AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

O ewidentności talentów

Festiwal ewidentnych Talentów Aktorskich FeTA, Wrocław 20 – 22 kwietnia 2018
Doktorant Wydziału Nauk Społecznych na Uniwersytecie Wrocławskim. Absolwent Filozofii oraz Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim. Współpracuje z czasopismem naukowym "Znaczenia".
A A A
 

Myślałem, że będę musiał zacząć od przeprosin. Kilka tygodni przed FeTĄ reklamowałem dziewiętnastą edycję tego wydarzenia jako Festiwal ewentualnych Talentów Aktorskich. Przekraczając zaś 21 kwietnia próg Centrum Kultury Agora, ujrzałem na plakacie, że chodzi o talenty „ewidentne”, nie „ewentualne”. Było mi trochę wstyd, bowiem zacząłem podejrzewać siebie o pychę i brak wiary w młodzież przed dwudziestym drugim rokiem życia.

Okazało się, że mój błąd nie był do końca błędem. Otóż jeszcze rok temu skrót FeTA należało czytać dokładnie tak, jak pierwotnie przypuszczałem. Jednak mając za sobą osiemnastkę, czyli wstępując w formalny wiek dorosły, festiwal postanowił, że w ciągu tych lat uzbierało się wystarczająco dużo ewidentnych dowodów na to, że talenty uczestników imprezy są poza wszelką dyskusją. Są, właśnie, ewidentne. Laureatami festiwalu w różnych latach byli między innymi Anna Ilczuk, Krzysztof Skonieczny, Wacław Mikłaszewski, Agata Kucińska czy Justyna Wasilewska.

Trochę w tej chwili ironizuję, ale sprawa, moim zdaniem, godna jest zastanowienia. Była więc okazja do całkiem poważnego pochylenia się nad zawiłą kwestią wykrycia i klasyfikacji talentów. Zastanawiam się nad nią prawie za każdym razem, kiedy oglądam prace studentów szkół teatralnych albo, jak w tym wypadku, kandydatów i kandydatek na tak oblegane studia.

Na program FeTA w tym roku składały się wernisaż wystawy Współczesny Polski Plakat Teatralny oraz spektakl mistrzowski Ewy Błaszczyk Oriana Fallaci. Chwila, w której umarłam. Jednak najważniejszą częścią całego przedsięwzięcia niewątpliwie stały się występy młodych i ewidentnie utalentowanych artystów, poprzedzone warsztatami z Iwoną Bielską, jedną z członkiń jury, w skład którego weszli też aktorzy Przemysław Bluszcz i Maciej Tomaszewski. Tej trójce powierzono wyłonienie najlepszych i podzielenie wśród nich półtora tysiąca złotych funduszu festiwalowego. Nie są to wielkie pieniądze, lecz ważniejsze jest samo wyróżnienie. Dla wielu byłaby to pierwsza nagroda w ewentualnej czy ewidentnej karierze teatralnej. Mógłby to też być sprawdzian własnych sił przed egzaminem.

Właściwie FeTA ma dość dużo z atmosfery egzaminu. Składa się z dwóch etapów. W pierwszym do konkursu nadesłano pięćdziesiąt pięć monodramów w postaci zrealizowanych przez konkursowiczów dziesięciominutowych nagrań. Do drugiego etapu zakwalifikowano dwadzieścia osób. Każdy uczestnik znowu dostał swoje dziesięć minut, a poza tym pełną wolność twórczą, z której młodzi artyści chętnie skorzystali.

Dwadzieścia monodramów obejrzanych w ciągu jednego dnia – oto główne doświadczenie festiwalu, które zdecydowanie warto przeżyć. Ale zostańmy jeszcze na chwilę przy liczbach. Dwadzieścioro uczestników i uczestniczek – to już dość pokaźna próbka, żeby pobawić się w małe socjologiczne badania. Jedno z pierwszych spostrzeżeń na tym polu – dziewczyn, niech wybaczona mi będzie ta szkolna nomenklatura, jest więcej niż chłopców. Zdecydowanie więcej, co przełożyło się też na nagrody. II miejsce – Katarzyna Dominiak. I miejsce ex aequo podzieliły Barbara Steblecka i Natalia Mrugała.

