AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

O demokracji wertykalnej i bezprzymiotnikowej. Odpowiedź krytykom

Fot. Karol Budrewicz  

Żona mówi: „Opanuj się...”; dzieci przekonują: „Nie warto”; wnuki proszą: „Niech dziadek da spokój, już wystarczająco się dziadek wygłupił z tym listem do Wandy Zwinogrodzkiej…”.

Ale ja pozostaję głuchy na te głosy rozsądku, tłumaczę się wiekiem i sklerozą, i – zabieram do pichcenia odpowiedzi moim krytykom.

Nie będę ukrywał, że pisząc list do Wandy Zwinogrodzkiej, czułem chwilami śmieszność tego gestu. Jak w języku polskim, który w ciągu ostatniej dekady stał się językiem połajanki, nienawiści, piętnowania, półprawd, odwracania kota ogonem, jednym słowem – został sprostytuowany przez „spoconych w wyścigu do władzy polityków” (jak mówił Andrzej Celiński), jak więc w tym języku prowadzić dialog, spór nawet, który nie będzie dążył do unicestwienia oponenta, ale polemizował z głoszonymi przez niego poglądami?

Spróbowałem, bo nie mogłem pogodzić się z groźnymi, gdyż pachnącymi autorytaryzmem tezami przedstawionymi przez kogoś, kogo pamiętam jako człowieka mądrego, tolerancyjnego, otwartego na świat i dialog właśnie.

Rozumiem, że tezy te wygłoszone zostały na konwencji partyjnej, a wiecowa trybuna wymusza określony styl, rozumiem też, że okresowo można popaść w rewolucyjne zacietrzewienie. Ale gdy już opadnie pył bitewny, kształt świata, który wyłonił się z naszego zwycięstwa może nas bardzo nieprzyjemnie zaskoczyć…

I dlatego napisałem do Wandy.

A potem dostałem za swoje od Wandy obrońców.

Jednym z nich była Pani Natalia.

Pani Natalio, pisząc, że kilka miesięcy temu wyrażałem swój entuzjazm w związku ze zwolnieniem aktora, p. Cichuckiego, z Teatru Nowego w Łodzi z powodu odmowy wzięcia udziału w scenicznym czytaniu Golgota Picnic, zmusiła mnie Pani do przeczytania mojego dawnego tekstu (a nie znoszę tego).

Przeczytałem i – słowo daję – nie widzę w nim entuzjazmu z powodu utraty pracy przez pana C.!

Pyta Pani dalej, kto z moich Profesorów nauczył mnie wyśmiewać się z ludzi prześladowanych, jak pan C., za swe poglądy? Tu, przyznam, mam z Pani pytaniem kłopot, bo trudno mi się zgodzić, że pan C. był prześladowany za swoje poglądy. Z tego, co pamiętam, zwolniono go za to, że nie przyszedł do pracy, czyli na sceniczne czytanie Golgoty. Nie odmówił przyjęcia roli (do czego ma prawo), wziął udział w próbach i – nie stawił się na premierze.

Proszę mi tylko nie mówić, że uciekam się do formalnych wybiegów i sztuczek, podczas gdy Istota Sprawy itd. W ten sposób się nie dogadamy: nie obchodzi mnie bowiem żadna Istota, nie obchodzi mnie, w co aktor wierzy, z kim śpi i czy „kocha ludzi”, czy coś zupełnie innego. Wystarczy, jeśli przyjdzie na premierę i zagra to, czego wspólnie dopracowaliśmy się na próbach. A potem niech idzie chlać, tylko żeby następnego dnia siedział na godzinę przed spektaklem w garderobie – trzeźwy, czyściutki i gotów do pracy!

Odmawiam wnikania w duchowe motywacje pana C. i nie dam sobie odebrać prawa do oceniania jego uczynków.

Tymczasem moi krytycy atakują ludzi, a nie ich poglądy, i żądają tego samego ode mnie: „jkz” dziwi się, jak mogę atakować osobę dla kultury polskiej tak zasłużoną, jak Wanda Zwinogrodzka? Zgadzam się z oceną zasług (okres, gdy rządziła Teatrem Telewizji, był dla tej sceny bardzo dobry), ale ja, na Boga, nie atakowałem jej, tylko spierałem się z jej poglądami!

Więcej „jkz” nie będę odpowiadał. Po pierwsze w swoich wpisach przekroczył według mnie wszelkie granice przyzwoitości i dobrego wychowania; po drugie – lwia część jego zarzutów wynika z niezrozumienia komentowanych tekstów.

Oceniając np. mój tekst o katowickim wystąpieniu Sellina na temat „polityki historycznej”, zarzuca mi propagowanie relatywizmu, o który ja oskarżałem Sellina. Tyle że ja wyciągałem wniosek ze słów Sellina, który zachęcał Polaków, aby opowiadali swoją historię tak, jak im wygodnie, bez oglądania się na „narrację panującą” (czyli tę będącą wynikiem badań historyków) czy narracje prowadzone z innego punktu widzenia.

Tę właśnie proponowaną przez Sellina programową rezygnację z próby ustanowienia wspólnej, obejmującej różne punkty widzenia narracji historycznej, tę zgodę na istnienie różnych narracji, wynikających z „interesów narodowych” ja nazywam relatywizmem i wydaje mi się, że nie nadużywam tego słowa.

Pod tamtym felietonem o Sellinie wpisał się też „rjk”, który uznał mój tekst za „groch z kapustą”. Rozumiem, że chodziło o fragmenty poświęcone dzisiejszej Rosji i temu, jak tam jest realizowana „polityka historyczna”, do której wprowadzenia w Polsce wzywał na katowickiej konwencji PiS-u Sellin.

Dobrze – żeby już nie być dłużej zbywanym lekceważącym wzruszeniem ramion i pomawianym o mieszanie kapusty z grochem, powiem jasno i dobitnie, o co mi chodzi i dlaczego w tak wielu swoich tekstach piszę o tym, co dzieje się w dzisiejszej Rosji. Traktuję to jako aktualną przestrogę, gdyż wiele działań i projektów naszej sprzymierzonej coraz ściślej z najbardziej konserwatywnymi biskupami, antysystemowej i eurosceptycznej prawicy przypomina mi jako żywo to, co dzieje się dziś w putinowskiej Rosji.

Ale po kolei.

Wśród komentarzy pod Listem do Wandy… znalazł się spory fragment jej felietonu, w którym za główny konflikt współczesny uznaje się walkę „postchrześcijaństwa” z „wartościami tradycyjnymi”. Identycznie notabene widzi sprawę Iwan Wyrypajew, tyle że on zamiast „postchrześcijaństwa” używa terminu „postmodernizm”, który definiuje jako „horyzontalne, pluralistyczne rozumienie świata”, takie, jakie „funkcjonuje w większości krajów europejskich”.

Można więc chyba, zamiast mnożyć te posty, określić je jednym zbiorczym mianem – liberalizmu. To właśnie ta forma rządów i organizacji społecznej funkcjonuje w większości krajów europejskich od lat kilkudziesięciu. A co jest jej współczesną alternatywą?

Wyrypajew mówi o „tradycyjnym systemie wartości, który polega na wertykalnym, hierarchicznym modelu zarządzania społeczeństwem. Ta tradycyjna hierarchia wygląda tak: Bóg, car i tak dalej, a potem, na samym dole, naród”.

„Demokracja wertykalna” – tak właśnie kremlowscy „polittechnolodzy” określają ustrój panujący w putinowskiej Rosji. Gdy ceny ropy i gazu stały wysoko na światowych giełdach, pysznił się on swoją tolerancją wobec inaczej myślących; gdy kryzys 2009 roku zachwiał owymi cenami i zagroził zagranicznym kontom oligarchów – „demokracja wertykalna” pokazała swoje odmienne oblicze. Zarówno jednak w swej fazie „miękkiej”, jak i tej dzisiejszej, bliższej tradycyjnemu autorytaryzmowi, „wertykalny demokrata” Putin dbał o to, by okresowo manifestować swoją niepodzielną władzę. A im bardziej arbitralnie i niesprawiedliwie to czynił – tym lepiej.

Tak było w przypadku dziennikarza z Władywostoku, Grigorija Pasko, który został skazany na wieloletnie więzienie za szpiegostwo na rzecz Japonii. Na proces wpuszczono ochoczo tłum dziennikarzy z całego świata i pozwolono, aby pod okiem dziesiątek kamer obrona obaliła cały akt oskarżenia. „Szpiegostwo” Paski polegało bowiem na tym, że w japońskim dzienniku (którego korespondentem był od lat) opublikował reportaż na temat tego, jak okręty rosyjskiej Floty Pacyfiku (w tym łodzie podwodne o napędzie atomowym) zrzucają zużyte paliwo na otwartym oceanie. A potem światowe telewizje transmitowały ogłoszenie wyroku – winny szpiegostwa, osiem lat kolonii o zaostrzonym rygorze.

Nikt niczego nie ukrywał, wręcz przeciwnie: chodziło o to, by poszedł jasny komunikat do tysiąca rosyjskich dziennikarzy pisujących do gazet zagranicznych: uważajcie, kochani, my także was czytamy… I żeby poszedł komunikat do świata (a zwłaszcza do Rosjan): na Kremlu zasiada prawdziwy władca, taki, którego decyzji nie krępuje nic, nawet uchwalone przez niego samego prawa.

Jakiż kontrast z podlizującymi się wyborcom politykami Zachodu! Z dotkniętą paraliżem decyzyjnym Mumią Europejską!

Bo gotowość do wprowadzenia „stanu wyjątkowego” (który zawiesza wszelkie prawa obywatelskie) jest właśnie tym, co zdaniem Carla Schmitta charakteryzuje prawdziwego suwerena.

Schmitt, pupil Goeringa i prezes Związku Niemieckich Prawników Narodowo-Socjalistycznych jest natchnieniem Aleksandra Dugina, obecnie jednego z czołowych ideologów kremlowskich. Konsekwentnie i żarliwie antyliberalna myśl Schmitta (który Noc Długich Noży nazwał „najwyższym przejawem prawa administracyjnego”) budzi też spore zainteresowanie w Polsce, zarówno na radykalnej prawicy, jak i skrajnej lewicy.

Zresztą trudno się dziwić: swoje antyliberalne argumenty Schmitt dobiera inteligentnie i celnie, i wszyscy, którzy mają serdecznie dosyć tej naszej „mdłej demokracji” z jej „formalną równością”, która maskuje „rzeczywistą niesprawiedliwość”, mogą się wokół jego pism jednoczyć.

To, że czyta je także Władimir Władimirowicz, również nie powinno zaskakiwać. Jedyną szansą dla jego Rosji jest bowiem rozpad tej niedobrej i jakże brutalnie wtrącającej się w wewnętrzne sprawy sąsiadów Unii Europejskiej.

Z tego też powodu Putin ochoczo wspiera wszelkie antyeuropejskie inicjatywy, finansuje francuski Front Narodowy (linia kredytowa w Banku Rosyjsko-Czeskim w Moskwie), gości na Krymie włoskich anarchistów, a w Petersburgu – europejskich neonazistów (i każe aresztować kilku emerytów, którzy przeżyli blokadę Leningradu i ośmielili się pikietować obrady odbywającego się pod wysokim protektoratem kongresu nowej prawicy).

A więc: antysystemowcy wszystkich krajów, łączcie się! Ci, którzy dość mają rządów mainstreamu i polityki prowadzonej na czworakach, stawajcie pod rosyjskim sztandarem ze św. Jerzym, jedynym, który może zwyciężyć smoka nieludzkiego kapitalizmu!

Oczywiście nie wszyscy antysystemowcy są agentami Putina. Wielu z nich to ideowcy, głęboko i osobiście przeżywający wady świata, w którym żyją. A są to wady liczne i niekiedy immanentne. O jednej wspomina Sloterdijk: społeczeństwo liberalne przekonuje, że w warunkach wolnej konkurencji każde stanowisko jest dostępne dla każdego aspirującego. Ale to złudzenie, gdyż atrakcyjnych stanowisk jest zawsze mniej niż chętnych, a to rodzi niezmierzone pokłady kumulującej się społecznej frustracji.

Wszystko to prawda i wiele jest do naprawienia. Ale czym innym jest naprawa, a czym innym – próba wysadzenia świata, w którym żyjemy, i budowy jakiegoś innego na ruinach. Bowiem nasz świat nie istnieje w utopijnej pustce. Na wschód od niego jest putinowska Rosja, a na południe – Państwo Islamskie.

Rzeczywistość wyznacza granice naszych utopii i wprowadza w nich korekty. Sprawia, że autentyczne pewnie pragnienie Kukiza, aby „oddać Polskę obywatelom”, kończy się oddaniem list wyborczych jego ruchu – narodowcom.

W słodkich latach 90., gdy można było jeszcze wierzyć w tezę Francisa Fukuyamy o „końcu historii”, polska prawica licytowała się w niepoprawnych politycznie gestach: Michał Kamiński odwiedzał osadzonego w areszcie domowym w Londynie Augusto Pinocheta i wręczał temu wielkiemu bojownikowi o wolność i wizjonerskiemu twórcy nowoczesnych obozów koncentracyjnych ryngraf rycerstwa polskiego. Pamiętam też dwóch chłopców, którzy 14 lipca 1989 roku przykuli się do ogrodzenia Pomnika Mickiewicza na Rynku Krakowskim, aby zaprotestować przeciwko rewolucji francuskiej. Media uznały ich sprzeciw za nieco spóźniony, załatwiły go migawką w rozrywkowej części dziennika telewizyjnego i naprawdę nie wiem, kim byli ci dwaj bezkompromisowi młodzieńcy i jak potoczyły się ich dalsze losy. Czy trafili może do słynnego Klubu Jagiellońskiego, tej kuźni kadr dla dzisiejszej, powstającej z ruin Polski?

Dziś sytuacja jest inna niż 20 lat temu. Żyjemy i będziemy żyć w coraz bardziej niebezpiecznym świecie, w którym nasilać się będzie walka między „społeczeństwem otwartym a jego wrogami” (by już użyć tytułu klasycznej pracy Poppera).

Gdy już zwyciężą zachwalane przez Wandę Zwinogrodzką „wartości tradycyjne”, nie zapanuje wcale harmonia i „dyktatura miłości” (Bożej). Zapanuje „demokracja wertykalna” z nieodłączną dyktaturą myśli, całkiem realną i – po nauczce, jaką PiS dostał w 2007 roku – znacznie bardziej konsekwentną.

14 sierpnia prawosławni aktywiści z ruchu „Boża Wola” zniszczyli cztery rzeźby Wadima Sidura, prezentowane w moskiewskim Maneżu podczas wystawy Rzeźby, których nie widzimy. Gdy kuratorka chciała powstrzymać jedną z aktywistek, usłyszała: „Ten świat został stworzony przez Boga, więc wszystko w tym świecie i cały ten świat należy do Boga i do mnie jako chrześcijanki”.

I w ewangelizacyjnym uniesieniu aktywistka walnęła młotem w rzeźbę.

Jak mówi Wyrypajew: na szczycie demokracji wertykalnej zawsze jest Bóg.

14-09-2015

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (17)
  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2015-09-21   08:32:35
    Cytuj

    ciep, cip, cip, obszczymurku

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2015-09-19   13:51:59
    Cytuj

    nieuctwo, nieuctwo i dyrdymały

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2015-09-19   09:26:15
    Cytuj

    ... oczywiście. On już wybrał: Marksizm-Leninizm-Żiżkizm.

