AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Podnoszenie się z kolan czy latanie? Notatki na koniec świata

Fot. Pola Amber  

Gwałtowny atak lata z pominięciem wiosny i kolejny powrót zimy, następnie upały i zapowiedź gwałtownych burz – to wszystko nadaje się świetnie na manifest, deklarację i zachętę do współpracy tych, którzy jeszcze w coś wierzą, albo raczej tych, którzy są wewnętrznie przekonani, że nie wszystko nie ma sensu. I proszę czytelników bardzo, aby naiwności tej propozycji nie brali jako zgrywy czy kolejnej prowokacji felietonisty.

Niniejszym ogłaszam pomysł i zaraz za tym idące zapisy na otwarty Latający Uniwersytet Ratowania Świata, w skrócie LURŚ.

Ośmieliłem się na tę desperacką i odważną propozycję, bo nikt już chyba nie ma wątpliwości, że wszystko ma się ku końcowi. Najbogatsi tego świata ryją nerwowo tunele i bunkry na wypadek rychłej zagłady jak w latach pięćdziesiątych, w czasach zimnej wojny. Wtedy nam się jakimś cudem upiekło. Ale dziś świat trudniej kontrolować i mamy dużo więcej groźnych oszołomów z czerwonymi guzikami pod palcami.

Ale uwaga! Wbrew pozorom nie zamierzam tu mendzić i snuć kolejnej czarnej wizji. To, jak jest kiepsko, już wiemy. Pozostaje tylko trochę naiwne pytanie: kiedy i komu uda się zwiać? No i gdzie? Wśród tych, którzy w miarę samodzielnie myślą, dzielimy się na dwie grupy: tych, którzy o zagrożeniach mówią, i tych, którzy o nich wiedzą, ale nie mówią, bo im się nie opłaca mówić. Ci drudzy patrzą na to, co mają przed nosem lub w swoim maksymalnym zasięgu, czyli nie dalej niż pięć lat (lub cztery – do następnych wyborów), bo tyle w obecnym chaosie i społecznych repulsjach da się przeciętnie przewidzieć.

Dałoby się przewidywać na dłużej, tylko trzeba by patrzeć z lotu ptaka, a nie z perspektywy płaza. Ile i czego nam starczy i na jak długo? Kiedy roztopi się Antarktyda czy Arktyka? Kiedy miliony ton plastiku w oceanach zahamują produkcję tlenu na naszej planecie i wyduszą rasę ludzką? I kiedy skończy się paliwo do maszyn i biologiczne jedzenie dla ludzi? Kiedy ludzie przestaną być potrzebni i komu? To wszystko przy obecnym poziomie nauki i mocach technologicznych da się w miarę precyzyjnie wyliczyć.

Latający Uniwersytet Ratowania Świata mógłby spowolnić zagrożenia. Działałby w każdym kraju, gdzie znajduje się grupa ludzi myślących, analizujących sytuacje globalnych przemian i zagrożeń, szukających rozwiązań na ratowanie tego, co ludzkie, ziemskie materialne i duchowe w naszych ostatnich dekadach panowania na tej planecie. W odróżnieniu od innych inicjatyw tego typu, w naszej należałoby założyć ścisłą współpracę między humanistami a umysłami od nauk ścisłych. Na równych prawach do stawiania sobie pytań i zagadnień do przepracowania. Program zakładałby dla wszystkich „latających” kilka wspólnych punktów wyjścia: 

1) opisując i proponując lokalne rozwiązania, trzeba uwzględniać interes całego świata, a nie tylko mojego lub „naszego” (na przykład badania „naszości”, poziomu polskości w Polaku nie wchodziłyby w LURŚ-e w grę);
2) należy założyć ścisłą współpracę humanistyki z naukami ścisłymi, praktyków z teoretykami, sceptyków z entuzjastami, futurologów z historykami, etyków z prawnikami, metafizyków z fizykami;
3) należy uwzględnić zróżnicowane analizy i prognozy ekonomiczne, społeczne, kulturowe i biologiczne oraz dokonać krótkoterminowych i długoterminowych symulacji w poszczególnych obszarach dotyczących świata, biorąc pod uwagę najnowsze osiągnięcia z dziedziny ekonomii, fizyki, prawa, neurobiologii, cybernetyki, ekologii, astronomii (astrofizyki), antropologii, kulturoznawstwa, etyki, historii i socjologii, tworząc coś w rodzaju neohumanistyki albo scientohumanistyki;
4) trzeba zaangażować autorytety, które będą zbierać opracowania i wnioski, publikować je na stronie internetowej LURŚ-u i organizować nieformalne seminaria z decydentami tego świata. Rozmowy powinny dotyczyć podstawowych pytań: ile nam zostało i czego, co dobrego dla wszystkich możemy z tym zrobić?;
5) z prac i rozmów w LURŚ-e powinni być wykluczeni wszyscy, którzy – jak mój kolega, poeta Przemek – uważają, że świat musi się w końcu rozpirzyć, żeby na zgliszczach mogło powstać coś nowego. Zbyt duże ryzyko niosą ze sobą takie eksperymenty, zważywszy, że w tym nowym „coś” najprawdopodobniej już by nas nie było.

LURŚ ma w możliwie najszerszym spektrum uruchomić prosty proces: jeżeli zaczyna się o czymś głośno mówić, wymieniać informacjami, robić syntezy, prognozy i symulacje, to ludzie zaczynają myśleć. A jak zaczną myśleć (i nie przestaną) to po jakimś czasie zaczną działać. Wtedy dzieci ich dzieci będą miały szansę ratować świat dalej. Na razie te szanse są małe. Bo na razie mówimy tym najmłodszym, że wszystko będzie w porządku, że póki co muszą zająć się podnoszeniem z kolan, pilnowaniem, żeby Polska była Polską, do czego służyć może im na przykład kult żołnierzy wyklętych. I jeszcze o tym, że jedynym wspólnym celem wszystkich światłych ludzi powinna być walka z terroryzmem.

Chodzi o to, by nie gderać, nie dłubać każdy z osobna na swoim podwórku, tylko wziąć się razem do roboty. Można zacząć od wspólnego ogłoszenia śmierci postmodernizmu i wyczerpania się w sztuce formuły szukania sensu przez bezsens. Sztuka (bo w niej ciągle robię) opisująca zło tego świata i potworną naturę człowieka, jego głęboką potrzebę destrukcji, jest już głęboko anachroniczna i zaczyna mnie coraz bardziej śmieszyć, o czym już wspominałem kilkakrotnie. Przecież to wszystko wiemy! Problem w tym, że obowiązujące kanony i modele nie dopuszczają, by na ścianie w galerii, na scenie czy w powieści pokazywać, jak z tym złem możemy sobie radzić. Jesteśmy zobowiązani pokazywać, jak z nim sobie nie radzimy. Przecież na co dzień nie gwałcimy własnych dzieci, nie zabijamy, na wszelki wypadek, napotykanych kobiet i mężczyzn i nie wysadzamy w powietrze swoich sąsiadów (rzecz jasna w warunkach pokoju, bo w Syrii to właśnie się teraz dzieje...)

Nie wypada o tym mówić, ale tak naprawdę to lubimy zapach bzu, zieleń młodej trawy czy ufność wpatrującego się w nasze oczy psa. Porusza nas każde dotknięcie prawdziwej miłości. Bez niej nie potrafimy żyć. Tylko to nie nadaje się kompletnie na dzisiejszą sztukę. To pokazujemy jeszcze czasem naszym dzieciom, próbując oderwać je od mdławoniebieskiej prostokątnej rzeczywistości 2D. Ale dorosłym opowiadać takich dyrdymał przecież nie wypada.

Jak to zrobić, żeby w sztuce (która musiałaby być częścią naszego Latającego Uniwersytetu) takie pozytywne podejście nie było katechezą, tanim chciejstwem, mdławą propagandą czy ckliwym moralizatorstwem? Jak pokazać zmaganie z taką wizją świata, jak to przekraczać i jak odnajdywać w tym człowieczeństwo – niezależnie, czy się wygra, czy poniesie porażkę?

Czy Latający Uniwersytet Ratowania Świata jest jakimś pomysłem z cyklu koła różańcowego albo newage’owego czknięcia wystraszonego humanisty ignoranta? Nie, podobne rzeczy dzieją się od jakiegoś czasu w różnych miejscach, pod różnymi nazwami. Future of Live Institute powołany w 2014 roku przez takie umysły, jak Jaan Tallin (Skype) czy Maks Tegmark (MIT), ma za zadania tworzyć analizy i prognozy nowych technologii, by służyły one człowiekowi, a nie na odwrót. Stephen Hawking i Elon Musk (Tesla) na konferencji w Kalifornii sformułowali 23 zasady znane jako „Zasady z Asimolar”, precyzyjnie sformułowane reguły, które powinny obowiązywać wszystkie badania i prace nad sztuczną inteligencją, aby powołana maszyna, przewyższająca wielokrotnie inteligencję ludzką, służyła człowiekowi, nie szkodząc mu. Gdyby te działania połączyć z inicjatywami Billa Gatesa i głęboką humanistyką genialnego historyka i wizjonera Noaha Harariego oraz pisarki Margaret Atwood, można by utworzyć potężną broń intelektualną, której nie zlekceważy żaden polityk ani koncern.

Jeżeli tysiące plemion w Ameryce Południowej i Azji codziennie odprawia ceremonie i modli się, by ocalić świat, dlaczego my – po uzyskaniu pełnego panowania nad tym światem i utracie kontroli nad samymi sobą – nie mielibyśmy się włączyć ze swoim rozbuchanym racjonalizmem i genialnymi narzędziami w ratowanie nas samych?

Kto się zapisuje?

05-06-2017

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę:
komentarze (6)
  • Użytkownik niezalogowany Jurek
    Jurek 2017-06-10   20:35:12
    Cytuj

    O tych normalnościach gadam co dziennie - to się dzieje - przynajmniej u mnie i ludzi którzy są obok mnie i to bardzo nas buja do to robienie rzeczy uroczych życiowo na tle zabijania świata - Tomku mnie się to układa o czym piszesz - nie jesteś sam - może na siebie znowu wpadniemy!!! Siemanko!

  • Użytkownik niezalogowany Dolcze
    Dolcze 2017-06-08   00:10:31
    Cytuj

    Milion razy na tak

  • Użytkownik niezalogowany Anna Danuta Baryłowicz
    Anna Danuta Baryłowicz 2017-06-06   23:28:15
    Cytuj

    Zapisuję się - Wszystkimi czterema kończynami !...

  • Użytkownik niezalogowany Stanisław Gadomski
    Stanisław Gadomski 2017-06-06   03:32:53
    Cytuj

    Zapisuję się. Pomysłów nie mam ale może jeszcze się czegoś nauczę. Wyłożonego pesymizmu i optymizmu nie podzielam, ale tak, to są istotne sprawy.

  • Użytkownik niezalogowany Kinga Łukomska
    Kinga Łukomska 2017-06-05   20:57:48
    Cytuj

    Zapisuję się. Resztę życia chcę spędzić w takim właśnie gronie. Pracując, jak zwykle.

  • Użytkownik niezalogowany
    2017-06-05   14:51:51
    Cytuj