AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Chamy czy Pany

 

Prześniła nam się ta rewolucja. Prześniła, ale jakby nie do końca.

Jakoś tu i ówdzie czkawką wróci, beknięciem się odbije, echem zawtóruje.

Gombrowicz niewątpliwie wieszczem był i czuł pismo nosem.
„Chamstwo było tajemnicą państwa” – pisał już w Ferdydurke, a problem różnic klasowych rozwijał w swojej twórczości aż do Operetki włącznie.

Powiedzieć, że przewidział twórczość Demirskiego i Twardocha, to mało powiedzieć.

On przewidział nawet ton, w jakim podczas sporu można prezentować wzajemne argumenty.
W Słomkowym kapeluszu Labiche’a też jest dobra kwestia: „Bom kmiotek ze wsi?”.

A na to Baron do Pyckala w Transatlantyku: „Kto Pan z Panów a kto Cham z Chamów…”.

A wtedy Zabawa Mrożka: „Jak my nie gorsi, to znaczy, że oni lepsi?”.

Pamiętam, że trochę się zdziwiłem, kiedy na końcu spektaklu Pawła Demirskiego i Moniki Strzępki pojawił się napis: „Jakub S. już jest w Jankach”, bo wydawało mi się, że kto jak kto, ale Szela ma do nas trochę większy kawałek drogi i ostrzeżenie jest na wyrost. Myliłem się.

Nic to, że „Francuzi wymowni zrobili wynalazek, że ludzie są rowni choć o tym dawno w Pańskim pisano Zakonie i każdy ksiądz toż samo gada na ambonie” (gdyby ktoś nie pamiętał – Pan Tadeusz). „Nauka dawną była, szło o jej pełnienie!”

Kłopot z tym, że tłumaczenie się z tego, że jest się Radziwiłłem, a nie Twardochem (albo odwrotnie) prawie zawsze bywa mało efektywne.

A w takim razie dlaczego raz na jakiś czas kogoś dopada?
Tu już pojawia się na horyzoncie pytanie trudniejsze od większości wiodących pytań filozofii i odsyłające nas do niezgłębionych sekretów duszy albo – jeśli ktoś woli – psychiki ludzkiej. Spróbujmy jednak poddać zagadnienie analizie.

Bo właściwie po co Meghan Markle udzieliła tego wywiadu?

W jej subiektywnym odczuciu zapewne dlatego, że czuje się skrzywdzona.

Pytajmy dalej.

Czy poczucie skrzywdzenia może się na coś przydać?

Naturalnie, że może. Scala, uporządkowuje, objaśnia świat.

Pozwala na własny użytek stworzyć lub odzyskać spójną wizję rzeczywistości. Jeśli jest się artystą, konsekwentna narracja dotycząca swojego życiorysu, swojego bolesnego losu to często początek wybitnych dzieł.

Dość ciężko jest żyć z poczuciem niespełnienia, bolesną refleksją, że zasłużyłem sobie na swoje obecne, zwykle mało satysfakcjonujące miejsce.

Jeśli jednak znajdę przyczyny, które pomogą mi winą obciążyć innych – może być super.

Przykład pierwszy z brzegu?

A choćby pisanie tego felietonu – o ile łatwiej by mi poszło, gdybym tak chciał „dowalić” Twardochowi, Radziwiłłowi, Demirskiemu, Meghan Markle czy Monice Strzępce. Ale nie chcę.

Zastanawiam się tylko, co to się stało, jakie mechanizmy się uruchomiły?

Spoczywały gdzieś w głębi uśpione i nagle wyszły na jaw.

Oczywiście symetryzm i próba bycia arbitrem również okazują się fatalnym rozwiązaniem, bo to dopiero wykrzywia gębę, powoduje szturchańce od wszystkich zainteresowanych i na dodatek nie daje żadnej konkretnej satysfakcji. Przecież i tak ufny w ideały Miętus pojedynek na miny wygra. Jako że Miętus ma zasady, może wytwarzać dowolną ilość min zasadom gwoli, Syfon nie ma zasad i musi wytwarzać miny gwoli sobie, a Józio, wepchnięty w sytuację jako arbiter, nie ma gdzie uciec.

I z kim tu się bratać?

Z Morysiem Pacem, który jest bardzo bezpretensjonalny, czy raczej z parobkiem?

Nie mam pojęcia.

Jeśli mój felieton wydaje się Państwu nieco enigmatyczny, to znaczy, że nie śledziliście uważnie polemik ostatnich dni i nie oglądaliście bardzo pouczającego wywiadu z księżną Sussex.

Niedobrze, że mieszam dwie sceny, tę naszą, prowincjonalną, i tamtą, imperialną?

Że Twardoch to nie Meghan?

Oczywiście, że nie, ale jednak jakąś analogię można znaleźć, zwłaszcza że Radziwiłłowie to przecie Panowie z Panów i „jak na łódzkie stosunki to oni są Gary Cooper” (tak się dawniej mówiło o młodych amantach z Filmówki).

I jeszcze te przywileje. Puszka z… lub nawet puszka Pandory.

Bo skoro PRL była taka prointeligencka, to skąd się brały te obśmiewane punkty na uczelnie?

I jak to jest z tą skłonnością do odtwarzania elit?

I jakie elity teraz odtwarzamy lub próbujemy wytworzyć? Kto próbuje, komu się udaje, komu nie udaje i dlaczego?

I ile barier można w naszym społeczeństwie pokonać talentem i siłą woli?

Wiem, że istnieją poważne opracowania naukowe, studia, badania socjologiczne, ale przecie jest też Zenek Martyniuk, wtórny analfabetyzm, uzależnienie od gier komputerowych, telewizja śniadaniowa i moda na morsowanie.

Zwariowałem? Mieszam rozmaite porządki?

Mieszam, bo ten polski kocioł bez mieszania gotów się nam całkiem przypalić.

Przy okazji zarówno Oświeconych jak i Jaśnie Oświeconych do Teatru Narodowego na Dowód na istnienie drugiego zapraszam serdecznie.

Czy naprawdę Maciej ze Szczepanem nie mogli by się zaprzyjaźnić jak Tischner z Michnikiem, Protazy z Gerwazym, Gombrowicz z Mrożkem…

„Jeden tylko, jeden cud: Z polską szlachtą – polski lud”.

„Zgoda, zgoda, a Bóg wtedy rękę poda”.

Lepszy dyskurs niż pyskówka.

24-03-2021

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (3)
  • Użytkownik niezalogowany Basia
    Basia 2021-04-09   22:56:39
    Cytuj

    Dlaczego u Drewniaka nie można komentować?

  • Użytkownik niezalogowany nauczycielka
    nauczycielka 2021-03-30   06:47:31
    Cytuj

    pomieszanie z poplątaniem 3=

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2021-03-29   13:46:44
    Cytuj

    e tam... "co sie rozpadło, to się już nie sklei"...