  • Użytkownik niezalogowany Z okolic Miodowej
    Z okolic Miodowej 2015-09-19   01:30:30
    Cytuj

    Oj, panie Krzysztofie, pański liberalizm także funkcjonuje w hierarchii która wygląda tak: Idea, partia (w tym komitet centralny z dobrze zorganizowanymi wydziałami ideologii, propagandy i kultury), pożyteczni idioci, a potem na dole, naród. Pod powyższe określenia pańscy przeciwnicy (a i zwolennicy, jeśli są choć odrobinę świadomi manipulacji) łatwo podstawią sobie odpowiednie nazwy instytucji i nazwiska. A teraz rzecz znacznie poważniejsza. Zestawia pan imię pani Wandy z ideologią faszystowską (w pierwszym tekście) i totalitarną (drugim), przeprowadzając dowód który nie jest w stanie przejść żadnej falsyfikacji, w którym przykleja pan dowolne etykiety w dowolne miejsca, używa pan argumentów ab utili, jest pan na bakier z wszelką tradycyjną deontyczną logiką. To bywa gorsze od argumentów ad personam. Niech się pan zastanowi, dokąd prowadzi pana ideologiczne zacietrzewienie.

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2015-09-18   06:30:42
    Cytuj

    zakiwała się sierota, ale w koło jest wesoło

  • Użytkownik niezalogowany jjkz
    jjkz 2015-09-17   20:28:25
    Cytuj

    PS To znaczy "kłamstwa, insynuacje i pomówienia" widzę zawsze i wszędzie, ale tym razem widzę bardziej, o czym piszę na wszelki wypadek, bo ten, co się pode mnie podszywa, widzi je mniej.

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2015-09-17   16:26:37
    Cytuj

    a co "depresjo" w tym świetnego? Bo ja widzę tylko kłamstwa, insynuacje i pomówienia. Co wytknąłem... Konkretno poproszę.

  • Użytkownik niezalogowany smutek
    smutek 2015-09-17   12:00:06
    Cytuj

    Świetny tekst! Niestety w większości nie chcemy, lub nie umiemy być także sapiens... Wszystkiego chcemy, ale na skróty, atak się nie da, chociaż politycy zawsze będą nam wmawiali, ze to jest możliwe i że tylko oni to potrafią.

  • Użytkownik niezalogowany JKZ
    JKZ 2015-09-16   09:35:51
    Cytuj

    czyli jkz: słabe, dlatego nie przerywaj (mimo braku własnego nazwiska), bo o k a z u j e . Cbdo

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2015-09-16   09:04:12
    Cytuj

    j) przepraszam za przerwę, kawy musiałem się napić. Kawy na k)

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2015-09-16   08:57:30
    Cytuj

    PS2 I poza tym f) czy wy naprawdę myślicie, że mnie oderwiecie od klawiatury? Łatwiej was od koryta odciągnąć niż mój związek z klawiaturą przerwać. g) można się było spodziewać, że taki paskudny atak na mnie PRZERPOWADZĄ siły wrogie swoim wrogom! h) gardzę tobą ty bez maturalny, piramidalny głupcze bez matury za to z piramidalnym ego swego ja! ch) [tak, w moim alfabecie jest nie tylko „h”, ale także „ce-ha”] Cecha twojego charakteru jest mi dobrze znana. I to nie od dziś rana. Brudem jesteś umorusana, ty podła duszo szczwana. i) I nie myśl, że mi literek zbraknie. Mój alfabet ma ich tyle, co zdrowa głowa włosów na głowie!

  • Użytkownik niezalogowany Jacek Zembrzuski
    Jacek Zembrzuski 2015-09-16   08:42:34
    Cytuj

