AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Powinniśmy być

Powinniśmy być... Impresja na kilka czasowników, reż. Wiktor Moraczewski, Janusz Adam Biedrzycki, Teatr CHOREA w Łodzi
Pracownik Instytutu Kultury Współczesnej UŁ, redaktor miesięcznika „Dialog”.
A A A
fot. HaWa  

Szorstkość tytułu sugeruje, że przedstawienie będzie szorstkie. W trybie rozkazującym, jak modalny predykatyw (czyż nie tak językoznawcy nazwaliby najpopularniejszy z wariantów słowa o powinności?). A przecież oglądamy coś na kształt ruchowej medytacji: Anastazja Bakhtyukova i Michał Rudkowski jakby namyślają scenę, mierząc ją krokami i spojrzeniem. Powinniśmy być… Tytułują swój spektakl, w którym jednak nie odrzucają, tak po prostu, formułującej ten nakaz rzeczywistości. Zastanawiają się: czy faktycznie powinniśmy? Czy faktycznie chcemy?

A w tym braku jednoznacznego odrzucenia wymogów rzeczywistości (bo czy można, ot tak, obrażać się na codzienność?) jest przedziwna głębia spektaklu zrobionego przez młodych. Nie ma tu miejsca na konformizm spod znaku „skoro trzeba, to trzeba, świata nie zmienimy”, ale i nie gości – koniec końców – szybko wypalające się zawołanie o bunt ponad wszystko. Częste jest zaś pytanie o to, jak odnaleźć się tu, gdzie jestem, gdzie odstęp między horyzontem powinności a horyzontem pragnień jest tak odległy, że trudno jedno godzić z drugim.

Rozgrywający się w niemal pustej przestrzeni spektakl jest ciągiem tańczonych epizodów z półobecną, niewalczącą o pierwszy plan muzyką Pawła Odorowicza i odtwarzanymi nagraniami rozważań dwojga tancerzy o… wszystkim. Brzmi nonszalancko, czasem wręcz naiwnie, ale przecież w ramach przyjętej konwencji, dla której wyznacznikiem jest nieukrywanie wieku twórców (wciąż jeszcze, kupując piwo, proszeni są zapewne o „okazanie dowodzików” – szczęśliwcy!), jest na to miejsce. Całkiem zresztą uporządkowane; przedstawienie dzieli się na sześć rozdziałów tytułowanych oddzielnie: „kocham”, „marzę”, „nienawidzę”, „rozczarowuję się”, „walczę o”, „jestem”. I tylko połowa z tych słów ma za plecami jakąkolwiek agresję: reszta pisana jest przecież pozytywnymi głoskami nadziei na jutro, całkowicie wywracając stolik uprzedzeń i wyobrażeń o przedstawieniu z powinnością w tytule. Powinniśmy być… Czyli „powinniśmy kochać”, „powinniśmy marzyć”, „powinniśmy zrozumieć, co to znaczy «jestem»”. Nienawiść, rozczarowanie, walka – nie są w przedstawieniu Młodzieżowej Chorei planem A – są tym towarzyszem, którego może warto próbować zrozumieć, aby zmienić?

Abstrakcyjny ruch, dwie różne techniki tańca (to ciekawe rozpoznawać, jak estetyka Anastazji Bakhtyukovej szuka swojego miejsca w dialogu z nierzadko sformalizowanym gestem Michała Rudkowskiego) i niewiele – na szczęście – upraszczającej symboliki. Oczywiście wolałbym, aby snując rozważania o tym, co nas krępuje, nie wnosić na scenę nadzwyczajnie długiej skakanki jak nadzwyczajnie grubej liny… W ogóle odnalazłbym się w przedstawieniu jeszcze lepiej, gdyby jego twórcy nie obawiali się, że niezilustrowanie czegoś czytelnym gestem i obrazem, powielającym faktycznie treść sączących się z głośników fraz, może być niezrozumiałe. Wolałbym na pewno mniej słów. Wolałbym więcej miejsca dla mnie, dla odbiorcy, który chce (nie powinien, ale chce!) współtworzyć interpretację spektaklu. Ale nie znaczy to wcale, że Anastazja Bakhtyukov i Michał Rudkowski krępowali nas zamkniętymi komunikatami. Może trochę zlękli się pustki?

A przecież zupełnie niesłusznie, bo ich przedstawieniu nie brakuje konkretów. Nie muszą obawiać się, że niezajęty widz ucieknie myślą z ich spektaklu. Mniej w teatrze może oznaczać naprawdę dużo i świadczy o tym jedna ze scen ich spektaklu, w której najpierw zastygają w bezruchu, później zaś dopiero rozpoczynają przetaczanie się przez scenę z lewej do prawej, mając w tle projekcję czegoś na kształt wielkiego okna. Przez takie okno wyfrunął niejeden Piotruś Pan. I pod takim oknem zagrano niejedną z najpiękniejszych wieczornych ballad. Tu Anastazja Bakhtyukov i Michał Rudkowski dają jedynie szkic swojej opowieści o marzeniach. Pięknie jest dostać od twórców tego spektaklu szansę na wypełnienie tego szkicu własnymi barwami.

Powinniśmy być… Impresja na kilka czasowników to przedstawienie (znów) inne od innych w Chorei. Kameralne, przypominające o rozmiarach sceny i o emocjach, które wywoływały pierwsze, historyczne już, spektakle łódzkiego zespołu. Szukamy siebie, snujemy impresję o tym, na czym nam zależy, jacy jesteśmy, co chcemy robić.

14-07-2021

Teatr CHOREA w Łodzi
Powinniśmy być... Impresja na kilka czasowników
Na podstawie monologów Anastazji Bakhtyukovej i Michała Rudkowskiego
reżyseria i choreografia: Wiktor Moraczewski, Janusz Adam Biedrzycki
scenariusz i dramaturgia: Katarzyna Mańko
muzyka: Paweł Odorowicz / Endless Tree Production
kostiumy i scenografia: Kinga Kubiak
opieka artystyczna: Katarzyna Wielechowska
reżyseria światła: Tomasz Krukowski
realizacja dźwięku: Marcin Dobijański
zdjęcia: Paweł Klepacz / Potato Films
obsada: Anastazja Bakhtyukova, Michał Rudkowski (Młodzieżowa Grupa Teatralna Teatru CHOREA)
premiera 29.05.2021

galeria zdjęć Powinniśmy być... Impresja na kilka czasowników, reż. Wiktor Moraczewski, Janusz Adam Biedrzycki, Teatr CHOREA w Łodzi <i>Powinniśmy być... Impresja na kilka czasowników</i>, reż. Wiktor Moraczewski, Janusz Adam Biedrzycki, Teatr CHOREA w Łodzi <i>Powinniśmy być... Impresja na kilka czasowników</i>, reż. Wiktor Moraczewski, Janusz Adam Biedrzycki, Teatr CHOREA w Łodzi <i>Powinniśmy być... Impresja na kilka czasowników</i>, reż. Wiktor Moraczewski, Janusz Adam Biedrzycki, Teatr CHOREA w Łodzi ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę: