AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

W strasznych mieszkaniach straszni mieszczanie

Balkon Ordona, reż. Katarzyna Dworak, Paweł Wolak, Teatr Lubuski w Zielonej Górze
fot. KADR Kamil Derda  

Zielonogórska premiera Balkonu Ordona zapowiadała się obiecująco – tekst Katarzyny Dworak i Pawła Wolaka znalazł się w 2019 roku w drugim etapie 12. Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej, a półtora roku temu można było zobaczyć jego telewizyjną adaptację. Wyreżyserował ją Rafał Szumski, a w rolach głównych wystąpili Katarzyna Żak, Radosław Pazura i Sylwia Achu. Tym razem wydawało się, że lepiej być nie może, skoro to duet autorów wziął się za reżyserię, a w dodatku jego połowa (Wolak) gra jedną z głównych ról. A jednak coś poszło nie tak.

Balkon jest czarną komedią, satyrą na polski ciemnogród, wywiedzioną z jednej strony z tradycji polskiego dramatu, który piórami między innymi Bałuckiego, Fredry, Zapolskiej, poddawał szlachtę i strasznych mieszczan bezlitosnej chłoście, z drugiej – z inspiracji filmowymi komediodramatami spod znaku Zgadnij, kto przyjdzie na obiad. W pierwszym wypadku, niezależnie od zmieniającego się historycznego tła, chodziło zwykle z grubsza o to samo – o obnażenie manifestowanej pod płaszczykiem przywiązania do tradycji ciasnoty horyzontów, skłonności do pieniactwa i hipokryzji. No i największego naszego narodowego lęku – przed tym, co ludzie powiedzą. Drugi z tropów podpowiada, że – uff – lęk przed obcym, nowym, nieznanym nie jest polską specjalnością i że nawet deklarowana światopoglądowa otwartość nie zawsze wychodzi zwycięsko z konfrontacji z rzeczywistością.

Dworak i Wolak osadzają akcję Balkonu w skromnym M3 na współczesnym blokowym osiedlu. Trzy pokoje, łazienka i kuchnia, po której krząta się obsesyjnie Matka (Anna Stasiak). W salonie ława i kanapa, na której zalega Piotr (Jakub Mikołajczak), młodszy syn. Zalega zwłaszcza odkąd zamieszkała z nimi Kaśka, ciężarna dziewczyna (Małgorzata Polak), przygarnięta przez rodzinę niechętnie, co jest jej wypominane na każdym kroku. Jest jeszcze ojciec (Wolak) – z tego najbardziej upierdliwego gatunku, taki, co to nigdy nie pozwoli ci skończyć zdania, będzie cię wiecznie pouczał, wymachując palcem przed nosem. No i klasyczna babcia (Tatiana Kołodziejska), która od rzeczywistości tak się oddaliła we wspomnienia heroicznej rodowej przeszłości, że nikt już nie ma siły jej słuchać. Jej opowieści o starych karabinach brzmią z perspektywy rodziny jak zdarta płyta i nikt nie jest ich specjalnie ciekawy – po prawdzie bliscy czekają tylko, aż staruszka zamilknie na dobre, żeby przejąć jej schedę. A kiedy mają jej powyżej uszu, wystawiają babcię na balkon.

To w takim miejscu ma się niebawem pojawić współczesny Ordon, taki nieodkryty, o którym jeszcze żaden wieszcz pieśni nie napisał, choć w domu rodzinnym jest bohaterem legend. Bo każdy w domu ma swój mit o Jarku (Aleksander Stasiewicz), starszym synu, który podbił Wielką Brytanię: jedni mówią, że za granicą odniósł ogromny sukces, inni wierzą, że obsypie rodzinę prezentami, że przywiezie dziewczynę, której wszyscy mu będą zazdrościć, a kto wie – może zabierze do siebie, do tego wielkiego, dalekiego świata młodszego brata i Kaśkę. I pomoże im uciec z ciasnego osiedla, i się ustawić. Ale nic nie jest takie jak w micie, a sedno niespodzianki, jaka czeka rodzinę, jest takie, że Jarek, owszem, przyjeżdża z dziewczyną. No i ta dziewczyna… Cóż, jest inna, zresztą Inna (Ewa Dobrucka) ma na imię. Z tym że – w przeciwieństwie do telewizyjnej adaptacji Balkonu, gdzie rolę dziewczyny Jarka grała aktorka o polsko-afrykańskich korzeniach, tu inność bohaterki została zaznaczona jedynie kostiumem. To w polskich warunkach bywa wystarczające – już sama chusta zarzucona na głowę potrafi uwolnić demona ksenofobii.