    PS: to tym razem ja zacytuję sam siebie. Kopka wyzwala w hołocie HOŁOTĘ, czyli specyficzną mentalność zakorzenioną w bolszewizmie (hołota nie wie, że przemawia prozą?), co ja nazywam k a c a p i z m e m, bo: a) kłamie co do faktów, b)zamiast polemiki i argumentów używa insynuacji, c) atakuje ad personam (oczywiście, że Krzysiu atakuje Wandę, a nie jej poglądy, bo ich najzwyczajniej nie zna albo manipuluje - etos Solidarności podmieniając na rzekome zagrożenie totalitaryzmem; tak, jak jego zwolennicy i wielbiciele mnie a nie moje argumenty), d) ma fobię: tworzy stereotypowe i całkowicie zmyślone pojęcia, z którymi potem dzielnie walczy, ostrzega i się ich boi, e) słaba jest intelektualnie - vide ten, co tylko umie wystukać tylko moje inicjały i ci wszyscy (pod poprzednim referatem plenarnym KK), którzy się obudzili, zwymiotowali i zaprezentowali język miłości. Wg wdrukowanego:... łączcie się. Ja wiem i oni wiedzą, że ich czas minął, dlatego w strachu; zamiast "robić maturę". Co było (jest) do okazania

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2015-09-16   08:41:34
    Cytuj

    A poza tym, ty moralny karle na-nie-swoje-trzy-literki przypominam ci o art. NSA nr 279 § 13 k.k., w brzmieniu uspójnionym przez JKZ na wpisie www oraz FB, potwierdzonym przez TGV i Déjà vu, że trolle i ryby głosu nie mają. Prawa do trzech literek też nie. NIE PODSZYWĆ SIĘ! (celowo bez literki „A”, bo jej moje spółgłoski nie lubią)

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2015-09-16   07:30:42
    Cytuj

    uprzejmie proszę NIE PODSZYWĆ SIĘ! Wcisnąć trzy literki nawet lewacki nieuk potrafi - z zapracowaniem na nazwisko już gorzej. Jacek K. Zembrzuski (jkz)

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2015-09-15   23:44:20
    Cytuj

    PS A kłamstwo nie może zostać bez nazwania po imieniu. Otóż kłamstwo, to jest oszustwo. Tylko, że inne. Mimo, że z przecinkiem. Bo tak, tak właśnie się pisze. „WziąŚĆ", „włANczać” i „mimo, że” z przecinkiem. I jeśli jakieś lewackie pseudobeukoty ortograficzne autokoretorów z windowsa mówią inaczej, to to jest spisek. Wiem to z autopsji. Pamiętajcie więc: ile razy piszecie „mimo-że” bez przecinka, tyle razy lewackiemu teatrowi przybywa jeden widz i dwie widzki. Kropka – kopka!.

  • Użytkownik niezalogowany Jacek Zembrzuski
    Jacek Zembrzuski 2015-09-15   13:31:03
    Cytuj

    Cenzura w tym kraju została ustawowo zniesiona, co mimo, że lewicową, Redakcję o b o w i ą z u j e: KOMENTRZ do KOPKI (teatralny.pl - w odróżnieniu od niego, ja uważam, że się polemizuje), bo kłamstwo nie może pozostawać bez nazwania (jkz na fb): Krzysiu, jak Cię lubię, co Ty pieprzysz? Przestrzegam: degradacja Twojej inteligencji z felietonu na felieton postępuje. Przecież, kolego, Ty najzwyczajniej KŁAMIESZ. A tam, gdzie Ci się wydaje, że prezentujesz jakoweś idee to tylko powtarzasz po Grasiu - czy z esemesa, czy wypranej mentalności rozstrząsał nie będę, bo czytałem Orwella... Gdzieś Ty widział totalitaryzm w wykonaniu spoconych, itd? W TVN? A do "Sowy" (może być z przyjaciółmi) nie łaska? Już Ci Pani Natalia (niżej w komentarzach) wytłumaczyła, jak udajesz głupiego z Markiem C. A ja co, mam Ci przypominać, kogo sadzali za "kradzież powielacza" w NOW-ej? Naimskiego, jeśli mnie pamięć nie myli. I Kiszczak też twierdził, że to nie z powodów politycznych. Krzysiek, jak nisko trzeba upaść, by po raz kolejny wypisywać takie zaangażowane bzdety. Do nieuctwa o Teatrze Narodowym, jakichś dyrdymałów o profesorach i myleniu Raszewskiego z Maciejem Nowakiem dodajesz dziś to badziewie lumpen-pseudointeligenckie kręcąc katarynką o "zagrożeniach".... Celiński to jest dla Ciebie autorytet? A nie nieudolny minister, zamieszany w płockie przekręty biznesmen i do cna sfrustrowany postpezetpeerowski polityk kanapowy? Kto się z kim zadaje, takim się sam staje... I nie słyszy, że jak papuga powtarza stek bzdur wysmażonych w gabinetach rządzącej partii: zawłaszczającej państwo, korumpującej urzędy, rujnującej kulturę, opiekę zdrowotną, szkolnictwo i sprawy wojskowe. Kłamiącą (od ośmiu lat), kłamiącą (dziś) i chcącącą kłamać (tylko do 25.X)... Rozmawiałem dziś o Tobie i Piotrze z Waszym studenckim kolegą; on twierdzi, że jesteście po prostu g ł u p i - wykorzenieni, pozbawieni osobowości, która jest czymś więcej niż zbiorem czarno-pijarowskich dyrektyw dawanych do wierzenia w sytuacji utraty posad i apanaży (czyli Waszego jutra), przynajmniej tak go zrozumiałem, a ja, że niestety jest gorzej... To nowomowa, to kacapskie z ducha, "uwierzę w to, co mi dają do wierzenia" (bez sprawdzenia), więcej: dam nie tylko ciała, ale i ofiaruję resztki mózgownicy. Pawka Morozow redivivus? Bo co? Pomyśl, może Ciebie już nie ma? Może to tylko alkohol i stereotypy? Przynajmniej, gdybyś tak strasznie nie nudził. I będzie tak, że w s t y d Cię przeżyje...

  • Użytkownik niezalogowany Natalia
    Natalia 2015-09-15   00:56:49
    Cytuj

    No nareszcie napisał pan jedno zdanie prawdy. Przyznaje pan, że lektura pańskich tekstów jest trudna do zniesienia- okazuje się, że także dla pana. Pomimo to, z niepojętych powodów postanowił pan, jak widać pisać dalej. Twierdzi pan, że Marek Cichucki został wyrzucony z pracy, bo nie stawił się w pracy, na scenicznym czytaniu Golgoty. Czy mógłby pan, jako człowiek należący, jak rozumiem, do środowiska teatralnego, wymienić chociaż jeden przykład innego aktora wyrzuconego z pracy za nieobecność na czytaniu? Nawet na publicznym czytaniu? Czy zna pan i potrafi wskazać jednego aktora zwolnionego za zerwanie przedstawienia, powiedzmy po 1945 roku. Nawet pan musi rozumieć, że pisze pan bzdury, oczywiste, dla każdego kto ma jako takie pojęcie o obyczajach. Ludwik Pak, po dezercji z Kartoteki kontynuował pracę w Dramatycznym. Aktorzy wypadali z obsad, płacili kary pieniężne, ale nie byli wyrzucani z pracy. zresztą dyrektor owego teatru, z komsomolską szczerością przyznał, że chodziło mu o poglądy zwolnionego aktora. Ja wiem, że tym gorzej dla faktów. Tak jest w pana nowym, wspaniałym świecie. Natomiast, w świecie realnym nikt nie ma wątpliwości- Pan Cichucki został zwolniony z pracy z powodów politycznych. Jest to sytuacja w Polskim teatrze nowa. Owszem- Olga Lipińska wzywała aby aktorom bojkotującym telewizję w stanie wojennym odebrać kartki na mięso. Junta Jaruzelskiego na to nie poszła. Halina Mikołajska miała (po przystąpieniu do KOR-u) zakaz sceniczny, ale pracy nie straciła. Podobnie Maciej Rayzacher. Podobnie jak aktorzy, którzy odmówili pracy w telewizji stanu wojennego. Nie tracili etatów. Wyrzucenie z teatru Marka Cichuckiego jest sytuacją, na szczęście, bez precedensu. I pan to zdziczenie obyczajów publicznie afirmuje. Gratuluję, właśnie wszedł pan do historii teatru polskiego.