Osobiście wyróżniłbym pracę tej ostatniej. Natalia Mrugała ma ewidentny, a jakże, talent komiczny. Jest charyzmatyczna, żywiołowa, naturalna. Jej Narty Ojca Świętego według Jerzego Pilcha to prześmieszny monolog sprzątaczki (wiadro i szmatka w komplecie), która w oczekiwaniu na przyjazd papieża przeprowadza remanent moralny mieszkańców własnej wsi. Plotkuje, udając, że tego nie robi. Sprzymierzeńczym półszeptem dzieli się z widzami sensacyjnymi wiadomościami, żeby za chwilę wybuchnąć szczerym zdziwieniem i dezaprobatą. W ramach konkursu ten występ zrobił na mnie tym większe wrażenie, że żeńska część konkursowiczów raczej trzymała się nastrojów poważnych, dramatycznych. Zaś bronią męskiej części była (auto)ironia. Tak Jakub Milewski zaprezentował Aktora/naturszczyka, w którym, korzystając z konwencji wideobloga i kabaretu, opowiada o przebiegu egzaminu wstępnego na studia aktorskie. Dla nadbudowy kolejnych znaczeń przenosi ów egzamin gdzieś w przeszłość, w której na mapie Polski została jedyna szkoła kształcąca podobne kadry. Nosi imię Tadeusza Różewicza. Sławnego aktora (sic!) z pierwszej połowy XXI wieku. W Cześć kochanie Patryk Lewandowski przedstawia jeszcze jedną wersję performansu pod oknem ukochanej. Tym razem w roli amanta nieśmiały okularnik, ofiara przemocy ze strony rówieśników, któremu wydawało się, że uzyskał sympatię jednej z tych pięknych i popularnych koleżanek, zbywających zazwyczaj jemu podobne okazy pogardliwym uśmieszkiem.

Jednak nie było też tak, że „chłopcy” nie potraktowali sprawy poważnie. Wcale nie. Humorystyczne konwencje nie były maskami, które pozwalają udawać dystans czy wręcz obojętność, tylko świadomymi wyborami artystycznymi. Poza tym za męską częścią konkursowiczów stały najbardziej mroczne i bodajże najbardziej wzruszająco-sentymentalne występy tego dnia. W pierwszym wypadku mam na myśli Aseptykę Macieja Waltera. Oszczędną, skupioną na słowie i emocjach historię neurotyka z licznymi fobiami. Narcyza i wielkomiejskiego podrywacza, który nie potrafi kontrolować własnych popędów. Praca aktorska Waltera, moim zdaniem, zasługuje na szczególną pochwałę. Zrobił prawdziwy minispektakl na postawie American Psycho Breta Eastona Elljsa oraz Miłości Współczesnej T. C. Boya, który wciągnął mnie i do mnie przemówił. Przede wszystkim swym sugestywnym opisem krajobrazu psychicznego głównego bohatera.

Natomiast Piotr Błędowski w Przedzierałem się przez ten sen, posługując się tekstami Tadeusza Różewicza (pisarza z drugiej połowy XX wieku!), podjął trudny temat relacji z matką. Słyszałem te wiersze już niejeden raz, lecz za każdym razem działają na mnie z całą siłą. Słowa proste, piękne, wzruszające i mądre. W wykonaniu Błędowskiego brzmiały one ze szczególnym młodzieńczym zapałem. Nastrój dopełniały muzyka na żywo i szczere przejęcie tematem.

Aktor/naturszczyk i Cześć kochanie były tekstami autorskimi. W ogóle szczerze mnie zdziwiło, jak często młodzi artyści sięgali po własne scenariusze. Uczyniła tak nagrodzona Katarzyna Dominiak w Z innej gliny i Gabriela Fiołek w Wenie. Kacper Naumiec natomiast odważył się nawet „dopisać swoje” do Wielkiej Improwizacji z Dziadów. I, muszę powiedzieć, słuchając tej uzupełnionej wersji, nie miałem większych wątpliwości. Znacznie więcej wewnętrznych zgrzytów wzbudzała nadekspresja Naumca i jego nieco wynaturzony dramatyzm. Zresztą nie tylko jemu jury stawiało podobne zarzuty. Najczęściej jednak zwracano uwagę na to, że młodzi artyści nie powinni „chować się” za inscenizacją, rekwizytem czy multimediami. „Chcemy zobaczyć ciebie!” – brzmi główna uwaga całego dnia. W rzeczy samej, więcej wiary we własną artystyczną atrakcyjność. Przecież jesteście talentami! I to ewidentnymi!

08-06-2018

Festiwal ewidentnych Talentów Aktorskich FeTA, Wrocław 20 – 22 kwietnia 2018

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany Tadeusz
    Tadeusz 2018-06-09   19:55:58
    Cytuj

    "Dwadzieścia monodramów obejrzanych w ciągu jednego dnia..." - to obłęd! Problem szerszy dotyczący prawie wszystkich festiwali pozostaje wciąż bez głębszej refleksji.