AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

„Uznaliśmy, że Europa to za mało, że chcemy czegoś więcej”

Elwira Piorun i Włodzimierz Kaczkowski,
fot. Katarzyna Chmura-Cegiełkowska  

Rozmowa z Włodzimierzem Kaczkowskim i Elwirą Piorun o X Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Tańca Zawirowania.

Hanna Raszewska: W dniach 24-29 czerwca odbędzie się w Warszawie już dziesiąta edycja festiwalu Zawirowania. Co zmieniło się przez tę dekadę?

Włodzimierz Kaczkowski, dyrektor Festiwalu, prezes Fundacji Scena Współczesna: Festiwal zaczynał się bardzo skromnie, zaprezentowaliśmy zespoły raptem z kilku krajów: Czech, Polski, Węgier i Słowacji. Pomału zaczęliśmy zdobywać nieco większe fundusze i udało się poszerzyć nasz zasięg na niemal cały świat. Widać to m.in. w ewolucji nazwy: od „Festiwal Teatrów Tańca Europy Środkowej” przeszliśmy do „Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Tańca”.

Elwira Piorun, dyrektor artystyczna Festiwalu, choreografka i tancerka Teatru Tańca Zawirowania: Początkowo mieliśmy takie założenie, żeby prezentować to, co dzieje się na scenach europejskich, pokazywać różnice artystyczne między krajami postsowieckimi a Europą Zachodnią. Okazało się jednak, że ta różnica nie jest jakaś ogromna. Dało się zauważyć, jak blisko jesteśmy w tańcu do tego, co robi się na Zachodzie. To, co zostaje indywidualne, to coś, co nazwałabym charakterem… nie narodowym, ale kulturowym. Norweg wykona daną rzecz inaczej niż Czech. Podobny temat, podobna praca będą zrealizowane przez tancerza odmiennie. Dobry choreograf umie ten charakter kulturowy podkreślić i wydobyć jego wartość, nie będzie ujednolicał na siłę. Uznaliśmy więc, że Europa to za mało, że chcemy czegoś więcej. Zaczęliśmy konfrontować polski nurt z bardziej odległymi kulturami. Chiny, Japonia, Korea – jak tam wygląda taniec współczesny? Czy szuka się tam codzienności w ruchu, czy raczej dąży się do widowiskowości? Czy myślimy podobnie?

Co wynika ze zderzania tych kultur?

E.P.: Różnie. Czasem jest to zderzenie emocji i przyzwyczajeń. Dobrym przykładem będzie zespół z Meksyku w którejś z poprzednich edycji. Spektakl swoim temperamentem, swoim luzem, wprowadzeniem słońca i radości poniósł naszą widownię, niekoniecznie przyzwyczajoną do takiej swobody na scenie, oczekującą raczej liryczności i refleksji. Są przedstawienia, które naśladują trendy europejskie, a są takie, które skupiają się na swoich kulturach i ten drugi przypadek chyba jest dla nas ciekawszy. Chociaż dla mnie osobiście najbardziej interesujące jest przyglądanie się, jak dana kultura łączy się z ogólną kulturą europejską. Szukam punktów styczności, patrzę, gdzie zachowano odrębność, a gdzie zdecydowano się zanurzyć w tygiel naszego kontynentu.

Wiemy już, jak zmieniały się założenia Festiwalu. Czy jest coś, co od początku pozostało w tej samej formie?

E.P.: Nasz festiwal jest skupiony na tańcu i ruchu. Nie prezentujemy nurtu konceptualnego, nie skupiamy się na analitycznym badaniu ciała. Czasem zdarzają się takie spektakle, ale główną myślą jest prezentacja taneczna, potraktowanie ruchu jako środka wyrazu. Dobieramy takie spektakle, w których główną rolę odgrywa taniec, wykonawstwo jest dla nas ważne. Czasem uzupełniamy ten główny nurt prezentacjami przedstawień idących bardziej w stronę teatru niż w stronę tańca. Tegorocznym przykładem będzie Litwa, czyli Aura Dance Theatre ze spektaklem Box Melancolique. Choreografem tej pracy jest Amerykanin pracujący w Niemczech – Johannes Wieland, który był u nas ze spektaklem Roadkill trzy lata temu.