Wszystko to rozgrywa się dynamicznie, w scenicznym farsowym entourage'u – scenografia Ewy i Piotra Tetlaków otwiera przed publicznością widok na pokój stołowy z balkonem, z pokoju drzwi prowadzą do kuchni, łazienki, sypialni i wyjścia na klatkę schodową. No i do szafy, gdzie ojciec upycha figurę Jezusa, którą przyniósł ze sobą, żeby uczcić powrót syna, fundując mu wszystkie polskie święta w ramach jednego wieczoru. Matka miota się między pokojem a kuchnią, Kaśka, poirytowana uwagami teściów, próbuje salwować się ucieczką do łazienki, pokoju i na klatkę schodową. Ojciec zasadniczo tkwi w stołowym, uwięziony na wersalce za ławą, choć oczekiwanie na Jarka wyraźnie go roznosi, a babcia, na wózku wyposażonym w husarskie skrzydła, co i rusz trafia na balkonowe zesłanie. Tempo jest podkręcone, co wymaga od obsady koordynacji i precyzji, charaktery zarysowane grubą kreską, co wydaje się wpisywać w ten melanż polskiej satyry z farsowym teatrem i kluczem znanym z kina. Co zatem poszło nie tak?

Problem w tym, że ten inscenizacyjny klucz rodem z popularnych fars, jeszcze mocniej niż w samym tekście podkreślając karykaturalny rysunek postaci, zbyt późno i w nadto skromnych proporcjach zostaje rozmontowany bardziej subtelnym, psychologicznym rysunkiem. Dostajemy galerię bohaterów opatrzonych czytelnymi nawet z ostatniego rzędu etykietkami: ojciec-szowinistyczny pieniacz, matka Polka-sekutnica, stuknięta babcia, syn-leń i jego brat-nieudacznik. Dworak i Wolak zręcznie rozgrywają te pionki na scenie, ale frajda z przeglądania się w tym lustrze szybko topnieje – tak jednowymiarowe wydają się te postaci. Pojawienie się Inny – dokładnie tak, jak mogliśmy się tego spodziewać – wydobywa z większości z nich wszystko co najgorsze. Wszystko jest tak, jak moglibyśmy się spodziewać – niespodzianki nie będzie.

Zdecydowanie więcej suspensu znajdziemy w wariacjach wokół Zgadnij, kto…, łącznie z oryginałem w reżyserii Stanleya Kramera, który miał prawdziwie wywrotowy charakter: wszedł na ekrany dosłownie kilka miesięcy po tym, jak siedemnaście stanów zniosło zakaz małżeństw międzyrasowych. Ale nie tylko polityczne tło było tu istotne – bohaterka wracająca do domu ze studiów ze swoim ciemnoskórym narzeczonym jest córką właścicielki galerii sztuki i wydawcy, człowieka o deklarowanych liberalnych poglądach, publicznie sprzeciwiającego się rasowej dyskryminacji, co sprawia, że widz może spodziewać się po nim otwartości. Zaskoczenie wywołuje rasizm w zderzeniu z otwartym światopoglądem. Z polskiej perspektywy dodatkowym suspensem będzie to, że jedyną osobą udzielającą młodym wsparcia jest katolicki ksiądz. Rozbrajając jeden stereotyp, Kramer przyłożył rękę do wykreowania kolejnego – postaci akceptowalnego przez liberałów Afroamerykanina, dobrze wykształconego, posługującego się literacką angielszczyzną, za co do dziś film zbiera krytykę od części czarnej społeczności. A choć z dzisiejszej perspektywy trudno dostrzec rewolucyjny charakter filmu – wydaje się wręcz cukierkowo-przesłodzony – to element zaskoczenia pozostaje: bo skoro w końcówce lat sześćdziesiątych nie można było liczyć na zaangażowanych w równość liberałów, to na kogo?

Z kolei w remake’u z 2005 roku role zostają odwrócone – tu biały narzeczony trafia do czarnej rodziny. A we francuskiej wariacji Za jakie grzechy, dobry Boże z 2014 roku mamy dla odmiany konserwatywnych rodziców i aż cztery córki – w roli narzeczonych Arab, Chińczyk, Żyd i chłopak o wyraźnie ciemnej skórze. I choć światopogląd nakreśla tu postawę rodziców wobec obcych, to kiedy pojawia się ten ostatni z zięciów, można przynajmniej oczekiwać, że do niespodzianek zdążyli już przywyknąć i reakcja nie będzie wybuchowa.

Tymczasem w Balkonie najbardziej uwiera ten brak suspensu – od pierwszych scen widać, z kim mamy do czynienia, i pomijając delikatne niuanse w finale, ten rysunek w trakcie całej opowieści wcale się nie zmienia. Rodzice nawet nie próbują udawać, że ich życiowy horyzont sięga poza ramy osiedla, o tym, co ma w głowie Piotrek, nie mamy pojęcia, bo chłopak nie próbuje się buntować ani w żaden sposób określić, a jeśli ktoś żywi nadzieje, że ciut bardziej empatyczna nuta zmusi do działania Kaśkę, która jest członkinią tej upiornej rodziny na przyczepkę, to ją straci, widząc, jak dziewczyna wpycha swoją szwagierkę do szafy, w objęcia drewnianego Chrystusa – tak silny jest strach, że sąsiedzi Innę zobaczą.

Przełamanie tego pata, w którym tkwią Straszni Polacy w starciu z Inną, jest konsekwencją ich bezradności – skoro nie da się obcego zwalczyć, skoro nie można się go pozbyć, trzeba z nim żyć. A kiedy uznamy, że jest nasz, przestaje być groźny. Nie dostajemy niemal żadnych wskazówek podpowiadających skąd w nich ten strach przed obcym – bo trudno uwierzyć, że za rasizmem stoi frustracja płynąca z niespełnionych fantazji o dalekich podróżach ojca. A może ta nienawiść tkwi w genotypie, skoro w finale słyszymy mściwy (i naprawdę znakomity) monolog babci, która w odwecie za wieczne upokorzenia i awantury odgraża się, że będzie żyła jak najdłużej, żeby dzieciom i wnukom uprzykrzyć życie? Niezależnie, która z tych podpowiedzi będzie trafniejsza, pojawiają się za późno, a widz musi spędzać czas z monolitem topornych przekonań. Ta karykatura śmieszy tylko przez pierwszy kwadrans, potem zamienia się w powtarzanie truizmów. Tym bardziej że została zbudowana na stereotypach wokół współrodaków, które wbito nam do głów na długo przed wizytą w teatrze.

15-11-2023

Teatr Lubuski w Zielonej Górze
Balkon Ordona
tekst i reżyseria: Katarzyna Dworak, Paweł Wolak
scenografia: Piotr Tetlak, Ewa Tetlak
kostiumy: Ewa Tetlak
muzyka: Dominik Strycharski
obsada: Anna Stasiak, Paweł Wolak, Jakub Mikołajczyk, Aleksander Stasiewicz, Tatiana Kołodziejska, Ewa Dobrucka, Małgorzata Polak, Kuba Stefaniak,
premiera: 8.09.2023

galeria zdjęć Balkon Ordona, reż. Katarzyna Dworak, Paweł Wolak, Teatr Lubuski w Zielonej Górze Balkon Ordona, reż. Katarzyna Dworak, Paweł Wolak, Teatr Lubuski w Zielonej Górze Balkon Ordona, reż. Katarzyna Dworak, Paweł Wolak, Teatr Lubuski w Zielonej Górze Balkon Ordona, reż. Katarzyna Dworak, Paweł Wolak, Teatr Lubuski w Zielonej Górze ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę:
komentarze (5)
  • Użytkownik niezalogowany Aditi_Gupta
    Aditi_Gupta 2024-01-20   12:14:20
    Cytuj

    Not every Pune Call Girls agency can provide a dream partner. You will feel fortunate to have landed on this page. That is because our Call Girl Service in Pune is a hub for royal and charming ladies. We have young, mature, petite, and busty women in our collection. The horny females are super-friendly and sweet in dealing with customers. Their elegance and curvy bring many imaginations to the mind of clients. Imagine what you can do with such alluring female Call Girls in Pune.

  • Użytkownik niezalogowany soniya singhania
    soniya singhania 2024-01-08   06:54:33
    Cytuj

    The session will simply be an awesome experience with romantic and erotic activities. The Goa Escorts Service will take you on a heavenly ride in bed and outside. All these Goa Escort services are possible by meeting with our punctual ladies. We bet you won’t regret the decision of meeting our ladies. Most importantly, the night will stick to your memory for a long time.

  • Użytkownik niezalogowany OKBet Games
    OKBet Games 2023-12-02   06:13:43
    Cytuj

    Your article is a perfect article without a hitch. Thank you. My site: OKBet Games Ph

  • Użytkownik niezalogowany Anthony
    Anthony 2023-11-18   00:42:19
    Cytuj

    This is a reminder that even in a proclaimed open society, overcoming such challenges remains a complex task.

  • Użytkownik niezalogowany Belinda
    Belinda 2023-11-15   10:57:39
    Cytuj

    I thoroughly loved reading your essay. This is a fantastic resource for me fnaf.