AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Zrzędność i przekora: List do Piotra

Fot. Karol Budrewicz  

Drogi Piotrze, śpieszę z odsieczą, bo w komentarzach pod Twoim felietonem widzę, że napadają na Ciebie jacyś harcownicy – odważni, bo anonimowi. Pisanie anonimów budzi we mnie odrazę – tym chętniej staję przy Tobie, we dwóch będzie nam raźniej. Oczywiście, nie mam żadnych sił w odwodzie – może poza siłą spokoju, a zbrojny jestem co najwyżej w nazwisko, jak Gerwazy w swój rapier (Zapewne Pan o moim słyszał Scyzoryku,/ Sławnym na każdym sejmie, targu i sejmiku).

Pewnie pamiętasz popularny za naszych młodych lat dowcip o dwóch Czechach? Jeden mówi do drugiego: „Zdenku, komuniści zdobyli władzę i będą rządzić po wsze czasy”. A Zdenek na to: „Ja se ne boim, ja mam rakowinu”.

Otóż i źródło mojego spokoju, choć wyniki wyborów nie cieszą mnie, podobnie jak Ciebie; może dlatego, że tak jak i Ty za dużo czytam organu redaktora Michnika. Zresztą, idąc za słynną frazą naszego ulubionego Pilcha, powiedzieć, że czytam, to nic nie powiedzieć – ja do „Gazety Wyborczej” piszę, od dwudziestu sześciu lat; nieregularnie i nieobficie, ale nie wątpię, że i to trochę będzie mi policzone.

Tak między nami Ci wyznam, że wolałbym czytać (o pisaniu nie wspominając) „The Times”, „Le Monde” lub „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Ale mamy, co mamy – jak mawiał Janusz Minkiewicz, „Bydgoszcz – Wenecja północy”…

Jak widzisz, kpię sobie i ironizuję, ale ironia jest moim bogiem i tylko ona pozwala mi żyć – czy będę umiał ironicznie umierać, zobaczymy. Tymczasem popatrz, ilu naszych znajomków, koleżanek i kolegów, a w swoim czasie nawet więcej niż koleżanek i więcej niż kolegów, szykuje się do skoku: będziemy mieli wielu znajomych na stanowiskach i chyba nie tylko w resorcie kultury. Jeśli jakiś dawny koleżka stworzy nam sytuację „prycza w pryczę”, to uczciwie Cię uprzedzam, że chrapię.

Gdyby nie to, że już jakiś czas temu zwekslowałem na boczny tor i z tak zwaną przyszłością nie wiążę żadnych planów – raczej jak Miron Białoszewski modlę się o małe nic złego – to może bym z obecnej sytuacji uczynił cyniczny użytek.

Mam na przykład numer telefonu do pana Q. Prowadziłem kiedyś w Teatrze Polskim dyskusję, w której pan Q. brał udział wraz z Jackiem Kleyffem. Mieliśmy rozmawiać o związkach piosenki z historią, ale pan Q. zaczął od furiackiej napaści na wszystkich, których uważał za ideowych wrogów, poczynając od Kleyffa, a kończąc na Michniku i Komorowskim. Z widowni wspierał go nasz wszędobylski kolega reżyser, skądinąd, jak Ty, rowerzysta. W powietrzu fruwały słowa typu „zdrada”, „hańba” etc. Nigdy przedtem nie byłem fanem pana Q., zresztą prawdę mówiąc większości jego utworów wysłuchałem dopiero w trakcie przygotowań do dyskusji. Nie powiem, żebym w jej wyniku nabrał do pana Q. sympatii – ani jako piosenkarza, ani jako człowieka.

Ale you never know, jak śpiewała Alice Faye, żeby już w kręgu piosenek pozostać. Wyobraźmy sobie, że dzwonię do pana Q., przypominam się i mówię: Panie Pawle, jestem do dyspozycji.

A potem to już idzie jak po sznurku i dostaję nominację, powiedzmy, na ministra sportu – mam w tej mierze wybitne kwalifikacje – i od razu powierzam Ci departament jazdy na rowerze.

Eh, pomarzyć… A na razie zerkam na Telewizję Republika – trzeba się przyzwyczajać do tego nowego, co nadchodzi. Widuję w niej wielu znajomków, takich, którzy kiedyś wraz z nami studiowali, i takich, którzy później byli moimi studentami, jak choćby Czarek Gmyz; ten duży już chłopiec – niedawno został dziadkiem  – o ile nie bredzi o trotylu, to bardzo przyjemnie opowiada o jedzeniu i chyba nieźle gotuje; może tylko używa za dużo smalcu.

Teraz zerkam na ekran – a i on na mnie patrzy, jak u Orwella – i widzę roześmianą twarz Maćka Pawlickiego, który jest producentem filmu o katastrofie smoleńskiej; nawet pokaźnych rozmiarów krzyż, który Maciek nosi na piersi, zdaje się radosny. Co mi przypomina, że w felietonie z października 2014 roku pisałem o naszym strajku w Szkole Teatralnej, podczas którego oddawaliśmy się dość zbereźnej zabawie. Pisałem wtedy, że jej pomysłodawcą był – wybacz autocytat – „kolega, którego inicjałów nie chcę ujawniać, ponieważ od wielu lat jest znaczącą postacią w środowisku Prawa i Sprawiedliwości – pełnił nawet ważną funkcję publiczną, a przecież Ojczyzna może go jeszcze wezwać, zwłaszcza gdy w przyszłym roku PiS wygra wybory. Znając moralny reżim i bogobojność tego środowiska, nie chciałbym koledze zaszkodzić, snując kombatanckie wspomnienia o zabawie, która nosiła nazwę »gliglanie brzuszka koło pępuszka…«”.

Teraz będę miał za swoje, prorokować mi się zachciało. Już Maciek mnie pogligla, zwłaszcza że, jak słyszę, wszedł do jakiegoś gremium monitorującego wszelkie wypowiedzi niesprzyjające zwycięzcom.

Monitoring zresztą działa nad wyraz sprawnie, bo na Twój felieton czujny odpór dała, jak widzę, Wanda, ale rozumiesz chyba, Piotrze, że trudno mi bronić Cię przed byłą żoną, na dodatek moją, nie Twoją… Nawiasem mówiąc, jako humorysta mam taką wizję, że PiS, naciskany przez purchawki z episkopatu, wyda dekret unieważniający rozwody, nawet te sprzed ćwierćwiecza. Wizja budzi we mnie tak zwane mieszane uczucia, ale jak śpiewał Monthy Python: always look on the bright side of life – Wanda, jak mówią w mieście, będzie ministrem kultury, więc, starzejący się i chory, ogrzałbym się w blasku władzy. Wprawdzie to nie to samo, co książę małżonek, ale zawsze coś.

Figle, figle, jak mawiała pani Jowialska, a tak naprawdę czuję się jak ten myśliwy z ruskiego porzekadła: Tigra projebat’ i smieszno, i straszno. Co prawda trzydzieści lat temu użyłem tego żartu pisząc do „Dialogu” tekst o dramaturgii Wampiłowa. Puzyna musiał się potem tłumaczyć przed sowiecką ambasadą, która miała mu za złe zamieszczenie antyradzieckiego jej zdaniem artykułu, a w szczególności czepiła się tego tigra, twierdząc, że w języku rosyjskim nie ma takiego powiedzenia.

Jest czy nie ma, wiadomo, o co chodzi: jeśli wszystko potoczy się tak, jak się potoczy, i władzę obejmie Ka-Ku, Ko-Ku, Ka-Ka-Du lub inne Ku-Ku-Na-Muniu, to żart, satyra i ironia raczej mnie nie opuszczą. Wiadomo przecież, że im poważniej, tym śmieszniej, a powagi, a raczej nadęcia i nabzdyczenia, nowe rządy na pewno nam nie poskąpią. A przecież i wśród ludzi niesprzyjających otwarcie PiS-owi zdarzają się osobnicy serio, którzy, niekoniecznie wyznając hasło „Zło śmiechem zwyciężaj”, postępują pryncypialnie i lojalnie jak wszyscy służbiści. Pamiętam solenność, z jaką władze naszej Szkoły, wykonując za poprzednich rządów PiS-u odgórny prikaz, przeprowadzały lustrację wykładowców – było mało zabawnie, bo za odmowę złożenia oświadczenia lustracyjnego można było stracić pracę. Gdyby nie orzeczenie Trybunału Stanu, kilkoro z nas niechybnie by ją straciło.

Do dziś trzymam list rektora w tej sprawie i czytam go, ilekroć jestem w nadmiernie wesołym nastroju.

Pomyśleć, że działo się to w tej samej Szkole, w której za naszych czasów na seminarium u Stefana Mellera czytaliśmy Rodowody niepokornych, Marta Fik zapraszała Jana Józefa Lipskiego na zajęcia, a na strajku odwiedzała nas Halina Mikołajska. No i paru naszym przyjaciołom – dziś prawicowym jastrzębiom – imię Adama nie schodziło z ust…

Dość, Piotrze, bo robię się nostalgiczny, a tu trzeba zebrać się w sobie i lecieć na procesję – dziś Boże Ciało. Więc tylko na koniec jedna kwestia: napisałem petycję wspierającą kandydaturę Jacka Zembrzuskiego na dyrektora Teatru Narodowego. Podpiszesz?

Ściskam Cię, Janusz.

8-06-2015

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (21)
  • Użytkownik niezalogowany T.
    T. 2015-11-23   15:49:25
    Cytuj

    To przepowiedziane...przepowiedziane...przepowiedziane

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2015-06-10   19:02:38
    Cytuj

    bo Majcherkowi z przekory została tylko zrzędność. Jak się nie ma argumentów to się kogoś wysyła na stanowisko ministra zapominając, że samemu (Majcherku) w życiu nie zapracowało się ani grosza poza dotacjami ministerialnymi. Dosyć to sparszywiały poziom moralny

  • Użytkownik niezalogowany Joanna Komorek
    Joanna Komorek 2015-06-10   14:05:54
    Cytuj

    I nie rozumiem zupełnie, jak można wyśmiewać publicznie byłą żonę? To już brak smaku, nieprawdaż?

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2015-06-10   13:33:37
    Cytuj

    z poniższego wynika, że PRAWO ZOSTŁO ZłAMNE, be werdykt TK jest do podważenia, co, mam nadzieję nastąpi, gdy rządząca partia przestanie mataczyć (także w Trybunale) i obywatele nabiorą oczywistego prawa do poznania moralności autorytetow; by nie było tak, jak choćby na UJ, gdzie dzieci uczą esbeki. I niech uczą, jeśli sami cokolwiek potrafią, ale proszę mi nie odbierać prawa do wiedzy o faktach. PS Podziękowanie dla Pani Jolanty. Nie odpowiedzą, to dla nich za trudne. Wychowali się w systemie, w którym prawdę chowało się w szafie pancernej a kluczami dysponowali oni. Śmieszni są, kiedy im się wydaje, że ten sposób postępowania jest do utrzymania na dłużej. Właśnie się zmierzcha staremu światu. Pan Śliwonik na spotkaniu o mojej książce pytał o aternatywę: właśnie się wyłania z urny wyborczej, czyli woli obywateli!

  • Użytkownik niezalogowany Stefan Dziekan
    Stefan Dziekan 2015-06-09   23:51:09
    Cytuj

    JANUSZ MAJCHEREK: Pamiętam solenność z jaką władze Szkoły [Akademii Teatralnej] (...)przeprowadzały lustrację wykładowców (...) Do dzis trzymam list rektora w tej sprawie. JAK BYŁO NAPRAWDĘ - Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego przekazał rektorom rozporządzenie nakazujące przeprowadzenie uchwalonej przez Sejm ustawy lustracyjnej, z informacja o konsekwencjach odmowy. - Rektor AT przedstawił dokument na posiedzeniu Senatu dokument i ww informację. Sprawa wywołała burzliwą dyskusję, skrajne emocje, dramatyczne dla uczelni zapowiedzi profesorów. - Rektor zwrócił się do pracowników AT o składanie oświadczeń, powiadamiając o konsekwencjach odmowy złożenia. - Rektor złożył Senatowi AT oświadczenie: -/ prześle do Ministra NiSW TYLKO oświadczenia lustracyjne kierownictwa AT -/ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ WSTRZYMA SIĘ Z PRZESŁANIEM OŚWIADCZEŃ POZOSTAŁYCH PRACOWNIKÓW - do czasu wydania werdyktu przez Trybunał Konstytucyjny. - Pracownicy AT - z wyjątkiem jednego (el. kryptonimu: A; złożył list)- oświadczenia złożyli w zaklejonych kopertach; zostały one zamknięte w szafie rektora. Po werdykcie Trybunału zaklejone koperty zwrócono (za potwierdzeniem). - AT była JEDYNĄ uczelnią, w której rektor - świadomy konsekwencji - zdecydował się na takie rozwiązanie. REKTOREM BYŁEM JA - Lech Śliwonik Komentarz? Przeszłość może być obiektem wspomnień, powodem sentymentalnych wzruszeń... Wystarczy lekkie przesunięcie akcentów i drobne zapomnienie i oto staje sie poręcznym narzędziem w starciu. Na przykład PAŁKĄ.

  • Użytkownik niezalogowany Jolanta Kratek
    Jolanta Kratek 2015-06-09   19:18:08
    Cytuj

    Jednego nie mogę zrozumieć. Ok, nie podobają się Panom wyniki wyborów, ale mamy demokrację. Trzeba uszanować wolę większości, a nie obrażać tej większości. Panowie są inteligenci, a tak trudno Wam to pojąć?

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2015-06-09   16:39:23
    Cytuj

    tyle, że tam już dawno beton, co jest także wynikiem bezmyślności "Zielonych" z Panem P i jego rużańcem, czyli dobrymi chęciami, którymi piekło jest wybrukowane. Więc, spiędelamencie, jeśli taka Wasza wola. Tu rąk do pracy wystarczy, a jak demagogii ubędzie to tylko pożytek

  • 2015-06-09   14:53:11
    Cytuj

    To ja też chętnie nad te Rospudę. Byle nie dopadła nas tam rzeczywistość. Przypominam: ona coraz bardziej otacza. Katarzyna Jasińska napisał(a):

    Drogi Januszu, obawiam się, że ucieczka w świat pure nonsensu może okazać się zbyt kruchym pancerzem przed V RP. A co byś powiedział na stworzenie rezerwatu dla niepokornych teatralnych matuzalemów, np. nad Rospudą? Może tam nie dotrze Edek w komży?

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2015-06-09   03:03:41
    Cytuj

    Szanowny Panie, a co ma, jak to mówią: piernik do wiatraka? Pan się myli, znamion szacunku domagając się dla kłamców, oszczerców i złodziei. W mojej hierarchii wartości oni pozostają oszczercami, kłamcami, złodziejami, i co za różnica, czy pouczam ich tutaj czy na swoim blogu (u mnie chamiszcze ląduje w koszu, a tu zaśmieca przestrzeń publiczną. I to, proszę wybaczyć, nie ma żadnego związku z pluralizmem poglądów, dla którego poglądy jakoweś trzeba posiadać i umieć je prezentować. Jeśli Pan weźmie na siebie obowiązek nazywania ich po imieniu, to chętnie ustąpię pola, ale póki tak się nie dzieje, Pan wybaczy i pozwoli... A teraz zwierzę się dlaczego, choć powód jest oczywisty i czytelny. Nazywa sie: p o ż y t e k społeczny! Tak, tak - rzeczy i uczynki POWINNY mieć swoje miano... i miejsce w szeregu aksjologicznym i bez. Co do reszty Pańskich rozważań na temat prowokowania (się), szanowania (jw) i dorobku, to jakby Panu to powiedzieć, by Pana nie urazić? Może tak: Pan bardzo przesadza (tak pisał Dostojewski), od siebie dodam: po prostu się myli i nie przedstawia argumentu to znaczy dowodu - poza rzeczonym dorobkiem, który jest sam w sobie i oczywista żadnych dowodów mu nie trzeba. Kłaniam. I upraszam o nie stosowanie pluralis majestatis

  • Melchior Gaduła 2015-06-09   02:23:41
    Cytuj

    Panie Zembrzuski, jest parę rzeczy, których nie mogę pojąć. Ma Pan bloga, jednocześnie brzydzi się „plewami”, a wdaje się w przepychanki z anonimowymi komentatorami i to nie na swoim blogu - czy to rodzaj jakiejś reklamy? Mało tego, na swoim blogu piszę Pan o pluralizmie, wielorakości światopoglądowej, a nie przeczytałem z Pana strony nic co miałoby znamiona jakiegokolwiek szacunku wobec osób o innych poglądach. I tego mało! Lista Pana osiągnięć jest jak stąd do Chin, a używa Pan słownictwa niegodnego takim osiągnięciom. Te epitety szkodzą Pana wizerunkowi! Czemu Pan tak łatwo daje się prowokować? Człowiekowi o Pana dokonaniach i w Pana wieku po prostu się nie godzi. I Pan dziwi się, że młodsi nie kłaniają się, i nie przyznają do Pana, a jak tu mieć szacunek do kogoś, kto nie ma do siebie szacunku? Nie chcę powoływać się, jak Pan, na prawo większości i nie chcę, aby odebrał Pan to co piszę jako atak. Pogody ducha życzę i większego dystansu i obyśmy już nie musieli dyskutować o Panu w komentarzach pod tekstem, którego Pan nie napisał.

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2015-06-09   01:38:50
    Cytuj

    gburze, chcesz być nie tykany to się podpisz. Poza tym insynuujesz, gdzie dowody? Ale, żeś cham, więc dla Ciebie zrobię wyjątek: nie dla psa mój blog, sieroto. Ryszardzie, nie czytaj, po co masz zazdrościć. I pozostań głupi!

  • Użytkownik niezalogowany czytelnik-anonim
    czytelnik-anonim 2015-06-09   00:20:53
    Cytuj

    Panie Jacek! Najlepszy dowód, ze celnie trafiłem, to to, żeś Pan przeszedł na Ty, żeby mnie kindersztuby uczyć. Wódki z Panem nie piłem i tykania przez Pańską osobę nie życzę sobie. Jako człowiek dobrze wychowany powinien Pan przyjąć to do wiadomości. Na co jednak nie liczę, bo wystarczy poczytać Pańskiego bloga, by przekonać się, że Pańskie "wiedzieć i nazywać po imieniu" to na ogół chamskie bluzgi i wyzywanie ludzi. Zaraz, zaraz - jedyne dobre słowa masz Pan o tych dyrektorach, u których miarkowałeś Pan coś robić. Ale zazwyczaj zanim do współpracy dojdzie, zdążysz się Pan z danym dyrektorem pożreć. Wystarczy prześledzić Pański stosunek do osiągnięć dyrektora Słobodzianka. Na kim niby czapka gore?

  • Użytkownik niezalogowany Ryszard Abraham
    Ryszard Abraham 2015-06-09   00:08:23
    Cytuj

    Państwo Administratorzy, usuńcie te komentarze Zembrzuskiego, bo już tej miernoty czytać nie mogę. Ma on swój żałosny blog (i książeczkę własnym sumptem wydaną) i niech tam wypisuje swoje brednie.

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2015-06-08   19:58:58
    Cytuj

    Pan nie usłyszał, bo to echo grało, a "trybunę", czyli DZIENNIK mam własny: www.jacekrzysztof.blog.onet.pl więc plewami (tam ćwierć miliona czytelników) naprawdę NIKT mnie nie skusi... Jaka znowu polityka, skoro tu mowa o maralności, o kłamczuchach, konformistach i złodziejaszkach. I jeśli ktoś wątpi, to ja im mówię, niech ich sumienie sądzi. Ja będę zwał po imieniu. Dla pożytku. Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni

  • Użytkownik niezalogowany Melchior Gaduła
    Melchior Gaduła 2015-06-08   19:45:18
    Cytuj

    Czy ja słyszałem: „kindersztuba”? Normalnie człowiek w natłoku zajęć przeleciałby wzrokiem po felietonie pobieżnie, ale dzięki jkz przeczytałem dokładnie i ten, i Piotra Cieplaka. Dwie rzeczy wyraźnie uderzają, tj. wątki polityczne w felietonie i ożywiona „dyskusja” w komentarzach. O ile na ową politykę w felietonie można przymknąć oko (toż to felieton), o tyle powaga treści w komentarzach pozostawia oczy szeroko otwartymi. Wniosek jest jeden - niech Redakcja da szanse jkz. Skleić te komentarze i mamy osobny felieton! Panie Majcherek - nie wszyscy „hejtują”. Zgadzam się, że większego ożywienia lekkich form komediowych jak między 2005 a 2007 nie było. Może nie koniecznie ze „Złem” będziemy „walczyć”, ale na pewno przepony nam nie pozanikają od tej powagi.

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2015-06-08   17:05:01
    Cytuj

    PS: może dlatego Majcherek tak żarliwie lakieruje kartofel tego systemu - kolesiostwa, że - o czym nie mam zamiaru nie przypominać - na złodzieju czapka nie gore?

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2015-06-08   15:51:18
    Cytuj

    Panie czytelnik - anonimie. A może by jednak troszku nadrobić własne nieuctwo: kONKTHOFEN mit DAMEN und HERREN Piny Bausch i Rolfa Borzika, ja widziałem na żywo, bodaj w 2010 w Wupperthalu, ale Ty zawistny niedouku możesz sobie siegnąć po płytę z filmem "Pina" Wendersa i sprawdzić na You Tube jak wygladała dekoracja do "Prostej historii" z Witkowskim w Teatrze Powszechnym. I nie pouczaj nieuku, bo zostaniesz pouczony: nie moją rolą jest latać po prokuratorach, tylko w i e d z i e ć i nazywać po imieniu. Nie polecam, bo Twój brak kindersztuby i tak Cię kompromituje. A Cieplak ze mną o tym rozmawiał i przyznał, że film widział wcześniej. I miał o tym do powiedzenia tylko tyle, że wszystko już było. Owszem: kradzież jest kradzież jest kradzież. I "nie tylko", ale wiesz o tym tyle samo, co o przyzwoitości; choć mógłbym napisać wystarczy. A co nie wolno?

  • Użytkownik niezalogowany czytelnik
    czytelnik 2015-06-08   15:10:40
    Cytuj

    Jacek Zembrzuski jak zwykle w formie - znów coś o kradzieży wypisuje na zasadzie rzućmy trochę błota, a może przylgnie. Panie Jacek, jeśli było przestępstwo to należy je zgłosić do organów ścigania, a nie wyżywać się na blogu czy w komentarzach. I proszę spojrzeć. Piotr Cieplak cały czas pracuje w teatrach, powstają wciąż nowe, ciekawe przedstawienia. A Pan od lat tylko: "Moskwa-Pietuszki", "Moskwa-Pietuszki"...

  • Użytkownik niezalogowany Maria Dworakowska
    Maria Dworakowska 2015-06-08   15:08:30
    Cytuj

    Januszu Drogi, to są zbyt ponure żarty.

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2015-06-08   14:23:50
    Cytuj

    jeźeli "Czarek bredzi o trytolu" to znaczy, że Janusz puszcza bąki o przyzwoitości w pogardzie mając fakty. Troszku mnie śmieszy ten resentyment i najzwyczajniejsze SPIETRANIE udające ironię. A koledzy dzielili się zawsze na uczciwych i koniunkturalistów... Więc, Wandzie się nie należy (ktoś już podzielił skórę na niedźwiedziu?) za dorobek, tak jak Majcherkowi za poprawność, przypomnę: redaktorstwo, wykładostwo i kierownictwo, a rzeczonemu Piotrowi etaty? Trochę szkoda, że Janusz swją niewątpliwą inteligencję całe życie sprzedaje u dworu i to wyjaśnia drwiący ton wobec odważniejszych od niego inaczej. Jednak skleroza czy oportunizm nie mogą usprawiedliwiać przekrętów. To nie Kukiz atakował wtedy Kleiffa tylko odwrotnie: salonowy Jacek miał wrzaskliwe pretensje do kolegi, że tamten nie widzi, jak dobrze jest, i że jest coraz lepiej... Ja go pytałem - po starej znajomości - czy nie zgłupiał? Tylko tyle i aż tyle... To nie słyszał w rozpędzonym samozadowoleniu. I, po równie starej znajomości, ostrzegałbym dziś Kolegów: coś się jednak stało z naszą klasą (!) i oczywiście można udawać, że deszcz pada (i o to, o stonkę i powódź nad Amazonką) oskarżać PiS oraz przykładać ręki i podstawowych komórek do eliminowania opozycji. W demokracji można (szczególnie jeśli się pamięta jaki rezonans społeczny - czytelnictwo i oglądalność - miały przez lata wszystkie te posady zawsze za publiczne wynagrodzenie - ale moźna też przyjąć do wiadomości, że w systemie demokratycznym gorsi ustępują miejsca lepszym od sobie. Świat się od tego nie kończy, najwyżej modernizuje. PS Co ma do tego "Edek w komży i Rospuda" (poniżej) to wiem: bezmyślne powtarzanie esemesów niejakiego uciekiniera (opisanego w sztuce Wojtka, tu pomijanego) Grasia. Bo, że Piotr Cieplak nie wytłumaczł się do dzisiaj z kradzieży dekoracji Pinie Bausch i Rolfowi Borzikowi ("Kontakthof mit Damen und Herren") w swojej jakiejś "Historii" z T. Powszechnego to przykra prawda i w s t y d ! Aha. Za petycję dziękuję, ale nie przypominam sobie koleżków rozdokazywanych przy przekręcie toruńskim i tylu innych skrętach, zawsze w tym samym kierunku, więc i to za słomiany ogień pocztuję nie mając śmiałości widzieć w tym żabę, co nóżkę podtyka. A jak powinien wyglądać dobry teatr wiem ze szkoły

  • Użytkownik niezalogowany Katarzyna Jasińska
    Katarzyna Jasińska 2015-06-08   13:23:04
    Cytuj

    Drogi Januszu, obawiam się, że ucieczka w świat pure nonsensu może okazać się zbyt kruchym pancerzem przed V RP. A co byś powiedział na stworzenie rezerwatu dla niepokornych teatralnych matuzalemów, np. nad Rospudą? Może tam nie dotrze Edek w komży?