Przejdźmy więc do programu tegorocznej edycji – dodajmy, że na razie mowa tylko o części czerwcowej, bo na jesień szykuje się zupełnie inna.

E.P.: Jednym z najlepszych zespołów tanecznych, jakie znam, posługujących się jakością graniczną między ruchem naturalnym a ruchem wystylizowanym, wypracowanym w technice, jest Kibbutz Contemporary Dance Company z Izraela. Niebywale cenne są ich sceny zbiorowe, kiedy każdy tancerz jest indywidualny, a równocześnie plecie się idealnie zgrana całość. Przy tym ich ruch jest plastyczny, miękki i delikatny, a równocześnie mocny, bardzo silny. Z przyjemnością się na to patrzy. Dają odczucie wielkiej swobody. Ma się wrażenie, że to, co robią, jest takie oczywiste, takie proste – to co, że noga idzie ponad głową! Powstaje niezwykła iluzja lekkości i pewności.

W. K.: Jest to myślenie stricte taneczne, a także piękne operowanie światłem na scenie. To jest scenografia budowana światłem, niesłychanie starannie opracowanym. Kibbutz to jest nasza gwiazda, zaproszona z okazji jubileuszu Festiwalu. Co ważne, to fakt, że ten spektakl, If At All – podobnie jak w ogóle twórczość tego zespołu – będzie podobać się widzom niezależnie od tego, czy mają większą wiedzę o tańcu, czy są laikami, czy to jest tysięczny spektakl w ich życiu, czy piąty. To jest mocne, energetyczne widowisko, perła festiwalu.

E.P.: To jest perła dla każdego, a taka naszą osobistą perełką jest Daniel Abreu z Hiszpanii. Obserwowałam jego rozwój od sześciu lat. Zafascynował mnie od samego początku. Jego ruch jest niby naturalny, a zarazem bardzo wystylizowany. Początkowo miałam wrażenie, że wraca on do podstaw tańca klasycznego: praca na pozach, ustawianie obrazów. Ma wielki talent w tym kierunku. Jednak w tworzonych przez niego obrazach nie chodzi tylko o czystą estetykę; Abreu przenosi w nie pewne emocje, energię. Jest psychologiem. Przenikliwość, wyczulenie na to, co trudno uchwytne, wydobywanie niemal niewidocznych przejawów uczuć z codziennych sytuacji – a potem ucieleśnianie ich w tancerzach. Pokażemy trzy jego spektakle: on sam pojawi się ze swoją grupą w spektaklu Ostros Rastros; Zagreb Dance Company przyjedzie ze zrobionym przez niego spektaklem Anything, a my, Teatr Tańca Zawirowania, zatańczymy spektakl, który zrobił z nami, czyli Fuera de campo. To będzie ciekawe porównanie różnych jego prac zrealizowanych na różnych zespołach. Mimo tak odmiennych grup i wizji, w każdym spektaklu da się wyodrębnić jego rękę, jego sposób myślenia o świecie.

W.K.: Jeśli już mowa o nas, czyli o Teatrze Tańca Zawirowania, to pokażemy również przedstawienie 50 twarzy Ewy, w którym staramy bawić się pewną konwencją mówienia o feminizmie i sytuacji kobiet w świecie , co ponoć dla niektórych okazało się kontrowersyjne.

E.P.: Świadomie poszłyśmy – ja i pozostałe twórczynie – w banał, który miał być impulsem do zastanowienia się, celowo wybranym sposobem prezentacji zjawisk, o których mowa. Różne odcienie kobiecości w dzisiejszym społeczeństwie pokazujemy przez świadomie wybrane klisze, przez otaczające nas stereotypowe obrazy popkultury. Religijność czy filozofia społeczna w każdej kulturze wyznaczają kobiecie inne miejsce i nakładają na nią inne wymogi. Spektakl ewoluuje, cały czas badamy go w zderzeniu z reakcjami publiczności. Chcemy go skonfrontować też z publicznością węgierską i szwedzką, tam właśnie się z tym przedstawieniem teraz wybieramy. A na naszym festiwalu temat kobiecości poruszy też inny zespół: LeeSaar pokaże Princess Crocodile, będziemy mieć więc możliwość porównania spojrzenia polskiego z izraelsko-nowojorskim. Bardzo jestem ciekawa różnicy.

W.K.: Oprócz tego oczywiście Fuera de campo, o czym już była mowa, oraz Out in the Line up, przygotowywane z zespołem Zawirowań specjalnie na festiwal przez Nadara Rosano.

E.P.: To nie będzie łatwy spektakl. Wychodzimy od analizy zachowań ciała w sytuacjach chorobowych, wynikających z zaburzeń psychicznych. Zobaczymy, w która stronę to się potoczy, na razie zanurzamy się w temat dzieciństwa, uczenia się zachowań, grupy. W tej chwili trudno mi powiedzieć więcej, ale na pewno praca bardzo dobrze się toczy. A wracając do Nadara Rosano, to przywozi on również swoje przedstawienie Asphalt. Będzie to ciekawe zderzenie – jego spektakl już gotowy zestawiony z tym, który właśnie z nami tworzy. Podobny temat, podobne zadania, inni tancerze, inne sposoby realizacji zadań. Poszukiwanie początków ruchu, pierwotnych źródeł, wybieranie z wielu możliwości w dorosłym życiu, odcisk, jaki zostawia na nas otoczenie, kiedy jesteśmy dziećmi…
 
Na Zawirowaniach częste są takie powroty, jak np. Daniel Abreu, który stał się już właściwie stałym elementem Festiwalu. Czy zobaczymy kogoś jeszcze z ubiegłych lat?

E.P.: Kolejny choreograf to ktoś, z kim bardzo chciałabym pracować, ale jeszcze się to nie udało – jest to angielski choreograf pracujący w Barcelonie, Thomas Noone. Zobaczymy spektakl Beautiful Beast, który stworzył z zespołem Norrdans. To jest świetnie wyćwiczona grupa, bardzo dobra technicznie. Spektakl opiera się na skandynawskiej opowieści ludowej, wzbogaca go muzyka na żywo. Widziałam kilka przedstawień Noone’a, każde całkowicie różniło się od pozostałych. On za każdym razem umie on znaleźć inny ruch, inny rodzaj motoryki w ciele. To jest naprawdę trudne, a on nieustająco to osiąga.

W.K.: Jeszcze nie powiedzieliśmy o Francji – zespół A.lter S.essio ze spektaklem EXTension (-). Będzie to para, Japonka i Francuz. Ona prezentuje ruch wywodzący się z butō, on jest artystą video art. Ich spektakle są niesamowicie dopracowane pod względem technicznym: światło, dźwięk, obraz, ruch – wszystkie sztuki wspaniale się splatają. Jeśli mowa o połączeniu sztuk, to należy wspomnieć też o Almada Dance Company – portugalskim zespole, który zaprezentuje spektakl inspirowany malarstwem Rene Magritte’a, La Ligne de Vie.

Zawirowania przyzwyczaiły nas do stałej obecności zespołów z Grupy Wyszehradzkiej, w skład której oprócz Polski wchodzą Czechy, Słowacja i Węgry. W tym roku nie widać w programie naszych sąsiadów.

W.K.: Przedstawienia z tych państw są wstępnie zaplanowane na drugą część festiwalu, na jesień. 

E.P.: Szczerze mówiąc, mam wrażenie, że paradoksalnie zbyt podobnie myślimy w tych krajach, w tych kulturach, jesteśmy w zbyt podobnym nurcie, jeśli chodzi o taniec i brakuje mi w naszej współpracy większej inspiracji, jakiejś iskry. Chciałabym mieć więcej możliwości finansowych i przestrzennych – sale, sceny – żeby zacieśnić nasze relacje, poszukać głębiej. Ani my, ani oni nie mamy takich możliwości. Miła była współpraca z Katą Juhász, kiedy była u nas na wiosnę, uczestnictwo w warsztatach, ale wciąż brak mi jakiejś stałej, bardziej rozbudowanej formuły.

Skąd pomysł na rozbicie festiwalu na dwie części?

W.K.: Częściowo jest to sentymentalny powrót do 2005 roku, kiedy festiwal odbył się w dwóch, jak to wówczas nazwaliśmy, epizodach. Częściowo zaś zdecydowały względy praktyczne: jest tyle spektakli, które chciałbym pokazać, że mam wrażenie, że zamęczyłbym ludzi. Już w zeszłym roku pytaliście, czy mam zamiar was dobić tą ilością prezentacji i koniecznością codziennego biegania w upale między Starą Prochownią a Teatrem Studio. Teraz musiałbym albo wydłużyć festiwal o tydzień albo proponować cztery spektakle dziennie; nikt by tego nie zniósł.

E.P.: Ponadto w części jesiennej chcemy wyeksponować konkurs choreograficzny. Przez dziewięć lat skupialiśmy się na prezentacjach spektakli i prowadzeniu warsztatów tanecznych, zaczęło nam być mało. Konkurs to będzie nowa rzecz, otwarcie nowej drogi na dziesięciolecie. Chciałabym, żeby był to konkurs międzynarodowy, powiązany z innymi festiwalami. Częścią nagrody dla zwycięzców będzie zapewnienie prezentacji w krajach partnerskich konkursu, m.in. w Izraelu. Ponownie słowo: zderzenie. Chcemy zderzyć oceny jurorów z różnych kultur, porównać, gdzie na co zwraca się uwagę, co ma większą siłę w danej kulturze, co jest uznawane za większą wartość w tańcu: idea, poziom wykonania, konstrukcja, taneczność, teatralność? Zresztą jeśli już mówimy o ocenianiu: to jest w tej chwili bardzo trudne. W dzisiejszym momencie rozwoju teatru tańca trudno określić, co jest dobre. Tak różne rzeczy powstają, tak różne spektakle zdobywają uznanie, tak różnym ruchem operujemy – że trudno o ocenę. Jesteśmy podobnie zagubieni jak publiczność. A wy, dziennikarze, za mało piszecie o tańcu, za mało oceniacie, za mało przygotowujecie widzów, żeby nie gubili się w tym wszystkim. Może się zdarzyć, że sztuka tańca przestanie być potrzebna, widownia już nie będzie chciała oglądać przedstawień, będzie się interesować tylko uczestnictwem, a nie percepcją. Co może też jest w jakiś sposób pozytywne?

Wracając do zderzeń i konfrontacji kulturowych. Czy tendencje związane z tym, że charaktery kulturowe, o których mówiłaś, łączą się ze sobą, doprowadziły do całkowitego wymieszania się ich, czy uznałabyś, że jednak jest coś charakterystycznego dla ruchu wypływającego z polskiej kultury?

E.P.: Pod tym względem jestem trochę rozczarowana poczynaniami polskiego tańca. Nie udało nam się wypracować rozpoznawalnego znaku, który stałby dla nas tradycją w tańcu współczesnym. Nie mamy swojego Béjarta czy inaczej: nie mamy tanecznego Kantora w contemporary. Może nasza sztuka jest wciąż za młoda, może nasze doświadczenie jest zbyt krótkie? Długo istniała tylko klasyka i na tym polu można by wymienić kilka nazwisk błyszczących w okresie powojennym, ale to nie był dobry moment historyczny dla sztuki tańca i pewne wydarzenia uległy zapomnieniu. Nie mam poczucia, żeby funkcjonowało na scenie na szeroką skalę coś charakterystycznego, co wypływa z naszej kultury. Sama też nie umiem tego znaleźć. Może to wynika z edukacji: mamy szkoły baletowe, skupione na tańcu klasycznym, nie mamy szkolnictwa contemporary na poziomie podstawowym. Młodzież szkoli się w tym kierunku na warsztatach albo wyjeżdża za granicę, gdzie nie bardzo ma możliwość poszukiwania charakterystycznego ruchu swojej kultury, a raczej stapia się w międzynarodowej mieszance. Poszukują swojej indywidualności artystycznej jako twórcy, a gdzieś zanika poszukiwanie tożsamości choreografa Polaka. Przez lata wstydziliśmy się polskości, ona była biedna, zza żelaznej kurtyny, gorsza – i to nam zostało. Badamy inne kultury, zapominając o własnej jako o również ciekawym źródle.

Miejscami najbardziej kojarzonymi z Festiwalem w ostatnich latach są sceny Starej Prochowni i Teatru Studio. Czy w tym roku coś się zmieni?

W.K.: Będą cztery miejsca prezentacji – oprócz naszych stałych przestrzeni pojawimy się w Centrum Sztuki Współczesnej – Zamku Ujazdowskim oraz w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej. Apeluję więc o uważne czytanie programu ze zwróceniem uwagi na adres prezentacji.

25-06-2014

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę: