Tam

Wczoraj byłaś zła na zielono, reż. Anna Augustynowicz, Teatr Dramatyczny w Warszawie

aAaAaA

fot. Karolina Jóźwiak

Pamiętnik? List? A może instrukcja? Już w pierwszych minutach przedstawienia Anny Augustynowicz czujemy, że ta prymarna, niemal automatyczna potrzeba definiowania świata, porządkowania go i klasyfikowania prawdopodobnie nie będzie tu możliwa do zrealizowania w sposób, do jakiego przywykliśmy. Świat z Wczoraj byłaś zła na zielono Elizy Kąckiej porównać można do skomplikowanego systemu luster – pełnego powtórzeń, odbić, ale też kusząco-podstępnych zniekształceń. Proces jego konstruowania autorka nazywa „ćwiczeniami z pamięci poprzecznej”. I to właśnie pojęcie „poprzeczności”, rozumiane jako odrębny i swoiście anarchistyczny model narracyjny, najlepiej chyba oddaje charakter doświadczenia, które staje się naszym udziałem, gdy zasiadamy na widowni najnowszego przedstawienia Teatru Dramatycznego w Warszawie.

„Tam!” – mówi niespodziewanie Ruda, główna bohaterka Wczoraj byłaś zła na zielono, autobiograficznej książki Kąckiej o relacji matki i córki wydanej w 2024 roku i zaadaptowanej przez autorkę na potrzeby przedstawienia w Teatrze Dramatycznym. I choć Kącka wyraźnie deklaruje dystans wobec medycznych diagnoz (nie negując ich, lecz wychodząc poza ich naukową, wciąż pełną białych plam narzędziowość), to neuroatypowość Rudej i wynikające z tego modelu funkcjonowania potrzeby czy zasoby formują przedstawianą historię. „Tam!” – wykrzykuje stojąca na balkonie mała dziewczynka, wskazując palcem w nieokreśloną dal, a jej okrzyk pobrzmiewa wielością znaczeń. Może być oznajmieniem potrzeby eksploracji, ale może być też bojowym okrzykiem – demonstracją „dziecięcej łapczywości”, bezwzględnej poznawczo, zagadkowej w obrębie swojej unikalnej metodologii. Ale nade wszystko wydaje się być swoistą manifestacją inności, rozumianej tutaj jako radykalna odrębność i niezależność. „Słowo, które zawiera w sobie tajemnicę bycia nie u siebie” – podejrzewa matka. Augustynowicz w skupieniu podąża za literaturą Elizy Kąckiej i już na samym wstępie wyzwala tę inność od obrastających ją, dyscyplinujących kulturowo i społecznie wskazań. Inność w przedstawieniu Kąckiej i Augustynowicz jest obok opresyjnego rozróżnienia swojskość/obcość, jest obok znaczników lepsze/gorsze. Tutaj inność rozumiana jest przede wszystkim jako swoistość, często niewygodnie ekstremalna, niezrozumiała i niepokojąca. Jej esencją bywa pokój Rudej, gdy dziewczynka zamyka się w nim na długie tygodnie, zasłaniając okna i ustawiając w centrum pomieszczenia lustro. Jej manifestacją staje się okrzyk „tam!”, waleczny zaśpiew, sygnał do startu w podróż, w świat, ale i epitafium dla wszystkich nigdy niewypowiedzianych, a tak bardzo oczekiwanych komunikatów.

Przedstawienie w Teatrze Dramatycznym Anna Augustynowicz zrealizowała z zespołem swoich stałych współpracowników: autorem scenografii jest Marek Braun, kostiumy zaprojektował Tomasz Armada, za projekcje wideo i światła odpowiada Wojciech Kapela, a muzykę skomponował Jacek Wierzchowski. Plastyka i audiosfera Wczoraj byłaś zła na zielono składają się na kompozycję charakterystyczną dla teatru Augustynowicz i tworzą rodzaj ideogramu, którego sedno scenicznej obecności reżyserka wyjaśniła swego czasu w rozmowie z Wojciechem Majcherkiem (A jak Augustynowicz, „Teatr” 2017 nr 12). „Żeby z brzytwy została sama ostrość” – przytoczone wówczas przez Augustynowicz słowa Marka Brauna obrazowo oddają sens i cel minimalistycznych, monochromatycznych, swoiście surowych kompozycji. Z perspektywy widowni, jej wrażliwości, potrzeb i wyobraźni – szkieletów gotowych na wypełnienie kolorem i fakturą, zaś z pozycji aktorskiego zespołu – torów przeszkód, służących do, jak objaśnia Augustynowicz, wydobywania rytmu postaci.

„Tor przeszkód” w warszawskim przedstawieniu składa się z zaledwie kilku powielonych elementów: białych krzeseł, pulpitów na nuty, ekranów (w różnych scenach ujawniających funkcje lustra weneckiego, wyświetlacza i półprzezroczystej przesłony), telebimu w głębi sceny i rozdzielającego scenę od widowni transparentnego czarnego tiulu. Projekcje Kapeli i muzyka Wierzchowskiego nanoszą na ten fundament odnośniki do głównych dla opowieści o Rudej i Matce lokalizacji – ruchliwego i głośnego miasta, przydomowego lasu czy mieszkania bohaterek.

„Reżyser nie istnieje bez aktora. Można powiedzieć, że to właśnie aktor jest twórcą, a reżyser współtwórcą tego, co pojawia się na scenie. Nie deprecjonuję swojego zawodu – tak właśnie jest” – powiedziała Augustynowicz we wspomnianej rozmowie z Majcherkiem niemal dekadę temu. Warszawskie przedstawienie dobitnie dowodzi aktualność, a przede wszystkim ogromną żywotność tej deklaracji. Anna Moskal, Marianna Linde, Karol Wróblewski i Mirosław Guzowski rozdają między sobą narrację Kąckiej, przedstawiając poszczególne jej części w osobności konkretnego głosu, ale też i w zgodnym współbrzmieniu. W pierwszym, szukającym fabularności odbiorze przedstawienia to w Mariannie Linde dostrzegamy postać Rudej, w Annie Moskal – Matkę, zaś w Karolu Wróblewskim i Mirosławie Guzowskim zobaczymy pozostałe osoby tej opowieści, te bliskie Rudej i Matce, te pojawiające się na ich drodze bezimiennie i jedynie na moment. Im bardziej jednak w głąb przedstawienia – tym mocniej czujemy, że głos(y) tej opowieści brzmią tutaj w pełni jedynie w nieoczywistym rozproszeniu, które jest poza tradycyjnym podziałem na postaci dramatu. Że ta historia o radykalnej odrębności jest w swej istocie wielogłosem, splątaniem pojedynczych perspektyw, myśli i odczuć. Nie odczytamy jej sedna, nie poczujemy go próbując intelektualizować, rozdzielać czy porządkować daną nam narrację. Sens odnajdziemy jedynie w całości. Ową całość dopełnia (jednocześnie ją w sobie odbijając!) dźwięk skrzypiec, na których gra siedząca w mroku głębi sceny Maria Wieczorek.

„Nie szło tylko o mowę. Szło o inność w obsłudze świata. Inność, która stała się także moim udziałem” – zapowiada swą opowieść Matka. Nieprzewidywalną – z perspektywy wszelkiej „typowości” – specyfikę tego modelu użytkowania rzeczywistości przedstawia jedna z pierwszych scen, w której przygotowująca się do szkolnych obowiązków Ruda nie pozwala Matce wypowiedzieć na głos konkretnego wyrazu. Bo neuroatypowy mózg transformuje dźwięk słowa w doskwierający obraz. Każda kolejna scena przyniesie następne odkrycia – mikroopowieści o eksploracji świata i urządzaniu się w poszczególnych jego rewirach w zgodzie z własnymi potrzebami, w zgodzie ze sobą. Nawet jeśli ta zgoda ze sobą grozi skłóceniem z resztą rzeczywistości.

Dziecięce (głównie), a później nastoletnie i zbliżające się ku dorosłości życie Rudej poznajemy przez filtr matczynej relacji, czasem zapętlającej się, momentami skupionej intensywnie na wybranym szczególe. Co ważne – w tej narracji Matka nie opowiada swojej córki. Wczoraj byłaś zła na zielono nie jest biografią Rudej, choć Ruda zajmuje w tej opowieści samo jej epicentrum. To autobiografia, Matka opowiada tu siebie, chociaż głównie w jednym tylko kontekście: swojej relacji z dzieckiem. Bada, wspomina, opisuje siebie w rozmaitych względem Rudej położeniach. W ogromnej bliskości, ale i w bolesnym, rodzącym frustrację czy żal oddaleniu. Jej opowieść jest wielopoziomową historią opresji i emancypacji, doświadczaną z rozmaitych, najczęściej przenikających się perspektyw: młodej kobiety, uczestniczki społecznych umów i ustawień, klientki i petentki, matki czy twórczyni. Bohaterka wielokrotnie nieruchomieje na rozdrożu, tam, gdzie przekonania i społeczne role ścierają się z własnymi pragnieniami i nadziejami, z własną intuicją. Fundamentalnym dla tych skrzyżowań staje się pytanie: podążać za córką czy nawigować nią? I tu wielkim tematem warszawskiego przedstawienia jest z pewnością język, mowa. „Język służy do skutecznych aportów” – konstatuje Matka, a kolejne mikrohistorie przedstawiają opresyjność mowy, jej przytłaczającą i rozmywającą znaczenia nadmiarowość. Język bywa przemocą, narzędziem podboju, obezwładnia, zamyka, karze. Matka czuje, że relację z córką musi budować poza tradycyjnymi strukturami komunikacyjnymi. Dwa fragmenty przedstawienia mówią o tym nadzwyczaj obrazowo. Mała Ruda ujawnia potrzebę „występu” przed lustrzaną witryną sklepową. Matka nie ingeruje w powtarzane regularnie działania, nie próbuje też usilnie dopatrzyć się w nich sensów możliwych do wyraźnego sformułowania. Z uwagą śledzi ruchy córki i podejmuje próbę ich opisu: przyrównując uliczną choreografię do „sztuk walki godzących geometryczną precyzję, lekkość i powagę”. Stara się towarzyszyć Rudej, być z nią, budować komunikacyjną przestrzeń we wspólnym doświadczeniu, bez względu na sens i miejsce swojej obecności w nim, bez kolonizatorskich intencji. Bycie w sobie, bycie w relacji czy też bycie w rzeczywistości – to kolejne tematy opowieści Kąckiej i Augustynowicz. „Obserwowanie Rudej nauczyło mnie, że stopień nasycenia siebie sobą może zmieniać się z godziny na godzinę. I że chwilowa nieobecność nie jest otępieniem lub obojętnością” – mówi Matka, a poruszający sens tej uwagi ujawnia się we fragmencie opowiadającym o czasowym odgrodzeniu się dziewczynki od zewnętrznej rzeczywistości. Ruda zamyka się w pokoju niemal na pół roku, zatapiając się w mroku zasłoniętych okien i mebli, w towarzystwie lustrzanej tafli, do której je, maluje. I znów – przestrzeń komunikacji buduje się tu poza słowem, nawet poza standardowym zestawem cielesnych znaków. Matka po prostu towarzyszy dziewczynce, jest, a najbardziej powierzchniową warstwę zdarzenia przekłada na porządkujący swoją rzeczywistość opis. Doświadczenie dziecka – z perspektywy społecznej czy komunikacyjnej jawiące się jako regres – staje się w pewnym sensie i jej doświadczeniem, jej zejściem. Ale tu ujawnia się także pewien dojmujący paradoks inności – jest się w niej, jest się w inności własnego dziecka, ale zarazem jest się także zawsze obok i ta pozycja bywa niebywale bolesna.

„Geometryczna precyzja, lekkość i powaga” ulicznej choreografii Rudej to właściwie najbardziej obrazowa charakterystyka wizualnej, ruchowej czasoprzestrzeni Wczoraj byłaś zła na zielono. Motyw wielowarstwowości świata, ale nade wszystko – życia w głębokim, często boleśnie za głębokim doświadczaniu tej wielowarstwowości odbija się w każdym właściwie scenicznym elemencie. Wielowarstwowość bywa intrygująca, ekscytująca, niosąca nadzieję, ale bywa również groźna, skrajnie obca, ciemna. Głębia rysunku, motyw lustra, odbijania się – sceniczna przestrzeń nieustannie objawia tu swoją wielopoziomowość. Ruch aktorskiego zespołu, w wielu fragmentach zamaszystym gestem podbijający koncertowość teatralnej struktury, potęguje to wrażenie – nieustannymi przejściami i przesunięciami zwielokrotnionymi za pomocą ekranów czy luster scenograficznej machinerii. Znakomita reżyseria świateł i sugestywne instalacje wideo dopełniają całość scenicznego świata, komplikując go zarazem jeszcze silniej.

Właściwością przedstawienia Kąckiej i Augustynowicz jest jego swoista samowystarczalność. Każde pytanie, wszystkie wątpliwości i zagadki mają swoje rozwiązanie właśnie tutaj: w słowach, w dźwiękach, gestach i obrazach budujących przedstawienie. Nie musimy wyruszać w egzotyczne, żmudnie intertekstualne wycieczki, aby poczuć i dotknąć tego, o czym twórczynie Wczoraj byłaś zła na zielono opowiadają. Ta szczególnego rodzaju „cyrkularność” jest w znacznej mierze wynikiem świetnej pracy zespołu aktorskiego, wnikliwej i czujnej. Poza znakomitym, wyraźnie pierwszoplanowym głosem Anny Moskal, warszawskie przedstawienie to świetne kreacje Marianny Linde, występującego gościnnie w Dramatycznym Mirosława Guzowskiego oraz Karola Wróblewskiego.

Cała czwórka bezwzględnie wciąga naszą uwagę w scenach zwielokrotnionego, odbijającego się echem w rozmaitych kierunkach, wielogłosowego monologu. Równie zawłaszczający charakter mają momenty „solowe”, mistrzowsko cieniujące opowieść, punktujące semantyczną dwuznaczność poszczególnych wątków, „twistujące” historię i podające w wątpliwość jej pozornie „twarde” fragmenty. Mikroopowieści i ich pojedyncze, pojawiające się tylko na chwilę postaci kreślone przez Drozdowskiego i Guzowskiego – jakby mimochodem, a zarazem niebywale poruszająco – to momenty najwyższej aktorskiej klasy.

Teatr Dramatyczny w Warszawie

Wczoraj byłaś zła na zielono

Reżyseria: Anna Augustynowicz

Tekst: Eliza Kącka

Scenografia: Marek Braun

Kostiumy: Tomasz Armada

Wideoart, światło: Wojciech Kapela

Muzyka: Jacek Wierzchowski

Asystent reżyserki, inspicjent, sufler: Radosław Duda

Asystent kostiumografa: Filip Holak

Charakteryzacja: Joanna Tomaszycka, Marta Krasowska

Kierowniczki produkcji: Małgorzata Błasińska, Olga Stefańska

Obsada: Karol Drozdowski, Mirosław Guzowski, Marianna Linde, Anna Moskal, Maria Wieczorek (skrzypce)

Premiera: 7 lutego 2025

Wczoraj byłaś zła na zielono, reż. Anna Augustynowicz, Teatr Dramatyczny w Warszawie

Oglądasz zdjęcie 4 z 5