AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

O brzęczeniu

Fot. Karol Budrewicz  

Idzie się wśród mleczy, staje. Z oddali słychać autostradę, monotonną wibrację opon. Nie, to bliżej, jakoś nieuchwytnie. Poza tym skąd tutaj autostrada? A… to te mlecze wibrują.

Stoi się dalej, tylko łbem kręci to tu, to tam. Tarnina nie wibruje. Tarnina huczy. Obsypana małymi, białymi kwiatuszkami huczy i podryguje gałązkami mimo bezwietrznej pogody. No i czereśnie. Staje człowiek. Z zakłopotaniem kiepuje pośpiesznie w trawie, żeby nie zadymić, nie przestraszyć tego rojowiska. Co one sobie myślą? Skąd wiedzą, co myśleć? Kto im powiedział? Co to za świat alternatywny? W dodatku zupełnie im się nie nudzi. Buzują, brzęczą, kłębią się z kwiatka na kwiatek. Jedno odleciało i wydawałoby się, że szlus, że następnych klientów już nie obsługujemy, ale nie, drugie siada w tym samym środeczku i dalij, jazda obierać włochatymi paluchami te słupkowe żółte paprochy, co dopiero później w słodycz się przemienią. Używanie na całego. A zażarte toto. Niecierpliwe. Pazerne. Wyścig… pszczół.

Krety oszalały. Kopczyki świeżej ziemi co krok. Człowiek przystaje, sączy browara, a tuż obok jak w Japonii ziemia się rusza, tylko łagodniej. Ryms, chrum, brum… i normalnie, cierpliwie, powolutku nowa kupa wyrasta. Długo musiałem wcześniej stać, bo krety uważne są i człowieka dudnienie słyszą na niebywałą odległość. Ale ten z entuzjazmu tak się zagalopował, że nawet mordkę na sekundę pokazał i… zapadł się pod ziemię.

Sarnę też widziałem. Biegła wzdłuż siatki. Próbowała na moje się dostać, ale ja ogrodzone mam. Serce mi się kroiło. Po cholerę ta siatka. Przecież nawet z siatką skroili mnie zeszłego lata, a tak to by sobie trochę więcej polatała. Tupała raciczkami strwożona, ale potem pobiegła. Daj Bóg nad Wisłę, a nie w gospodarstwa.

*   *   *

I takie mam przygody. O magnoliach nie wspomnę, co je trochę przymrozek przypalił, ale przepraszam za słowo… są piękne. Większość nawet z tych młodych, świeżo posadzonych drzewek puszcza zielone. Niektóre róże w kwaterach rosarium nie dały rady, zwłaszcza Ingrid Bergman, a także Peace, co to na konferencję pokojową w Norymberdze wyhodowali. Lipa Moltkego, po którą z Januszem Majcherkiem w zeszłym roku pół Polski przejechaliśmy i która tak pachniała nam w samochodzie, mimo pierwszych wiosennych nadziei oraz moich zapewnień, że wszystko dobrze, podsypana kopczykiem kory sosnowej na zimę też… bezruch. Głupio trochę i bezradnie.

Bociany się nie osiedliły. Ale widuję je. Kołują majestatycznie, niemal nieruchomo nad moim ogrodem, wykorzystując ciepłe i zimne prądy powietrza.

No i tak…

13-05-2016

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę:
komentarze (2)
  • Użytkownik niezalogowany Maria Dworakowska
    Maria Dworakowska 2016-05-13   16:39:40
    Cytuj

    Dziękuję za ten tekst.

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2016-05-13   11:40:59
    Cytuj

    panocek na sie nic nie wdziewa i od razu się lepiej miewa