr Matuszewski

kostiumy : Karolina Koniecka

obsada: Agata Obłąkowska, Alexandre Marquezy, Beata Lech Kubańska, Maciej Mazurkiewicz, Alicja Idasiak, Anna Rzempołuch, Radosław Wojtas, Marek Trociński, Andrzej Kusiak

premiera: 11.07.2020

galeria zdjęć Pinokio, reż. Alexandre Marquezy, Teatr Arka Pinokio, reż. Alexandre Marquezy, Teatr Arka Pinokio, reż. Alexandre Marquezy, Teatr Arka Pinokio, reż. Alexandre Marquezy, Teatr Arka ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę: